Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie tygodnia

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" (Fot. FX)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

W tym tygodniu wśród naszych hitów znalazło się miejsce dla "American Crime Story", "Counterpart", "One Day at a Time", "Z Archiwum X" i nie tylko. Są też kity, a wśród nich nowe seriale HBO i TNT.

HIT TYGODNIA: "Odpowiednik", czyli co jest lepsze od jednego J.K. Simmonsa w serialu? Dwóch J.K. Simmonsów


"Counterpart" (Fot. Starz)

"Counterpart" (Fot. Starz)


Szpiegowski thriller w Berlinie? Niby przerabialiśmy to już wielokrotnie, ale trudno o lepsze miejsce akcji dla serialu, w którym istnieją dwa równoległe światy, a klimat pomiędzy nimi bardzo przypomina atmosferę zimnej wojny.

J.K. Simmons w roli dwóch Howardów Silków w "Odpowiedniku" (tytuł oryginalny - "Counterpart") zachwyca podwójnie. Howard nr #2 to dobrze nam znany Simmons-brutal, którego oglądaliśmy w "Whiplash" czy "Oz". Natomiast Howard #1 przypomina nam o łagodniejszej stronie aktora, którą mogliśmy podziwiać chociażby w "Juno".

"Odpowiednik" spodobał nam się nie tylko dzięki zdobywcy Oscara. Na pochwałę zasługuje również sam koncept, gdzie thriller szpiegowski miesza się z science fiction. Serial skłania też do bardzo ciekawych refleksji na temat wpływu otoczenia kontra uwarunkowań genetycznych oraz wychowania na nasze losy, a także o znaczeniu pojedynczych decyzji. Pilot zostawił nas z wieloma pytaniami, na które bardzo chętnie poznamy odpowiedź w kolejnych odcinkach. Oby twórcy udzielili satysfakcjonujących odpowiedzi! [Paulina Grabska]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  • Iwona

    „The Resident” to jest serial, którego twórcy z uporem godnym większej sprawy sądzą, że jak wszystko będzie na najwyższych rejestrach to będzie dobrze. No niestety, schematów i szablonów nie pokona się permanentnym krzykiem, nieudolną ironią w co 2 linijce, ogromną liczbą zbliżeń oraz tatuażem na pół pleców.

    Na zupełnie innym biegunie serialowym są „Na wylocie” i „W potrzebie” jako przykłady tego, że można subtelnie, prosto i oszczędnie pokazywać ciekawe historie.

    „Odpowiednik” i „American Crime Story” to z kolei dwie bardzo dobre historie o tym, że ew. braki scenariuszowe może nadgonić ogólna wizja serialu i wybitnym
    aktorstwem.

    Dla mnie też jakimś małym kitem tygodnia (a właściwie stycznia) jest „Crazy Ex-Girlfriend”(będą spojlery). Kitem małym, bo muzycznie serial nadal daje radę i widzę też dużo dróg umożliwiających wybrnięcie z tego co tam się w scenariuszu podziało i skończenie tego zgrabnym finałem. Ale na ten moment nie bardzo kupuję historię Rebecci, która w ramach czynienia postępów w leczeniu postanowiła łączyć psychotropy z hormonami i jak połowa kobiet w West Covinie pomóc przyjacielowi w temacie posiadania potomstwa. Jeśli to ma być zapychająca fabułę perypetia to jest słaba, jeśli to ma być coś poważniejszego to tym gorzej. A już kompletnie mnie rozczarowuje wątek Josha. Po tym jak ten bohater skalał się myślą i wyrecytował Rebecce dość mądry tekst o sobie, oglądamy jego przemianę, która polega na
    tym, że, znalazł sobie: pracę w klubie ze striptizem (rozumiem, że każdy ma jakieś ograniczenia, ale litości) i matkę zastępczą. Wiadomo, że gdzieś trzeba spać i jeść, ale ta jego autorefleksja została niemal strollowana i raczej nie taki był zamysł.

  • Oskar Ciesielczyk

    Jakie są opinie redakcji na temat Waco? W Stanach raczej kit. Ja tam obejrzę dla tych super twarzy w obsadzie.

  • michax

    Co do Archiwum X to zacznę od niepopularnej opinii, że nie przepadam za jednym z jego klasyków czyli “Jose Chung’s From Outer Space”, który fani uwielbiają. Dla mnie jest to odcinek na porządnym poziomie, ma parę świetnych scen, ale to wszystko. Wolę wszystkie pozostałe dzieła Darina Morgana, w tym odcinek o diabłach w barze z 2 serii Milenium Cartera. Podobnie mam z kontynuacją historii pisarza SF czyli “Jose Chung’s Doomsday Defense” (2 seria Millennium).

    Dlatego wspomniałem o tych odcinkach, bo “The Lost Art of Forehead Sweat” bardzo przypomina mi epizody o pisarzu Chungu. Podobnie jak w tamtych odcinkach jest bardzo dużo dialogów i mamy też narratora, który opowiada historie jednej z postaci. Więc podobne zawiązanie akcji w epizodzie 4 jak w odcinkach z pisarzem, który opowiadał agentom różne historie zasłyszane od ludzi.

