Nie chcę skończyć jako zombie! Rozmawiamy z Danielem Sharmanem z "Fear the Walking Dead"

"Fear the Walking Dead" (Fot. AMC)

0

Dziś w nocy wraca "Fear the Walking Dead", a my mieliśmy okazję pogadać z Danielem Sharmanem, odtwórcą roli Troya, najbardziej uroczego drania i największego serialowego socjopaty w jednym.

Daniel Sharman to pochodzący z Londynu aktor, który dołączył do "Fear the Walking Dead" w 3. sezonie i od razu przykuł wzrok jako Troy Otto, mający mordercze zapędy syn właściciela farmy, na której rodzina Clarków znalazła coś na kształt schronienia. Jego postać w dużej mierze napędzała akcję pierwszej części sezonu, a jak będzie w drugiej?

Tego dowiecie się już za chwilę. "Fear the Walking Dead" powraca o godz. 3:00 w nocy z 10 na 11 września (czyli dziś). AMC Polska pokaże dwa pierwsze odcinki z nowej serii równolegle z premierą amerykańską, a dla tych, którzy w nocy wolą spać, będzie powtórka w poniedziałek, 11 września o godz. 21:00.

Z Danielem, którego możecie kojarzyć także z "Teen Wolfa" i "The Originals", miałam okazję porozmawiać tego lata w Londynie (była też obecna Danay Garcia, której zawdzięczamy relację na Instagramie), już po obejrzeniu pierwszego z nowych odcinków.

Dawny współlokator Iwana Rheona z "Gry o tron" (!) okazał się mieć typowo brytyjskie poczucie humoru, więc nie bierzcie wszystkiego w tym wywiadzie w stu procentach na poważnie. Kim Dickens prawdopodobnie może spać spokojnie, a i o to, czy mój rozmówca dostanie jeszcze kiedyś pracę w serialu AMC, raczej nie powinniście się martwić.

Widziałam już 9. odcinek 3. sezonu, wypełniony po brzegi Troyem i chyba jeden z Twoich najlepszych. Powiedz, co dalej czeka Twojego bohatera w tym sezonie.

Kiedy spotykamy Troya na początku sezonu, jest ogromna ilość rzeczy na jego temat, które od razu zakładamy. Niektóre okazują się poprawne, inne zupełnie różne od tego, co sobie wyobrażamy. W drugiej połowie sezonu kolejne elementy Troya zostaną rozwikłane, a on sam zacznie rozumieć czy też zyska pewne rzeczy pod wpływem rodziny Clarków. To okres, który niezwykle kształtuje Troya - to, kim jest i jak rozumie świat. Zobaczycie, jak zaczyna rozumieć pewne rzeczy, których nie rozumiał wcześniej. A potem będą konsekwencje tego, że zaczyna to rozumieć. I właśnie tego on się nauczy w najbliższych odcinkach. Dla mnie jako aktora to naprawdę świetne, że gram postać, która ciągle się uczy i nieustannie przeżywa huśtawki.

Opowiedz jeszcze trochę o nadchodzących odcinkach. Czy będą one jeszcze mroczniejsze i bardziej krwawe od poprzednich?

Zdecydowanie! Jest jeszcze mroczniej, bardziej dramatycznie i krwawo. Wątki, które były długo budowane, znajdują swoje rozwiązanie w tej części sezonu i dzieją się naprawdę szokujące rzeczy. W tej części sezonu jest tyle szokujących wydarzeń, że pewnie nie wszystko w ogóle pamiętam. To się działo ciągle, scenariusz po scenariuszu. Prawdziwy roller coaster.

Czyli przed nami mnóstwo śmierci.

O tak, bardzo dużo śmierci.

Muszę Ci powiedzieć, że odkąd Troy jest z nami, ciągle się o niego strasznie boję.

O, naprawdę? (śmiech)

Tak! Ja go naprawdę lubię, a tego typu postaci zwykle nie zostają z nami na dłużej w takich serialach.

Oj, tak. Wiem. To zabawne, bo kiedy czyta się scenariusz i widzi się, że taka postać zrobi znów coś ekstremalnego, zawsze jest ta obawa, że będą konsekwencje i że on już nie zostanie z nami na długo, bo po prostu może tego nie przeżyć. Ale to właśnie część tego, co sprawia, że serial jest taki dobry: niczego nie możesz być pewny. Marnie skończyć mogą nawet ci, o których myślisz, że przetrwają, jak postać Cliffa [Curtisa - MW].

