Jak zabić serial: "Body of Proof"

"Body of Proof" (Fot. ABC)

"Body of Proof" (Fot. ABC)

Pośród seriali, które stworzono, aby kolejni aktorzy mogli pobawić się w geniuszy, swoje miejsce próbowało znaleźć "Body of Proof". Początkowo produkcja ta toczyła wyrównane boje z "The Good Wife", później przepadła z kretesem. Dzisiaj w "Jak zabić serial" tytuł, z którego trzech sezonów pamięta się jedynie rozstawiającą wszystkich po kątach Danę Delany. Spoilery.

1. Miej do dyspozycji dobrą obsadę. Zmarnuj jej potencjał.

W żadnym momencie w czasie emisji "Anatomii prawdy" nie można było powiedzieć, że słabym elementem serialu jest obsada. Poza Delany zobaczyć mogliśmy Jeri Ryan czy Johna Carrolla Lyncha. Nawet znana głównie z roli Kimy Greggs ("The Wire") Sonja Sohn przez dwa sezony wcielała się tutaj w policjantkę. W gościnę wpadła też np. Christina Hendricks. Równocześnie, kiedy przed 3. serią przebudowano obsadę, do grona stałych bywalców dołączył chociażby Elyes Gabel, a z różnym natężeniem obecni byli także Lorraine Toussaint, Michael Nouri, Henry Ian Cusick czy Ray Wise. Epizodzik w finale serialu zaliczył nawet Michael Ausiello.

Problem w tym, że poszczególnym aktorom regularnie uniemożliwiano pokazanie czegokolwiek. Większość postaci nie wychodziła poza bycie elementem wystroju, dodatkową parą rąk do przytrzymania czegoś lub gadającą głową służącą do potwierdzania wspaniałości głównej bohaterki. Wielu postaci nie rozwijano, a jeśli już, to nie były to zbyt ciekawe historie. A przecież to drugi plan często decyduje o tym, czy widz zostanie przy danej produkcji.

2. Doprowadź do tego, aby główna bohaterka w najlepszym wypadku irytowała.

"Body of Proof" miało być produkcją opierającą się na umiejętnościach Dany Delany w co najmniej w takim stopniu, w jakim inne seriale korzystały i korzystają z talentów np. Patricii Arquette, Hugh Lauriego, Tima Rotha, Julianny Margulies. Niestety, o ile początkowo historia dr Megan Hunt budziła zainteresowanie i miała kilka ciekawych elementów, jak wypadek samochodowy, który uniemożliwiał jej dalszą pracę na sali operacyjnej, to z biegiem czasu było znacznie gorzej.

Bycie mądrzejszym od wszystkich, a momentami nieludzka wręcz nieomylność zmieszana z brakiem postępów w otoczenia powodowała, że serial zaczynał przypominać coś w stylu Alicji w krainie tektury. Ponadto w ostatnim sezonie do kompletu dr Hunt otrzymała jeszcze niezdrową dawkę arogancji i nieodpowiedzialności. Dorobiliśmy się więc postaci, która już po tym, jak straciła kilka bliskich osób, porwano jej córkę i sama otarła się o śmierć, postanowiła biegać po mieście i grozić mafiozom czy socjopatom.

3. Zwiedzaj wyżyny przeciętności. Uczyń z lenistwa najwyższą wartość.

Po pierwszych dwóch punktach pośrednio widać, jak dużym problemem tego serialu byli scenarzyści i scenariusze. Jasne, jak wszędzie zdarzały się odcinki lepsze i gorsze, jednak systemowo wspierano przeciętność, zarówno pod względem doboru spraw, jak i denatów tygodnia, konfliktów czy nawet historii poszczególnych bohaterów. Nie przykładano należytej uwagi do dialogów, część postaci regularnie wychodziła na idiotów. Zaniedbywano też proces dochodzenia do niektórych odkryć. Zlekceważono fakt, że w tamtym czasie był to jeden z dwóch czy trzech seriali z akcją dziejącą się w Filadelfii.

Zresztą nawet jeśli zdarzały się lepsze momenty, szybko znikały w morzu bylejakości – świetnym przykładem wydaje się 9. odcinek 1. serii ("Broken Home"), w którym znaleźć można i jedno, i drugie. Lenistwo bywa niezwyciężone.

4. Podkręcaj stawkę w niedbały sposób. Nie ograniczaj się jedynie do tanich chwytów – wybieraj te najtańsze.

W każdy serial, któremu grozi skasowanie, prędzej czy później wkrada się panika. W "Anatomii prawdy" pięknym przykładem drastycznych decyzji i wątpliwych wyborów okazał się przełom 2. i 3. serii. Wpierw końcówkę 2. sezonu zamieniono w koszmar Petera Dunlopa (Nicholas Bishop) i całego miasta. Cyrk rozpoczęto bezceremonialnym pozbyciem się obiektu jego uczuć i epidemią groźniejszego rodzeństwa eboli (serio! 2. sezon, odcinki 18. i 19. – "Going Viral"), a jeszcze nim skończył on opłakiwać bliską osobę, zaliczył bezsensowny zgon w towarzystwie Megan.

Z kolei kolejny sezon zaczynamy znowu od seryjnego mordercy i tym razem od porwania córki dr Hunt, Lacey (Mary Mouser). Później tanie, emocjonalne chwyty obecne są do samego końca – płaczące dzieci, zorganizowana przestępczość, nawiedzeni ludzie itp. – co obok wspomnianej rewolucji w obsadzie miało uratować serial. Ostatecznie tak się nie stało, choć było blisko.

5. Budź się błogiego snu na zbyt krótko, aby kogokolwiek to obeszło. Po czym zasypiaj znowu na długie miesiące.

W telewizji nie daje się nagród pocieszenia za "było blisko". Na dłuższą metę nie przyznaje się również specjalnych wyróżnień za rzeczy, które mogły być znacznie lepsze. Twórcy serialu, kiedy już znajdowali jakiś ciekawy wątek, na który reagowała publiczność, szybko o nim zapominali. Kiedy ich obsada, niezależnie od wersji, zaczynała tworzyć w miarę zgrany i interesujący zespół, marginalizowali tych, którym przydałoby się więcej czasu. Kiedy pojawiały się pozytywne reakcje na nieco większą skalę wyzwań, przeginali w drugą stronę, a dr Hunt nagle ratowała całe miasta. I tak w nieskończoność, choć może inaczej, do spodziewanego pożegnania.