Silne kobiety w telewizji to ważna sprawa. Rozmawiamy z Danay Garcią z "Fear the Walking Dead"

"Fear the Walking Dead" (Fot. AMC)

0

O imigracji, rasizmie i silnych kobietach, ale także o tym, gdzie się podziewa Luciana, czy ona i Nick mają jeszcze szansę oraz jak to jest wylądować na pustyni pośród zombiaków rozmawiamy z Danay Garcią.

Tydzień temu była u nas rozmowa z Danielem Sharmanem, czyli Troyem z "Fear the Walking Dead", dziś dorzucamy jeszcze Lucianę. Odtwarzająca tę rolę Danay Garcia - z którą także spotkaliśmy się latem w Londynie - jest aktorką pochodzącą z Kuby, ale od lat mieszkającą w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej grała Sofię Lugo w "Prison Break", pojawiła się też gościnnie w "Supernatural" czy "CSI: NY".

Jej postać z "Fear the Walking Dead", Luciana Galvez, zadebiutowała na ekranie w trakcie 2. sezonu i okazała się jeszcze jedną interesującą kobietą w serialu, który już wcześniej wyróżnił się mocnymi kobiecymi kreacjami. W pierwszej połowie 3. sezonu znikła nam z radaru, a kiedy zobaczymy ją ponownie? Nawet ja tego nie wiem.

Ale zachęcam do włączenia telewizora i sprawdzenia, czy to przypadkiem nie dziś. Nowy odcinek "Fear the Walking Dead", zatytułowany "La Serpiente", zadebiutuje na kanale AMC Polska o godz. 3:00 w nocy z niedzieli na poniedziałek, równolegle z premierą amerykańską. Jeśli w nocy wolicie spać, powtórka będzie w poniedziałek, 18 września o godz. 21:00.

A tymczasem przed Wami Danay Garcia, dziewczyna, która podbiła Londyn w żółtej sukni.

Trochę się zdziwiłam, że w ogóle Ciebie nie ma w dwóch pierwszych odcinkach sezonu 3B. Kiedy znów zobaczymy Lucianę?

To ciekawe, jak postacie pojawiają się w serialu i znikają. To sprawia, że ta historia trzyma w napięciu, bo nie wiesz, co się może im przydarzyć. Ale jedno wiemy na pewno: w tym serialu jest mnóstwo silnych kobiet. Luciana to naprawdę silna dusza, która teraz szuka domu w towarzystwie swojej maczety. A czemu odeszła? Bo ona ma pewne standardy, pewne wartości i cały czas wierzyła, że gdzieś musi być coś lepszego. A jeśli nie ma, to ona to stworzy. To kobieta z misją: albo znajdzie dom, albo go sobie stworzy. Jak to zostanie rozegrane? To już sami zobaczycie.

Ta jej misja brzmi w tej chwili dla mnie dość mgliście. Uchylisz jeszcze trochę rąbka tajemnicy?

Mogę powiedzieć, że w praktyce ona będzie poszukiwać tego, co jest dla niej prawdziwe. Od tego momentu kiedy ją poznaliśmy aż do teraz, ona wierzyła, że bycie z Nickiem to coś prawdziwego i że miłość jest odpowiedzią. I była w stanie zaryzykować dla tego uczucia i tego mężczyzny całą swoją rodzinę i Kolonię. Wszystko się rozpadło i ona teraz wyruszyła na poszukiwania. Nie mogę powiedzieć, gdzie skończy. Poczekamy, zobaczymy! (śmiech)

Trochę liczę, że pomimo tego wszystkiego, co zaszło, zobaczymy jeszcze Nicka i Lucianę razem. I smutno mi, kiedy słyszę, że miłość nie jest dla niej odpowiedzią.

Myślę, że jednak przetrwanie jest teraz dla niej odpowiedzią i że jedna rzecz w jej przypadku jest jasna. Miłość zdecydowanie jest odpowiedzią, ale nie możesz ryzykować swojego życia i swoich wartości dla miłości samej w sobie. To nie wystarczy! Możesz się w tym zatracić. W tym, co ona robi, jest też lekcja dla niego. Ona mu dała całe swoje życie, cała jej rodzina nie żyje z powodu wyboru, którego dokonała, opierając się na miłości. Oczywiście, to nie była jego wina. Ale w tym momencie ona myśli, że zasługuje na coś lepszego, a jeśli on zdecyduje, żeby zostać, nie może go do niczego zmusić, w końcu on ma rodzinę.

