Historia małej dziewczynki z domu na końcu drogi. "Twin Peaks" - recenzja 17. i 18. odcinka

"Twin Peaks" (Fot. Showtime)

0

Przez jakiś czas ostatnia wizyta w "Twin Peaks" przebiegała zgodnie z planem. Coś się wyjaśniło, coś skończyło, ktoś został bohaterem, a ktoś inny przepadł na zawsze. A potem przyszedł finał. Spoilery!

Kazać nam czekać 26 lat na powrót legendarnego serialu, potem wydłużyć to czekanie o ponad trzy miesiące nieobecności ulubionego bohatera, by wreszcie zamknąć wszystko cliffhangerem po kolejnej godzinie, której znaczenia możemy się tylko domyślać. David Lynch, panie i panowie. I pomyśleć, że kiedyś frustrującym mogło wydawać się pytanie "Co z Annie?".

Dziś jego odpowiednikiem została kwestia "Który mamy rok?" – rzecz jasna nie jedyna, którą "Twin Peaks" pozostawiło bez odpowiedzi. Bo wbrew słowom Alberta zarzucającego Gordonowi, że ten mięknie na stare lata, David Lynch mięknąć absolutnie nie zamierzał, i to nie tylko tam, gdzie się liczy (jak zbędnie dodał w swoim stylu). Wręcz przeciwnie, twórca serialu zachował wierność swoim przyzwyczajeniom, do samego końca mamiąc nas obietnicami szczęśliwych rozwiązań i prostych, nawet jeśli niezbyt logicznych, wyjaśnień.

Takich rzeczy nie uświadczyliśmy w "Twin Peaks" ćwierć wieku temu i pewnie rozsądnie było nie oczekiwać ich również tym razem. A jednak chciało się to robić, naiwnie wierząc, że dwie godziny wystarczą, by wszystko nabrało sensu i jeszcze zdążyło dotrzeć do satysfakcjonującej konkluzji. No i owszem, jedna taka w finałowych odcinkach się znalazła, a jej bohaterem był… Dougie Jones. Postać, która swoją obecnością frustrowała nas w mniejszym czy większym stopniu przez cały niemal sezon i której koniec przyjęliśmy tydzień temu jak zbawienie. Skoro kpił sobie z nas Lynch przez cały sezon, to niby czemu miał przestać w ostatniej chwili?

twinpeaks1

Oddajmy mu jednak, że zakończenie historii Dougiego, Janey-E i Sonny'ego Jima rzeczywiście się udało. Pomimo całej mojej niechęci do tego wątku, wydaje się, że jego bohaterowie zasłużyli na szczęście, nawet jeśli nie mają bladego pojęcia, co się właściwie stało. Ważne, że odzyskali swojego Dougiego, a my mamy pewność, że trafiła do nich właściwa osoba. Osobliwe, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

W osobie Dougiego potwierdziła się zatem jedna z popularnych przedfinałowych teorii, ale nie jedyna. Ponad połowę 17. odcinka spędziliśmy bowiem na ekspresowym zakańczaniu istotnych spraw, pędząc na złamanie karku po prostej jak drut fabularnej linii. Wtedy już powinniśmy się domyślić, że coś jest ewidentnie nie tak, w końcu "Twin Peaks" nigdy nie dało powodu, by widzieć w nim serial zmierzający ku ewidentnemu happy endowi. Łatwo było jednak o tym zapomnieć, oglądając, jak materializują się nasze kolejne przypuszczenia, a jeden jedyny Cooper odgrywa w nich rolę swoistego superbohatera.

Ten prawdziwy zresztą też był i zrobił pożytek ze swojej rękawicy w groteskowym pojedynku z samym Bobem, do którego by jednak wcale nie doszło, gdyby nie bohaterska Lucy (przy okazji żart z komórką stał się nieco, ale tylko nieco, zabawniejszy). Gdzieś po drodze dowiedzieliśmy się jeszcze, że Ray był informatorem FBI, wspomniano o biednym, zagubionym w Wyoming Jerrym, a niejaka Naido okazała się "tą" Diane, czego niektórzy się domyślali, patrząc choćby na jej imię – czytane od tyłu to "o-dian", "original Diane". Efekt był więc oczywisty, zło musiało zostać pokonane. Jeszcze tylko zjeść po kanapce od Candie, Mandie i Sandie, strzelić wspólną fotkę i można się rozejść. Ach, no tak, musi być też obowiązkowy pocałunek Coopera z Diane (zestaw piżama, szlafrok, różowe bambosze i czerwone włosy bije na głowę wszystkie jej poprzednie stylizacje). Pełnia szczęścia, czyż nie?

Byłaby, ale fakt, że do końca pozostawała ponad godzina, zapowiadał, że Lynch ma w rękawie jakiegoś asa i czeka tylko na najlepszy moment, by go użyć. Nieustannie towarzysząca wydarzeniom w biurze szeryfa przebitka z gigantyczną twarzą Coopera w końcu nie wisiała sobie tam bez powodu. Jednak dopiero gdy padły słowa "Żyjemy we śnie", stało się jasnym, że łatwa część opowieści dobiegła końca. Teraz natomiast zaczęły się schody i… kolejne wyzwanie dla Coopera. Bo jak powiedziano nam wcześniej w odcinku, za wszystko wcale nie odpowiada Bob, lecz "wyższa instancja" – ekstremalnie negatywna siła zwana Judy.

twinpeaks3

Niech będzie, w końcu nadal wszystko wyglądało w miarę zrozumiale, czyż nie? Dla nas może nie w stu procentach, ale już taki Cooper wyglądał nadal na kogoś, kto doskonale wie, o co w tej układance chodzi. Nawet wtedy, gdy rozmawiał z wielkim czajnikiem, który kiedyś był Davidem Bowiem i prosił, by przeniósł go w czasie. Jeszcze tylko krótka wstawka z "Ogniu krocz ze mną" i już można się domyślać, dokąd zmierzamy. Kolejne znajome sceny pozbawione jednak kluczowego, zawiniętego w plastik elementu dawały już pewność – David Lynch przedstawia "Twin Peaks: Historia alternatywna"! I co? I pudło oczywiście.

Przeszłość może i determinuje przyszłość, ale jak widać, pewne, wpływające na wszystko sprawy są na tym świecie niezmienne. Cooper był blisko zmiany biegu rzeczy, ba, może nawet w pewnym stopniu mu się to udało i właśnie dlatego zobaczyliśmy Pete'a Martella (Jack Nance), który wybierał się na ryby, nie będąc niepokojonym przez leżące na brzegu ciało. Na dłuższą metę jednak ten stan nie mógł się utrzymać. To tylko kolejny sen, z którego trzeba się obudzić i zmierzyć z rzeczywistością, jakkolwiek przerażająca by ona nie była. A w tej, w której zanurzyliśmy się przed laty, nie ma miejsca na szczęśliwe zakończenia. Jest za to na Sarę Palmer, tak oszalałą z rozpaczy, że może nawet obwiniającą zamordowaną córkę o zrujnowanie jej życia. Świat się kręci, zaśpiewała ponownie Julee Cruise, nieważne, co byśmy próbowali z tym zrobić.

twinpeaksgif1

Ale zaraz, to przecież nie może się tak skończyć! Musi być jakieś wyjście, jak nie podróż w czasie, to może w inny wymiar? Ależ proszę bardzo, można próbować, zdaje się mówić nam i Cooperowi David Lynch, zabierając nas (oraz Diane) na jeszcze jedną, ostatnią wycieczkę. Wycieczkę unurzaną w twinpeaksowej symbolice, choć mitologia serialu nie ma w niej w gruncie rzeczy żadnego znaczenia. Oto bowiem znaleźliśmy się w jakiegoś rodzaju alternatywnej rzeczywistości, gdzie nikt i nic nie jest takie, jak zdążyliśmy się przyzwyczaić.

