Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie tygodnia

"Riverdale" (Fot. CW)

0
1 2 3 4 5 6 7

Podwójna dawka emocji w "This Is Us", kolejny cudny odcinek "High Maintenance" i trzymające wysoki poziom "American Crime Story" - a po drugiej stronie kompletnie już absurdalne "Riverdale". Podsumowujemy serialowy tydzień.

HIT TYGODNIA: "Zabójstwo Versace" stawia na prawdziwe emocje

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" (Fot. FX)

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" (Fot. FX)


"American Crime Story" zaprezentowało w tym tygodniu kolejny odcinek, który udowadnia, że podtytułem drugiego sezonu powinien być "Cunanan", a nie "Versace". W "House by the Lake" twórcy kontynuują podróż przez Amerykę lat 90. z perspektywy gejów w tamtych czasach, tym razem serwując nam w jednym odcinku mieszankę thrillera psychologicznego oraz filmu drogi śledzącego ostatnie dni skomplikowanej relacji Andrew Cunanana (Darren Criss) z Davidem Madsonem (Cody Fern) i pierwsze zabójstwa późniejszego mordercy Versacego.

Już w pierwszej połowie odcinka, prawie całkowicie zamkniętej w czterech ścianach loftu Madsona i nieprzerwanie trzymającej w napięciu, Criss po raz kolejny w brawurowy sposób pogłębia portret nieprzewidywalnego mordercy, który w tutaj szczególnie wykorzystuje swoje zdolności do manipulacji, celując w czułe punkty Davida Madsona. To on znajduje się w centrum odcinka, który poszerza serialową wizję Ameryki sprzed 20 lat o kolejną historię homoseksualnego mężczyzny próbującego znaleźć swoje miejsce w homofobicznym społeczeństwie. Retrospekcje do dzieciństwa Madsona być może momentami trochę za bardzo popadają w sentymentalizm i klisze, obudowując domysłami twórców i tak już tragiczną prawdziwą historię, jednak ostatecznie nie odwracają uwagi od napędzającej odcinek intrygującej relacji Madsona z Cunananem i pytania, dlaczego ten pierwszy nie opuścił mordercy, nawet kiedy miał taką możliwość.

"House by the Lake" prawdopodobnie najbardziej z dotychczasowych odcinków pokazuje, że drugi sezon "American Crime Story" jest raczej impresją na temat wydarzeń z lat 90. niż stricte kroniką zbrodni Cunanana. Nie wiadomo, co dokładnie wydarzyło się po ucieczce mężczyzn z Minneapolis, ale na pewno nie spotkali w przydrożnym barze Aimee Mann śpiewającej wzruszający cover "Drive" zespołu The Cars, który przy okazji dał Cunananowi rzadką okazję do pokazania szczerych emocji.

"American Crime Story" utrzymuje swoją pozycję jako jedna z najciekawszych serialowych propozycji tej zimy, nawet jeśli okazjonalnie przekazuje swoją wizję trochę zbyt dosłownie, jak chociażby w finałowych momentach odcinka. [Michał Paszkowski]

1 2 3 4 5 6 7
  • Maciej Witek

    Dobra, dobra, ale gdzie jest Botoks? ;).

    • Obawiam się, że nasza granica możliwości to Belle Epoque :)

      • Hazel

        Ja nadal czekam na recenzję Korony Królów ;)

  • Panna

    Trent w Crazy Ex Girlfriend to byl taki bumerang - karma dla Rebecci za wczesniejsze przesladowanie Josha. Wydaje sie, ze juz go sobie odpuscila i bedzie z Nathanielem? Moze, bo ten serial lubi zaskakiwac :)
    This Is Us faktycznie osiagnelo punkt kulminacyjny. Ciekawe, czy zdolaja utrzymac taki sam poziom wzruszenia bez takiej zagadki, ale przeciez bedziemy wciaz widywac Jacka w retrospekcjach i niewidzianych jeszcze przez nas scenach. Jako ze nie zabija sie kury, niosacej zlote jajka, to mam wrazenie, ze stana na glowie, ale cos wymysla, zeby kontynuowac serial.

