Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie tygodnia

"Iron Fist" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9

Za nami fantastyczny tydzień z szaloną Aubrey Plazą w "Legionie", niezwyciężoną Nicole Kidman w "Wielkich kłamstewkach" czy jak zwykle uroczą Elsbeth Tascioni w "The Good Fight". Tymczasem na Netfliksie pojawił się ładny, lecz sztywny blondasek.

HIT TYGODNIA: "The Good Fight" z Elsbeth Tascioni i "zagubionym" odcinkiem "SVU"

"The Good Fight" (Fot. CBS)

"The Good Fight" (Fot. CBS)


Dawno, dawno temu "Żona idealna" komentowała sprawę pewnego kontrowersyjnego covera w "Glee", teraz odniosła się do sytuacji z odcinkiem "Law & Order: SVU" o Donaldzie Trumpie. A właściwie nie o Trumpie, tylko o fikcyjnym polityku - tak się składa, że podobnym do Trumpa - który został w serialu oskarżony o gwałt. Emisję odcinka przekładano i przekładano, aż w końcu nie wyemitowano go wcale. Powodów możecie się domyślać.

"The Good Fight" odważnie wyszło poza te domysły i pokazało, co mogłoby się wydarzyć, gdyby scenarzysta takiego odcinka wypuścił go na własną rękę. Sprawa miała po drodze mnóstwo twistów i była naprawdę dobrze zrobiona. A do tego mocno osadzona w rzeczywistości, bo pojawiły się nawet tweety Trumpa.

Ale "Stoppable: Requiem for an Airdate" to w ogóle był bardzo dobry odcinek - wreszcie wszystko zgrało się ze sobą koncertowo. Elsbeth Tascioni wygrała pierwsze starcie z Mike'iem Krestevą - i zrobiła to z dużym wdziękiem, świetnie wpasowując się w nowy krajobraz. Powrócił także Chumhum i jego szef, a wraz z nim pewność siebie Diane, która udowodniła, że nie nadaje się do grania drugich skrzypiec. A wszystko to miało swój rytm, charakter i było znacznie bardziej wciągające niż perypetie państwa Rindellów, których zdecydowanie za dużo naoglądaliśmy się w poprzednich odcinkach. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9
  • ROB-i

    Ja bym jeszcze od siebie do kitow tygodnia dorzucil drugi sezon "The Catch" ktory jest jeszcze bardziej nudny i nieciekawy niz pierwsza jego odslona.Ja po dwoch epizodach mowie sobie dosc.
    No i bardzo mizerny final "This Is Us" po pierwszym sezonie tez pozostawia po sobie duzo do rzyczenia na przyszlosc,jeden wysmienity odcinek "Memphis" i przyzwoity pilot to dla mnie niestety za malo.

  • LuKe

    Nie ma w tym tygodniu mojego "Riverdale", a więc nie mam komu dać hita :)

    Małe kity muszę dać:

    - "Fortitude" - no niestety ale mamy powtórkę z rozrywki z poprzedniego sezonu. Jeszcze dwa odcinki temu wierzyłem, że serial się obroni. Niestety ostatnie to poplątanie z pomieszaniem. Serial przypomina mi obecnie wiele z nieudanych adaptacji Kinga. Fabuła jest niejasna, brak wyraźnie zarysowanych wątków, brak koncepcji skąd się wątki wzięły i dokąd zmierzają. Dzieją się przeróżne rzeczy, ale dzieją się chaotycznie. Brak logiki przyczynowo-skutkowej - wydaje mi się, że to też kwestia nieudanego montażu. Bo nagle pojawia się postać i nie wiemy dlaczego akurat tu i teraz. Inne gdzieś się udają i nawet jeśli wiadomo dlaczego, to z ekranu tak jasno już to nie wynika. Brak jest po prostu takiej płynności i spójności w opowiadaniu tej historii. Scenariusz wygląda tak jakby ktoś kilka idei przelał na papier i postanowił, że to się jakoś ułoży w całość - samo. Części składowe serialu są OK, momentami naprawdę udane, ale panuje tu bałagan wykonawczy. Twórcy chyba chcieli aby fabuła była tajemnicza, tymczasem jest mglista. Nie skreślam serialu bo wciąż jest jakiś i wyróżnia się na tle innych produkcji. Mam tylko nadzieję, że twórcy jakoś się ogarną do finału.