    Nowy epizod Darina podoba mi się od początku do samego końca na co składa się wiele czynników. Zacznę od aktorów, bo Duchovny, Huskey i Anderson tworzą świetne trio. Ale cenię sobie epizod też za hołd dla klasycznej Strefy Mroku Roda Serlinga. Chociaż to nie jest pierwsze nawiązanie/hołd dla Strefy Mroku, np. archiwowy dzień świstaka jak fani nazywają “Monday” to tak na prawdę pomysł na odcinek wziął się ze Strefy Mroku i epizodu “Shadow Play”.

    Oczywiście jest też sporo fanserwisu nawiązującego do XF (pomysł z czołówką ) i Milenium (sanatorium Spotnitza), ale nie jest epizod fanserwisem przeładowany jak epizod Darina z 10 serii. “Were Monster” jest dobrym odcinkiem, ale aż za dużo tych nawiązań i ukrytych znaczeń było w 10×03.

    A jak to bywa w odcinkach Darina Morgana to tak naprawdę mamy do czynienia z tragikomedią. Bo gdyby pozbawić epizod wszystkich żartów to okazuje się, że to jest bardzo smutny odcinek jak większość epizodów brata Glena Morgana. Co widać choćby w scenie rozmowy Muldera z doktorem Oni po której głównego bohatera zwyczajnie jest szkoda. Okazuje się, że w dzisiejszych czasach i erze fake newsów nie ma miejsca dla takich bohaterów jak Fox. Jak to Mulder powiedział “Świat jest zbyt szalony nawet dla mnie!”. Idealnie podsumowuje los Foxa scena po rozmowie z Doktorem Oni ze stojącym samotnie agentem wśród figur (tak na marginesie słychać razem z muzyką śmiech).

    11×04 to odcinek który w mocny sposób pokazuje co twórcy serialu myślą o Trumpie. Już w poprzednich odcinkach były drobne prztyczki w nos odnośnie prezydenta ze strony Cartera i Glena Morgana, ale żaden z nich nie pojechał tak jak Darin Morgan w scenie z UFO. A jak już jestem przy tej scenie to muszę wspomnieć o aktorstwie Davida Duchovny’ego.

    Lubię go, ale w ostatnich latach grał trochę tak jakby mu się nie chciało. Może wybitnym aktorem nigdy nie był, ale jak się postara to potrafi nawet sceny dramatyczne zagrać dobrze. Od drugiego odcinka 11 serii facet mnie zaskakuje pozytywnie, bo okazało się że potrafi wyrażać emocje twarzą, oczami i nie odstaje aktorsko od partnerki. Jakby facet nagle dostał drugą młodość w graniu Foxa, np. w poprzednim odcinku w osobistych scenach z M i S widać było co Mulder myśli i czuje. Chociaż uważam że David Duchovny zawsze najlepszy był i jest w scenach komediowych co potwierdza właśnie w 11×04.

    Zwłaszcza rozwalił mnie jak zagrał w scenie gdy Fox poznał całą prawdę. Odniosłem wrażenie że Darin Morgan w tej scenie powiedział do aktora – zagraj to jak Tommy Wiseau w (nie)sławnym Room.

    A gdyby tego było mało to w tej scenie leci jeden z najpiękniejszych kawałków jakie stworzył Mark Snow dla XF (zresztą w tym odcinku jest sporo dobrej też nowej muzyki Snowa), a dokładnie z filmu “I Want to Believe”. W ogóle końcówka tej sceny po odleceniu marsjanina jest piękna, zabawna i strasznie smutna jednocześnie. A przez ten genialny dialog jaki wypowiada Reggie to ta scena robi się niesamowicie melancholijna. Chodzi mi o zdanie “To koniec Archiwum X. Lecz może nie chodziło o odnalezienie prawdy, ale siebie nawzajem. Nie ważne gdzie nasz rzuci los. Ważne że będziemy pamiętać o wspólnych chwilach razem. Tego nam nikt nie zabierze, nikt nam tego nie wykasuje”. Chyba nie tylko ja w tej scenie pomyślałem że to odnosi się do całego serialu i jest to wiadomość do fanów. Można też odnieść wrażenie, że ekipa Cartera chce zakończyć serial (ostatni raz takie wrażenie miałem w czasie emisji ostatnich pięciu odcinków 8 serii). Zresztą przy poprzednim odcinku miałem podobne wrażenie.

    Podoba mi się też to, że odcinek totalnie pojechany, ale zachowana jest serializacja w wątku relacji M i S, czyli mamy jakby kontynuację wydarzeń po ważnych wydarzeniach dla bohaterów z poprzedniego odcinka. Ogólnie to bardzo miło się zrobiło u M i S ostatnio i trochę się tego obawiam.

