"Zabójstwo Versace: American Crime Story", odcinek 7 - co jest prawdą, a co fikcją?

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" (Fot. FX)

0

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" zbliża się już do końca. W 7. odcinku zobaczyliśmy, jak Andrew Cunanan został utrzymankiem starszych panów i jak narodziła się gwiazda Donatelli Versace.

W 7. odcinku serialu "Zabójstwo Versace: American Crime Story", czyli "Ascent", cofnęliśmy się do 1992 roku, by poznać 23-letniego Andrew Cunanana. Chłopak porzucił skromne życie z matką i pracę w aptece, by po paru przygodach w świecie bogatych, starszych facetów w końcu zostać utrzymankiem Normana Blachforda. To z nim spędzi kilka następnych lat, aż do roku 1996, kiedy układ się posypie i zacznie się upadek Andrew, którego szczegóły już znamy.

Zobaczyliśmy także w tym odcinku Donatellę Versace w odważnej sukni - którą zaprojektowała razem z bratem - gotową przejąć firmę w razie gdyby coś się stało Gianniemu, chorującemu wtedy na raka ucha.

Co z tych wydarzeń miało miejsce w rzeczywistości, a co jest fantazją twórców? O tym pisze serwis Vulture, który wraz z dziennikarką Luisą Yanez (obecnie "Miami Herald", w latach 90. "Sun-Sentinel"), bada kolejne odcinki 2. sezonu "American Crime Story".

CO JEST PRAWDĄ W 7. ODCINKU "ZABÓJSTWA VERSACE"

Suknia Donatelli. Donatella Versace rzeczywiście pojawiła się w odważnej, czarnej sukni na gali magazynu "Vogue" i znalazła się w centrum uwagi (tutaj znajdziecie zdjęcie). Opinie faktycznie były podzielone - pisano na przykład, że suknia jest w stylu sadomaso - ale po latach wyraźnie widać, że Versace wyprzedził swoją epokę. Tą kreacją do dziś inspirują się gwiazdy, np. np. Miley Cyrus.

Gianni przygotowujący Donatellę do kierowania firmą Versace. Trudno powiedzieć, czy to był efekt choroby, czy po prostu planowania długoterminowego, ale Gianni Versace rzeczywiście przygotował młodszą siostrę do kierowania stworzonym przez siebie imperium mody. Magazyn "People" 20 lat temu pisał, że Gianni przekazywał siostrze przed śmiercią coraz więcej obowiązków, także po to by mieć więcej czasu dla siebie. Sama Donatella wspomina, że początki były niełatwe, nie tylko ze względu na żałobę po bracie, ale także jej problemy z narkotykami. Ostatecznie jednak stanęła na wysokości zadania, dom mody Versace przetrwał i w 2014 roku został wyceniony na ponad miliard dolarów.

Choroba Gianniego Versacego. Słynny projektant chorował na raka ucha wewnętrznego. W "Ascent" widzimy, że symptomy zaczęły się w 1992 roku, a w 1993 roku Donatella przekazała pracownikom wiadomość o chorobie brata. Są jednak pewne wątpliwości co do tego, czy timeline w serialu jest zgodny z rzeczywistością. W wywiadzie z 2006 roku w "New York Magazine" Donatella mówiła, że rak zepsuł "ostatnie dwa lata życia" jej brata, zanim zaczęła się remisja. "New Yorker" pisał, że Gianni zachorował w 1996 roku, z kolei Maureen Orth - autorka książki, na podstawie której powstał serial - twierdziła, że wtedy projektant miał nawrót raka w policzku. "The Wall Street Journal" pisał z kolei, że Versace zachorował na "rzadkiego raka ucha" w 1995 roku.

Ostatecznie jednak wszystko wskazuje na to, że to serial ma rację. O tym, że raka ucha odkryto u Gianniego w 1993 roku, napisał w jego nekrologu "New York Times", wspierając informację pochodzącym z tamtego roku fragmentem wypowiedzi projektanta. "Było mnóstwo testów i skanów, a leczenie jest trudne. Ale jestem optymistą. Nigdy się nie poddaję. Zawsze walczę" - powiedział Versace w 1993 roku (według "New York Timesa").

