Prosta historia o miłości. Damon Lindelof odpowiada na pytania o finał "Pozostawionych"

"Pozostawieni" (Fot. HBO)

0

Czemu finał skupiał się wokół miłości? Czy Nora mówiła prawdę? O co chodziło z Laurie? Gdzie Kevin podróżował w przedostatnim odcinku? O tym wszystkim mówi twórca "Pozostawionych".

W zaskakująco prostym finale "Pozostawionych" pojawiły się nie tylko odpowiedzi, ale też kilka pytań. Damon Lindelof wyjaśnił w wywiadach udzielonych amerykańskim serwisom - poniżej cytuję te z TVLine i The Hollywood Reporter, ale jest ich znacznie więcej - dlaczego podjęto takie a nie inne decyzje i które kwestie celowo pozostały na koniec tajemnicą.

Fragmenty wywiadów zostały zilustrowane zdjęciami z Instagrama twórcy "Pozostawionych", aby nieco przełamać poważną atmosferę, a także po to, żebyście mogli zacząć marzyć o zegarku z dzielnym lwem Frasierem.

Finał jako prosta opowieść o miłości

Michael Ausiello z TVLine powiedział Damonowi Lindelofowi, że uwielbia finał za jego prostotę i za to, że była to opowieść o miłości, a następnie zapytał twórcę "Pozostawionych", czy on też tak to widzi.

- Krótka odpowiedź brzmi: tak Pracowaliśmy prawie trzy tygodnie nad ostatnią sceną i ostatnim odcinkiem, nad tym, jakie uczucia mają mu towarzyszyć, i w praktyce sprawdziło się to dwóch rzeczy - to miało być proste i miało być historią miłosną. Chcielibyśmy, żeby to było bardzo proste, bez fajerwerków. Nie oparte na twistach, zaskoczeniach i omijaniu oczekiwań publiczności, tylko na podstawach, na których zbudowany był serial. Kiedy poszliśmy to przedstawić HBO, mieliśmy ze sobą składający się z trzech stron dokument, którego cztery pierwsze słowa brzmiały: "To jest historia miłosna" - powiedział Damon Lindelof, dodając, że to oczywiście nie oznacza, iż cały serial można sprowadzić do historii miłosnej Nory i Kevina. To przede wszystkim jednak opowieść o rodzinie, o stracie i o tym, czy można zyskać nową rodzinę i nową miłość.

Lindelof powiedział także, że związek Kevina i Nory początkowo nie miał być aż tak ważną częścią całej historii. Carrie Coon bardzo spodobała się producentom na przesłuchaniu, kiedy czytała fragment przemowy z Heroes Day, z pilota serialu. Od razu wszyscy stwierdzili, że to jest ich Nora Durst. Ale nikt nie miał pojęcia, czy ona będzie mieć chemię z Justinem Theroux. Po raz pierwszy ich postacie rozmawiają ze sobą w 4. odcinku, na szkolnym korytarzu.

- W praktyce to było tak, iż miałem nadzieję, że te postacie będą mieć chemię. Bo nauczyłem się już jednej rzeczy, pisząc seriale: że nie da się takich rzeczy wymusić, to albo jest, albo tego nie ma. Lesli Linka Glatter, która reżyserowała ten odcinek, zadzwoniła do mnie i powiedziała: "Poczekaj aż to zobaczysz. Wszystko będzie OK". Potem obejrzałem scenę na korytarzu, w której oni tak niezręcznie sobie się przedstawili, on zaczął jej mówić, jak zdradzał żonę, ona tak jakby się uśmiechnęła, i sobie pomyślałem: "Ooo, i właśnie na tym wszystko oprzemy" - oznajmił twórca "Pozostawionych".

Czy istnieje druga wersja świata, gdzie zniknęło 98% osób?

Historia opowiedziana przez Norę w finale budzi wątpliwości - i słusznie. To nie miało na celu wyjaśnić, co się stało z osobami, które zniknęły. Wciąż tego nie wiemy - możemy co najwyżej wierzyć Norze (albo nie).