    Nie mogę też nie wspomnieć o ostatniej scenie odcinka w której Scully mówi, że chce wszystko pamiętać i to jest po prostu idealne zakończenie. Nawet połowy nie wymieniłem tego co mi się w odcinku podoba oraz ilości żartów i nawiązań, bo żeby wszystko spamiętać to musiałbym obejrzeć chyba jeszcze z dwa razy co zapewne zrobię.

    “The Lost Art of Forehead Sweat” to jak na razie najlepsza robota 11 serii. Premiera tragiczna, This był dobry, Plus One przyzwoity, ale zaplusował scenami z M i S, rozwojem postaci i rolami Konoval znanej z Home. Ale czy dorówna dla mnie najlepszym dziełom Darina Morgana oraz najlepszym odcinkom serialu dla mnie (ogólnie mówiąc to nie zawsze zgadzam się z fanami), to się okaże za jakiś czas. Zresztą żeby być tak całkowicie szczerym to w przypadku np. “Clyde Bruckman’s Final Repose” trochę trwało nim uznałem, że jest to genialne dzieło. W przypadku Jose Chunga już tak nie było (podobał mi się umiarkowanie za premiery i po latach tak samo) i dlatego moja tak pozytywna opinia o najnowszym dziele Darina Morgna trochę mnie zaskakuje, bo te odcinki są do siebie bardzo podobne jak już wcześniej napisałem. Chociaż ja bym też porównał 11×04 do epizodu Darina o diabłach z serialu Millennium, czyli znakomitego “Somehow, Satan Got Behind Me” z którym epizod 4 serii 11 ma wiele wspólnego.

    • M.B

      Dokładnie tak samo pomyślałem, że to odcinek troche podobny do Jose Chung's... tylko jeszcze bardziej pojechany. Ja akurat ten odcinek bardzo polubiłem i dla mnie to jeden z najlepszych odcinków starego XF. Jeśli chodzi o najnowsze dzieło Morgana, to jednak stawiam je półkę niżej, chociaż uważam za udany odcinek, najlepszy w tym sezonie jak narazie. Generalnie bardzo lubie epizody komediowe XF, a jeśli chodzi o reakcję widzów na ten odcinek, to jak dla mnie te negatywne opinie mogą być spowodowane tym, że Darin Morgan podniósł poziom surrealizmu w tym odcinku do ogromnych rozmiarów, naprawde dla niektórych nie do przyjęcia. Jose Chung's... też miało kilka takich momentów. Z drugiej strony uważam, że to epizod poprostu świetnie i bardzo mądrze napisany. Bawiłem się dobrze. Hit zasłużony.

      • michax

        Czasami się czułem jakbym Monty Pythona oglądał:-) Zapomniałem wspomnieć o kilku rzeczach. Myślałem że jak Darina epizod to wróci pies, którego Scully ukradła w jego poprzednim odcinku czyli Were Monster. W domu Muldera go nie widać, chociaż ma taki burdel, że sprzątaczka by mu się przydała, więc gdzieś może się pałętać. Chyba że w mieszkaniu Scully jest, a nie sądzę byśmy zobaczyli psiaka w kolejnych odcinkach. Ale przyznam że mieszkanie Dany chętnie bym zobaczył, czy ma te same co w starych seriach, czy nowe. Ani raz nie pokazano jej mieszkania. Wiadomo że dom Muldera to jak jej dom, bo mieszkali razem, ale chyba ma też swoje jakiejś małe lokum:-)

        Podoba mi się też, że w odcinkach 2-4 Scully jest rozluźniona, a nawet się uśmiecha i śmieje często co ostatnio w serialu miało miejsce w Je Souhaite z 7 serii (ten o dżinie czy raczej dżince czy jak to się odmienia:-). Później tak już nie było gdyż głównie spadały na nią różne tragedie i trudne życiowe wybory (cała 8 i 9 seria plus film też, bo konflikty zaczynały się rodzić między M i S, czego chcą od życia mówiąc ogólnie).

        Ale coś tak czuję że teraz się poważnie w serialu zrobi i nie tylko dlatego, że chyba już nie będzie czysto komediowych odcinków. Tak przynajmniej wynika z trailera odcinków do ósmego łącznie. Chociaż This i Plus One to też niby nie komedie, ale tam Fox i Dana też sporo się śmieją i uśmiechają. A widzieć wesołą, uśmiechniętą Scully to niestety rzadkość - podobnie jak Anderson.