  • M.B

    Dla mnie hit dla Z Archiwum X, bo odcinek poświęcony Skinnerowi mnie wciągnął jak bagno. Fakt, że jednak końcówka bardzo przewidywalna, to tak naprawde pierwszy odcinek, w którym poznaliśmy Skinola za młodu, gdy ten był na wojnie. Plus też dla Haleya J. Osmenta. Btw, kojarzy go ktoś z jakiegoś innego filmu niż "Szósty zmysł"? Twórcy nie wymyślili nic specjalnie odkrywczego w tym odcinku, a jednak oglądało mi się to lepiej niż większość odcinków tego sezonu. Za to głownie hit ode mnie.

    • michax

      O Kitten odpisałem Ci w innym temacie, więc nie będę się powtarzał, tylko napiszę o chłopaku z "Szóstego zmysłu". Stracił dziecięcy urok wnioskuję to na podstawie innych jego ról i okazał się być średnim dorosłym aktorem. Nie jest to przypadek Portman, ktora ze świetnej aktorki młodego pokolenia została świetną aktorką dorosłą, czy nawet Elijaha Wooda i Radcliffe'a, którzy wybitnymi aktorami nie są, ale mają fajny pomysł na swoje kariery, czyli granie w filmach oryginalnych i dziwnych. No i mają sporo dystansu do siebie jak chocby Radcliffe grający zwłoki w "Człowieku scyzoryku". Więc polecę Ci inne role dziecięce Osmenta, czyli "A.I. Sztuczna Inteligencja" Spielberga (film różnie oceniany ale zagrał świetnie), "I'll Remember April" i "Wakacje Waltera" z Caine i Duvallem.

      • M.B

        Tak, A.I Sztuczną Inteligencję widziałem. Kompletnie zapomniałem, że on tam grał.

  • ROB-i

    U mnie w mijajacym tygodniu po jednej stronie barykady "Counterpart" a po drugiej "Altered Carbon",chyba nie musze pisac nic wiecej w tej sprawie.
    A umieszczenie w tym tygodniu przez "Szanowna..." kitu w postaci "Riverdale" dalo mi sporo do myslenia.Generalnie w dzisiejszym swiecie czesciej niz pojawi sie pomysl na film (serial) najpierw jest ustalona data premiery.Zeby nie bylo,nikt nie mysli w wielu przypadkach o czyms takim jak "scenariusz",ten czesto powstaje "na kolanie" a kolejne odcinki (sezony) to odcinanie kuponow.
    Czy dluzsze przerwy miedzy sezonami cos daja-nie wiem.Wiem na pewno ze jakiekolwiek media (film,serial,muza,ksiazka... itd.itp.) powinny sobie odpuscic zalewanie nas potencjalnych nabywcow przyslowiowym "chlamem" a raczej pomyslec ze nie ilosc sie liczy ale jakosc.Lepiej mniej niz wiecej ale wiadomo popyt nakreca podaz i wszystko sprowadza sie do pieniadza.
    Kiedys na 10 medialnych premier jedna byla bublem a dzisiaj jest zupelnie odwrotnie,na szczescie jeszcze mozna cos z tej bylejakosci wyluskac.I wlasnie to sprawia mi najlepsza frajde we wspolczesnych mediach.

