Nasze podsumowanie tygodnia - raz jeszcze same hity!

"Opowieść podręcznej" (Fot. Hulu)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Przerażająca polityka i szalone emocje w "Opowieści podręcznej". Orgia, lew i Bóg we własnej osobie w "Pozostawionych". Lemoniada w "Unbreakable Kimmy Schmidt". Nowe, znakomite true crime Netfliksa. To był świetny tydzień!

HIT TYGODNIA: "The Americans" znów mrozi krew w żyłach

"The Americans" (Fot. FX)

"The Americans" (Fot. FX)


"The Americans" ma rewelacyjną końcówkę sezonu, choć to pewnie nie jest coś, czego się spodziewaliśmy. Bo oto w trzecim od końca odcinku w tym sezonie poznaliśmy kogoś zupełnie nowego - Johna i Natalie Granholmów, spokojną parę z amerykańskiego przedmieścia, która musiała marnie skończyć, po to aby Elizabeth mogła sobie coś uświadomić. Że chce do domu. Nie wiemy, czym w tym przypadku jest "dom", ale jej zmęczenie szpiegowskim życiem po prostu widać.

To, co się wydarzyło w domu Granholmów, mroziło krew w żyłach na wielu poziomach. Po pierwsze, dlatego że historia kobiety, którą jako nastolatkę naziści zmusili do mordowania rodaków - i pewnie gwałcili, stąd choroba weneryczna - była przerażająco tragiczna. I z pewnością nie zasługiwała ona na egzekucję za to, że zrobiła, co musiała, żeby przeżyć. Po drugie, Jenningsowie to dobrze wiedzieli, a jednak nie mrugnęli okiem, kiedy przyszło wykonać wyrok. Po trzecie, oni w niczym już nie przypominają maszyn do zabijania, wyglądają raczej jakby robili takie rzeczy rutynowo, z przyzwyczajenia.

Niezależnie od tego, czy mówiąc "dom", Elizabeth miała na myśli Rosję czy po prostu waszyngtońskie przedmieście, gdzie mieszka rodzina Jenningsów, wyraźnie widać, że ostatni rozdział zbliża się wielkimi krokami. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  • Maciej Witek

    Co do Kimmy i jej ekipy, raz jeszcze, to czy tylko mnie ta okropna piosenka o cyckach w Kalifornii nie może wyjść z głowy? ;).

    Podręczna - serial mi się bardzo podoba (po moich wpisach może tego nie widać, ale tak jest!) jednak znowu mam problem z najnowszym odcinkiem. Warto go zobaczyć przynajmniej dla jednej sceny pod koniec, ale po kilku pierwszych odcinkach, w których to klimat dystopii był tak gęsty, że prawie dało się go kroić nożem, mam wrażenie, że serial zbacza w stronę... romansu(?). "Trójkąt miłosny" z June i spory fragment odcinka o uczuciach komendanta i jego żony, to nie jest coś czego oczekiwałem.

    The Keepers oglądam (4 odcinki za mną). Trudno mieć przyjemność z oglądania czegoś takiego, ale warto obejrzeć.

    PS. Nie ma Fargo? Wiem, że wszystkie poprzednie sezony się wolno rozkręcały, ale ten sezon, przed premierą jednym tchem przez większość uważany jako murowany kandydat do serialu roku, chyba trochę rozczarowuje? Aż ciekaw jestem tego odcinka (jestem jedno "okrążenie" do tyłu).

    • Podręczna - romanse June ani mnie ziębią, ani grzeją, ale Waterfordom przydało się uczłowieczenie. Obojgu. Dobrze ich było zobaczyć jako normalnych ludzi, którzy gdzieś tam w środku mają coś na kształt uczuć.

      Fargo - za nami połowa sezonu i tak, dla mnie to już spore rozczarowanie (choć Mateusz pewnie się nie zgodzi). Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale jednak czegoś brakuje. Postacie wydają mi się papierowe jak nigdy - chyba tylko Nikki i przede wszystkim Gloria jako tako mnie obchodzą, a największy zawód to podwójna rola Ewana McGregora. Tatianą Maslany to on nie jest. Znamienne jest to, że najlepszy odcinek to ten z Glorią w Los Angeles, w którym prawie nie było innych bohaterów. Mały, dzielny robot przebił ich wszystkich, żałowałam, że nie może zostać z nami na stałe. Myślę, że Noah Hawley powinien zrobić sobie kilka tygodni przerwy, bo narzucił sobie tempo, jakiego żaden normalny człowiek by nie zniósł, i widać skutki.