        Nie mówię o jej spotkaniach z fanami, wywiadach, blooperach z XF i innych seriali, czy występach w różnych programach. Wiadomo że Anderson to prawdziwie zakręcona osoba w programach, gdzie często potrafi prowadzącego zawstydzić swoim ostrym i specyficznym poczuciem humoru, dla niej nie ma żadnych granic (nie chodzi tylko o rzucanie przekleństwami) lub zaraźliwym śmiechem, a nawet program rozwalić. Mam na myśli głównie jej role w teatrze, filmach, serialach jakie grywa a dominują u niej ciężkie role i dramatyczne. Więc chętnie bym zobaczył ją w czysto komediowej roli gdzie poszarżowała by na całego. Ciekawe że w komediowych XF to głównie David szarżuje, robi z siebie głupka często, a Scully nawet w tych najbardziej przerysowanych odcinkach jest tą postacią z której twórcy się nie śmieją aż tak jak z Foxa. Nie miałbym nic przeciwko takiemu występowi aktorki, gdzie poszła by na całość w komedii:-)

      • michax

        No i tego nie do końca rozumiem, że dawka surrealizmu większa jak w Jose Chungach z XF i MM, a podobał mi się bardziej jak Jose Chungs, ale to chyba ma związek że stylizacją na kino/seriale lat 50/60 tylko że w Jose Chungs też takie elementy były. A jak podobały lub nie podobały Ci się 11x02 i 11x03?:-)

        • M.B

          This i Plus One generalnie mi się podobały, chociaż jeśli chodzi o zakończenie tego drugiego to jak dla mnie zbyt przewidywalne i zbyt proste. Carter mógł pogłówkować trochę dłużej nad tym. Jak wspomniałeś w którymś kometarzu, Anderson jakby trochę lepiej się poczuła od 2 odcinka, jakby nie była już spięta i nawet bardziej się uśmiechała, przez co i Duchovny wygląda na ekranie jakoś lepiej i przez to czuje jeszcze większą chemię między nimi.

          Wcześniej wspomniałeś coś o odcinku "Ja Souhaite" czy jakoś tak. Nie pamiętam dokładnej pisowni, jednak sama fabuła odcinka bardzo zapadła mi w pamięć i to chyba najlepszy odcinek 7 sezonu. W sumie to też odcinek komediowy, zrobiony z polotem i też świetnie napisany. Do dziś pamiętam jak dżinka mówi, żeby Mulder przemyślał dobrze, zanim wypowie życzenie. A kiedy ten mówi,że chcę pokoju na świecie ta sprawia, że cała ludzkość znika z powierzchni ziemi. A potem, żeby nie popełnić drugi raz tego samego błędu piszę uważnie kolejne życzenie na komputerze, żeby wszystko było jak należy. Trochę tęsknię za takimi odcinkami właśnie. Jest trochę surrealizmu, ale jednak w idealnych proporcjach. W The lost art... ta dawka moim zdaniem jest zbyt duża, przez co właśnie ma się wrażenie jakby to był jakiś długi skecz Monty Pythona. To jest jak dla mnie największa wada najnowszego odcinka, ale chyba jedyna jaką zauważyłem. Mimo to odcinek oglądało się bardzo dobrze, co jednak nie zmienia faktu, że na przykład odcinek Jose Chung's/... i Ja Souhaite były dla mnie odcinkami lepszymi pod względem samej fabuły, a może poprostu mam jakiś sentymet względem nich, bo to stare XF.

          • michax

            Ja nawet wolę od Bad Blood i innych komediowych dzieł, które uwielbiam, ale Je Souhaite stawiam wyżej. A to też odcinek który wyreżyserował Gilligan, nie tylko napisał scenariusz, i pierwszy w którym widać rękę twórcy Breaking Bad. To pierwszy epizod w którym styl Gilligana znany z jego późniejszych seriali jest tak widoczny w XF. Chodzi mi o tych łebków na początku od których akcja się zaczyna i nie najlepiej dla nich się kończy. Bardzo mi przypominają kumpli Jessiego z BB.

  • michax

    Zaskakuje mnie to jak wielu osobom w Polsce 11 seria XF się nie podoba, nie tylko 11x01 co zrozumiałe (jest ktokolwiek komu się ten odcinek podobał?), ale wszystkie pozostałe czyli od drugiego do czwartego to też spotkałem się z opiniami, iż to równie słaby sezon, a nawet jeszcze gorszy sezon jak 10 seria. Na jednej z grup po premierze odcinka Darina odcinka pojawiły się komentarze dotyczące tego odcinka takie jak np. zniszczyli mój serial, czy tylko mnie oczy krwawią przy 11 serii?, ten odcinek to parodia, itd.

    Rozumiem że jedne odcinki mniej się podobają, a inne bardziej, ale wygląda, że w Polsce podoba się 11 seria na razie głównie dziennikarzom, krytykom i małej ilości fanów. Co do 11x04 rozumiem że komuś może nie leżeć odcinek, bo nie każdy lubi komediowe odcinki, zwłaszcza tak poryte jak Darina, nawet w USA opinie są skrajnie odmienne, że tragiczny i świetny odcinek. Zgodzę się że mocno pojechał Darin, zwłaszcza w żartach z nalotów, tortur czy tekst z sugar boobs które nie podeszły mi, ale więcej było tych co bawiły mnie. XF to tak różnorodny serial i każdy lubi go za coś innego, część nie przepada za komediami, część za mitologią, itd, nie da się wszystkich zadowolić, ale w przypadku osób co znają serial i wiedzą jakie odcinki były przez 9 lat to dziwi mnie jak o 11x04 piszą co niektórzy, że to parodia, ale z zaskoczeniem. Chociaż nie tylko w Pllsce bo na reddicie też znowu jak 2 lata temu wielu zaskoczonych i są komentarze takie jak np. "komedia, ale jakim cudem?".