    • LuKe

      Jesli chodzi o "Riverdale" to nie widzę aby serial był pisany na kolanie. Wręcz przeciwnie widzę pasję jego twórców w każdym kadrze, decyzji castingowej, takcie muzyki i przygodach bohaterów. Widzę jak ten telewizyjny komiks/bajka z całą świadomością i w nieco perwersyjny sposób realizuje się na moich oczach we wszechmiarze swej campowości. Widzę jak showrunner Roberto Aguirre-Sacasa, który jest odpowiedzialny za wejście Archie comics w XXI wiek w formie komiksowej, a teraz telewizyjnej, spełnia się w tym swoim "passion project". On zna te wszystkie komiksy - począwszy od tych sprzed 75 lat i sam stworzył kilka najnowszych zeszytów, które są wysoko cenione w środowisku. Nie znałem wcześniej komiksów o Archiem, nie oglądałem nigdy żadnych teen dram (Teen wolf się liczy?). Nie jest to coś, do czego mnie ciągnie za sprawą jakichś przyzwyczajeń odbiorczych. Do Riverdale przyciągnął mnie jego urok (choć potrzebny był do tego drugi odcinek, bo pierwszy, jak każdy pilot wydał mi się zbyt spieszny). Bohaterowie, świat, wciągające przygody. Myślę, że bardzo ciężko jest taki serial sprzedać. Nie jest to ani poważny dramat, ani telenowela, ani głupawa komedia przeznaczona pod rechot. Riverdale cierpi z tego powodu, że można mu zarzucić miałkość czy bzdurność. Bo jest niedorzecznie uwodzicielski :) Ale taką samą bzdurnośc można zarzucić co drugiemu superbohaterskiemu fimowi czy serialowi. Wspomniałem niedorzeczne decyzje chociażby w kultowym "Breaking Bad" (naprawdę kuriozalne). Tylko dlatego, że coś pozuje na bycie "na serio" nie znaczy że jest warte atencji i jest "dobre". Każdy serial potrzebuje miary gatunkowej, a ponieważ "Riverdale" wymyka się gatunkowości - komedia, murder mystery, soap opera, teen drama itd. - ciężko ocenić z czym mamy do czynienia. Balansuje gdzieś na pograniczu gatunków w swojej własnej mydlanej bańce. Całkowicie rozumiem, że ktoś może tego nie kupować. Ale nie rozumiem, że prywatny gust ma się równać jakości produkcji. "Archie podjął decyzje, której osobiście nie kupuję = zły scenariusz". Tak to nie działa. Nie mylmy gustu z jakością. Czy "Riverdale" jest bez wad? A który serial ich nie ma. Nawet "Pozostawieni" mieli wady :)

  • sumak

    Riverdale najbardziej absurdalne bylo w momencie gdy czarna maska kopal godzinami dol w parku wrzucil do niego trumne i nikt tego nie zauwazyl. A decyzje z ostatniego odcinka nie byly nielogiczne. Archie idzie na uklad z agentem ty nie ruszasz mojego ojca to ja ci pomagam z hiramiem, agent dobiera sie do freda to archie ma wybor pograzyc faceta ktorego podziwia i ktorego corke kocha bez gwarancji ze jego ojciec nie ucierpi albo wybrac osoby ktore kocha lub podziwia. I jeszcze czepianie sie ze to wbrew naukom freda, bo niby fred nauczyl syna zeby zdradzac zaufanie ojca swojej dziewczyny i ze nie ma lepszego sposobu na udany zwiazek niz poslanie do wiezienia hiriama. Podobnie z zabojstwem kto by chcial przyznac sie ze ma syna ktorego oddalo sie do adopcji ktory ma kontakty z dilerami ktory pristytuuje sie zeby miec za ci zyc i dla ktorego dokonuje sie zabojstwa. Jakby taki telefon do szeryfa kellera wplynal na kariere dziennikarska i malzenstwo matki betty. Krytuje patologie south side a sama ma patologie w domu, maz ostrzegal przed przyjeciem go do domu zona nie posluchala ktos zginal i co niby dalej zyli jak zgodne malzenstwo. Ratowanie syna/reputacji/malzenstwa ma byc nieracjonalne? Riverdale ma mnostwo wad ale wiekszym kitem jest uzasadnie dlaczego niby riverdale jest kitem.