- Zawsze mówiliśmy, że nie wyjaśnimy, dokąd ci ludzie poszli, czemu tam poszli i jaki był w tym cel. I myślę, że to wciąż coś, co możecie różnie interpretować - powiedział Lindelof, dodając, że ostatnia scena była przedmiotem dyskusji na planie serialu i że każdy to widzi inaczej. Jedni od razu zakładali, że ona kłamie, innym nawet nie przeszło przez myśl, że to się nie przytrafiło Norze naprawdę.

- Istnieje, nie powiedziałbym że cyniczna, ale trochę inna interpretacja historii Nory, która mówi, że to się nie zdarzyło. Że to nie jest prawda. Ona nie przeszła przez żaden portal, tylko opowiada tę historię Kevinowi z innych powodów. Ale kiedy ja siedziałem na planie i patrzyłem na występ Carrie w tym finałowym monologu, pomyślałem sobie, że mnie ta jej odpowiedź satysfakcjonuje. (...) Ona z pewnością w to wierzyła. I, co najważniejsze, Kevin w to wierzy - mówił twórca "Pozostawionych". Dla niego serial od początku opiera się na pytaniu o wiarę i na ukojeniu, które wiara potrafi przynieść. Jego zdaniem historia Nory to kulminacja tej przewijającej się przez cały serial kwestii.

- Cóż, chcę jej wierzyć. Pozwólcie że tak to ujmę. Chcę jej wierzyć. To najuczciwsza odpowiedź, jaką mogę dać - odpowiedział Lindelof na pytanie, czy on sam wierzy Norze. A co z resztą ekipy "Pozostawionych"? Carrie Coon powiedziała w rozmowie z serwisem Uproxx, że ona nigdy w życiu nie zdradzi, czy wierzyła Norze, czy nie, bo w ten sposób odebrałaby publiczności ważne doświadczenie. Ale kiedy zrobiono szybki sondaż wśród ekipy serialu, okazało się, że opinie rozłożyły się mniej więcej 50:50. Wiele osób mówiło, iż nawet nie brali pod uwagę, że to może być kłamstwo.

#PhotoTomBomb

Post udostępniony przez Damon (@damonlindelof)

Czy brano pod uwagę możliwość, że Nora opowie swoją historię komuś innemu?

- Erika Murphy była brana pod uwagę, a potem dorosła Lily, która w czasie, kiedy to się dzieje, byłaby już 19- albo 20-letnią młodą kobietą. Poza Kevinem braliśmy pod uwagę tylko te dwie możliwości - wyjaśnił Lindelof.

Czemu nie było przebitek z "drugiego świata", który miała odwiedzić Nora?

Twórca "Pozostawionych" powiedział, że zastanawiano się nad tym, czy to pokazać. Tom Perrotta jako pierwszy stwierdził, że nie, nie powinniśmy tego zobaczyć. Ona powinna to tylko opowiedzieć.

- Wcale nie chodziło o to, aby zostawić to otwarte do interpretacji, tylko dlatego, że w 3. sezonie jest taka tradycja, że bohaterowie opowiadają sobie nawzajem historie - powiedział Lindelof, przypominając, że było takich scen kilka. Grace opowiadała swoją historię Kevinowi Seniorowi, Mark Linn-Baker - Norze, z kolei Laurie opowiedziała Mattowi o lwie Frasierze. Opowiadanie historii było ważne, bo od razu pojawiały się inne emocje i pytanie: "Czy chcę w to uwierzyć, czy nie?". I właśnie dlatego finałowa opowieść Nory wyglądała tak a nie inaczej.

