Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie tygodnia

"Luke Cage" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

W tym tygodniu mamy tylko jeden spektakularny kit: serial Woody'ego Allena. A hity wędrują m.in. do "Luke'a Cage'a", "The Fall", "You're the Worst" i "This Is Us", już po raz drugi z rzędu.

KIT TYGODNIA: Najsłabszy film Woody'ego Allena, tyle że w odcinkach

"Crisis in Six Scenes" (Fot. Amazon)

"Crisis in Six Scenes" (Fot. Amazon)


W sumie mogliśmy się spodziewać, że serial Woody'ego Allena dziełem wybitnym nie będzie. Nie pamiętam, kiedy on ostatnio stworzył cokolwiek wybitnego. Ale aż tak gigantycznej porażki jednak się nie spodziewałam. "Crisis in Six Scenes", którego cały sezon, składający się z 6 króciutkich odcinków, Amazon wypuścił w ten piątek to właściwie nawet nie jest serial. To około dwóch godzin - jeśli nie liczyć napisów - irytującej, bełkotliwej gadaniny, która nie chce działać i nie działa pod żadnym względem.

Z każdej minuty tego okropnego dzieła wyziera totalna pustka. Źle napisani, karykaturalni bohaterowie ubrani w kostiumy z lat 60. przerzucają się komunałami, które niby przypominają podobne dyskusje w starych filmach Allena, ale tutaj za nic nie chcą spełniać swojej roli. W przerwach między sztucznie brzmiącą gadaniną przechodzą niewiarygodne przemiany - zakochują się, zmieniają światopogląd etc. - i to też za nic nie chce wyglądać wiarygodnie, wciągać ani bawić. "Crisis in Six Scenes" to istna droga przez mękę, zapis twórczego kryzysu Woody'ego Allena, którego nie potrafili uratować nawet dobrzy aktorzy.

Gdyby to skrócić o jedną trzecią, trochę poprzepisywać i nie udawać, że mamy do czynienia z serialem, być może dałoby się z tego zrobić jeden z przyzwoitych, dających się od biedy oglądać filmów tego reżysera. Jako serial to nie działa - i tak już fatalne dialogi niepotrzebnie wydłużono i dopiero w dwóch ostatnich "odcinkach" udało się wprowadzić coś na kształt fabuły. Ale zakończenie specjalnie satysfakcjonujące nie jest, podobnie jak cała historia, która jednym uchem wpada, a drugim wypada.

Żeby oddać sprawiedliwość - "Crisis in Six Scenes" ma zabawne momenty, ma trochę fajnych scen, a i obsada z Elaine May na czele daje radę. To jednak po prostu za mało. Jeśli z trudem wytrzymałam dwie godziny, nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by było, gdyby Allen zrobił "prawdziwy" serial. A jego przytyki pod adresem telewizji, które pewnie by mnie bawiły, gdyby całość była dobra, odebrałam jako wyjątkowo irytujące. Sorry, panie Allenie, ale telewizja teraz produkuje rzeczy tysiąc razy bardziej wartościowe niż którykolwiek z pana ostatnich filmów. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  • michax

    Co do gry Anderson nie powiedziałbym, że zagrała przeciętnie w 10 serii XF. Sezon można oceniać różnie, ale akurat jej gra to jeden z plusów serii. Choć też zależy jaki odcinek ma na myśli się. W finale 10 serii nie miała co grać w ogóle co po prostu jest marnowaniem jej talentu a w 10x01 przypominała miejscami Stelle właśnie (sama mówiła że miała problem z wejściem w role Scully i na początku czuła się jakby ją grała), ale w odcinkach Founder's Mutation, Were Monster, a przede wszystkim Home Again dobrze grała Scully już. GA nie tyle potrafi być wspaniałą aktorką co jest wspaniałą aktorką co udowodniła nie tylko w The Fall, ale też w innych angielskich serialach jak Bleak House i Great Expectations według powieści Dickensa (zresztą wolę Gillian Anderson w angielskim wydaniu jak w amerykańskim) czy w Hannibalu oraz w teatrze świetnie sobie radzi jak np. rola Blanche w sztuce Tramwaj zwanym pożądaniem (dla mnie jej najlepsza rola w ogóle a ona uważa tą rolę za jedną z najważniejszych w karierze). Można wymienić jeszcze House of Mirth, mało znany film Terence Daviesa z 2000 roku. Ale nie jest też tak że wszędzie gra super i każda jej rola to same zachwyty z mojej strony, bo choćby w serialu Crisis jechała na autopilocie i nie ciekawego nie miała do pokazania. Nie zachwycam się każdą jej rolą, potrafię też skrytykować.