Dopiero co rozbudzona chemia między Diane i Cooperem gdzieś zniknęła, skutkując sceną koszmarnego seksu, podczas której ona nie jest w stanie nawet na niego spojrzeć, a w nim zdaje się co chwilę odbijać jego złowrogie wcielenie. Nic dziwnego, że zakończyło się to pożegnaniem bez słowa, czy może raczej kilkoma gorzkimi słowami – od Lindy do Richarda. "To, co nas łączyło, zniknęło". Nie tylko to, chciałoby się dodać, bo z rzeczywistości, w której znalazł się Cooper, zniknęło niemal wszystko, łącznie z ledwie odzyskanym, nieskazitelnym Agentem. Ten brutalnie poniewierający paru nieprzyjemnych typków w barze (nieistotne, że sobie zasłużyli) wydaje się jednak inny. Tak jakby stanowił idealny środek pomiędzy naszym Cooperem, a jego sobowtórem.

twinpeaks

Bez zmian pozostało w nim tylko jedno – poczucie misji, którą trzeba wypełnić. Tej, która zaprowadziła Coopera wprost pod drzwi Carrie Page, pozostawiając go w osłupieniu, gdy za progiem ujrzał dobrze znaną twarz. Czyli się udało, tak? Laura Palmer żyje, po prostu trzeba jej odświeżyć pamięć? Znów można się było łudzić, ale nie sądzę, by w tym momencie wielu z Was wierzyło jeszcze, że po przejechaniu z Teksasu do stanu Waszyngton nasi bohaterowie mieli odnaleźć wymarzone szczęśliwe rozwiązanie. Cała ta podróż, w trakcie której padło zaledwie kilka słów, nie niosła wszak ze sobą ani grama pozytywnych emocji. Ciemność, niepokój, niemal kompletna pustka. Wszystko wręcz krzyczało z ekranu, że coś tu jest bardzo nie w porządku i niczym dobrym skończyć się nie może. Jechali jak na ścięcie.

Zamiast ścięcia była niejaka Alice Tremond (Mary Reber, która ponoć w rzeczywistości jest właścicielką domu Palmerów), która oświadczyła, że Sary Palmer nie zna i nigdy nie znała. Cooper rzeczywiście trafił więc do miejsca, w którym znana nam Laura Palmer nigdy nie istniała i… sam ją stworzył. Swoją nieustępliwością i tym, że nie potrafił się pogodzić z faktem, że niektóre rzeczy się po prostu dzieją, sprawił, że Carrie Page (za którą swoją drogą musi stać ciekawa historia, trupy raczej nie leżą w mieszkaniach nudnych ludzi) przeżyła koszmar, który nie powinien być jej udziałem. Czy stała się Laurą Palmer, czy tylko poczuła związany z nią horror, nie ma tu większego znaczenia. Krzyk mówi sam za siebie.

twinpeaksgif2

Padło w ostatnim odcinku pytanie, czy to opowieść o małej dziewczynce mieszkającej na końcu drogi (to samo pojawiło się w rozmowie Audrey z Charliem w 13. odcinku). Odpowiedź na nie może być różna, ale dla nas i dla "Twin Peaks" znaczenie ma tylko ta, jakiej udziela Agent Cooper. Nie słyszymy jej, lecz w domyśle jest to odpowiedź twierdząca. Bohater uparcie twierdzi, że upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu – myślę, że chodzi o pokonanie zła i uratowanie Laury, dziewczyny, która tyle się przez to zło nacierpiała. Działanie Coopera daje jednak efekt odwrotny od zamierzonego. Nie ratuje Laury, a wręcz przeciwnie – każe jej raz po raz na nowo przeżywać ten sam koszmar, czyniąc tę historię jeszcze bardziej tragiczną i nieustannie nam o niej przypominając.

Przypomina też o tym David Lynch, dosadnie dając do zrozumienia, że pewnych rzeczy cofnąć się nie da. Choć okoliczności są inne, nawet cała rzeczywistość jest zupełnie inna, a Cooper i Laura, jakich znamy w niej nie istnieją, i tak jedno pozostało w nim bez zmian: ekstremalne zło. Może Lynch kluczyć i bawić się w dziwaczną symbolikę, ale założenie jego historii jest w gruncie rzeczy proste. Zło istnieje i czasem jest tak straszne, że nie da się z nim absolutnie nic zrobić. Takie opowieści, jak ta o małej dziewczynce, powinny się kończyć dobrze, ale zdarzają się okoliczności, na które nie można nic poradzić. Opowiadanie jej w kółko nie ma więc sensu, znacznie lepiej będzie rozpocząć zupełnie nową.

twinpeaksgif4

Pytanie tylko, czy w "Twin Peaks" jest na nią miejsce? Bo z tego, co widzieliśmy, wyłania się obraz świata pozbawionego nadziei na coś lepszego. Ale czy naprawdę? Jak się dokładnie przyjrzeć, to niekoniecznie. Owszem, jest tu wiele historii tragicznych (bez dwóch zdań jest taką wątek Audrey, wyglądający tym straszniej, że finałową konkluzję zobaczyliśmy w zeszłym odcinku), ale gdzieś pomiędzy nimi są też inne. Są wreszcie szczęśliwi Norma i Ed, są Andy i Lucy, jest Bobby, itd. Zła wprawdzie nie da się całkiem wyplenić, bo jest ono niezbędną częścią rzeczywistości, ale zawsze można coś zbudować pomimo jego obecności. Świat nie opiera się tylko na nim.

Dlatego też nie może być mowy w "Twin Peaks" o tradycyjnym zakończeniu serialowej historii. Coś się tu skończyło dobrze, coś innego nie i tak będzie to trwało dalej – w końcu tutaj śmierć nie jest zakończeniem, a zaledwie zmianą. Czy zmianą na lepsze, czy na gorsze i jaka w końcu wyłania się z tego wszystkiego prawda (o ile wyłania się jakakolwiek), musisz już sobie drogi widzu odpowiedzieć sam. Chcesz widzieć tu Coopera śniącego swój szalony sen? Proszę bardzo. Chcesz zobaczyć pokręconą wariację na temat moralitetu? Żaden problem. Chcesz układać ze skrawków historii pełen obraz? Możesz mieć problem.

Bo abstrahując teraz od wszystkiego, co w finałowych odcinkach mi się podobało i co na swój sposób zrozumiałem, nie mogę zapomnieć o całej reszcie. Owszem, swoimi ostatnimi godzinami "Twin Peaks" zyskało w moich oczach, ale mam poważny problem, by ocenić je jako jedną całość z resztą. Chaotyczną resztą, która w większości ani nie ciekawiła, ani nie emocjonowała. Czy zakończenie straciłoby na czymkolwiek, gdyby pominąć większą część serialu? Wątpię. I pod tym względem Lynch poniósł klęskę, bo nie udało mu się stworzyć postaci i historii, które by nas zajęły. Wygrał jednak finałem. Robiącym wrażenie, odważnym, frustrującym i udowadniającym, że jednak miał coś do powiedzenia, a nie tylko bawił się naszym kosztem. I oby tylko nie próbował tego psuć jakąś kontynuacją.

  • LuKe

    Ja byłbym ostrzejszy wobec Lyncha. Dla mnie finał nie uratował reszty sezonu.
    Zło, które istnieje pomimo próby zmiany okoliczności (czas, sen, alternatywna rzeczywistość). O tym samym traktują Mulholland drive czy Lost highway. Nowy Twin Peaks nie dorównuje jednak swoim poprzednikom. Był po prostu nieciekawy, fruwający tonalnie, pełen niepotrzebnych wątków i jałowy emocjonalnie. Zdarzyło mu się parę momentów, ale przez większość czasu był sucharem, jak większość "dowcipów" w tej serii. OK Lynch zawsze był mistrzem sucharów, ale dawne suchary śmieszyły, te w najnowszej produkcji w większości irytowały.
    Końcówka drugiego sezonu nie była aż taką zagadką i takim zawieszeniem akcji. Pierwsze dwa sezony Twin Peaks są w przeważającej mierze logiczne, spójne i wyjaśniające większość historii. Zakończenie z Cooperem w łazience było idealne i jak dla mnie wystarczyłoby za finał tej historii. Kogo obchodzi Annie? To tylko słowa opętanego Coopera. Nie mają żadnego znaczenia.
    Rozdrapywanie genezy zła i eksploatowanie pogranicza światów w sposób pozbawiający go tajemnicy było dla mnie niepotrzebne. Już "fire walk with me" podjęło niezbyt udaną próbę w tym kierunku. Wtedy krytyka kręciła nosem. Ciekaw jestem jak sezon nagród telewizyjnych potraktuje nowe Twin Peaks. Czy będą oklaski i wyzywanie od geniuszy kina, czy też produkcja zostanie w pewnym stopniu zignorowana. W sumie telewizja uwielbia całować twórców filmowych. Dodają jej splendoru. Więc może i będą nosić Davida na rękach.