A jeśli mamy wierzyć, że jej podróż zdarzyła się naprawdę, to czemu nawet nie przytuliła swoich dzieci? Zdaniem Lindelofa to do niej pasuje, bo będąc tam i patrząc na swoją rodzinę, mogła poczuć, że tam nie należy. - Wydawało mi się to bardzo prawdziwe w przypadku tej postaci. To mogło nie mieć logicznego sensu, ale dla niej to miało sens emocjonalny - oznajmił Lindelof.

Dlaczego Laurie nie popełniła samobójstwa w odcinku "Certified"?

- To jedna z tych sytuacji, gdzie materiał się zmienia, już po tym jak już go napiszesz. Kiedy pisaliśmy scenariusz do "Certified", byliśmy w 90% pewni, że ona rzeczywiście się zabiła. Ale była w powietrzu ta niepewność wśród scenarzystów, że to nie pasuje; że ten moment nie został odpowiednio wypracowany. Zaczęliśmy więc zadawać sobie pytanie, jaka była jej intencja. I kiedy oglądałem odcinek po raz pierwszy w montażowni - jej scenę z Johnem, jej scenę z Norą - stwierdziłem, że nie kupuję tego, że ta kobieta chce się zabić - opowiadał twórca "Pozostawionych", dodając, że on teraz skłania się ku myśli, iż Laurie poszła nurkować, aby upewnić się, że chce żyć. Początkowo może nie była pewna, co zrobi pod wodą, ale ostatecznie doceniła życie i pokazała wszechświatowi środkowy palec.

Co Kevin napisał w liściku miłosnym, który wysłano gołębiem?

- Nie powiem tego. To wie tylko on i jakiś samotny Eskimos, który to przeczyta - oznajmił Lindelof.

Gdzie naprawdę dzieje się odcinek "The Most Powerful Man in the World"?

- Nie chcę tu dawać definitywnej odpowiedzi. Powiem tylko, że jako fan czy też widz tego serialu, nie byłbym usatysfakcjonowany odpowiedzią, że to wszystko było tylko w głowie Kevina - stwierdził twórca "Pozostawionych" i dodał, że jego zdaniem Kevin nie powstrzymał w tym odcinku żadnej prawdziwej apokalipsy, ale to tylko jego osobista opinia.

- Serial kręci się wokół osobistej apokalipsy różnych osób. Koniec świata jest wtedy, kiedy umierasz. To koniec twojego świata i myślę, że umierając i powracając do życia, Kevin uniknął swojej osobistej apokalipsy. Co jednak ważniejsze, on wyszedł z tego doświadczenia z przekonaniem, że nie będzie mógł więcej uciec do tego miejsca. Moim zdaniem on uniknął apokalipsy, ale nie tej ogólnoświatowej, tylko własnej - powiedział Lindelof.

Czy Kevin Senior był wariatem, czy rzeczywiście działo się z nim coś niewyjaśnionego?

- Odpowiedź tutaj brzmi: jedno i drugie. Myślę, że Senior był szalony, ale też mogło tam być jakieś mitologiczne, magiczne znaczenie. Czy on jest w 98% szalony, a w 2% zdrowy? Nie potrafię tego dokładnie określić. Ale myślę, że odpowiedź brzmi: jedno i drugie - oznajmił Lindelof.

Twórca "Pozostawionych" mówił także o tym, że to nie był serial o rzeczach nadprzyrodzonych, ale całkowicie ich nie wykluczono. Ostatecznie serial - jego zdaniem - zawierał jakieś 2% spraw nadprzyrodzonych, ale zawsze się wycofywano, kiedy scenarzyści czuli, że wchodzą na niebezpieczny teren. Tom Perrotta nie lubi spraw nadprzyrodzonych i celowo stworzył taką a nie inną historię - skupioną na emocjach, radzeniu sobie ze stratą i na tych ludziach, którzy zostali na świecie.

Na jakie pytania Lindelof nie chce odpowiadać?

Takie pytania są dwa. Po pierwsze: jak dosłownie powinniśmy traktować historię Nory. Po drugie: czy to miejsce, do którego Kevin się udaje w "International Assassin" to prawdziwe miejsce, czy tylko czysto psychologiczne.