    Chyba nie ma sensu powtarzać tego, że komedii było coraz więcej, czym dłużej serial trwał bo jakoś do nikogo to nie dociera. Część fanów chyba wyparła z pamięci,że np w 6 serii było 11 komediowych epizodów na 22 odcinki, a w 7 serii nie wiele mniej (bodaj 7, 8). zęść fanów nie tyle pamięta jaki serial był tylko to co im się podobało i ten element w serialu dominował, a to co nie podobało im się to uważają że to był mały element całości. A wcale tak nie było, bo serial zmieniał się jednak co kilka sezonów. Ale też dziwi mnie to dlatego, bo na większości fanowskich list najlepszych odcinków to komediowe epizody okupują pierwsze miejsca.

    No i to był zawsze strasznie nierówny serial, przez 9 serii przewinęło się ponad 60 słabych, średnich i chałowatych odcinków na 202 czyli nie mało. A w przypadku 11 serii na razie (nie licząc 11x01) to mamy solidny, dobry poziom. Bawię się dobrze od drugiego odcinka, ale z zaznaczeniem, że to jest seria bliższa 6 czy 7 serii gdzie na pierwszy plan wyszedł wątek relacji M i S oraz dominowała lekkość i komedie. Nawet jak był jakiś niby klasyczny monster of the week to miał tak dużą dawkę humoru, i był w jasnych kolorach, a nie toczyła się akcja w ciemnościach, że oglądało się lekko. Podobnie jest (na razie) z 11 serią. Nie ważne dla mnie jakiego rodzaju epizod XF dostaję co tydzień, tylko ważne aby był dobry.

    • LuKe

      michax - ja sądze, że ci widzowie mają tak jak ja. Po prostu uważają to za odgrzewany kotlet, który lata świetności ma dawno za sobą. I nawet jeśli jest dobrze lub tak samo jak niegdyś, to już nie jest to samo, bo formuła serialu się przejadła i te postacie się przejadły. Mnie poprzedni sezon tak zniechęcił, że po ten nawet nie sięgnąłem (sądzę, że część tych krytykujących też). I nie czuję, że coś mnie omija. Fanem "Z archiwum X" byłem wielkim jako gówniarz i młody nastolatek. Wtedy te pierwsze serie to było coś. Poniekąd wierzyło się w te niestworzone historie. Pamiętam, że pierwsze odcinki oglądało się niczym dokument ;) i my jako widzowie byliśmy wprowadzani w świat zjawisk paranormalnych i spisków rządowych, które fascynowały. Nie pamiętam jak to było dokładnie ale ja chyba odpadłem już przy tych późniejszych sezonach przed laty. Bo nie pamiętam nic z serii gdzie nie było Muldera, tylko zastępował go ten gościu z Terminatora 2. Czyli już tam, na tamtym etapie dla mnie to całe "Z archiwum X" musiało się rozmyć, rozmienić na drobne i po prostu przestać ekscytować. Filmy kinowe też nie były udane. Były kwintesencją przeciętności. Były jak rozwleczony średni odcinek "Z archiwum X", w który po prostu wwalono więcej pieniędzy, wybuchów, lokacji, CGI. Rok temu powrót po latach to była taka ciekawostka. Jednak jak dla mnie nie udało się reanimować tego trupa. Pomimo mojej całej sympatii dla aktorów - Mulder i Scully się mi najzwyczajniej w świecie przejedli, a sprawy tygodnia były jakieś takie żenująco śmieszne lub solenne i emocjonalnie nieuczciwe. I żaden, choćby nie wiem jak dobry odcinek tego nie zmieni. Są pewne kulturowe zjawiska, którym trzeba dać spocząć. I "Z archiwum X" do nich należy. Na podstawie Twoich postów wnioskuję, że jesteś wielkim fanem serii, może jeszcze większym Gillian Anderson i to cię trzyma w tej Twojej bańce. Ale wydaje mi się, że realia są takie, jak Ci je przedstawiłem. Sądząc po deklaracji Gillian, kolejnej serii już nie będzie, bo bez niej to już w ogóle nie ma co liczyć na jakikolwiek poklask.