    - "Broadchurch" - również kit za wdzierającą się nagle do serialu drzwiami i oknami mizoandrię. Fabuła rozwija się tak jak przypuszczałem po odcinku otwierającym sezon. Niestety poruszanie trudnego tematu gwałtu nie usprawiedliwia decyzji twórców aby nagle zrzucić całe zło tego świata na barki mężczyzn. Jeśli się nie przesłyszałem, to w najnowszym odcinku zasugerowano, że każdy pijany mężczyzna to potencjalny gwałciciel. Poza tym wszystkie role męskie, nawet Aleca noszą w tym sezonie znamiona niesympatycznych. Rozumiem feministyczne zacięcie i wyjątkowo kobiecy i istotny temat, ale czynienie z wszystkich mężczyzn gwałcicieli, pijaków, oszustów itp. jest niesprawiedliwe. Niestety sporo produkcji noszących feministyczne postulaty posuwa się do tego rodzaju zabiegów. Naprawdę nie trzeba z mężczyzn robić głupków i zbrodniarzy, aby kobiety błyszczały.
    Myślę, że Chris Pine i Gal Dadot w nadchodzącym filmie "Wonder woman" wreszcie pokarzą jak się tworzy udany feministyczny duet. Bez kastrowania, wyśmiewania czy umniejszania mężczyzn.
    P.S. Jeśli chodzi o sprawcę - to moimi głównymi podejrzanymi jest ten młody chłopak zarządzający firmą ojca oraz właściciel posesji, który wynajmował ją pod imprezy.

  • Adam Kawer

    Śmieszy mnie to narzekanie na "Iron Fist", a używanie zwrotów "gigantyczna wpadka" i "fatalny serial" wręcz już drażni. Powielanie negatywnych opinii "recenzentów" można wytłumaczyć lenistwem lub głupotą, ale przedstawianie na siłę serialu jakio "totalne gówno" i odradzanie oglądania za wszelką cenę czytelnikom jest mało profesionalne, dzicinne. 8,2/10 i 11888 osób głosujących na IMDb, na tę chwilę - mówi samo za siebie - ludziom najzywczajniej w świecie się podoba, tyle w temacie.

    • LuKe

      "50 twarzy Greya" to jedna z najlepiej sprzedających się książek, a pierwszy film (zapewne drugi też) pobił lutowy rekord box-office'owy wszech czasów, wyprzedzając zdaje się nawet dotychczasowego rekordzistę - "Pasję" Gibsona. Czy to znaczy, że mamy do czynienia z arcydziełem literatury i kinematografii? Upodobanie większości nie jest gwarantem jakości, a wręcz przeciwnie. Wiele zjawisk w pop kulturze udowadnia wręcz, że jest na odwrót.

      • jimisan

        z tyłka przykład z "50 twarzy Greya", bo to film powszechnie oceniany bardzo słabo - również przez widzów...

        • LuKe

          Ale miliony poszły i przeczytały więc nie wiem jak nazwać to zjawisko? Masochizm? Idziemy bo słabe? Choć pójdziemy na drugą część bo pierwsza była tak chujowa, że muszę obejrzeć drugą? To, że Ty uważasz produkcję za słabą, nie znaczy, że dla tysięcy widzów nie jest wartościowa. Liczby nie biorą się z kosmosu. A jeśli jest jak piszesz, to tym bardziej opinia czy zachowania odbiorcze ludzi rysują się jako coś zupełnie niedorzecznego.

          • jimisan

            ano oznacza, że coś może być bardzo popularne i zarazem kiepsko oceniane - ten film miał sprecyzowany target i choćby był straszną kupą to jasne było, że się bez problemu sprzeda, dodatkowo spora część widzów poszła do kina tylko po to aby sprawić przyjemność "targetowi" tego cuda... co nie zmienia faktu, że generalnie film we wszelkich rankingach jest nędznie oceniany... Sama książka zaś przez czytelniczki nie była oceniana tak słabo jak film a to ona nakręciła oglądalność... i nie - druga część zakończyła otwarciem na poziomie nieco wyższym niż połowa otwarcia części pierwszej, mam znajome, które po seansie dwójki były jeszcze bardziej złe na siebie niż po części pierwszej, bo miały nadzieję, że nie da się zrobić drugi raz takiej szmiry jak za pierwszym razem - a tu niespodzianka - da się...

          • LuKe

            "Iron Fist" też ma sprecyzowany target - fanboyów, których gust też można traktować z przymrużeniem oka.

          • jimisan

            gusta każdego oprócz siebie można traktować z przymrużeniem oka... co nie wnosi nic do podniesionej wcześniej kwestii, że coś co jest popularne jest jednocześnie wysoko oceniane - niestety zwykły bulshit - jest wiele świetnych wysoko ocenianych produkcji stosunkowo mało popularnych i po drugiej stronie barykady wspominane wcześnie przygody Greya super popularne i bardzo nisko oceniane przez widzów - oceny krytyków i tak mam w mniejszym lub większym poważaniu...