To prawda, tak samo zresztą było z Chrisem.

Zgadza się, Chris też. W ogóle nie ma znaczenia, co ci bohaterowie wcześniej zrobili.

To było takie: puf! I już ich nie ma.

Dokładnie. Byli i ich nie ma, tak po prostu. To całkiem dobra metafora tego świata. Nie ma czegoś takiego jak dane przez Boga prawo do przeżycia. Cały czas jesteś na łasce kaprysu losu, wszystko może się zdarzyć i to w jednej chwili.

A gdyby już Cię mieli zabić w serialu, jak chciałbyś odejść?

Chciałbym, żeby to była Madison. W ten sposób sprawy by zatoczyły pełne koło. To musiałby być ktoś, kogo znałem, czy też ktoś, kogo kochałem. Gdybym został ugryziony, myślę, że chciałbym, aby ktoś zakończył moje męki.

W sumie mi się podoba, bo to przerażające i jednocześnie na swój sposób słodkie.

Dokładnie. Zasnąłbym w mgnieniu oka. Nie sądzę, żebym chciał stać się zombie. Wiesz, co mam na myśli? Tego makijażu jest naprawdę dużo. Nie chciałbym tego robić. Mam tylko jedną prośbę: jeśli już mnie zabijecie, proszę, nie róbcie ze mnie zombie na dwa albo trzy odcinki. Musiałbym być w całym tym makijażu i wydawać te dźwięki.

Ty lubisz tego Troya, prawda?

Tak, tak! Kocham Troya. A poza tym myślę, że jako aktor powinienem kochać moje postacie i z pewnością nigdy ich źle nie oceniać. Trudno jest mi źle oceniać cokolwiek, co on zrobił, czy jego samego jako człowieka. Moja postać zawsze staje się częścią mnie, więc jestem wielkim obrońcą Troya, jego życiowych celów i jego moralności. Tak to już jest z granymi przez nas bohaterami. Zakochujemy się w tych ludziach, zaczynamy ich rozumieć. I powinniśmy rozumieć tych ludzi. Więc tak, ja go więcej niż lubię, ja go kocham. Kocham to, kim jest. Kocham problemy i kwestie moralne, które mu towarzyszą.

Pamiętam, że na samym początku pomyślałam sobie: co to ma być, jakiś nowy Ramsay Bolton?

Hahaha, no tak!

Pamiętam też, że ludzie porównywali go do Gubernatora, choć pewnie z powodu oka. Po pierwszej połowie sezonu wydaje mi się, że pierwsze wrażenie było mylące, bo on jest szalenie skomplikowany i jest w nim dużo odcieni szarości. Myślisz, że jest w ogóle ktoś, do kogo moglibyśmy go porównać?

Nie tak łatwo go do kogoś porównać, bo nie widzę świata, w który on mógłby się wpasować w jakiejś konkretnej formie. Zabawne z tym Ramsayem Boltonem, bo on i ja chodziliśmy razem do szkoły dramatycznej [chodzi o prestiżową London Academy of Music and Dramatic Art - MW] i mieszkaliśmy też razem. Wynajmowaliśmy taki okropny, mały domek w Londynie. Iwan [Rheon - MW], który gra Ramsaya, jest fantastycznym gościem. Kocham go i myślę, że wykonał nadzwyczajną robotę w "Grze o tron".

A wracając do Troya, pokochałem w nim to, że on zdaje się kochać śmierć. Jakby miał jakieś błędne wyobrażenie na ten temat. A ja starałem się sprawić, żeby to nie była tylko obsesja na punkcie zabijania ludzi czy żądza krwi sama w sobie. To wygląda jakby on starał się pewne rzeczy zrozumieć. I po to, żeby dojść do jakiegoś punktu końcowego, może też chcieć poznać konsekwencje śmierci. Jakby go napędzały pewne ideały, jakieś wyobrażenie sprawiedliwości i myśl o tym, że pewne rzeczy powinny być na swoim miejscu; rzeczy, które są imperatywem dla jego struktury. I wszystko wydaje mu się OK, jeśli to robi w imię tych rzeczy i prowadzi go to w odpowiednim kierunku. Śmierć jest OK, jeśli zabijamy ludzi, którzy i tak umrą. On zawsze znajduje usprawiedliwienie, bo chodzi o zrozumienie czegoś. I to go czyni wyjątkowym. To na pierwszy rzut oka wygląda jakby jego te chore rzeczy bawiły, ale myślę, że scenarzyści napisali interesującą, skomplikowaną postać, która jest bardziej napędzana ideologią niż żądzą krwi.