    • Gabi

      Myślę,że David Lynch ma to w dupie jak ocenią go krytycy.
      I dlatego właśnie jest Davidem Lynchem,
      I za to go kochamy.bo jest INNY i bezkompromisowy

      • LuKe

        A jednak dotyka go negatywny odbiór jego sztuki, więc z tym, że ma na wszystko wywalone się nie zgodzę. To dotyczy z resztą wszystkich ludzi, nawet tych powtarzających jak mantrę, że nie obchodzi ich opinia innych. Można próbować uciec od komplementów i krytyki ale ostatecznie gdzieś tam zawsze każdy człowiek jest na nie podatny i dotykają go. Musielibyśmy całkowicie pozbyć się "ego" żeby być w stanie osiągnąć ten stan odporności na dwie skrajne opnie. Artysta bez "ego"? W życiu nie uwierzę w coś takiego.

        • michax

          Co prawda różnimy się w opiniach co do 3 serii dość, ale zgadzam się z Tobą, że osobiście bierze do siebie Lynch to jak ludzie przyjmują jego filmy. Przed emisją mówił że nie mówi nie 4 serii, ale to zależy od przyjęcia fanów, a fandomu reakcje są mocno spolaryzowane, które można podzielić na bardzo krytyczne, średnie i dobre opinie. Najlepszym przykładem jest FWWM, który był wygwizdany przez wszystkich w Cannes (zabawne że premiera 1 i 2 odcinka 3 serii też w Cannes spotkała się z owacją na stojąco, ale tak sobie myślę, chociaż podobaja mi się odcinki 1 i 2 serii trzeciej, że te oklaski były bardziej na zasadzie, że fajnie że Lynch wrócił, stęsknili się za jego odjazdami widocznie). Tak zabolało Lyncha przyjęcie FWWM, że przez 4 lata nie nakręcił żadnego filmu i ogólnie miał dość Twin Peaks, choć kochał ten świat.

          • Jarosław

            Akurat czytam rozmowy z Lynchem gdzie jest zapis z konferencji prasowej z Cannes po premierze FWWM. Nie wiem czy film wygwizdano czy nie ale na konferencji wielkiej histerii nie było, a część dziennikarzy wyrażała nawet podziw dla filmu. Nie wiem czy Lynch aż tak się załamał, na pewno bierze pod uwagę opinię innych - w tych rozmowach przyznaje np. że złagodził najbrutalniejszą scenę w Dzikości serca, po reakcjach widzów na pokazach przedpremierowych. Co do długich przerw to może wynikać z faktu, że nie chciał już chodzić na kompromisy, a na projekty bez kompromisów nie dostawał kasy. Na pewno propozycje miał - Lucas np. chciał, żeby zrobił Mroczne widmo,. Lynch podkreśla, że sam proces tworzenia jest dla niego równie ważny jak efekt. Wydaje się, że z czasem mógł poświęcić się dziedzinom, które dawały mu większą wolność(malarstwo, muzyka) a filmy robił tylko wtedy kiedy miał pewność tej wolności. W końcu przez 25 lat między FWWM a TP 2017 zrobił tylko 4 pełne metraże.

          • Jarosław

            Recepcja na świecie chyba nie jest najgorsza. Wiele np. mówi tytuł z Chicago Tribune (porównanie z Grą o Tron): "While you were watching summer's biggest TV show, you missed summer's best TV show". Inna sprawa, że GOT był słaby w tym roku jak nigdy.

        • Gabi

          Lynch ma inne podejście do swojej twórczości.Nie zależy mu na nagrodach i owacjach bo osiągnął bardzo dużo.Dzięki kontraktom reklamowym w Japonii mógł zająć się rozwijaniem rozpowszechniania technice medytacji.Bo to jest od wielu wielu lat dla niego najważniejsze.ROZWÓJ DUCHOWY.Uważam,że nie jest to twórca,który nadaje się na taką powierzchowną i stereotypową analizę.Na Festiwalu w Cannes podczas którego wyświetlono dwa pierwsze odcinki nowej serii ,Lynch dostał owacje na stojąco.
          Ale był raczej zakłopotany aniżeli hollywoodzko uśmiechnięty.
          Nie można w typowy sposób,dla większości akceptowalny sprzedać tak zawiłych,filozoficznych problemów jakie próbuje rozszyfrować Lynch i Frost.

          Uważam,że jest to reżyser,który niestety będzie doceniany tylko przez wąskie grono odbiorców.
          Wrażliwi ludzie też dziś zanikają lub się ukrywają.
          Bo to nie jest mocna cecha charakteru.
          Można więc dywagować co we współczesnym kinie czy telewizji jest mocną a co słabą stroną?
          Ja czuję,że Lynch się wybronił.Lynch jako Lynch.
          A że nie pasuje do kanonów?dla mnie to akurat jego duży atut.

          • LuKe

            Teraz dostał owacje na stojąco, ale parę lat temu w tym samym miejscu został wygwizdany i wybuczany, za co się z resztą obraził na świat. Rozwój duchowy Lyncha jest rzeczą mocno kontrowersyjną więc nie chcę w to wnikać, bo każdy może mieć opinię na ten temat. Czytałem i oglądałem w życiu wiele rzeczy o Lynchu. Wywiady, książki, filmy dokumentalne itd. Uważam się też za wrażliwca :) Ale mam uczulenie na wypowiedzi typu: tylko wyjątkowe, artystyczne i niepowtarzalne płatki śniegu "zrozumieją" o co chodziło geniuszowi. Nie kupuję też wyrażeń typu "zawiłe problemy filozoficzne" - bo to nie znaczy zupełnie nic. A już zupełnie nie pojmuję co mogą oznaczać w uniwersum Lyncha. A reżyser się dla mnie nie wybronił nie w odniesieniu do konkurencji telewizyjnej (kanonów), tylko do samego siebie (swojej formy artystycznej). Nawet jeśli podobały mi się fragmenty tego, co widziałem w 17 i 18 odcinku (sporo mi się podobało), to jednak jest to za mało abym mógł TP uznać za udany projekt i to właśnie biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie uniwersum Lyncha. To jest moja opinia. Nie trzeba się z nią zgadzać.

          • Gabi

            Minęło wiele wiele lat i Twin Peaks też ewaluowało tak jak sam Lynch.Artysta się zmienia,próbuje nowego,starzeje się lub dojrzewa( bo to nie to samo:))
            Utrzymuje swoje zdanie,że Twin Peaks i Lynch mocno kontrastuje na tle papki w telewizji i kinie i będę go bronić.
            Bo na tle tej papki wypada naprawdę dobrze.
            Wolę ten dziwny świat niż żaden inny.
            Pozdrawiam wszystkich zadowolonych i niezadowolonych.

          • LuKe

            Gabi fajnie, że pyknęłaś sobie fotkę z Lynchem (zazdroszczę) ale w swoich wypowiedziach wykazujesz się niestety egzaltacją fanki. Czytałem Twoje komentarze pod inną dyskusją w sprawie Twin Peaks i niestety są strasznie pretensjonalne (co Ci z resztą tam zarzucono kilkukrotnie) i niemal na każdym kroku robisz to, co imputujesz innym - trywializujesz Lyncha. Sprowadzasz jego produkcję do jakichś truizmów w stylu Paulo Coelho. Uważam, że Twin Peaks nie porusza połowy kwestii, które mu przypisujesz. Z drugiej strony operujesz tak gigantycznym poziomem ogólności, że ciężko tą filozoficzną głębię traktować poważnie. Cieszę się, że serial Ci się podobał. Jednak wiedz, że dowartościowywanie się kosztem innych i traktowanie ich protekcjonalnie zawsze prowadzi do agresji i zawsze ludzie Ci to wytkną.

          • Gabi

            Mam wrażenie,że tylko negatywne opinie są przyjmowane neutralnie na forach internetowych.Im więcej dowalasz do pieca tym lepiej.
            Nie mam ognia.

            Dlatego wolę nie tracić czasu na dyskusję z anonimowymi rozmówcami, którzy sączą jad a mało wnoszą do tematu trzeciej serii Twin Peaks,
            Raczej nie czytałeś komentarzy pod inną recenzją chronologicznie,że tak mocno zarzucasz mi protekcjonalne traktowanie i dowartościowywanie się.
            To,że określam "target" Lyncha nie oznacza dyskryminacji.
            Doskonale na pewno wiesz,że jego filmy nie zainteresują każdego.
            A nie ogólnie możemy porozmawiać ale nie na forum internetowym.

            Zdjęcie zostało umieszczone specjalnie w ramach eksperymentu socjologicznego :)

          • LuKe

            Ależ możesz jak najbardziej napisać pozytywną opinię. Tylko niech to będzie opinia o serialu, a nie o widzach, którzy go według Ciebie nie zrozumieli. Sam czasami popełniam ten błąd (staram się tego nie robić). Komentarz wcześniej nie zamierzałem Cię obrażać (przepraszam jeśli tak wyszło) tylko pokazać Ci tą zależność. Piszesz też, że nie tracisz czasu na dyskusje, które wnoszą mało do tematu, sama nie wnosząc zbyt wiele. Ja czuję się targetem Lyncha, a jednak nowe Twin Peaks na mnie nie działa. Nawet jeśli Lynch zakończył serię w nieco fajniejszym klimacie, to niestety nie uratował według mnie większości zawartości tego sezonu. Wiem, że mogę być w tej opinii osamotniony ale nie zwykłem powielać cudzych.
            Co to za eksperyment?

