Powrót z zaświatów. Recenzujemy "Beyond" - nowy serial młodzieżowy z elementami nadprzyrodzonymi

"Beyond" (Fot. Freeform)

0

Od czasu premiery "Słodkich kłamstewek" Freeform poszukuje kolejnego hitu, który zbierze solidne grono zwolenników. "Beyond" to przyzwoita, choć niewymyślna próba, kierowana do nastolatków.

Przy premierach nowych seriali bardzo często narzekamy na wtórność i brak oryginalnej historii, która miałaby do zaproponowania coś więcej, niż widzieliśmy w podobnych produkcjach. Jednak jeśli rocznie tworzy się kilkaset tytułów, trudno oczekiwać, że scenarzyści nie będą powielać schematów i porzucą np. seriale komiksowe czy też młodzieżowe produkcje z elementami nadprzyrodzonymi. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że w 2017 roku w ramówkach zadebiutuje przynajmniej kilka seriali bardzo podobnych do "Beyond". Oczywiście nikt nikogo nie posądzi o plagiat, ale serialowy wyjadacz szybko wyłapie kilka charakterystycznych elementów, układających się w jedną całość.

Daleki jestem od krytykowania "Beyond", ponieważ uważam, że w telewizji znajdziecie dziś pewnie kilkadziesiąt gorszych seriali. Produkcja autorstwa Adama Nussdorfa ("Once Upon a Time in Wonderland") zorientowana jest na konkretną grupę docelową i uważam, że gdybym puścił ją swojej kilkunastoletniej córce (której nie mam), byłaby zachwycona. Powiem więcej – pierwsze kilkanaście minut pilota oglądało mi się całkiem przyjemnie, a kolejne sceny na myśl przywołały pierwsze odcinki "Stranger Things". Pojawiają się nastolatkowie, rozmawiający ze sobą przez krótkofalówki, gdzieś w tle wychwycić da się wstawki o deszczu meteorów, a także niekłamaną fascynację głównego bohatera astronomią i "Gwiezdnymi wojnami". Sielanka nie trwa wiecznie, ale nawet scena w lesie z "bliskim spotkaniem trzeciego stopnia", tuż przed pojawieniem się obrzydliwego logotypu serialu, wypadła całkiem przyzwoicie.

"Beyond" to oczywiście serial przewidywalny i nawet zbytnio się z tym nie kryje. Nie zaskakuje, nie próbuje wychodzić poza pewien schemat, według którego tworzone są tego typu produkcje. I tak oto Holden (Burkely Duffield) - do niedawna 13-latek, a dziś chłopak, który przegapił prawdopodobnie najlepsze lata ze swojego życia – budzi się ze śpiączki po dwunastu latach. Do życia powraca jako 25-latek (choć aktor wygląda jakby miał przynajmniej o pięć, siedem lat mniej), a jego ozdrowienie traktowane jest jako cud. Na szczęście Holden nie przywdziewa z automatu stroju superbohatera i nie rusza na ratunek światu. Jego historia – jak zawsze w tego typu przypadkach – jest skomplikowana, dziwna i zawiera jeden kluczowy element – Holden jest inny, niż wszyscy, bowiem posiada pewne niedookreślone "moce", o których oczywiście sam nie ma zielonego pojęcia.

W efekcie przez pierwsze kilka odcinków oglądamy na ekranie losy zagubionego chłopca, który nie wie, czym jest Wikipedia i produkty Apple. Gość przez kilkadziesiąt sekund gapi się w lustro, podziwiając swój zarost, by chwilę później podczas snu przenieść się do lasu i doznawać dziwnych wizji. Z Holdenem jest oczywiście coś nie tak, a chłopak – jak ma to miejsce w każdej tego typu historii – staje się ofiarą (lub też narzędziem) międzynarodowego spisku. Swoje moce uaktywnia póki co jedynie w złości, gniewie i bólu, początkowo odrzucając pomoc pięknej Willi (Dilan Gwyn), która zdaje się doskonale wiedzieć, o co chodzi w tym całym zamieszaniu.

"Beyond" ma jednak problem z wytworzeniem wokół całej historii odpowiedniej atmosfery i skomplikowanych relacji pomiędzy bohaterami. Próba odbudowania więzi z najlepszym przyjacielem z dzieciństwa jest zaskakująco sztuczna i staje się tylko kolejnym elementem układanki, zmuszającej Holdena do uruchomienia swoich mocy. Nie podobał mi się sposób, w jaki rodzina głównego bohatera reagowała na powrót swojego syna. W dialogach brakowało swobody, luzu i zapadających w pamięć detali. Twórcy scenariusza mają wyraźny problem z zachowaniem balansu pomiędzy śmiertelnie poważną historią chłopaka, który po 12 latach przerwy "powraca" do życia, a wprowadzeniem do całej historii nieco swobodniejszych i mniej skomplikowanych wątków, które rozluźniłyby nieco atmosferę.

"Beyond" udostępniono w całości (10 odcinków) na platformie Hulu i myślę, że jest to tak naprawdę jedyny sensowny sposób, by oglądać ten serial. Historia jest ciągła, nie ma zbyt wielu przestojów i zyskuje z każdą kolejną godziną. Duży wpływ ma na to m.in. fakt, że Holden zaczyna poznawać "równoległą rzeczywistość", w której funkcjonował przez ostatnie kilkanaście lat. Przyzwoicie wypada też jego relacja ze wspomnianą Willą, którą pokochacie choćby za pewien niewielki polski wątek. Pochwalić muszę też efekty specjalne, bo wyglądają lepiej, niż w serialach stacji CW. Nie jest ich dużo, ale przeskoki świadomości Holdena do innej rzeczywistości to prawdopodobnie najlepsze fragmenty całego serialu.

"Beyond" swoim nazwiskiem firmują jako producenci wykonawczy Tim Kring ("Heroes") i David Eick ("Battlestar Galcatica"). Celowo wspominam o tym dopiero teraz, bowiem z tego typu połączenia nie mogło wyjść wiele dobrego. Domyślam się, że panowie nie mieli wielkiego wpływu na całą historię, ale jeśli miałbym podsumować ją jednym zdaniem, uchwyciłbym to tak: "Beyond" to produkcja, opowiadająca o 13-latku, który zamknięty jest w ciele 25-latka. I nie jest w żadnym wypadku zaleta tego serialu. Widać to choćby w scenach, gdzie 25-letni Holden po raz pierwszy w życiu całuje się z dziewczyną na imprezie, czy też gdy przychodzi mu wiązać krawat.

I tak oto "Beyond" nie będzie hitem na miarę "Słodkich kłamstewek". Produkcja ta nie pociągnie za sobą tłumów, choćby ze względu na to, że nie ma do zaoferowania osobliwej, wyrazistej i niekonwencjonalnej historii. Ale mimo wielu wad i nieprzekonującej atmosfery serial do pewnej grupy widzów trafi. Cały sezon da się obejrzeć w dwa wieczory, oczywiście pod warunkiem że lubicie młodzieżowe i nieskomplikowane historie. Tylko nie za bardzo jest po co.