      I tak, cycki w Kalifornii zostają z człowiekiem na dłużej niż by się chciało.

      • Joanna

        Dokładnie to samo ostatnio pomyślałam o Fargo: niby wszystko jest na miejscu, a jednak czegoś brakuje. Niby bardzo podoba mi się akcja rodem z "Mistrza i Małgorzaty", niby wykonanie jak zwykle jest fantastyczne, niby sceneria znowu zachwyca, ale ostatecznie brakuje jakiejś głębi. W trakcie seansu jest dobrze, ale odcinek nie zostaje ze mną na dłużej.

      • Alice_P

        Dla mnie Fargo w tym sezonie już po pierwszym odcinku było rozczarowaniem. Może nie jestem największą fanką dwóch pierwszych sezonów, ale przynajmniej ich bohaterowie byli...co tu dużo mówić, byli po prostu jacyś. Czasem budzący sympatię, czasem zgoła inne uczucia, ale nie byli wydmuszkami, a postaciami, które można było nie tylko obserwować, ale w pewien sposób poczuć. Uwielbiam chociażby Allison Tollman i Martina Freemana w pierwszym sezonie oraz Kirsten Dunst w drugim - bo te postaci w wykonaniu tych państwa się kupowało. Co się zaś tyczy sezonu trzeciego - nuda panie. I jak darzę Ewana M. dużą sympatią, to w obu rolach bliźniaków jest absolutnie bezpłciowy. Nie należę również do fanów Carrie Coon i kreowana przez nią postać wydała mi się o wiele mniej sympatyczna niż cudowna Molly Solverson w sezonie pierwszym. Można oczywiście po prostu stwierdzić, że w sezonie trzecim zabrakło czegoś, że Noah Hawley robi za dużo naraz (Ryan Murphy więcej ;D ale z jakim skutkiem. Genialne Feud wiosny nie czyni) itp. itd. Ale ja mam wrażenie, że zabrakło po prostu dobrego pomysłu, źle obsadzono role i jednak pewna wtórność zdominowała klimat, który wcześniej w Fargo bezapelacyjnie wynagradzał wszelkie drobne mankamenty. Na marginesie dodam,, że mnie jednak zniesmaczył motyw moczu w pierwszym odcinku, a jak przeczytałam o tamponie w kolejnych, to stwierdziłam, że nie będę się zmuszać...

        A odnośnie "Opowieści podręcznej" to ja się bardzo zastanawiam, jak twórcy rozbudują i niejako rozciągną fabułę powieści. Już na tym etapie pojawiło się trochę wątków, których nie było w książce, pewne pominięto i w zasadzie tego,co działo się jeszcze w literackim pierwowzorze, tak dużo już nie zostało. Jestem trochę o to niespokojna, ale chciałabym się nie zawieść. Cieszy mnie głownie wątek Gleny i odmłodzenie Freda i Sereny. Nie tylko dlatego, że zawsze miło popatrzeć na Josepha Fiennesa, a na Iwonkę S. jeszcze milej ;) Niemniej wolałabym, żeby serial nakręcono jednak w formacie miniserialu i w tych 10 odcinkach pokazano konkretną, zwartą fabułę. Boję się rozmydlenia tematu, a to nie jest tej historii potrzebne.

        I na koniec - jak kocham Elkę i Filipa, to ten sezon The Americans strasznie mnie nudzi. Ileż można nawarstwiać i nawarstwiać fabułę bez jakiejś kulminacji. Nie twierdzę, że każdy odcinek to powinien być film akcji, ale jeżeli 45 minut odcinka mogę streścić w 3 zdaniach, to chyba nie jest najlepiej.