  • LuKe

    Odnośnie KITA dla "Riverdale". Proszę bardzo. Może byc i KIT.
    Dla mnie "Riverdale" nie zanotował jeszcze żadnego odcinka, który mógłbym nazwać po prostu słabym.
    Według mnie "Riverdale" nie odnotował żadnego spadku formy. Jest taki sam, jak był. Zmienił się troszkę klimat wynikający z flirtu z nieco innym gatunkiem filmowym. Wśród fanów serialu dominuje nawet opinia, że drugi sezon jest jeszcze lepszy od pierwszego. Wiem, co piszę, bo mam kontakt z takimi osobami, no i you tuba ;)
    Zarzutów Pauliny nie rozumiem. Jako widzowie nie mamy pojęcia, co się wydarzyło w salonie Cooperów (nie wiemy nawet kto uderzył dilera lampą), a więc jakim cudem dywagacje na temat dzwonienia na policję, bądź nie, w kontekście przerysowanego, umownego serialu, mają sens? Autorka opinii zdaje sobie sprawę z tego, że za nieumyślne spowodowanie śmierci idzie się do więzienia!!!
    Czy gdy Walter White podejmował kontrowersyjne decyzje w "Breaking Bad" też serial tracił wszelki sens? Słynna scena dławienia się pewnej osoby własnymi wymiocinami, albo zabicie małego chłopca na rowerku? O pewnej idiotycznej scenie katastrofy lotniczej nie wspomnę (kuriozum) czy chodzący pan z brakującą połową ciała (takie rzeczy to w "Piratach z Karaibów" ;))
    Skąd to założenie, że Alice Cooper ma być strażniczką moralności??? Bohaterka "Riverdale" w obliczu paniki i nagłej, ciężkiej psychologicznie do przetrawienia sytuacji uznała, że tak będzie najlepiej i tyle. Dzisiątki postaci w dziesiątkach innych seriali postępowało identycznie. "Gotowe na wszystko" anyone? - tam to dopiero były decyzje :) i ścielący się trup. Gęsto. Widownia i krytycy piali z zachwytu nad idiotycznymi i przerysowanymi przygodami pań z jednego osiedla.
    Podobnie jest z zarzutami wobec Archiego. Jak to postąpił wbrew zasadom zdrowego rozsądku? Moim zdaniem postąpił bardzo logicznie. Od samego początku został wmanewrowany przez "agenta" w tą sprawę i od samego początku nie miał do niego zaufania. Bycie lojalnym wobec swoich znajomych, przyjaciół i rodziny jest pozbawione rozsądku? Ponownie wkraczamy na jakieś dziwne obszary moralności, przy okazji serialu tak odrealnionego, jak to tylko możliwe. Widać Paulina nie ogląda uważnie, bo Fred Andrews w pierwszym sezonie na policji poświadczył nieprawdę aby chronić Jugheada (który był podejrzany o morderstwo). Jak wspomniał w najnowszym odcinku w jego papierach nie wszystko się zgadza. Także z tą "świętością" Freda nie przesadzajmy. Archie kocha Veronicę więc jakim cudem miałby wydać jej ojca agentowi FBI, który straszy chłopca dobraniem się do brudów Freda. Według mnie Archie podjął jedyną słuszną dla 16-latka decyzję. Czy tylko ja słyszałem Papę Poutina planującego morderstwo Hirama Lodge? Archie słyszał i ponownie jego reakcja była jak najbardziej trafna. Nie mówimy o prawdziwych sytuacjach z prawdziwego życia. To nie konkurs moralności. Archie po prostu z dwojga osób, którym nie ufa, wybrał według siebie mniejsze zło. Chronił ojca. Chronił swoich. To, że okazało się, że wpadł w być może większe tarapaty? Kudos dla twórców. Dramy nie można im odmówić. Dramaturgią w "Riverdale" od samego początku stoi na bardzo wysokim poziomie. Nic się w tej materii nie zmieniło. Czy jest są to dramaty na miarę "Opowieści podręcznej"? Nie. I dzięki Bogu. To dramaturgia komiksowa.
    Nie rozumiem też, co ma wspólnego oddech między sezonami, z ich jakością? Mnie się zawsze wydawało, że chodzi o talent, a nie ramy czasowe.
    "Stranger things" sezon drugi był dla mnie o wiele słabszy od pierwszego. Wtórny, pozbawiony emocji i dramaturgii. Wszystko rozegrało się niemal identycznie jak w sezonie pierwszym. Mało tego końcówka sezonu ukazała, że po raz trzeci mamy się ładować w tą wymęczoną tematykę?
    Nie twierdzę, że twórcy "Riverdale" wznoszą się na jakieś wyżyny sam nie wiem czego - realizmu. Oczekiwanie na coś takiego jest totalną głupotą i najwyraźniej niezrozumieniem tematyki i fromy. To komiks na miłość Boską (taki w którym np. Jughead przykleja klejem perkusiście szkolnego zespołu ręce do kierownicy samochodu, aby Archie mógł wystapić zamiast niego i zaimponować Betty.)
    To, że postawiono na perwersujną wersję komiksu - jeszcze lepiej. Czuję, że w "Sabrinie" to dopiero będzie się działo :D:D:D
    Na pewno twórcy "Riverdale" wznoszą się na wyżyny bezpretensjonalnej rozrywki w najlepszym wydaniu. Dawno telewizja nie widziała tak fajnego serialu, z tak fajną ekipą i z tak emocjonującymi przygodami, na których kolejną dozę czeka się co tydzień.
    Oczywiście według mnie (bo choć mam kontakt z innymi fanami show) w przeciwieństwie do Pauliny nie posiadama zbiorowej świadomości aby pisać o sobie "my".