Nightstand. The morning after.

Post udostępniony przez Damon (@damonlindelof)

  • LuKe

    Nie czytałem wcześniej tych wywiadów ale widzę, że Lindelof zaplanował te wszystkie rzeczy dokładnie tak jak, ja je zobaczyłem na ekranie. Szczególnie cieszy mnie fakt, że sam twórca stwierdził to, co ja czułem pod odcinku "Certified", że samobójstwo Laurie nie było "zasłużone". Nie czuło się w ogóle usprawiedliwienia dla tego typu rozstania ze światem, zwłaszcza w tym punkcie jej historii. Było zbyt górnolotne, wymuszone, egzaltowane. Super!
    Co do kłamstwa Nory jestem pewien w 100% od samego początku - zdaje się, że Lindelof też, bo sugeruje to w wywiadzie. To jest to, co napisałem pod recenzją finału. Nora może w to wierzyć, tak głęboko jak Kevin w swoje podróże w głąb siebie. Ale nawet to wydaje mi się nieprawdopodobne. Ja sądzę, że w tej finałowej scenie Nora tak bardzo chce już zakończyć swój etap "żałoby", że ona musi po prostu taką bajkę sprzedać. Musi udowodnić Kevinowi, że zrobiła to, co jej kazał. Przeszła na drugą stronę, z oddali pożegnała się z rodziną i wróciła. Podejrzewam, że jedyną otuchą dla niej był fakt, że dzieci zniknęły z jej mężem. Gdziekolwiek są, nie są same. On wie, że Nora kłamie. To jest takie obopólne wyciągnięcie ręki. On szukał jej pół życia, ona to docenia i chce mu się odwdzięczyć zamknięciem swojego etapu podróży. Miłość jest najważniejsza.
    Teraz przypominam sobie jak kiedyś Lindelof opowiadał o swojej duchowości. Bo niby jest ateistą ale część niego samego chce uwierzyć. To jest przecież wypisz wymaluj cały ten serial. Te 2% to odwieczna tajemnica, której nigdy nie zgłębimy. Te 2% to rzeczy, w które umierający (nie-hardocorowy) ateista chciałby uwierzyć, te 2% to historie, które opowiadamy sobie aby poczuć się mniej niepotrzebni, bezcelowi, zagubieni, skończeni.
    Gdybym miał okazję zadałbym Lindelofowi jedno pytanie. Trochę się łączy z tym, na które nie che odpowiadać. Ale zapytałbym go ile minut pod wodą znajdował się Kevin w obu przypadkach podtopienia :)

    • maja

      bardzo pieknie to napisales z tymi 2 procentami. rozumiem to dokladnie tak samo:)

  • LuKe

    Początkowo finał "Leftoversów" wydał mi się umiarkowany. Bo przyznam, że w pierwszej chwili nie zadziałały na mnie emocje, które niósł. Może muszę obejrzeć jeszcze raz, aby docenić te bardziej "romantyczne" kwestie. Chociaż jak wspominałem gdzieś wcześniej romantyczna miłość nie porusza mnie w kinematografii tak jak np. tematyka rodziny czy przyjaźni.
    Ale im bardziej myślę o finale, tym bardziej uważam, że jest genialny. I owa konstrukcja wzrusza mnie chyba bardziej niż sfera emocjonalna. "The leftovers" jest pełne pięknych, poruszających przeszywających dreszczem emocji scen. Jest do czego wracać po emocje. Już nawet w pilocie kiedy dowiadujemy się, że Laurie jest matką i żoną naszych głównych bohaterów. Płacząca na schodach Jill i krzyczący pod wodą Tommy wyciskają moje łzy za każdym razem (no może głównie muzyka Richtera ale kolaż scen nią ilustrowanych jest przepiękny). Nawet rąbiąca (w drugim czy trzecim odcinku) drzewo Meg daje mi dreszcze. Bo ona jest tam tak szaleńczo zdeterminowana. Generalnie uwielbiam jej postać, którą zawsze odbierałem jako tą, której nagłe zniknięcie 2% ludzkości, pozbawiło prawa do żałoby po matce, która rzeczywiście umarła. A także stało się ujściem dla jej nihilistycznej natury, którą mogła zarazić resztą społeczeństwa.