          • LuKe

            :) Prawie pełna zgoda.
            Bo jeśli coś jest masowym wielomilionowym w odbiorze hitem to wciąż będę się upierał, że dla sporej grupy widzów/czytelników jest to coś wyjątkowego, pomimo tego, że krytycy czy spora część opiniotwórczych/branżowych środowisk z tego drwi.

            Mój cały wywód wziął się tylko z przytoczonych wyżej przez Adama Kawera danych: 8,2/10 i 11888 osób głosujących na IMDb".
            Te dane świadczą tylko o tym, że 12 tysiącom ludzi serial się podoba :)
            No i rozbawiło mnie jeszcze to jego "za wszelką cenę" :D

          • LuKe

            A no i swój gust jak najbardziej można traktować z przymrużeniem oka :D

          • jimisan

            si, aczkolwiek uściślając jest to zawsze średnia ocena tych, którym się podobało, tych którym nie, plus niemała część tych takich co w ogóle tego serialu jeszcze nie widzieli;) pomijając to i tak większym wykładnikiem jest dla mnie ocena na IMDb niż RT, bardziej cenię głos ludu niż opieranie się na głosach krytyków... seriale mimo wszystko mają tą przewagę, że nawet kiepskie recki krytyków nie skreślają produkcji, gorzej z filmami, tam takie zjechanie powoduje w 99% przypadków katastrofę produkcji...

    • coraud

      Podpisuje się pod tym komentarzem. Ta odsłona jest od początku nieco inna. Moim zdaniem nacisk w głównej mierze położono na rozwój bohatera, na jego powolną przemianę i pojawienie się superbohaterskiej świadomości. Po tych negatywnych komentarzach zewsząd spodziewałem się na prawdę czegoś słabego. Widziałem Daredevila, Jessike Jones i Luka Cage, i nie uważam by Iron Fist był aż tak zły jak opisują to recenzenci. Jest nieco słabszy, ale by aż tak dissować to dla mnie nieco dziwne i zastanawiające.

    • jimisan

      cóż widzowie się nie znają - zwłaszcza Ci, którym się podobało...

    • grey

      Cóż, pewnie za jednym z powodów może ukrywać się, że tytułowym Iron Fist jest młody, sprawny fizycznie białoskóry blondyn. Jakoś nie mogę uniknąć tego spostrzeżenia. Serial jest w moim mniemaniu dobry, poleciłbym wielbicielom kina akcji i sztuk walki.

  • LuKe

    Nie ma w tym tygodniu mojego "Riverdale", a więc nie mam komu dać hita :)
    Małe kity muszę dać:
    - "Fortitude" - no niestety ale mamy powtórkę z rozrywki z poprzedniego sezonu. Jeszcze dwa odcinki temu wierzyłem, że serial się obroni. Niestety ostatnie to poplątanie z pomieszaniem. Serial przypomina mi obecnie wiele z nieudanych adaptacji Kinga. Fabuła jest niejasna, brak wyraźnie zarysowanych wątków, brak koncepcji skąd się wątki wzięły i dokąd zmierzają. Dzieją się przeróżne rzeczy, ale dzieją się chaotycznie. Brak logiki przyczynowo-skutkowej - wydaje mi się, że to też kwestia nieudanego montażu. Bo nagle pojawia się postać i nie wiemy dlaczego akurat tu i teraz. Inne gdzieś się udają i nawet jeśli wiadomo dlaczego, to z ekranu tak jasno już to nie wynika. Brak jest po prostu takiej płynności i spójności w opowiadaniu tej historii. Scenariusz wygląda tak jakby ktoś kilka idei przelał na papier i postanowił, że to się jakoś ułoży w całość - samo. Części składowe serialu są OK, momentami naprawdę udane, ale panuje tu bałagan wykonawczy. Twórcy chyba chcieli aby fabuła była tajemnicza, tymczasem jest mglista. Nie skreślam serialu bo wciąż jest jakiś i wyróżnia się na tle innych produkcji. Mam tylko nadzieję, że twórcy jakoś się ogarną do finału.