    • Paulina Grabska

      Dzięki za komentarz, jest dość długi, więc pewnie nie zdołam się wypowiedzieć na temat wszystkich poruszonych wątków, ale spróbuję:
      - obrona konieczna to nie zawsze więzienie, a już na pewno wymiar kary byłby większy niż za ukrycie morderstwa. Ale teraz trochę "po problemie"
      - nikt nie zakłada, że to Alice ma być strażniczką moralności, ta rola jest w końcu zarezerwowana dla Freda :D jeśli w całym serialu dokonał jednego kłamstwa to i tak jest to bilans godny podziwu jak na warunki "Riverdale". Od Alice można wymagać, by podejmowała bardziej odpowiedzialne decyzje niż jej córka, w końcu jest dorosła
      - Archie nie postąpił logicznie tylko według swojej logiki. Trudno mówić o logice, kiedy w grę wchodzi bardzo intensywne młodzieńcze uczucie do Veroniki. Chciałoby się myśleć, że postać ma silny "core" i nawet jeśli wielbi Ronnie, powinien też zachować kręgosłup moralny i potrafić postawić jakąś granicę między lojalnością a poszanowaniem prawa. Do tej pory wydawałoby się, że jest taki niezłomny. Ale też rozumiem Twój punkt widzenia, więc to chyba tylko kwestia tego, czy takie rozwiązanie się podoba czy nie. Mnie nie, redakcji też nie - stąd forma "my" :) - ale jeśli serial ma mocny following zadowolony z takiego obrotu spraw to tym lepiej!
      - oddech między sezonami - nie chodzi o oddech widza, bo wiadomo, że widzowie przyjmą nowe odcinki ulubionego serialu tak szybko jak to możliwe, ale oddech natury technicznej, żeby scenarzyści mieli czas na przygotowanie przemyślanej historii, co do której wszyscy byśmy się zachwycili, że jest ekstra. Aktorzy też mogliby trochę oddechu złapać, pamiętamy wszyscy doniesienia o wypadkach na planie, kilkunastogodzinnych zdjęciach etc. - to wszystko na pewno ma wpływ na całość, bo ludzie są zmęczeni itd.
      Nikt nigdy nie oczekiwał od "Riverdale" realizmu, po prostu serial w pewnym momencie stracił trochę ze swojej ikry, sprawia wrażenie, że sam się plącze w swoich problemach. Pierwszy sezon był krótszy, miał jeden główny wątek i fajne poboczne, tu się trochę rozlazło, może to kwestia zamówienia na pełny sezon - a ja należę do grupy, która woli mniej odcinków i lepszych niż dużo średnich.
      Bez względu na różnice dzięki za komentarz no i czekamy co dalej w tym "Riverdale" zrobią :)