          • Gabi

            Eksperyment póki co trwa więc nie mogę narazie zdradzić:)
            Ja myślę,że Lynch gra wszystkim na nosie.
            Na pewno zdawał sobie sprawę jak wielkie są oczekiwania fanów "starego"Twin Peaks.
            I wybrał drogę trochę pod prąd.
            Wracając do targetu Lyncha.Wiele osób zarzuca fanom tej estetyki oniryczno-surrealistycznej mówiąc kolokwialnie "pokręcenie".
            Ja jestem zdania,że widzów kinowych czy telewizyjnych można podzielić na kilka kategorii.
            Trzeba ich wszystkich szanować bo każdy z nich jest konsumentem filmu ale nie dla każdego jest to coś wyjątkowego.Niektórzy chodzą do kina tylko dla popcornu lub mają telewizor żeby były jakieś dźwięki w domu.
            Mam nadzieję,że rozumiesz o co mi chodzi.
            Byłam bodajże w lipcu na Sieranevadzie w kinie,
            To jak w trakcie seansu zachowywali się niektórzy i po zakończeniu emisji to był dla mnie szok.
            Zawsze można wyjść z kina jak się nie podoba a nie lekceważyć innych widzów.

    • Rafał Hęćko

      Dla Ciebie suchar, dla mnie dobry dowcip ;)

      • LuKe

        Nie będziemy się licytować na poczucie humoru :)

  • patryks83

    Średni finał, średniego sezonu.

  • Gabi

    Twin Peaks nie jest typowym serialem telewizyjnym.Porusza tematy tak głębokie,że trudno je przemycić w sposób "atrakcyjny"do telewizji.Lynch to artysta totalny.Obraz,dźwięk,światło-wszystko ma swoją symbolikę.
    Nie każdy po prostu może wejść do świata Lyncha i Frosta i go zrozumieć.
    Tylko to uniwersum Lyncha tak naprawdę bardzo przypomina nasz świat.
    W którym też boimy się żyć?też go nie rozumiemy?
    Niekwestionowane arcydzieło dla poszukujących odpowiedzi na trudne pytania.
    Nie bojących się kwestionowania utartych prawd.

    • LuKe

      Jakie utarte prawdy udało ci się zakwestionować dzięki serialowi? Jakiej odpowiedzi i na jakie pytania szukałaś w serialu? Co było najgłębszym z tematów poruszanych przez serial? Zrozumiałaś świat Lyncha i Frosta?

      • Jarosław

        Na pewno są to problemy głębsze niż "opowiadanie fascynujących, mrocznych historii", do których - jak sam przyznajesz - sprowadzasz swoje rozumienie najlepszych dzieł Lyncha.

        • LuKe

          Zaskocz mnie.

          • Jarosław

            Bez urazy, ale mam ciekawsze rzeczy do roboty od uszczęśliwiania na siłę innych. Nie musisz lubić i doceniać nowego TP. Choć powtarzalność Twoich argumentów(w tym duża liczba wciąż powielanych tych samych przymiotników) jest nieco irytująca. Wszyscy już wiedzą, że TP Ci się nie podoba. Czy trzeba to po raz n-ty powtarzać używając niemal tych samych sformułowań?

          • LuKe

            Więc zajmij się ciekawszymi rzeczami. Czy ja chciałem abyś mnie czymś uszczęśliwił? Pod poprzednią naszą dyskusją ostatecznie zgodziłem się z Tobą, że Lynch nie jest twórcą fabuł, a twórcą motywów. Jednak coś co dla Ciebie jest sednem, dla mnie jest tylko narzędziem artysty. Zrozumieć Lyncha brzmi jak oksymoron. Zdaje się, że reżyser nie ma ambicji to bycia rozumianym, a aspiracje widzów do rozumienia fabuły wywołują u niego tajemniczy uśmiech ale są jak najbardziej mile witane. Więc tak. Przeżywanie/opowiadanie (nie rozumienie lub rozumienie po swojemu) fascynujących mrocznych historii to dla mnie główny aspekt kina Lyncha. To właśnie mówi Fred Madison: "Wolę pamiętać rzeczy po swojemu, niekoniecznie tak, jak się wydarzyły". I zaryzykuję stwierdzenie, że to jest też główna ambicja samego twórcy. Idziesz w matriksy i incepcje (jeśli żyjemy we śnie, to kto jest śniącym, jeśli nie my, to czy w ogóle istniejemy?) To nie jest dla mnie sedno filmów Lyncha. Dla mnie to zabiegi formalne. Nijak nie potrzebne do cieszenia się nieistniejącą fabułą. Sęk w tym, że nowe Twin Peaks było przez większość czasu antenowego w tej materii nieatrakcyjne.

      • Gabi

        Lynch to nie jest typowy reżyser amerykańskiej "komercji". To głęboko uduchowiony twórca obrazu i dźwięku,który manipuluje niuansami na ekranie jak choreograf w balecie.Można go nie rozumieć ale nie warto ignorować.Spróbujcie zajrzeć wewnątrz-głębiej i nie trywializujcie Miasteczka Twin Peaks.Bo walka dobra ze złem odbywa się codziennie w każdym z nas.Nie łatwo jest osiągnąć równowagę.I nie wiadomo co się wydarzy po drugiej stronie.

        • LuKe

          A czy ktoś napisał, że Lynch jest typowym reżyserem amerykańskiej "komercji"? Czy ktoś neguje jego dorobek artystyczny? Dla mnie jest jednym z najważniejszych reżyserów filmowych. Jednym z moich ulubieńców. Co nie przeszkadza mi w stwierdzeniu prostego faktu, że jego najnowsze dzieło nie przemówiło do mnie na bardzo wielu płaszczyznach.

  • Jarosław

    Choć nie jestem zwolennikiem czytania dzieła Lyncha przez
    pryzmat fabuły i jestem fanem tego serialu to miałem niedosyt po finale, zwłaszcza po 17
    epizodzie - brakowało mi domknięcia
    wątków Becky/Shelly/Bobby, czegoś więcej o Matce, Audrey ,Sarah,a także
    spuentowania relacji Gordon-Albert. Po drugim obejrzeniu ten niedosyt był już
    znacznie mniejszy bo zaczął mnie przekonywać 17 odcinek. 18 od razu mi się
    podobał. Obok 8 to jedna z najlepszych rzeczy w całej filmografii
    Lyncha.Oglądając finał po raz drugi zrozumiałem, że tak naprawdę Lynch nie
    domyka wątków, które od początku były pokazywane jako chaotyczne i
    fragmentaryczne, tak jak fragmentaryczna i chaotyczna w życiu każdego z nas
    jest obecność 80-90% ludzi, którzy się w nim pojawiają. Logiczna, spójna
    narracja, którą można by spreparować na ich temat jest w takim przypadku
    jedynie konwencją i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Akurat w TP 2017 ta
    fragmentaryczność dotyczy w większości postaci z miasteczka, ale takie
    potraktowanie sprawy wydaje się dużo ciekawsze niż nużące perypetie większości
    postaci ze starego TP. Wszystkie te mikro wątki świetnie ukazują chaos i amok,
    w jakim pogrąża się miasteczko. Np. historię Becky i jej męża poznajemy jak
    sąsiedzi, którzy mogą tylko coś wnioskować na podstawie odgłosów kolejnych
    kłótni, widoku rozhisteryzowanej Becky mijającej nas na kładce schodowej,
    itd. Skoro wielu z nas słucha muzyki w
    formie playlist, na których sąsiadują ze sobą utwory o różnych stylistykach i
    rożnych ciężarach gatunkowych, ułożone przez nas wedle tylko nam znanego klucza
    (albo po wciśnięciu opcji shuffle), skoro niektórzy z nas spędzają dłuższe lub
    krótsze chwile przełączając przypadkowe kanały w telewizorze w odstępie kilku
    sekund, to dlaczego nie dać prawa twórcy do zastosowania swego rodzaju
    fragmentarycznej narracji, która – czy nam się to podoba czy nie – stanowi
    odzwierciedlenie dużej część współczesnego życia. Podstawowe „wątki fabularne”
    TP - podwójne morderstwo i śledztwo FBI, podróż Bad Coopa, perypetie
    Coopa/Dougie’go, wreszcie śledztwo szeryfów z TP – wszystkie prowadzone są
    konsekwentnie przez całą serię i wszystkie niejako spotykają się w celowo
    przerysowanej kulminacji na komisariacie w Twin Peaks. Chyba największy niedosyt budzi wątek Audrey
    ale przecież, paradoksalnie, jest on podobny do wątku Laury i bardzo podobnie
    rozwiązany. Obie są „uwięzione w cudzej opowieści” i obie budzą się z
    przerażeniem z tego „cudzego snu”, mamy krótkie zbliżenia na ich wykrzywione
    twarze. Koniec.