        Na koniec - drugi sezon Master of None. Za wszystko, ale szczególnie za Religion i Thanksgiving. Story of my life. Dzięki Aziz za ten sezon, za klimat, za humor, za wyczucie, za mądrość, za wdzięk, za Clash of the cupcakes. Serialowa epika, liryka i dramat, mydło i powidło, śmiech i łzy. Trzeba doceniać takie perełki w zalewie miernoty.

      • Alice_P

        Dla mnie Fargo w tym sezonie już po pierwszym odcinku było rozczarowaniem. Może nie jestem największą fanką dwóch pierwszych sezonów, ale przynajmniej ich bohaterowie byli...co tu dużo mówić, byli po prostu jacyś. Czasem budzący sympatię, czasem zgoła inne uczucia, ale nie byli wydmuszkami, a postaciami, które można było nie tylko obserwować, ale w pewien sposób poczuć. Uwielbiam chociażby Allison Tollman i Martina Freemana w pierwszym sezonie oraz Kirsten Dunst w drugim - bo te postaci w wykonaniu tych państwa się kupowało. Co się zaś tyczy sezonu trzeciego - nuda panie. I jak darzę Ewana M. dużą sympatią, to w obu rolach bliźniaków jest absolutnie bezpłciowy. Nie należę również do fanów Carrie Coon i kreowana przez nią postać wydała mi się o wiele mniej sympatyczna niż cudowna Molly Solverson w sezonie pierwszym. Można oczywiście po prostu stwierdzić, że w sezonie trzecim zabrakło czegoś, że Noah Hawley robi za dużo naraz (Ryan Murphy więcej ;D ale z jakim skutkiem. Genialne Feud wiosny nie czyni) itp. itd. Ale ja mam wrażenie, że zabrakło po prostu dobrego pomysłu, źle obsadzono role i jednak pewna wtórność zdominowała klimat, który wcześniej w Fargo bezapelacyjnie wynagradzał wszelkie drobne mankamenty. Na marginesie dodam,, że mnie jednak zniesmaczył motyw moczu w pierwszym odcinku, a jak przeczytałam o tamponie w kolejnych, to stwierdziłam, że nie będę się zmuszać...

  • Julia

    Sprawdziłam z ciekawości Downward Dog i okej, piesek super, "I'm gonna kill that f**king cat" cudowne, ale ten narrator jest tragiczny. Chciałabym się zachwycić, bo kocham psy i koty również, ale ten głos i ciągłe "like" odbierały mi przyjemność z seansu.

  • Alice_P

    A odnośnie "Opowieści podręcznej" to ja się bardzo zastanawiam, jak twórcy rozbudują i niejako rozciągną fabułę powieści. Już na tym etapie pojawiło się trochę wątków, których nie było w książce, pewne pominięto i w zasadzie tego,co działo się jeszcze w literackim pierwowzorze, tak dużo już nie zostało. Jestem trochę o to niespokojna, ale chciałabym się nie zawieść. Cieszy mnie głownie wątek Gleny i odmłodzenie Freda i Sereny. Nie tylko dlatego, że zawsze miło popatrzeć na Josepha Fiennesa, a na Iwonkę S. jeszcze milej ;) Niemniej wolałabym, żeby serial nakręcono jednak w formacie miniserialu i w tych 10 odcinkach pokazano konkretną, zwartą fabułę. Boję się rozmydlenia tematu, a to nie jest tej historii potrzebne.

    I jak kocham Elkę i Filipa, to ten sezon The Americans strasznie mnie nudzi. Ileż można nawarstwiać i nawarstwiać fabułę bez jakiejś kulminacji. Nie twierdzę, że każdy odcinek to powinien być film akcji, ale jeżeli 45 minut odcinka mogę streścić w 3 zdaniach, to chyba nie jest najlepiej.
    Na koniec - drugi sezon Master of None. Za wszystko, ale szczególnie za Religion i Thanksgiving. Story of my life. Dzięki Aziz za ten sezon, za klimat, za humor, za wyczucie, za mądrość, za wdzięk, za Clash of the cupcakes. Serialowa epika, liryka i dramat, mydło i powidło, śmiech i łzy. Trzeba doceniać takie perełki w zalewie miernoty.