    Pisałem, że liczyłem na trochę inne zakończenie. Otóż sądziłem, że będziemy mieli jednak Kevina jako nowego mesjasza. Sądziłem, że serial pójdzie w stronę stworzenia nowej religii. Że Kevin i spółka zdecydują się na mistyfikację aby "uleczyć" świat. Zdaję sobie sprawę że plan byłby trudny do zrealizowania, ale o gościu z Tasmanii było głośno w mediach. Skoro mały Kevin (znamy to z taśm ojca) zawsze chciał leczyć/ratować ludzkość, to miało to sens. Myślałem, że grupka naszych bohaterów wywinie jakiś numer, a potem zapadną się pod ziemię, zmienią tożsamość i będą się śmiać z reszty społeczeństwa, która dostanie zagwozdkę na kolejnych parę dziesięcioleci. Zostaliby z jakimś przesłaniem "ładną historią" od zbawcy Kevina, która dałaby ulgę pozostawionym i wolę walki w kierunku powrotu do normalności. Wiem, ta moja historia brzmi naciąganie, ale według mnie zupełnie tak samo jak historia, którą sprzedała nam Nora :D

    W każdym razie zakończenie Lindelofa jest genialne. W poniedziałek wieczór nie byłem go pewien. Dziś po dużej ilości przemyśleć, uważam, że jest genialne. Serial wszech czasów (aczkolwiek odcinka przedostatniego i odcinka Matta z pierwszego sezonu [wbrew powszechnie panującego uwielbienia] - nie kupuję) ;) Może za drugim razem spodobają mi się bardziej. Dostrzegę nowe rzeczy.

  • ROB-i

    Tak sobie mysle ze wlasciwie "Pozostawieni" to my,wszyscy ludzie na Ziemi.Bo przeciez prawie kazdy z nas doswiadczyl czegos takiego jak pozostawienie na wiele roznych sposobow.Oczywiscie opowiedziana historia skupia sie bardziej na pozostawieniu nas przez naszych bliskich i odejsciu z tego swiata ale trzeba pamietac ze 2% spoleczenswa Ziemi nie zmarlo nagle w serialu tylko z niej zniknelo.
    Radzenie sobie z bolem jakiejkolwiek straty,uczenie sie z tym zyc to dlugi i zmudny proces,kazdy ten kto straci dobrze o tym wie.
    Czy serial zmienia patrzenie na te sprawy-w pewnym sensie tak,pokazujac zwykla historie "ubrana" w cos innego,niecodziennego,z innej perspektywy.W moim przypadku postrzeganiu tego czy jest cos po zyciu nie zmienia nic,daje pewna otuche i nadzieje ale jak dla mnie to za malo nawet na te "2%".Z drugiej strony jestem troche jak Nora,bede sie zarzekac ze cos jest "po drugiej stronie" ale w glebi siebie to bedzie tylko taki rodzaj oslody codziennego zycia ktore zmierza z kazda godzina,minuta sekunda nieublagalnie ku koncowi po ktorym nie ma nic.Zabrzmialem bardzo pesymistycznie ale tak to postrzegam,od dawna lubialem zglebiac historie z gatunku "zycia po smierci" i ten serial bardzo mocno siega do tego tez ale jest tak swietnie opowiedziany ze rece same skladaja sie do oklaskow.
    Sam widzialem i czytalem juz klika wywiadow z tworcami po finale i zgadzam sie z tym jak w ktoryms z nich Lindelof powiedzial ze na serial inaczej beda patrzec ludzie wierzacy a inaczej ateisci.
    Co by nie pisac i co by nie mowic o "The Leftovers" sie duzo mowi juz po finale i chyba to bardzo dobrze i mysle ze swiadczy to ze nie bylo to cos zwyklego a raczej przeciwnie.Niech sie mowi dobrze,zle ale widac ze wywolal dyskusje nie wiem czy zamierzona,czy tego oczekiwali tworcy.
    Ja chyba za kazdym razem gdy "poczuje sie" pozostawiony (w jakikolwiek sposob) bede sobie przypominal ten serial,bo podobno w klamstwo powtarzane po tysiackroc mozna uwierzyc (nawet to Nory!?!)...