    • LuKe

      Pozostaje pytanie - czy każdy sen warto opowiadać innym? Czy jest dla nich atrakcyjny? Lynch ma prawo robić co mu się tylko podoba. Widzowie mają prawo tego nie kupować.

  • ROB-i

    Ok,ten serial upewnil mnie w jednym ze Lynch ma juz w garsci przynajmniej jedna nagrode (ktora nomen omen nalezala mu sie juz dawno).Panie,panowie w kategori "Najlepiej sfilmowana droga,szosa,ulica w serialu dramatyczno-komediowym,filmie telewizyjno-kinowym,mini-serialu czy serialu limitowanym" bezapelacyjnie trafia do Davida Lyncha.
    Pomyslicie sobie ze robie sobie zarty,ale tak nie jest,naprawde w jaki sposob ten czlowiek pokazuje nam ulice (zwlaszcza nocne sekwencje) to mistrzostwo swiata a 3-ci sezon TP jeszcze bardziej mnie przy tym utwierdzil.
    Ps.Moglbym jeszcze dorzucic nominacje za "najlepiej sfilmowane slupy wysokiego napiecia",ale tu nie mam pewnosci czy sie wybroni (za duza konkurencja).
    Podpisuje sie pod tym pewny swidomosci co poczynilem uzytkownik "Serialowej" ROB-i,wielki fan Lyncha kinowego ktory nigdy wczesniej nie widzial 2-ch pierwszych sezonow TP.

    • Gabi

      Proponuję obejrzeć dwie pierwsze części,oczywiście po kolei i bez przewijania ;)

    • michax

      A co masz na myśli pisząc o konkurencji co do słupów?:-D

  • Gabi
  • michax

    Obejrzałem drugi raz 17 odcinek a dzisiaj obejrzę 18 drugi raz. Musiałem przetrawić to co obejrzałem, choć jednocześnie podobały mi się odcinki, ale też, zwłaszcza odcinek ostatni, wywołał u mnie wiele różnorodnych i to skrajnych emocji jednocześnie co chyba większość fanów spotkało. Bo większość opinii/recenzji co oglądam zagranicznych które z reguły pojawiają się nawet w dzień emisji, góra dzień później jak piszę te słowa to jeszcze nie pojawiły się - widocznie każdy musi przetrawić to co zobaczył albo po prostu finał się nie podoba. W sumie na zakończeniu serii 3/serialu poczułem się identycznie jak 26 lat temu na zakończeniu 2 serii czyli podobało mi się jako odważne (choć lepsze odcinki są w 3 serii), ale jednocześnie chciałem telewizor wyrzuć przez okno. Ale nim obejrzę powtórnie 18 odcinka który pewnie dla sporej grupy powinien być zakończeniem serialu (nie licząc ostatniej sceny), to mam kilka wniosków i parę pytań już teraz do lepiej zorientowanych ode mnie. No i tak jak myślałem o wiele lepiej mi wszedł 17 za powtórki, bdby odcinek, ale niepozbawiony wad. Jednak oglądanie o 2 w nocy to już nie dla mnie:-) Więc kilka uwag i pytania do lepiej zorientowanych ode mnie.

    1. Co do sceny początkowej z ekipą FBI to przypomniała mi się scena z 3x01 gdy Coop siedział u Strażaka w garniturze bez przypinki FBI i Olbrzym powiedział Cooperowi słowa jakie Dale powiedział Gordonowi, że chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Moim zdaniem skoro Coop był uwięziony w Czarnej Chacie to raczej do Białej Chaty nie mógł wejść, prawda? Więc jedyne kiedy spotkanie u Strażaka było to wtedy gdy leżał w śpiączce na co wskazuje ubranie Dale'a, bo brakuje przypinki FBI - zgadzacie się ze mną?

    2. Pan C udaje się do domu strażaka bo ma nadzieję tak znaleźć Matkę/Eksperyment/Judy co prawie mu się udaje bo pojawia się dom Palmerów i potwierdza się że to jej szukał o czym pan C wspomniał w 3x02 pokazując kartkę z twarzą z rogami. Zresztą Strażak w 3x01 mówi coś w stylu, że to tu jest czyli dobrze rozumiem, że weszła Matka do Białej Chaty?

    3. Sceny z panem C trzymają w napięciu na posterunku,ale pewnie wielu widzów zawiodło się tym, że w 17 godzinie filmu nie doszło do konfrontacji między Cooperem a panem C tylko zakończyli wątek w zaskakujący sposób i chyba tej osoby, która akurat załatwił pana C to nikt nie spodziewał się. Ja w tym momencie nie zawiodłem się z prostego powodu. Zauważyłem że w tej serii Frost i Lynch postanowili, że każdy wątek będą kończyć w sposób zaskakujący dla widzów, tak by zaskoczyć za wszelką cenę co wychodzi raz lepiej a raz gorzej co potwierdzają poprzednie odcinki jak np. ginęły wszystkie negatywne postacie tej serii czyli w głupi lub zaskakujący sposób, tak było z duetem tarantinowskim którzy zginęli z rąk polskiego księgowego, tak było z Richardem Horne, który wydawało sie że będzie odgrywał istotniejszą rolę w finale, ale tatuś go załatwił beż żadnych sentymentów. No i podobnie jest z panem C - dla mnie to ciekawe rozwiązanie. Ale w tej scenie jest jedna dziwna rzecz, czy tylko mnie się wydaje że pan C jednak wystrzelił? Nawet jest ujęcie jakby szeryf w kapelusz dostał, ale nie ma dziury po kuli, to tak jakby kula przeszła między głową a kapeluszem:-)

    4. A co do sceny pojedynku anglik kontra BOB to prawda jak wielu uważa że scena jest okropnie kiczowata i odbębniona na szybko. Wiadomo też że BOB w formie kulki CGI i twarzy aktora nie budzi przerażenia, efekty specjalne to jednak nie to samo co aktor, ale szanuję to, że postanowili Lynch i Frost nie zastępować nikogo nowymi aktorami. Pewnie gdyby Frank Silva żył to ta scena wyglądała by zupełnie inaczej, po prostu jest tylko jeden BOB. A tak poza tym nie wydaje mi się że BOB zginął tylko wrócił do domu i pewnie za jakiś czas znowu się pojawi.

    5. Co do dziwnego przejścia z posterunku do piwnicy hotelu, trochę jak we śnie, to odniosłem wrażenie jakby coś dramatycznego się wydarzyło czego nam nie pokazano, robi się ciemno agenci FBI wołają na siebie i w tej scenie zauważyłem, że ma nowy garnitur Cooper z przypinką FBI, a nie Dougiego. Czegoś nam nie pokazano co się stało miedzy sceną na posterunku a piwnicą czy pokazano w innym momencie serialu?

    6. A co do najlepszego momentu odcinka gdzie Lynch idealnie połączył sceny znane z filmu "Ogniu krocz ze mną" pilota serialu i wyciętych scen z Pilota plus nowy materiał to nie wiem jak to ekipa zrobiła, że tak odmłodzili Sheryl Lee w scenach z Cooperem niby z filmu - świetna robota. I w tym momencie wygląda na to, że Coop zmienił całą historię Twin Peaks od momentu morderstwa Laury, czyli Coop nie przyjechał do miasteczka, nie poznał Annie ani Audrey, pan C ją nie zgwałcił, nie była w śpiączce czy gdziekolwiek Audrey była w 3 serii (choć jest ciekawa teoria że wątek z Audrey to był sen aktorki a Billy to Billy Zane co grał jej chłopaka w 2 serii, wiele ciekawych meta wątków w 3 serii jest) ani nie miała syna oraz inne wątki potoczyły się inaczej, więc logiczne że nie wyjaśnili pobocznych wątków z 3 serii jak one się w ogóle nie zdarzyły po decyzji Coopera. Nie uważacie że to nie jest trochę zbyt łatwe rozwiązanie, zbyt proste jak na ten serial i wyrzucenie wszystkich pobocznych wątków z 3 serii do kosza? Bo mnie się podobało to rozwiązanie i jednocześnie nie podobało. W tym momencie można uznać że stąd są te wszystkie nieścisłości w książce Sekrety Twin Peaks, ale też nie jestem pewien tego, bo jednak z książki wynika, że Laura zginęła albo to są historie z alternatywnych światów.