Merrill Lynch w Manili. Andrew Cunanan rzadko mówił prawdę, ale akurat w historii o ojcu jest ziarnko prawdy. Jego ojciec pracował w finansach, ale nie jest prawdą, że kontynuował tę karierę po powrocie do Filipin. Kiedy jednak Cunanan mówi, że Merrill Lynch miał biura w Manili od 1957 roku, jest to prawda. Bank rzeczywiście otworzył biuro na Filipinach w 1957 roku i później w Japonii. Historia ojca Cunanana to już zupełnie inna bajka (więcej będzie o tym w kolejnym odcinku).

Historyjka Andrew Cunanana o byłej żonie. O byłej żonie powiedział policji z Miami Steven Nauck, przyjaciel Andrew. W policyjnych aktach można znaleźć mieszankę faktów i plotek, które prowadzą do wniosku, że "Cunanan może mieć byłą żonę i dziecko" i że "rozwiódł się około siedem, osiem lat temu". W serialu Cunanan mówi - podczas kolacji ze znajomymi po wizycie w operze - że jego była żona to Lizzie i pokazuje im zdjęcie swojej przyjaciółki, którą już poznaliśmy. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że Andrew faktycznie Cunanan miał żonę. Są dowody na to, że opowiadał taką historyjkę, a Nauck prawdopodobnie po prostu powtórzył policji kłamstwo, w które sam uwierzył.

CO SERIAL ZMIENIŁ ALBO DODAŁ OD SIEBIE

Pan Mercado, właściciel apteki. Cunanan faktycznie przez jakiś czas pracował w aptece Thrifty w San Diego. W serialu apteka nazywa się Mercado Drug Store, choć twórcy dobrze wiedzą, jaka była jej prawdziwa nazwa. "Thrifty to franczyza, której właścicielami byli Amerykanie pochodzący z Filipin i która była zlokalizowana koło San Diego — w National City — gdzie mieszka dużo filipińskich imigrantów. Nie staraliśmy się o prawa do użycia nazwy Thrifty" - powiedział w rozmowie z Vulture Brad Simpson, jeden z producentów serialu. Z kolei o panu Mercado, właścicielu serialowej apteki, powiedział, że to tylko "udramatyzowana fikcja", podobnie jak wiele historii Andrew Cunanana.

To, co spotkało Andrew w agencji towarzyskiej. W serialu widzimy, jak agencja towarzyska odrzuca Andrew, argumentując, że "nie da się sprzedać inteligentnego Filipińczyka, nawet takiego z wielkim penisem". W tym momencie on postanawia udowodnić sobie i światu, że owszem, da się. Nie ma jednak dowodów na to, że taka upokarzająca "rozmowa o pracę" miała miejsce. Przeciwnie, Maureen Orth pisała, że Cunanan pracował w agencjach towarzyskich na początku lat 90., zarówno w Kalifornii, jak i na Florydzie. Z kolei "Washington Post" twierdził, że świadczył on takie usługi, ale indywidualnie. Ta konkretna sytuacja z serialu jest więc zmyślona, ale już Andrew jako chłopak do towarzystwa to prawda - w tej czy innej formie.

Błyskawiczna schadzka Andrew i Davida. W książce Maureen Orth jest informacja, że Andrew i David spotkali się w San Francisco i spędzili razem noc, ale bez seksu. Informacja pochodzi z drugiej ręki, nie da się sprawdzić, co się działo za zamkniętymi drzwiami hotelu, więc serial postawił na dosłowność - kazał im od razu iść na całość i nawet pokazał ich razem pod prysznicem. Ale pomijając ten szczegół, spotkanie jest mocno osadzone w rzeczywistości. Wybór hotelu Mandarin Oriental nie jest przypadkowy - według akt FBI to był jeden z ulubionych hoteli Cunanana. A kiedy podczas kolacji Andrew przedstawia Davida swojemu koledze, Eli, najprawdopodobniej chodzi o Eli Goulda, prawnika, który miał być obecny - zgodnie z książką Orth - podczas spotkania Andrew z Giannim Versace w 1990 roku.

