Kino przegrało niegdyś swoją walkę i utraciło rangę dominującego medium. Czy telewizji uda się obronić swoją pozycję?
Lata 50. i początek lat 60. są nazywane "złotym wiekiem kina" – głównie ze względu na gigantyczny (i robiący wrażenie nawet w epoce animacji komputerowych) rozmach produkcji, który skutkował dominacją kina jako medium.
Kres "złotego wieku" przyniósł niepowstrzymany (a powstrzymać go miały właśnie wielkie produkcje filmowe) rozwój telewizji na początku lat 60.. Widzowie – najpierw amerykańscy, a następnie europejscy – wybrali nową formę rozrywki. Nową tym bardziej, że oferowała zupełnie inny od kina styl narracji. Zamiast rozbuchanej formy telewizja zaproponowała kameralne w formie serie krótkich filmów opowiadających historie tych samych postaci.
Stacje TV zaczęły masowo produkować rozmaite seriale na początku lat 60. To wówczas ustalono konwencje poszczególnych rodzajów seriali oraz wyznaczono trendy obowiązujące przez kolejne dekady.
Dominacja telewizji była absolutna przez kolejne 20 lat. Jednakże kino nie zamierzało się poddać. W latach 80. producenci zaczęli znów pozyskiwać serca i portfele widzów – a to dzięki "kinu nowej przygody" i związanym z nim rozwojem technologicznym. Ludzie przypomnieli sobie, że film daje im to, czego nigdy nie zobaczą w telewizji.
Koncerny telewizyjne obroniły się jednak w łatwy sposób – tworząc specjalne elitarne kanały filmowe oraz inwestując w produkcję filmów kinowych. Ale kiedy sytuacja wyglądała na opanowaną, pojawił się nowy przeciwnik – internet.
Wraz z rozwojem popularności internetu, telewizja znalazła się w identycznej sytuacji, w jakiej niegdyś postawiła kino. Odbiorcy otrzymali zupełnie nowe medium, posiadające własne reguły i całkowicie zmieniające nawyki ludzi – eliminując na przykład nawyk oglądania telewizji.
Przestraszone telewizje zrobiły więc dokładnie to samo, co 50-60 lat wcześniej zrobili filmowcy: rozpoczęły produkcję spektakularnych widowisk. W ten sposób to serial wkroczył w swój "złoty wiek".
Kosztujące miliony dolarów za odcinek seriale rzeczywiście skupiły uwagę widzów i spełniły tym samym swoje zadanie. Producenci telewizyjni robią obecnie to samo, co niegdyś filmowi – ścigają się w realizacyjnym rozmachu i przechwalają poczynionymi nakładami.
Oczywiście, pewną różnicą jest fakt, że wśród popularnych współczesnych seriali jest wiele takich, które nie bazują na wielkich budżetach (co najwyżej na budżetach dla aktorskich gwiazd). I niewykluczone, że to właśnie dzięki takim produkcjom telewizja przetrwa.
Bo ludzie przede wszystkim chcą tego, by opowiadać im ciekawe historie.




















Panie Rybicki, lejesz Pan wodę całymi oceanami, a Ameryki przy tym nie odkrywasz.
No bo trzeba zapełnić "czas antenowy", znaczy aktualizacje na blogu. Blog musi być żywy, żeby przyciągać uwagę. Czasem traci na tym jakość, ale w "oceanie przelanej wody" znajdą się z pewnością jakieś perełki. Ale żeby te perełki chciało się pisać na blogu musi być ruch. A ruch przyciągają częste aktualizacje. Dlatego takie "przelane" artykuły też są potrzebne.
Zgadzam się z Panem Zdzisiem. Straszne lanie wody w tym artykule. Idę szukać perełek. :P
Bo ja mam zawsze rację. Perełka jest piętro wyżej, ale tylko wizualna.
a ja się nie do końca zgodzę. złoty wiek (a raczej dekada) seriali właśnie dobiega końca. dobre scenariusze – coraz rzadziej i coraz częściej. pozostaje tylko i wyłącznie komercja. to co było świeże i odkrywcze kilka lat temu aktualnie schodzi na psy. owszem – Hollywood dumnie przemaszerowało na stronę seriali bo tam teraz leży kasa i na tym się zarabia (szczególnie, że łatwiej zdobyć rolę w serialu niż w potencjalnym przeboju kinowym), ale o tym już pisano dawno temu. dziś po prostu już nie wypada :-) pozdrowienia
dobre scenariusze – coraz rzadziej i coraz częściej pozostaje tylko i wyłącznie komercja (bez kropki)