      • michax

        Pewnie masz rację, ale powiem coś niepopularnego w fandomie, że uważam 8 sezon za jeden z najlepszych w ogóle ( tak w skrócie to jedyne serie co uważam za średnie i słabe to 1 i 9, reszte uważam za dobre lub bardzo dobre licząc sezony 1-9), czyli ten gdzie David wystąpił w 11 odcinkach jak pamiętam z 21, ta w której zadebiutował T-1000. Ale co ciekawe 8 seria za emisji miała dobre opinie w fandomie i wśród dziennikarzy, krytyków. Dopiero 9 serię zjechali wszyscy, ale dlaczego się nie udała to temat na inną dyskusję (oraz o 8 serii czemu lubię mimo drastycznych zmian), bo bym się za bardzo rozpisał. Dla mnie 10 seria, a zwłaszcza 11 to taki bonus, dodatkowy prezent do tego co powinno się było dawno skończyć. Więc mówiąc bardzo krótko dla mnie idealnym zakończeniem jest finał 8 serii która jako jedyna ma happy end na koniec, czyli M i S odeszli z Archiwum, które przejęli Doggett i Reyes. Jedyna seria co kończy się 2parterem i nie ma cliffhangera na koniec. No jeszcze 9 seria niby ma jakiś tam cliffhanger , ale M i S są razem na koniec, więc to najważniejsze, czyli od biedy ta seria mogła być ostatnia.

      • michax

        Trzyma mnie to w tej bańce, ale też zaznaczam, że potrafię zjechać. A jeśli czytałeś moją opinię o 11x01 to wiesz o tym:-) Zresztą w seriach 1-9 było tak wiele złych odcinków i jak mnie pamięć nie myli to 60, 70 epizodów (liczyć mi się nie chce a serie 1-9 widziałem ostatnio 10 lat temu), którym dawałem 1, 2 czy nawet zero (ja nigdy niczemu nie dałem zera) i po których byłem bliski rezygnacji mimo sympatii do Anderson i XF (oraz Millennium z innych seriali Cartera). A co do nowych odcinków to jestem pewien, że finał będzie tragiczny. Więc potrafię wady dostrzec. Nie dlatego, że hejtuje scenariusze Cartera i showrunnera, bo tak nie jest. Oczywiście wiem że to najsłabszy scenarzysta z ekipy serialu, ale po prostu finał to będzie znowu mitologiczny odcinek wpakowany do 40 minut a nie 2parter co nie może się udać tak jak 10x06, 11x01, czy 10x01. Na obecnym etapie jaki mi to dobry kumpel powiedział serial ogląda się nie dla mitologii, która przeskakuje rekina, tylko dla standalonów oraz Muldera i Scully:-D

      • michax

        Ostrzegam że to będzie bardzo długi wpis, nawet jak na mnie:-) Wypowiem się co myślę o tym co powiedziała Anderson i jak wygląda tak naprawdę sytuacja z XF między Carterem a FOX bo to jest ważne. Chociaż wydaje mi się że już to tutaj pisałem. Ja jej na ten moment wierzę, ale ona zmienia zdanie tak często jak Daniel Craig co do roli 007, który powiedział, że nie wróci po ostatnim filmie, ale ja mu nie wierzyłem. Bo ważniejsze jest to co mówi Broccoli. Z Anderson jest tak, że ona dużo gada i często takie rzeczy, którymi prowokuje fandom.

        Identyczna sytuacja była po emisji finału 10 serii gdy w talkshow angielskim Jonathana Rossa narzekała, że nie ma szans na 11 sezon, jest stara, nie chce jej się, ma dzieci, mieszka w UK (łatwo znaleźć na youtube ten program sprzed 2, 3 lat). A nawet jak już były twarde negocjacje z Carterem, Duchovnym i Anderson na początku 2017 roku to powiedziała w jakimś wywiadzie że dla niej Archiwum się na 10 sezonie definitywnie skończyło.

        Po jej wypowiedzi FOX skomentował że negocjacje są ciężkie z powodu planów aktorów, ale trwają. Oczywiście fandom skomentował w takim tonie, że co ten głupi FOX wygaduje skoro Anderson powiedziała że XF się skończyło. Fandom jakby nie wiedział że nie warto aktorce wierzyć w to co mówi i jeszcze wierzą bardziej temu co ona mówi niż to co mówi FOX.

        Oczywiście może twardo stać przy swoim zdaniu tak jak mówiła o 10 serii, że koniec, ale to była raczej jej polityka negocjacyjna, bo chcieli jej znowu zapłacić mniej jak Duchovny'emu. Ona lubi trollować fandom mocno. A nawet jak zdania nie zmieni to się złamie gdy sypną jej więcej kasy albo ewentualnie Carter lub Duchovny ją namówi dla których jak sama przyznała wróciła na 10 sezon, bo to są dobrzy przyjaciele. A wiele jej wypowiedzi i Davida pokazują że naprawiły się ich relacje w ostatnich latach bardzo. Jedynie wydaje mi się kiedy by nie wróciła na potencjalny 12 sezon to wtedy jakby relacje całej trójki by się popsuły.