    7. A jak rozumiecie teraz ostatnią scenę Ogniu krocz ze mną i ogólnie los Laury Palmer? Z filmu można było wywnioskować, że pokonała Boba umierając, w ostatniej scenie widzieliśmy że jest szczęśliwa, a raczej wolna, gdy stoi przy niej Cooper. A wymazując morderstwo Laury Cooper zrobił tak naprawdę złą rzecz nieświadom tego jaki to będzie miało wpływ na wszystko. Za każdym razem jak ją ratuje to sprowadza na nią nieszczęście, bo jej przeznaczeniem było zginąć i tak miała pokonać BOBA. Mam nadzieję że jasno napisałem o co mi chodzi, ale teraz nie wiem co mam myśleć o tej scenie z FWWM gdzie w sumie ładnie podsumowano rolę Laury w FWWM, jej wyzwolenie, i jak to się ma do zakończenia serii 3. A FWWM bardzo jest istotny dla serialu. Nie kapuję też polityki zaświatów w tym wątku, zwłaszcza Olbrzyma. Bo on chyba wie o co chodzi z Richardem i Lyndą i 430 mówiąc o tym Cooperowi. Nie sądzę, że wysłałby Coopera na misję która skazana z góry jest na porażkę i która spowoduje że Laura nie będzie wolna tylko wiecznie cierpieć, prawda? A jeśli w świecie karłów, olbrzymów i różnych bytów nie ma podziału na przeszłość i przyszłość to doskonale wiedział Strażak jak skończy się jego podróż. Chyba że słowa że daleka droga przed nim jakie padają w 3x01 dotyczy właśnie ostatniej sceny, że to dopiero początek Coopera/Richarda podróży i wcale nie jest skazany agent na porażkę? Bo Olbrzym nie ingeruje w rzeczywistość tylko daje wskazówki a to od człowieka zależy co zrobi i jak się sprawdzi w zadaniu. No i może nie ma wglądu do świata Matki Olbrzym, więc nie wie co tam się dzieje (choć jest ciekawa teoria że Coop trafił do rzeczywistości w związku z ostatnią sceną, bo otwiera mu drzwi prawdziwa właścicielka, czyli na koniec widzimy prawdziwego Coopera który się obudził ze snu) W sumie jedynym bytem, który ostrzegł Coopera to Bowie/czajnik, że jest ślisko czyli łatwo nie będzie. Cooper to tragiczny bohater jest. I to chyba najbardziej zdołowało mnie po obejrzeniu 18 odcinka co winą jest twórców, którzy zapowiedzieli, że wszystko nabierze sensu/poznamy odp. na każde pytanie,a nie chciałem byśmy poznali na każde pytanie odp. i w to nie do końca nie wierzyłem, że tak będzie. Ale wierzyłem, że 3 sezon to będzie zamknięcie historii a takie głosy tez były przed premierą, które sugerowały może nie happy end, a słodko gorzkie zakończenie, a nie cliffhanger (mimo cliffhangerów w finałach 1 i 2 serii czyli tradycja podtrzymana). Chociaż ja specjalnie nie wyobrażam sobie kontynuacji bo można interpretować że to częściowo happy end (albo niektórzy chcą w to wierzyć) i Laura zniszczyła Eksperyment albo obudziła się z koszmaru Laura albo można wybrać wersję te najbardziej mroczne i dołujące - widocznie większość fandomu jest pesymistami bo dominują teorie smutne. Chyba że kolejna seria byłaby o podróży Coopera z jednego świata do drugiego gdzie próbuje ocalić kolejną wersję Laury, tylko czy to by dobrze wyszło. Choć pewnie skończyłoby się tak, że byśmy dostali kolejny clifhanger jeszcze bardziej okrutny i pesymistyczny.

    • Gabi

      1.Upiec dwie pieczenie na jednym ogniu-ja rozumiem to tak,że Cooper pragnie uratować Laurę niszcząc tym Judy-czyli Sarę Palmer.

      2. Zła siła-Judy jest jakby "pilnowana"przez Strażaka i może przez Majora?Nie wiem ale to tak jakby oni cały czas w pewien sposób ją widzieli-ten ekran?Nie sądzę by Judy była w Białej Chacie.
      A do Majora pasuje mi rola pilnującego skoro jest wojskowym?

      3.Muszę jeszcze raz obejrzeć tą scenę.

      4.Lynch jest zakochany w kiczu.Bawi się formą postmodernistycznie.
      Ja jednak uważam,że Bob został całkowicie unicestwiony.I nie wróci.
      Tylko Judy jest o wiele mocniejsza od Boba...dlatego finał nie mógł się

      zakończyć na odcinku 17.

      5.Wydaje mi się,że to jakby portal do convenience store- zmienia się czas i wchodzimy do kolejnego innego świata (snu?) A jaką masz teorię a propos dźwięku tego miejsca?

      6.Myślę,że Cooper chce cofnąć czas by uratować Laurę.Przenosi się w czasie ale już jako Richard?Diane zmienia się w Lindę?(czy ich scena intymna wraz z muzyką nie przypomina trochę rytuału woodsmenów?)
      Cała trzecia seria wskazuje na to,że czas i chronologia w Twin Peaks jest mocno zamieszana.
      To zdanie o przeszłości która determinuje przyszłość...
      Laura is the One.Tylko Laura może zniszczyć Judy?
      Zgadzam się bo tak czuję,że śmierć Laury była tak naprawdę jej wybawieniem(wiadomo,że przed Bobem
      ale czy teraz nie nabrała szerszego znaczenia?), "zbawieniem mieszkańców
      Twin Peaks"-taką śmiercią Chrystusową?Laura is the One...czy to się nie
      kojarzy z misją Zbawiciela?
      Dom Palmersów jako Dom Zły :)
      Aby zniszczyć Judy, Cooper przenosi się na pustyni w inny wymiar by odnaleźć Laurę i unicestwić Judy?

      7.Nie odważę się interpretować finału....być może Cooper po prostu się pomylił?i przeniósł się w zły rok?Cooper i Laura mają bardzo podobną misję...dlatego nie mogło być finału bez tego duetu.
      Myślę jeszcze o tym domu Laury...skoro to absolutnie ostatnie ujęcie
      na koniec Twin Peaks to czy nie potwierdza to tego,że ten dom jest jakby
      źródłem wszystkiego zła?i siedzibą Judy?
      A żyrandol z wiatrakiem to taki totalny symbol elektryczności?
      Dom pełen naelektryzowanego powietrza? w którym zło unosi się w powietrzu?przed którym nie da się uciec?
      a żeby Laura mogła się uwolnić od
      tych sił musiała zginąć?zła Judy ją "hodowała"a ojciec vel Bob jej tak
      naprawdę ulżył?i dzięki temu sprowadził do Twin Peaks Coopera ,który też
      jest jakby swego rodzaju Mesjaszem?

      Mam jeszcze dwa pytania:
      1. Czy nie uważasz,że sowy zostały zastąpione przez woodsmenów?i sowa to woodsman?
      2.Czemu Naido ma zaszyte oczy?co o tym myślisz?

    • Gabi

      Ja dopiero raz obejrzałam dwa ostatnie odcinki.Narazie mam żałobę i zbieram się by obejrzeć ponownie.
      Co do interpretacji finału...czy to,że po napisach końcowych gdy na ekranie pojawia się Lynch/Frost Productions -nie ma dźwięku przeszywającej widzów elektryczności nie jest jakąś wskazówką....?
      że jednak udało się unicestwić Judy i "elektryczność"?Misja Coopera i Laury jednak się powiodła?
      Tylko jaką cenę za to zapłacą?czy będą mogli wrócić "do siebie"?
      czy poniosą ofiarę tułaczki między czasoprzestrzenią?między kilkoma światami w których żyli?

      Co o tym sądzisz Michax?