    • LuKe

      - "Broadchurch" - również kit za wdzierającą się nagle do serialu drzwiami i oknami mizoandrię. Fabuła rozwija się tak jak przypuszczałem po odcinku otwierającym sezon. Niestety poruszanie trudnego tematu gwałtu nie usprawiedliwia decyzji twórców aby nagle zrzucić całe zło tego świata na barki mężczyzn. Jeśli się nie przesłyszałem, to w najnowszym odcinku zasugerowano, że każdy pijany mężczyzna to potencjalny gwałciciel. Poza tym wszystkie role męskie, nawet Aleca noszą w tym sezonie znamiona niesympatycznych. Rozumiem feministyczne zacięcie i wyjątkowo kobiecy i istotny temat, ale czynienie z wszystkich mężczyzn gwałcicieli, pijaków, oszustów itp. jest niesprawiedliwe. Niestety sporo produkcji noszących feministyczne postulaty posuwa się do tego rodzaju zabiegów. Naprawdę nie trzeba z mężczyzn robić głupków i zbrodniarzy, aby kobiety błyszczały.
      Myślę, że Chris Pine i Gal Gadot w nadchodzącym filmie "Wonder woman" wreszcie pokarzą jak się tworzy udany feministyczny duet. Bez kastrowania, wyśmiewania czy umniejszania mężczyzn.
      P.S. Jeśli chodzi o sprawcę - to moimi głównymi podejrzanymi jest ten młody chłopak zarządzający firmą ojca oraz właściciel posesji, który wynajmował ją pod imprezy.

      • michax

        Coś w tym jest jak pokazuje się facetów w serialach o feministycznym zacięciu i zaraz przypomina mi się The Fall. Większość facetów w serialu to są cienkie bolki albo mordują, są też dupkami (jak dziennikarz z 1 serii) albo nie potrafią panować nad emocjami i uciekają się do przemocy oraz są płaczliwi, nie radzą sobie z problemami i popełniają samobójstwa (był taki jeden gliniarz w 1 serii co miał trochę na sumieniu) lub z powodu problemów popadają w alkoholizm jak brodacz. Burnsa lubiłem w 1 i 2 serii mimo jego wad różnych, ale w 3 serii tak mnie zaczął irytować swoim zachowaniem, iż prawie dorównywał tej lasce zakochanej w mordercy, której najbardziej nie znosiłem. Ale to była jedna dziewczyna co mocno wkurzała, bo wszystkie żeńskie postacie w serialu są super, a wśród facetów więcej wkurzających typów jak porządnych. Trochę zaplusował Burns gdy stanął w obronie Gibson w finale 3 serii (w sumie nieważne że był nawalony), ale później się znowu rozbeczał. Domyślam się że facet nie mógł przeżyć odrzucenia przez Stelle w 2 serii oraz tego że porównała go z mordercą i dlatego się tak rozkleił z czasem. Wiem że The Fall to taki serial, w którym pokazano, iż płeć piękna jest odporniejsza i silniejsza od facetów, a Stella Gibson to prawdziwa kobieta z jajami, ale czasami przesadzali z pokazywaniem tego jak faceci sobie nie radzą. Choć też było kilka porządnych facetów, głównie policjanci jak np. Eastwood, Tom Anderson czy nawet taki policjant z wąsem z trzeciego planu (zapomniałem jak się nazywał), który ciągle podpadał Stelli w 1 serii (np przez spóźnianie się) oraz lekarz z 3 serii, ale bardziej pamiętam tych wkurzających i irytujących mężczyzn jak tych porządnych.

  • Isen

    Iron Fist nie jest złym serialem. Z jakiegoś powodu recenzenci uznali, że ocenianie całego sezonu po 6 odcinkach jest dobrym pomysłem.
    Zresztą, opinie widzów już po premierze na Netflix są "nieco" odmienne i póki co, serial jest oceniany wyżej niż Luke Cage, w opinii "zwykłych" widzów zasłużył na około 8/10.
    Żeby nie być gołosłownym zapraszam na IMDB czy Rotten Tomatoes. A najlepiej już będzie jeżeli obejrzycie całość sami.
    Wydawanie takich recenzji jest po prostu dla serialu krzywdzące...

    • LuKe

      Ja nie oglądałem więc się nie wypowiem. Wiem, że zwiastun był słabiutki. Ale gdybyś mnie jako niedowiarka miał przekonać, to jakie są Twoim zdaniem mocne strony show, a w czym niedomaga? Bądźmy merytoryczni, a nie wystawiajmy opinii o opiniach.
      A co do tego "krzywdzące"... no trudno. Jak wystawiam swoją opinię, zgodną z moim przekonaniem, to nie zastanawiam się czy to krzywdzące... zwłaszcza, że mowa o tak miałkiej sprawie jak serial TV.