      • LuKe

        Mi również chodziło o oddech techniczy :) Ani dłuższe przerwy dla scenarzystów, ani krótsze sezony nigdy nie będą gwarantem absolutnie żadnej lepszej jakości - patrz np. finałowy sezon brytyjskiego "the fall", który pomimo minimalnej ilości odcinków i długiej przerwy między sezonami był całkowitym nudziarstwem i był antyklimatyczny. Jeszcze większe nudziarstwo - "Tabu" z zaledwie 10 odcinkami. Od groma jest krótkich seriali, przy których nawet tej minimalnej liczby odcinków nie da się wysiedzieć bez nerwicy i zespołu niespokojnych nóg :D
        Dla mnie "Riverdale" wciąż jest pełen ikry. Rzecz uznałbym za rozlazłą gdyby serial zamienił się w szkolną teen dramę opartą głównie na tym, kto jest z kim. Tymczasem mamy te same pary od początku serialu (z perturbacjami, które kończą się tak szybko, jak się zaczynają i z wróżbą end game w postaci Archiego i Betty). Serial konsekwentnie pamięta czym jest. Tak, bohaterowie są typowo komiksowi, czyli ich wersje są płynne i dopasowują się do przygód w jakich chcą ich zobaczyć twórcy show. Jednocześnie są ugruntowani w tej historii. Nie ma chyba odcinka aby któryś z bohaterów nie wspomniał minionych wydarzeń ( sięgających jeszcze pierwszego sezonu). I to właśnie uwielbiam. Z resztą gdzieś pod jakimś postem wypisywałem ile potencjału niesie ze sobą Riverdale. Ile furtek zostawiają sobie twórcy nie dopowiadając do końca wielu wątków. Jak ładnie to wszystko może ułożyć się w wielopokoleniową całość.
        Z tym kręgosłupem moralnym bohaterów nadal się nie zgodzę. Świat nie jest czarno-biały. Wyrokować nad postępowaniem bohaterów też nie ma co, bo naprawdę nie mamy żadnych podstaw. Nie wiemy jak to było ze sprzątnięciem Papy Poutina, nie wiemy jakie interesy prowadzi Hiram Lodge, nie wiemy co się wydarzyło w domu Betty. Nic nie wiemy. A więc z ocenami może poczekajmy aż sprawy nabiorą rumieńców i faktów. Sprawę Black Hooda też spisywano na straty, a wyszło niegłupio i w dodatku będzie ciąg dalszy. Nie zdziwię się jeśli zabójstwo dilera jest z nią powiązane. Jest identycznie jak w pierwszyms sezonie, w którym wcale ten wątek główny nie był taki główny. Był jakąś klamrą spinającą wszystkie wątki ale naprawdę każdy odcinek był niemal o czym innym i serial meandrował jak tylko się da.