      • michax

        Co do dźwięku chodzi Ci o dźwięk w piwnicy, hotelu i w szpitalu gdy Coop się przebudził? Ja pomyślałem po przebudzeniu Coopera, że to jakieś siły które pomagają ludziom w przebudzeniu i założyłem, że w hotelu jest ten dźwięk bo tam leży w śpiączce Audrey Horne, ale po ostatnim odcinku nie jestem już tego pewien:-)

        Scena seksu przypomina nie tyle rytuał dziadów leśnych (chociaż jest ta sama piosenka co w scenie z dziadami w 3x08), ale ogólnie jest bardzo taka creepy. A tak na marginesie nie podoba mi się że na siłę zrobili parę z Diane i Coopera, więcej chemii było między nim a Naomi Watts, zwłaszcza że nie sugerowano nigdy w 1 i 2 serii, że są czym więcej jak przyjaciółmi, a Coop był zakochany w żonie Windoma Earla i Annie.

        To prawda, przynajmniej od momentu jak mamę opętała Judy a zakładam że nastąpiło to jakoś ostatnio, bo przecież straciła całą rodzinę albo wtedy gdy z klatki uciekła Judy w 3x02. Bo jednak Sarah nie zawsze była zła wg mnie.

        Nigdy o woodsmanach tak nie pomyślałem, choć sowa pojawiła się raz jak Dougie zajechał pierwszy raz do domu w Vegas.

        Nie mam pojęcia czemu miała zaszyte oczy Naido.

        Chyba oglądałaś interpretację Kai z jakbyniepaczec, która uważa że serial dobrze się skończył, ale mnie bardziej przekonuje to negatywne zakończenie o którym pisałem, że Coop ratując Laurę spowodował to, że nie spełniło się jej przeznaczenie czyli uratowanie siebie poprzez poświęcenie w wyniku czego Judy ją porwała do swojego świata gdzie będzie zawsze cierpieć, a Coop zawsze będzie ją próbował ratować, w różnych wymiarach. Ewentualnie zniszczyli Judy, ale utkneli w jej świecie, chociaż w takim wypadku jej świat powinien zniknąć Taki ze mnie pesymista iż tak odbieram zakończenie. Ewentualnie że Coop trafił do naszego świata, dlatego otworzyła im prawdziwa właścicielka domu z reala:-) Przemawia za tym scena z twarzą Coopera na posterunku gdy wyraźnie nie zadowolony jest i scena jak coś na ucho Laura mówi gdy ma minę niezbyt szczęśliwą.

    • Gabi
      • michax

        A dla mnie to jest głos Windoma Earla co pokazuje następna scena w Czarnej Chacie z głosem kogoś, wg mnie Windoma Earla, bo przecież kręcąc 2 serii nie mieli w planach stworzenia Matki. Ta scena pokazuje, ze była podatna na wpływy sił złych zwłaszcza po tym co ją spotkało.

        • LuKe

          Dla mnie też. Zwłaszcza w kontekście tego, co napisałem wyżej o Chatach. Bo skoro Czerwony Pokój to Poczekalnia, to tylko ktoś, kto nie ogarniał do końca tematu (Windom Earl), mógł ją nazwać Czarną Chatą. A może chciał aby wiadomość przeraziła Majora Briggsa. Czarna Chata to nie przelewki.

    • LuKe

      michax zauważyłem to samo co ty! O dziwo większość recenzji, którym przysłuchiwałem się co tydzień, w tym tygodniu się nie pojawiła. Myślę, że recenzenci się przestraszyli. Nie chcieli "wyjść na idiotów" więc postanowili poczekać na płody internetu aby móc sobie ułożyć jakąś wersję, która da im "wiarygodność".

      • LuKe

        Ja od zawsze mam problem z tymi Chatami. Bo fani często piszą, że Cooper był w Czarnej Chacie. Dla mnie Czerwony Pokój to była zawsze tylko Poczekalnia. W finale sezonu drugiego Karzeł odnosi się do wszystkich bytów ukazujących się Cooperowi jako do Mieszkańców Przedsionka. Czarna Chata jest cieniem Białej Chaty. Do przedsionka trafiają dusze zmarłych i tam spotykają swojego doppelgangera - najgorszą wersję samych siebie (swoisty sąd ostateczny). Efekt tej konfrontacji determinuje, do której z Chat zawędrujesz. Cooper niby nieskalana dobroć, a jednak przeraził się swojego doppelgangera. Sęk w tym, że Cooper trafił do Przedsionka w formie fizycznej. Wszedł przez wejście w kręgu 12 platanów, ukazujące się tylko podczas odpowiedniego układu planet. Zakładam więc, że dlatego i jego doppelganger miał fizyczną formę. Zdołał więc wyjść na świat w towarzystwie Boba i zostawić Coopera uwięzionego w Przedsionku. Dlaczego Bob nie pozwolił zabić Coopera Windomowi Earl? Bo wiedział, że to dla niego idealna przepustka na wolność.

        • LuKe

          "Chata", to nie koniecznie miejsce. Tylko kolektyw jakiejś energii. Coś jak "kościół", który nie jest budowlą z krzyżykiem na wierzchołku, tylko wspólnotą wiernych.

      • michax

        Dzisiaj pojawiła się większość opinii jakie oglądam na youtube i tak jak myślałem finał wywołał taką burzę mózgów wśród fanów, że nie wiedzą co myśleć, i opinie są bardzo różnorodne z tych co oglądam i takie jakie się spodziewałem. Część wychwala pod niebiosa, część jest bardziej krytyczna, choć podoba się, a część fanów popadła w depresję przez finał do czego przyznają się przed anteną, jak wściekli są, że serial mógł się tak dramatycznie zakończyć (i to mówią osoby co podobał się odcinek i co nie podobał) czyli jak 1 i 2 seria, tradycja podtrzymana:-)Najlepiej reakcje fanów podsumowuje na reddicie ocena dla 17 i 18, bo 17 ma 9 a 18 7/10 czyli niby dobrze, ale nie rewelacyjnie. No i to tak wygląda że 17 idzie po łebkach z wątkami ważnymi jak BOB i pan C, ma sporo fanserwisu i sugeruje happy ending a w końcówce Lynch zapowiada początek koszmaru. Chociaż jakby serial się zakończył sceną gdy Coop traci Laurę to czy to byłoby dobre zakończenie i jak się tak zastanawiam to nie wiem, ale przynajmniej dla Coopera byłoby dobre (zakładając że obudził się). No i nie dziwię się reakcjom fandomu i tak skrajnym gdyż mnie ciężko było zabrać się za odcinek 18 który mi się podobał, ma świetny klimat sennego koszmaru, ale dołuje mnie przez los jaki czeka Laurę i Coopera w końcówce. Okrutne zakończenie dla bohatera, tragiczną postacią się stał Cooper, a jednocześnie typowe dla TP, bo każda seria źle dla niego się kończy. Strasznie zdołował mnie ten odcinek w pon. i dzisiaj. Wyglada że jestem pesymistą jak większość fandomu bo obstawiam pesymistyczne wersje a nie optymistyczne jak np. przebudzenie się Laury w końcówce i zniszczenie Judy i to mimo tego, że wiele filmów reżysera miało jak mnie pamięć nie myli szczęśliwe zakończenia jak Prosta Historia, Dzikość serca, Blue Velvet.

  • LuKe

    Co do scen na posterunku w Twin Pekas. Pokonanie Boba i przemiana Diane - to nie wydaje Ci się michax, że to wszystko jest sekwencja snu? A co za tym idzie. Cały 3 sezon wygląda jak jeden długi sen Coopera. Widzimy jego twarz na cały ekran. Słyszymy łopatologiczne: "We live in a dream". Cały ten sezon obfitował w absurdy i rzeczy nie z tej ziemi i bohaterów reagujących na nie całkiem zwyczajnie. Cooper nigdy nie opuścił Przedsionka. Jestem wśród pesymistów. Zastanawia mnie jednak to wyjście przez krąg 12 platanów. Bo jeżeli już, to właśnie to wyglądało mi na bardziej "realistyczne" wyjście. Ale chwilkę potem Cooper i Diane znowu wkraczają w inny świat. W dodatku świat, w który wdzierają się motywy z poprzedniego świata, a więc Zły Dale, wspomnienie Diane o gwałcie, tulpa Diane wyzierająca zza słupa. Motel, który przez noc staje się innym motelem. Cooper zmieniający tożsamość swoją i Diane, być może po to aby zatrzeć wspomnienia z poprzedniego snu. Trup w mieszkaniu "Laury", na temat którego nawet nie podejmują rozmowy.
    Cooper utknął w Przedsionku. Widzimy to choćby w ostatniej scenie. Wciąż tam siedzi, a Laura szepcze mu na ucho "sweet nothings", które mogą go zmotywować, do kolejnej próby zmiany swojej rzeczywistości. Przecież tym jest życie po życiu - wiecznością.