  • LuKe

    Początkowo finał "Leftoversów" wydał mi się umiarkowany. Bo przyznam, że w pierwszej chwili nie zadziałały na mnie emocje, które niósł. Może muszę obejrzeć jeszcze raz, aby docenić te bardziej "romantyczne" kwestie. Chociaż jak wspominałem gdzieś wcześniej romantyczna miłość nie porusza mnie w kinematografii tak jak np. tematyka rodziny czy przyjaźni.
    Ale im bardziej myślę o finale, tym bardziej uważam, że jest genialny. I owa konstrukcja wzrusza mnie chyba bardziej niż sfera emocjonalna. "The leftovers" jest pełne pięknych, poruszających przeszywających dreszczem emocji scen. Jest do czego wracać po emocje. Już nawet w pilocie kiedy dowiadujemy się, że Laurie jest matką i żoną naszych głównych bohaterów. Płacząca na schodach Jill i krzyczący pod wodą Tommy wyciskają moje łzy za każdym razem (no może głównie muzyka Richtera ale kolaż scen nią ilustrowanych jest przepiękny). Nawet rąbiąca (w drugim czy trzecim odcinku) drzewo Meg daje mi dreszcze. Bo ona jest tam tak szaleńczo zdeterminowana. Generalnie uwielbiam jej postać, którą zawsze odbierałem jako tą, której nagłe zniknięcie 2% ludzkości, pozbawiło prawa do żałoby po matce, która rzeczywiście umarła. A także stało się ujściem dla jej nihilistycznej natury, którą mogła zarazić resztą społeczeństwa.

    • LuKe

      Pisałem, że liczyłem na trochę inne zakończenie. Otóż sądziłem, że będziemy mieli jednak Kevina jako nowego mesjasza. Sądziłem, że serial pójdzie w stronę stworzenia nowej religii. Że Kevin i spółka zdecydują się na mistyfikację aby "uleczyć" świat. Zdaję sobie sprawę że plan byłby trudny do zrealizowania, ale o gościu z Tasmanii było głośno w mediach. Skoro mały Kevin (znamy to z taśm ojca) zawsze chciał leczyć/ratować ludzkość, to miało to sens. Myślałem, że grupka naszych bohaterów wywinie jakiś numer, a potem zapadną się pod ziemię, zmienią tożsamość i będą się śmiać z reszty społeczeństwa, która dostanie zagwozdkę na kolejnych parę dziesięcioleci. Zostaliby z jakimś przesłaniem "ładną historią" od zbawcy Kevina, która dałaby ulgę pozostawionym i wolę walki w kierunku powrotu do normalności. Wiem, ta moja historia brzmi naciąganie, ale według mnie zupełnie tak samo jak historia, którą sprzedała nam Nora :D

      • LuKe

        W każdym razie zakończenie Lindelofa jest genialne. W poniedziałek wieczór nie byłem go pewien. Dziś po dużej ilości przemyśleć, uważam, że jest genialne. Serial wszech czasów (aczkolwiek odcinka przedostatniego i odcinka Matta z pierwszego sezonu [wbrew powszechnie panującego uwielbienia] - nie kupuję) ;) Może za drugim razem spodobają mi się bardziej. Dostrzegę nowe rzeczy.