  • AfterParty

    Szczerze mówiąc, brak mózgu u Archie'ego jeszcze zniosę, brak logiki i nauki z poprzednich doświadczeń również, ale to co oni wyprawiają z postacią Cheryl to już tragedia. Twórcy nie mają zupełnie pojęcia, co z nią zrobić w drugim sezonie. Najpierw mieliśmy pierwszy odcinek drugiego sezonu, w którym zaprezentowana zostaje wielka przemiana Cheryl w badassa, który przejmuje władzę w pokiereszowanej rodzinie Blossomów. Już parę odcinków później twórcy kompletnie o niej zapomnieli. Następnie pojawia się wątek Josie + Cheryl, w którym mielibyśmy całkiem ciekawy i nawet oryginalny wątek, ale o również zdążyliśmy zapomnieć. A teraz? Nawet nie wiem jak to nazwać, po prostu dno. Marnotrawstwo interesującej postaci. Twórcy pewnie żałują, że nie dali jej utopić się w pierwszym sezonie.

    • LuKe

      Spokojnie. Myślę, że do wszystkiego jeszcze wrócimy. Serial ma olbrzymią obsadę. Co do samej Cheryl według mnie jest wciąż bardzo interesującą postacią. Niby jak miało się zrealizować jej bycie badassem? Daj mi pomysł? Co mogła zyskać poprzez swoje "badass" usposobienie? Czego mogła zażądać od matki? Niczego nie mają, prawdę znają. Nie wiem... matka miała chodzić po domu w kagańcu i na smyczy? (takie rzeczy to u Dark Betty ;)) Wtedy w szpitalu to był bezpośredni moment po dramatycznych wydarzeniach, w dodatku Penelope leżała przykuta do łóżka. Nie ma dziwne, że Cheryl postanowiła ją postraszyć. Miała przewagę. Jak dla mnie postać Cheryl jest bardzo konsekwetnie prowadzona. Osoba maskująca oschłością i sarkazmem swoją nad wyraz wrażliwą naturę. Później mieliśmy próbę gwałtu, która odsłoniła właśnie tą delikatniejszą naturę Cheryl. Odcinek z Josie z kolei flirtował z szaloną naturą Cheryl. Może twórcy do niego powrócą, ale nie zdziwię się jeśli to był taki komiksowy kapsułkowy przerywnik. Ukazujący kuku naturę Cheryl. Jej talent łuczniczy w najnowszym odcinku, to być może klasyczna Strzelba Czechowa, nie zdziwię się jeśli Cheryl go wkrótce wykorzysta. A może po prostu chodziło o to aby Cheryl wyglądała nobliwie i cool w swoim tweedowym kostiumiku. Tak czy siak, Cheryl wciąż jest cool. Według mnie.

      • Paulina Grabska

        Jest cool, ale zgadzam się, że scenarzyści nie mają na nią pomysłu i biedna miota się po ekranie, coś tam czasem namiesza, ale nie ma już takiego respect jak w pierwszym sezonie. To już Toni potrafi teraz bardziej przysolić. Zastanawiam się jeszcze, czemu Weatherbee jeszcze nie zakazał jej ubierania się do szkoły w ten sposób, jaki pokazała ostatnio ;)

        • LuKe

          Pomysłu (a raczej czasu antenowego) to nie mają na Josie i Kevina. Cheryl jest dla mnie zrealizowana i nie widzę aby się miotała. Doskonale wiem co to za postać i dlaczego zachowuje się w danej sytuacji tak, a nie inaczej :)

  • LuKe

    American Crime Story dobrze działało w tym tygodniu na gruncie thrillera. W innych sferach niestety zawiodło. Cukrowany coming out, flashbacki i wizja ojca, pomijanie faktów, które mogły rzeczywiście coś powiedzieć o tej sprawie (praca policji) na rzecz fantazjowania na temat związków, osób i wydarzeń, o których nic nie wiadomo. Wciąż uważam, że o ile Cunanan z odcinka na odcinek robi się coraz bardziej przerażający, serial posiada ten "gejowski sznyt" i w pewien sposób nawet erotyzuje niektóre sceny - co jest troszkę niepokojące, bo bliskie gloryfikowania. A w przeciwieństwie do "Riverdale" mamy do czynienia z historią, która naprawdę się wydarzyła. Naprawdę zginęli ludzie.