    • LuKe

      Niemal identyczne idee rządzą w Lost Highway i Mulholland drive. Ludzie, którzy utknęli w pewnej sytuacji i próbują się z niej wydostać i niestety są skazani na porażkę. U Freda Madisona pętla jest chyba najbardziej dobitna.

      • LuKe

        A wątek Audrey jest tu świetną podpowiedzią. Zdaje się, że ona jedyna od początku przeczuwała, że coś jest nie tak. Jej przebudzenie się w odcinku 16 (???) było po prostu wybudzeniem się z całego sezonu 3. To dlatego nie pojawiła się już później. Po prostu opuściła to królestwo.

        • LuKe

          Filmy (nie wszystkie) Lyncha sprowadzają się do tego, że reżyser wprowadza nas w pewien świat, pokazuje szczegóły i każe się nimi zajmować, po to aby odwrócić naszą uwagę od ogólnego obrazu. No poetyka snu po prostu.

          • LuKe

            I właśnie dlatego nie uważam nowego Twin Peaks za rzecz dobrą. Bo cały serial wydaje się być pętlą, która nie wprowadziła do tej historii niczego nowego. 18 godzin zajmowaliśmy się czymś, co można było pokazać w 2 godzinach. Nie kręciłbym nosem gdyby zwartość była tak zjadliwa jak Lost Highway czy Mulholland drive - ale niestety nie była. Nie będę już używał tych samych przymiotników, bo zaraz Jarosław się będzie czepiał. A to bardzo zajęty człowiek ;)

          • Gabi

            A może taka była intencja Lyncha?i trochę zemsta za drugi sezon?bo przecież wiemy,że przy pierwszych dwóch częściach na Lyncha były ogromne naciski.Był mega skłócony z ekipą produkcyjną stacji telewizyjnej.Nie chciał ujawniać tak "szybko"mordercy Laury.
            Teraz miał totalnie wolną rękę i tak to wykorzystał,że teraz każdy myśli jaki był tak naprawdę koniec?a może początek?
            Nie można mu zarzucić braku odwagi.
            Irytuje,wkurza ale budzi emocje.i to chyba bardzo ważne-jaki serial wzbudza takie emocje(skrajne) we współczesnej telewizji?

          • LuKe

            Intencje mógł mieć jakiekolwiek. Nie zgodzę się jednak, że każda emocja jest mi potrzebna do szczęścia. I irytacja nie jest dla mnie emocją, którą chcę przeżywać w kinie i telewizji. Sęk w tym, że ten sezon wielkich emocji we mnie nie wzbudził. Nastawiałem się na coś takiego. Przed premierą pisałem, że będzie albo arcydzieło albo totalny gniot. Totalnym bym go nie nazwał, ale jednak przez większość czasu antenowego to jest gniot. Oczywiście zakończenie wzbogaca odbiór jednak nie usprawiedliwia dziesiątek scen z dupy, które nie służyły niczemu. Dla niektórych były zabawne, były "fuckami" od Lyncha, były czysta ironią. Ja ich tak nie odbieram. Dla mnie były po prostu słabe i bezcelowe.

    • michax

      W ogóle w tej scenie na posterunku jest scena tak absurdalna jak pan C strzela a kula przechodzi między kapeluszem a głową, dziwne nawet jak na TP. Właśnie wczoraj obejrzałem jeszcze raz finał i mogę się z Tobą zgodzić, bo też jestem po stronie pesymistów. Podoba mi się teoria, ale mam inną teorię. Cooper próbując ratować Laurę, kasując całą historię od morderstwa tak na prawdę sprowadził na nią same nieszczęście i na siebie też, miało to katastrofalne efekty. Przeznaczeniem Laury była śmierć z ręki BOBA, nie dała mu się zawładnąć i pokonała go tak co sugerował FWWM, a Cooper wykasował jej przeznaczenie. Za każdym razem jak ją będzie ratować to Matka będzie ją przenosić do innego świata stworzonego przez siebie (albo innego wymiaru/świata, który niekoniecznie stworzyła) i tak w nieskończoność (stąd ta ósemka u Jiefriesa i go ostrzega że będzie ciężko) a Cooper będzie się cały czas zmieniał i tracił cząstkę dawnego siebie, bo zgodzimy się że w ostatnim odcinku to połączenie pana C i Coopera. Słowa Strażaka z 1 odcinka, że długa droga przed nim to odnoszą się do Coopera tak na prawdę, że długa droga za nim ocali Laurę. Spotkałem się też z teorią, że ta twarz Coopera to twarz agenta Richarda ze schizofrenią, który marzy/śni o byciu tak idealnym agencie jak Cooper, to jest jego sen. A jeszcze jedna jest na poziomie meta i bardzo mi się podoba, ale taka, że w ostatniej scenie jesteśmy w rzeczywistości, co sugeruje scena z domem Palmerów gdzie mieszka prawdziwa właścicielka. Wcześniej mieliśmy sugestię przenikania się rzeczywistości i snów kilka razy, bardzo ciekawe łamanie 4 ściany. Zauważ że Gordon jak śnił to śniła mu się prawdziwa postać czyli Bellucci, była też scena z "Audrey Dane" a taki ma tytuł ten utwór u nas po którym się przebudziła Audrey. Tutaj masz tą teorię całą opisaną - https://ozba.wordpress.com/2017/08/31/twin-peaks-audrey-billy-and-living-inside-a-dream/

      • LuKe

        Ja tych teorii takich zupełnie z czapy wziętych, które podważają cały dotychczasowy stan rzeczy - nie kupuję. W sensie jakiś Richard ze schizofrenią. Nowe Twin Peaks wpisuje się dla mnie idealnie w Lynchowskie kanony. Takie typowe Lynchowskie niuanse dostaliśmy właśnie w odcinku ostatnim. Uwielbiam własnie u Lyncha to jak pewne sytuacje i sceny naśladują inne sytuacje i sceny. Koszmar naśladuje rzeczywistość. Albo inaczej. Elementy dawnej rzeczywistości wkradają się w tą nową, zaburzając ją. To jest niemal jak idea z LOST. Idea autokorekty wszechświata. Jakkolwiek byś się nie starał uciec w nową rzeczywistość, wszechświat znajdzie sposób aby cię ściągnąć z powrotem i naprowadzić na poprzednią linię czasową. W "Zagubionej autostradzie" Fred Madison w ciele Pete'a nawiązuje romans z alternatywną wersją swojej żony. Jego próba kończy się niepowodzeniem i kastracyjnym przesłaniem Alice: "Nigdy nie będziesz mnie miał". I choćby się zapętlił i próbował wcielić się w innych mężczyzn i stworzyć dziesiątki alternatywnych żon, które go zdradzały, które były dziwkami, które były słodkimi dziewczynami gangsterów, dziewczynami z tajemnicą, które można było wyzwolić spod jarzma i uciec z nimi za meksykańską granicę. Każda jego próba skończyłaby się porażką. W "Mulholland drive" Diane próbuje uciec od rzeczywistości, w której zapłaciła płatnemu zabójcy za wykończenie koleżanki po fachu. Jednak owa rzeczywistość dopada ją w stworzonym przez nią śnie, który z każdą minutą powoli zamienia się w koszmar, przypominając jej o zbrodni. Nie pomoże zmiana tożsamości. Nie pomoże wymazanie pamięci. Nie pomoże wyobrażenie idealnej miłości i kariery. Nie pomoże pomocna dłoń wyciągnięta w kierunku "nieznajomej". Nic nie pomoże w zetknięciu ze złem, od którego pragnie się uciec. Przypomni o nim chociażby etykietka z imieniem na koszulce kelnerki dolewającej kawę w barze.
        W Twin Peaks Cooper chce uciec z przedsionka. Snuje więc wizję, w której opuszcza Poczekalnię, pojawia się w dziwnym sześcianie w NY, potem w zastępstwie Dougiego w Las Vegas. Przypomina sobie swoich przyjaciół i zastanawia się co mogliby robić. Myśli o tym jak mógłby pokonać swojego doppelgangera i Boba. Stwarza pełen detali świat i przeżywa go dziesiątkami postaci naraz. Jednak krzyk Laury sprowadza go z powrotem do Poczekalni. Taka wersja powoduje, że mniej złoszczę się na wszechobecność dziwacznych zjawisk typu przejścia do innych światów, między-wymiarowe wiry, Jednorękiego ukazującego się to tu, to tam beż żadnych ceregieli. Dla mnie przejście do innego świata od zawsze było tylko jedno - w kręgu 12 platanów. To dlatego w 18 odcinku Cooper próbuje tego wyjścia zamiast fioletowych oceanów i gniazdek elektrycznych. No i oczywiście przegrywa. Tak to widzę.