        Carter jak wrócił na 10 sezon to zapowiedział że tylko z DD i GA, bez nich nie ma zamiaru kręcić 10 sezonu zapowiedział Foxowi i pewnie jak ona odejdzie to i on. Tajemnicą nie jest, że to nie on decyduje ostatecznie tak naprawdę co z serialem, tylko od FOXA wyłącznie zależy, to oni ostatecznie decyzję podejmują co z XFiles i w jakiej postaci wraca serial. Dlatego mówi cały czas że są historie do opowiadania, bo co ma mówić? Gdyby on decydował to skończyłby na sezonie na którym chciał czyli 5-ym (miały być same filmy po 5 serii), albo po 7 serii, ewentualnie po 8 serii. 9 serii to nawet on nie chciał jak pamiętam z wypowiedzi po 8 serii (np. nie wiem czy jest sens dalej kręcić, a ogólnie to chce odpocząć, itd) co widać najlepiej w odcinkach ostatnich 8 serii gdzie pozamykano wszystkie wątki związane z M i S (Empedocles, Vienen, Alone, Essence i Existence). W ostatnich odcinkach 8 serii dosłownie w każdym epizodzie "widać" i "czuć", że twórcy chcą kończyć i zamykają wszystkie pozostałe wątki. Więc odszedł po 8 serii , ale wrócił w ostatniej chwili ze względu na Anderson, bo obiecał aktorom że będzie tak długo jak oni. Dogadał się że odejdą po 9 sezonie jeśli serialu FOX nie skasuje, ale nastąpiło to co nastąpiło czyli coraz mniejszą oglądalność. Co ciekawe taka sama oglądalność jaką miała 9 seria to dla FOX była klapa 18 lat temu a w 10 serii podobna widownia to był sukces - jak to czasy zmieniają się.

        Tak mają podzielony kontrakt między sobą Carter i FOX, że ostateczne decyzje FOX podejmuje. Więc czeka nas pewnie niestety 12 sezon za parę lat w jakiejś tam postaci czyli z M i S albo spinoff albo reebot bez DD i GA. Tak samo jak pewnie będą kolejne serie 24 godzin bez Bauera i kolejne Prison Break. Pamiętam wywiad Cartera po emisji 10 serii gdzie mówił, że myśli nad zakończeniem XF. A sytuacje za kulisami jakie mają miejsce przy 10 i 11 serii to mam uczucie deja vu, bo prawie to samo co mówił w czasie emisji 7 i 8 serii w wywiadach dla magazynu XFiles, że tak naprawdę nie wie co dalej, to nie od niego zależy tylko od stacji to teraz się powtarza. Nawet w odcinkach 11x3 i 11x4 podobnie jak w czasie oglądania finałowych odcinków 8 serii mam wrażenie, że znowu chcą serial skończyć, ale są uwięzieni przez FOXa.

        W przypadku 7 sezonu to była tak absurdalna sytuacja że Carter i ekipa kręcili całą serię bez wiedzy czy to koniec czy jednak nie, nawet po emisji przedostatniego odcinka 7 serii nie wiedzieli co będzie z XF. Dlatego napisał finał 7 serii tak by to był finał serialu i jednocześnie finał serii jakby jednak kolejna seria powstała. Dopiero w czasie emisji finału sytuacja się wyjaśniła gdy aktorzy i Carter podpisali umowę z FOX. Wtedy FOX nie odpuścił XF, bo sezon 2000/2001 to był jeden z najgorszych sezonów w historii stacji a XF to pomimo długiego metrażu wciąż miał dużą widownię, jako jeden z niewielu seriali. A żeby nie było iż wyciągam te informacje z sufitu to powiem że wszystko to wiem z magazynów XF jakie wychodziły za serii 1-9 oraz z takiej martwej już strony jak xfiles.rubikon.pl gdzie Bartosz Węglarczyk z USA pisał newsy dotyczące serialu i recki nowych odcinków nim poleciały w TVP 2 (od 6 serii zaczął pisać). Można ją w sieci jeszcze znaleźć mimo tego że strona już martwa jest. Najlepsza strona dla mnie archiwowa to była. No i wiem też sporo z tego od wielu fanek co lepiej siedzą w tym temacie ode mnie, które poznałem na początku swojego fanostwa w 1997 roku.

        XF jest niewolnikiem FOXA, a raczej powinienem napisać Disneya, a jakie Disney ma plany co do XF to nikt nie wie. Wydaje mi się że teraz wiążące będą jedynie słowa Disneya, który przejął FOX, ale nawet w FOX nie wierzą w słowa Anderson bo po jej wypowiedziach skomentowali w takim stylu, że Carter i aktorzy zmieniają codziennie zdanie, raz są na tak, a innym razem na nie, ale na razie planów nie ma. Zresztą nawet David w czasie wywiadu który udzielił razem z nią powiedział że też jej nie wierzy. Więc trochę bawi mnie zaskoczenie aktorki, że nie rozumie czemu jej nie wierzą skoro ona dużo gada i często zdanie zmienia. A trzeba też powiedzieć że dziennikarze zbytnio na nią naciskają jak było np. spotkanie po zakończeniu zdjęć z prasą. Ona skończyła temat i zamiast przejść do innych tematów to maglowali ten temat do znudzenia, choć nic nowego nie miała do dodania. A to co napisałem co do odejścia Anderson potwierdził Carter w czasie spotkania jednego spotkania z fanami.Podsumować można że David, Gillian i Chris trzymają się razem i jak wynika z tego co za chwilę zacytuję Carter nie planuje serialu bez M i S.