To, że on ma rodzinę, z którą może być, zmienia dla nich wszystko. Luciana po raz pierwszy widzi go z rodziną. Bo przecież kiedy oni się spotkali, praktycznie byli sierotami apokalipsy i w jego przypadku to był wybór. On wtedy zostawił swoją rodzinę i wybrał samotność. Ona z kolei swoją rodzinę straciła, więc teraz nie kwestionuje tego, że on jednak wybiera swoich bliskich, a nie ją. To wartość, która jest jej bliska. Ona to rozumie. Ale to jednocześnie nie oznacza, że ona może się zgodzić z tą nową dynamiką i tymi zasadami, które obowiązują na ranczu.

Przed nami naprawdę mroczne odcinki, dobrze myślę?

Czytając kolejne scenariusze z tego sezonu, myślałam tylko: wow, ależ to się robi wielowarstwowe! Dotykamy problemów rdzennych Amerykanów albo tego, że jeśli nie jesteś biały, to nie możesz tu zostać. W tym nie chodzi już o zombie, w tym chodzi o to, jaki masz kolor skóry, jakiej jesteś rasy, czemu coś, co należy do mnie, nie należy do ciebie. W tym momencie w tym wszystkim jest już bardzo mało cywilizacji, więc tak, zdecydowanie serial skręca w mrocznym kierunku.

A dowiemy się więcej o samej Lucianie i jej przeszłości?

Z tym serialem jest tak, że wszystkie postacie rozwijają się na przestrzeni sezonów. Dopiero niedawno dowiedzieliśmy się, skąd pochodzi Madison.

No tak, to zawsze zajmuje trochę czasu.

To zdecydowanie zajmuje trochę czasu. Pamiętam, jak zostałam Lucianą i pytałam: a co takiego jej się przytrafiło wcześniej? A scenarzyści: musisz sama to sobie rozgryźć! (śmiech) I na tym polega piękno tego serialu, że na wszystko potrzeba trochę czasu. Trzeba było trzech sezonów, żebyśmy dowiedzieli się więcej o Madison! (śmiech)

Czyli to nie jest tak, że Ty wiesz coś, czego my nie wiemy? Scenarzyści nic Wam nie mówią?

Nie, nic nie wiem. Ale jako aktor możesz sobie stworzyć przeszłość swojej postaci i potem mieć nadzieję czy też liczyć na to, że zainspirujesz scenarzystów, aby poszli w tym kierunku. I to się zwykle dzieje, najczęściej spotykamy się w połowie drogi. Oni nigdy nie wymyśliliby mi jakiejś przeszłości, która nie ma nic wspólnego z całą moją obecnością w serialu. Także jest dobrze! (śmiech) To naprawdę świetna grupa ludzi.

Kiedy na Ciebie patrzę w serialu, często się zastanawiam, jak bardzo to jest wyczerpujące fizycznie. W końcu pracujesz w upale, pokryta sztuczną krwią, i tak cały czas, zdaje się, że od pierwszego dnia na planie.

Tak, rzeczywiście. Pamiętam mój pierwszy dzień na planie. Wiedziałam, że to będzie wymagające fizycznie, bo pracujemy w Meksyku, na pustyni, a dookoła jest krew i gore. To apokalipsa i musisz czuć ten drenaż - i ja wiedziałam, że czeka mnie konfrontacja z tym wyzwaniem. Ale bycie tam i naprawdę branie w tym udziału, każdego dnia, w upale i pośród zombie - to nie było przyjemne! (śmiech) Poza tym to nie jest tylko trochę makijażu, jak mam na sobie teraz. Ten makijaż to krew, czysta krew, którą mam na sobie w tym gorącu. A jeśli przypadkiem trochę popada i ten cały gore zacznie ze mnie spływać, od razu słyszę: nakładamy więcej! (śmiech)

Ale wiesz co? To tutaj pomaga, pasuje do tej historii. O to właśnie chodzi w tej historii, która nikogo nie rozpieszcza. To nie jest tak, że skoro ja pracuję, to musi mi być wygodnie. To jest 17 godzin pracy, które jakoś trzeba przetrwać i być cały czas skupionym. A że nasi bohaterowie też przez to wszystko przechodzą, to ja czasem używam tego jako takiego mechanizmu, działającego na zasadzie: OK, ona sobie jakoś radzi z tym niewygodnym, kleistym czymś, co mam na twarzy, więc i ja mogę. To część mojej pracy i jakoś to ogarnęłam. (śmiech)

Luciana to silna dziewczyna, która w każdej sytuacji sobie radzi i wydaje się wręcz nieustraszona. Zgodzisz się ze mną, że w telewizji wciąż jest za mało takich kobiet?

Kiedy po raz pierwszy spotkałam Lucianę i zaczęłam ją tworzyć, czułam się bardzo wdzięczna i szczęśliwa, że jestem częścią tego apokaliptycznego świata i gram tego typu kobietę. Jest nieustraszona, to prawda. Ale żeby być nieustraszonym, trzeba najpierw poczuć strach. Dopiero wtedy możesz przestać bać się tego strachu. To wybór. I stąd bierze się prawdziwa siła. Kocham fakt, że ta kobieta ma tyle warstw. Jest nieustraszona, ale jest też wrażliwa i bywa naprawdę przerażona. Podejmuje ostro decyzje, ale to nie zmienia faktu, że może kwestionować pewne rzeczy. To, co ją czyni nieustraszoną, silną i władczą, jest jej umiejętność wyjścia poza strach.