A skąd według Ciebie bierze się to, że on i Madison tak bardzo się przyciągają? Czy oni rzeczywiście w jakiś sposób rozumieją siebie nawzajem?

Troy widzi w Madison kogoś, kto jest wystarczająco inteligentny, aby grać w tę grę; kto ma wystarczające zdolności umysłowe, aby w to grać, manipulować i imitować rzeczy, których Troy nigdy nie widział w nikim więcej, tylko w sobie samym. Można o Troyu powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno jest bardzo błyskotliwym obserwatorem ludzi, który dostrzega mnóstwo szczegółów. I kiedy spotyka Madison, błyskawicznie widzi kogoś, kto potrafi grać w tę grę tak dobrze jak on sam, rozpracowywać ludzi, a także rzeczy rozgryzać takie jak władza, ambicja. To dla niego jak gra w szachy i od razu widzi, że Madison jest w tym równie dobra co on. On kocha tę grę i widzi w niej to samo, dlatego tak bardzo kocha z nią przebywać. To dziwny układ: zawsze myślisz, że ona nim manipuluje, ale wiemy, że jest też manipulowana. I on również to wszystko wie, ale i tak bierze w tym udział, bo kocha tę grę, kocha być jej częścią. Wreszcie znalazł partnera sparingowego.

Na początku to było dla mnie strasznie dziwne, oglądać ją od takiej strony.

Prawda? (śmiech) A co Ci się najbardziej spodobało?

Uwielbiam wszystko, co się wydarzyło między nimi w 9. odcinku, a zwłaszcza ich ostatnią scenę. Ale tak naprawdę kocham każdy ich wspólny moment. No a poza tym samo wejście mieli już niezłe, mówię o tym jego ohydnym notesiku i później rewelacyjnej scenie z łyżką w oku.

Haha, no tak, wszyscy pamiętają scenę z łyżką!

Pewnie dlatego, że oczywistym wyborem byłby tu raczej widelec.

(śmiech) Tak! Albo przynajmniej nóż.

Tak się zastanawiałam, jak ta scena wyglądała z Twojej perspektywy, bo zdaje się, że to był Twój pierwszy dzień w "Fear the Walking Dead". Chyba całkiem szalony?

To był dosłownie mój pierwszy dzień. Nasza pierwsza scena to była ta z Madison na moich plecach. To było niesamowite wprowadzenie, takie z gatunku tych, których prawie się nie chce, bo jest to strasznie szybkie. Ale czasem jest to potrzebne, więc wstajesz i to robisz, a potem jesteś cały spocony i zmęczony, a do tego zdenerwowany i podekscytowany - mnóstwo rzeczy naraz. A że to był pierwszy dzień, to pamiętam, że byłem absolutnie wykończony. I jednocześnie to był najlepszy chrzest, jakiego można chcieć, bo co mogą ci zrobić potem? Miałeś już łyżkę w oku.

Wracając do Troya i Madison, dla mnie w tej relacji najlepsze jest to, że jest bardzo skomplikowana i graniczy z wieloma rzeczami. Są tu podteksty seksualne, jest w tym coś matczyno-synowskiego i nigdy tak do końca nie wiesz, o co w tym chodzi. To dla mnie intrygujące, że zawsze jest w tym jakiś podtekst, jakaś nutka czegoś innego, ale nigdy to nie jest oczywiste.

Cały czas jest wrażenie, że oni za chwilę zaczną się całować, a przy tym będą dla siebie matką i synem. I to tak jednocześnie, w tym samym momencie.

(śmiech) Dokładnie, i od razu sobie myślisz: "O Boże, dokąd to zmierza i jak to działa?". Podoba mi się to, że scenarzyści tworzą tę dziwną szarą strefę, kiedy to nie jesteś pewny, czy oni będą się zaraz całować, czy pójdą na noże. Jest na pewno coś bardzo dziwnego w tej relacji.

Myślisz, że jest jakiś następny poziom tej gry? Chyba już tylko śmierć?

Tak, pewnie tak. Jedna rzecz wydaje mi się w tym naprawdę urocza. Otóż kiedy patrzymy na to z perspektywy Troya, to ona wydaje się być jak matka. Ale należy siebie zapytać: co takiego Madison ma z Troya? To znacznie więcej niż tylko poczucie władzy. Tak, oczywiście, ona potrafi manipulować ludźmi i manipulowanie nim jest ważne, żeby teraz mogła przeżyć w tym świecie. Ale jest też w niej jakaś fascynacja Troyem. I pojawia się pytanie: dlaczego ona potrzebuje kogoś takiego w swoim życiu? Czy jest w tym element fascynacji seksualnej? I ja lubię myśleć, że...