        Cytat z Cartera: "For me, the show has always been Mulder & Scully. So the idea of doing the show without her isn’t something I’ve ever had to consider. Was her character given a proper goodbye? I think you will want to sit down and watch the series finale very carefully.”

        Jedynie bawi mnie to jak wypowiada się David gdy porówna się jego obecne zdanie o XF z jego wypowiedziami za emisji serii 1-7 o XF. Kiedyś bucował ostro, narzekał na XF co zrozumiałe, ale nawet wkurzało go to czemu ma się wypowiadać na temat zarobków Anderson, bo to jej sprawa, ile zarabia za XFiles, ale fajnie to wygląda jak porówna się z tym jak stał po jej stronie gdy FOX chciał aktorce mniej zapłacić za 10 sezon. A ostatnio nie ma nic przeciwko serialowi i nie tylko dlatego, że mają dobre relacje, ale pewnie też dlatego, że on w niczym nie gra, tylko pisze książki (ma zrobić film wg własnej powieści), ale jego głównym zawodem od dwóch lat jest śpiewanie co mu wychodzi nie zbyt dobrze. Chociaż sam o tym doskonale wie jakie ma braki wokalne oraz zdaje sobie sprawę, że na jego koncerty chodzą głównie fani (a raczej fanki) Californication i XF (no może jeszcze Tajemnic Czerwonego Pantofelka - sorry, musiałem zażartować:-D)

        Liczę że będą się twardo razem trzymać tak jak do tej pory. Więc jak Anderson nie da się namówić (ponownie) to nie wróci David do XF bez niej i Cartera jeśli np kasa z koncertów oraz pisania książek mu się skończy. Oczywiście chciałbym by serial się skończył (i powinien jak pisałem wcześniej na finale 8 serii), bo kiedyś musi, ale z tym serialem to jak z Simpsonami pewnie będzie trwał wiecznie (tak jak kiedyś myślałem o ER i Friends, że nigdy nie skończą się). Chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby skoro FOX nie chce Archiwum X odpuścić, żeby serial miał takie zakończenie otwarte, a jednocześnie zamykające rolę M i S czyli coś w stylu ostatniej sceny 8 czy 9 serii. Choćby takie że jadą na koniec odcinka na akcję, a cliffhanger to jakieś zagrożenie dla świata, ale widzimy że są razem M i S i zawsze gotowi do akcji. Kamera się od Anderson i Duchovny'ego oddala, leci XF Theme i napis EXECUTIVE PRODUCER. Takie zakończenie byłoby jednocześnie otwarte, że FOX może dalej sobie kręcić w jakiej tam formie chce, a jednocześnie nic się głównym bohaterom nie dzieje. A tylko 5 i 9 seria się tak skończyła że zlikwidowano Archiwum X, czyli jakiś tam cliffhanger, ale M i S byli razem i nic im się nie działo. No jeszcze 8 seria, ale tam całkowicie zamknięto ich rolę. Można powiedzieć że przeszli na emeryturę w finale 8 serii i nastąpił happy end:-)

  • LuKe

    To podsumowanie "The alienist" to tylko na podstawie pilota, czy Paulina widziała już większość sezonu?

  • LuKe

    Ja spotkałem się z opinią, że drugi odcinek Zabójstwa Versace był klasycznym wypełniaczem, bo zupełnie nic się nie wydarzyło. Nawet się z tym zgodzę, tyle, że Darren Criss jest tak świetny, że nawet taki wypełniacz potrafi wypełnić jakością. Jedyne z czym mam troszkę problem to to, o czym pisałem pod recenzją odcinka. Troszkę zbyt bardzo go lubię jak na antybohatera. Powinien mieć porządną przeciwwagę, w przeciwnym razie widzowie zaczną mu kibicować. A nie o to chyba chodziło? Ale generalnie HIT.

    Drugim umiarkowanym wypełniaczem w tym tygodniu był "Riverdale" ale zrobił to w tak genialnym stylu, że dla wielu fanów był to jeden z lepszych odcinków tego sezonu. Na pewno "the gayest". Pełen humoru ale i wprowadzający kolejną porcję historii z życia miasteczka przez co ten niedorzeczny świat stał się jeszcze bliższy i jeszcze bardziej wiarygodny (w swej umowności). ;) Zapowiedź Betty jako Camgirl idealnie wpasowuje się w jej dotychczasowe poczynania w serialu. Dark Betty returns :) Dla mnie jak co tydzień "Riverdale" to HIT.

  • michax

    Marta skoro nie do końca Twoim serialem są Tacy jesteśmy to powinnaś zerknąć na angielski The A Word z Ecclestonem w roli dziadka rodziny. Bardzo fajny serial, trochę kojarzący się z Dniem za Dniem czy jaki ten serial miał tytuł. Jedynie 2 sezony po 6 odcinków.