Granie takiej postaci, reprezentowanie takiego typu kobiety i bycie inspiracją dla ludzi to dla mnie duże zobowiązanie. Podchodzę do tego bardzo poważnie i wymagam bardzo dużo od siebie. To bardzo ważne teraz, bardziej niż kiedykolwiek. To ważne, żeby widzieć ten rodzaj siły, który ona ma w sobie.

Kolejna ciekawa rzecz, którą zrobiło "Fear the Walking Dead", to przeniesienie części fabuły do Meksyku. To nie jest coś, co zwykle możemy zobaczyć w amerykańskich serialach. Jakie mieliście odczucia, kiedy tam pracowaliście?

Ja akurat dołączyłam w środku 2. sezonu, więc część tych odcinków oglądałam w pociągu, jadąc do Meksyku. Pamiętam, że myślałam wtedy, że to rzeczywiście jest coś wyjątkowego. A potem tam dotarłam, jakoś w porze lunchu i znalazłam się pośrodku niczego. Być może pamiętasz, że moja pierwsza scena to była ta, w której zauważyłam Nicka, kiedy ten szedł z grupką umarłych. Kręciliśmy to pośrodku meksykańskiej pustyni, jechałam tam 45 minut z hotelu. Było to właśnie w porze lunchu, otworzyłam drzwi auta i pierwsze, co zobaczyłam, to statyści przebrani za zombie, którzy akurat mieli przerwę i chodzili dookoła. I wtedy to już naprawdę myślałam, że to coś wyjątkowego! (śmiech) Byłam pośrodku niczego, a dookoła znajdowało się ze 150 zombiaków, które jadły lunch. Nie byłam już nawet głodna, stwierdziłam tylko, że lepiej już to kręćmy. (śmiech)

A mówiąc poważnie, rzeczywiście czułam, że to, co robimy, ma znaczenie. Ten świat potrafi człowieka pochłaniać i poruszać od samego początku. Jeśli mnie to poruszyło już pierwszego dnia, to z pewnością też poruszy innych. Nie mam co do tego wątpliwości.

A co sądzisz o emocjonalnych reakcjach amerykańskich widzów na "100", hiszpańskojęzyczny odcinek z początku 3. sezonu? Nie wiem, czy to jeszcze pamiętasz, ale ludzie strasznie narzekali chociażby na to, że oglądają amerykański serial i muszą czytać napisy.

Nie byłam w ogóle świadoma, że ludzie byli zdenerwowani z tego powodu. Ale mogę Ci powiedzieć jedno: jestem z Kuby, tam się urodziłam i wychowałam. Moim pierwszym językiem jest hiszpański, więc kiedy dorastałam, wszystko oglądałam z napisami. Od tego czasu wiele się zmieniło, dziś mówię po angielsku, byłam w różnych krajach. Ale na Kubie jesteśmy przyzwyczajeni do czytania napisów.

Kiedy dostaliśmy scenariusz cały po hiszpańsku, ja i grający główną rolę w tym odcinku Rubén Blades - który pochodzi z Panamy - rozmawialiśmy o tym, jakie to niesamowite, że AMC chce zrobić coś tak ryzykownego i pokazać wszystko od drugiej strony. To było coś nieprzewidywalnego, coś, czego nie spodziewał się nikt. Nie miałam pojęcia, że kogoś to zdenerwowało. Ja osobiście myślałam, że to wielkie ryzyko, trochę to wszystko poprzestawiać i pokazać cały ten świat, popchnąć tam widza i powiedzieć mu: to tak wygląda.

W 2. sezonie w pewnym momencie Nick i wszyscy serialowi Amerykanie docierają do Meksyku. Oni tam są turystami, są obcymi w miejscu, gdzie ludzie mówią po hiszpańsku. I muszą się dostosować, zaadaptować i zmienić w sobie wszystko, żeby przetrwać. Muszą też nauczyć się komunikować. Strand próbuje mówić po hiszpańsku! (śmiech) Wszyscy się starają. W drugiej połowie 2. sezonu nabijam się z Nicka, że on po hiszpańsku nie mówi. Bo właśnie to dzieje się, kiedy jesteś imigrantem w miejscu, którego językiem nie mówisz. Musisz się zaadaptować i tyle. Także zrobienie całego odcinka na ten temat wydawało mi się bardzo fajnym ryzykiem. A poza tym myślę, że to był fantastyczny odcinek!