O matko, nie...

(śmiech) Lubię myśleć, że Madison coś tam... no, wiesz. (śmiech) Sam nie wiem, jest w tym coś dziwnego.

No cóż, na pewno uwielbiam chemię, jaką macie na ekranie.

Tak, dokładnie! (śmiech) Podoba mi się taka myśl, co poradzę. Jestem zakochany w Kim Dickens, więc rozumiesz.

W pełni to rozumiem! Widziałeś "Treme"? Wystarczy, żeby się zakochać.

Widziałem! Jest świetna. Jest cudowną aktorką i wspaniałą osobą, z którą bardzo dobrze się współpracuje. Świetnie się bawiliśmy, kręcąc wspólne sceny, i ja lubię myśleć, że tak naprawdę ona w tajemnicy podkochuje się we mnie i dlatego to tak działa z Madison.

Oczywiście.

(śmiech) Ona mnie za to zabije!!!

Zanim zostaniesz zabity, odpowiedz mi na jeszcze jedno pytanie. Widzieliśmy Cię w "Teen Wolfie", widzieliśmy Cię w "The Originals", teraz mamy "Fear the Walking Dead". Czy masz jakąś słabość do...

...tego gatunku? Nie! To jedyna robota, jaką jestem w stanie dostać. (śmiech) Chciałbym powiedzieć, że to sobie wybrałem, ale tak naprawdę tylko to mi dają. Ludzie ciągle mnie pytają, czy wybrałem sobie specjalnie taki gatunek. Ale to nie tak. Jeśli coś mnie fascynuje, to bohaterowie. Chcę, żeby mój bohater był czymś interesującym. Innej pracy jakoś nie byłem w stanie dostać, więc... (śmiech) Tak po prostu wyszło. Wydaje mi się, że to zawsze przypadek, gdzie akurat skończysz.

To jakie masz ulubione seriale?

Mój ulubiony serial w tym momencie to... O Boże, wiem, że powinienem wymienić coś od AMC. Przepraszam Was [Daniel uśmiecha się w kierunku państwa z AMC, którzy nas słuchają - MW], ale mój ulubiony serial teraz to "Opowieść podręcznej". Wydaje mi się, że to niesamowita rzecz, a Reed Morano [która wyreżyserowała trzy pierwsze odcinki i jest wśród producentów serialu - MW] jest rewelacyjną reżyserką. Naprawdę, mam obsesję na punkcie tego serialu i jestem do niego teraz przyklejony. Jestem przyklejony do aktorstwa, do jakości kinematograficznej, scenariusza i dosłownie wszystkiego. Nie sądziłem, że tak będzie, ale po prostu mnie wzięło.

  • whatever

    Skreśliłam już ten serial. Większości seoznu 2. nie widziałam bo naprawdę było to bardzo słabe. Dałam szansę sezonowi 3. tylko dlatego, że uwielbiam Kim Dickens i Cliffa Curtisa (ouch!). Debnam Carey też, chociaż jej postać to najsłabsze ogniwo serialu.

    Sezon 3A był okej, szału nie ma. Chyba ich najlepszy sezon, ale o to nie było trudno biorąc pod uwagę jak słabe były początki. Oglądam zatem dalej, aktorów mają fajnych, bohaterowie których grają trochę nijacy przez słabe scenariusze, zwłaszcza w pierwszej fazie serialu. Teraz jest ciut lepiej. Dobrze by było, aby sam serial w końcu urósł do rangi czegoś interesującego. Szczerze im tego życzę.

  • ROB-i

    Marta,widze ze wywiad mimo pewnych lekow i obaw sie udal.No i padlo pytanie o lyzke w oku zamiast "przyslowiowego widelca".
    Ps.Mam nadzieje ze nastepnym razem bedzie to inny (!?!) serial i inni aktorzy (chociaz na zdieciach prezentu(-je,-ją) sie niezle.No i inny Londyn...

    • Świetna ekipa, bardzo miło się z obojgiem rozmawiało. A współlokatora Iwana Rheona (bo w Londynie, jak wiadomo, wszyscy się znają!) chętnie bym jeszcze spotkała, czy to przy okazji tego, czy innego serialu. Myślę, że zagra jeszcze niejedną dobrą rolę.