Cunanan i morderstwo Lincolna Astona. W serialu Andrew jest świadkiem, jak Kevin Bond zabija Lincolna Astona - mężczyznę, który go utrzymywał przed Normanem. Morderstwo rzeczywiście miało miejsce, było ono tak koszmarne, jak pokazuje to serial, ale nie ma dowodu na to, że Cunanan to widział czy tym bardziej pozwolił uciec zabójcy (który potem został skazany na 15 lat więzienia). Poza tym wiele szczegółów się nie zgadza, na czele z miejscem, gdzie Aston spotkał swojego zabójcę (nie w klubie Flicks, tylko Caliph).

Przyjaciel Astona twierdził, że Cunanan i Aston faktycznie byli w bliskiej relacji, ale jednocześnie pozostawali w ukryciu. Byli częścią gejowskiego klubu zwanego Gamma Mu. To kłóci się z tym, co opowiadał policji z Miami Steven Nauck, wspomniany wyżej znajomy Cunanana, który twierdził, że jego znajomość z Astonem była platoniczna (z drugiej strony, mógł po prostu nie znać prawdy). Na pewno nie ma dowodów na to, że Andrew widział, jak Bond zamordował Astona i pozwolił mu uciec.

Atak Andrew na własną matkę. W serialu Andrew, wkurzony tym, że matka uczepiła się go i koniecznie chce z nim jechać w świat, rzucił nią o ścianę, tak że doszło do pęknięcia łopatki. Działo się to tuż po tym jak był świadkiem brutalnego morderstwa Astona, co - jak sugeruje serial - mogło w nim obudzić skłonności do przemocy. Pasuje to także do tego, co pisała Maureen Orth, która cytowała w swojej książce księdza z parafii Mary Ann Cunanan, mówiącego, że zdarzyło mu się uderzyć matkę i że przez niego miała kiedyś rękę na temblaku. Nie ma jednak dowodów, że ta konkretna sytuacja, którą widzieliśmy w serialu, miała miejsce tuż przed tym jak Andrew postanowił zostawić matkę i zacząć nowe życie.

Kolejny odcinek serialu będzie już przedostatni. "Creator/Destroyer" zabierze nas jeszcze bardziej w przeszłość, prezentując dzieciństwo Andrew Cunanana i jego skomplikowaną relację z ojcem.

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" można oglądać w czwartki o godz. 22:00 na kanale FOX Polska.

  • Iwona

    Tydzień temu oglądaliśmy Cunanana w wersji, w której ani Norman, ani David nie są już nim zafascynowani, teraz dostaliśmy sekwencje pokazujące czemu kiedyś ulegli jego urokowi. Cunanan pięknie grał na emocjach swoich rozmówców, był uroczy, subtelny, uważny, błyskotliwy, był tym kogo oczekiwała druga strona. Pewnie mógłby tak funkcjonować długie lata, gdyby tak mocno nie wierzył w rzeczy, które nie są
    prawdziwe, gdyby nie czuł nieustannie, że rzeczywistość niesprawiedliwie więzi jego marzenia. W tym odcinku (w znakomitej większości scen) Criss ładnie buduje postać na półtonach, udaje mu się pokazać ten dziwny magnetyzm Cunanana, ale jednocześnie, ta postać, cały czas ma w sobie tę obsesyjność połączoną z nadmiarem wszystkich możliwych uczuć.

    • A mnie zdziwił timeline. Andrew Cunanan najwyraźniej przeżył z Normanem Blachfordem plus minus trzy lata. Dostawał kieszonkowe w wysokości 2 tysięcy dolarów, drogie auta, wakacje w Europie. Gdyby chciał, mógł wrócić na studia albo zacząć pisać książkę o plantacji na Filipinach, albo zrobić cokolwiek związanego z samorozwojem. A on nie zrobił nic. Miał IQ 147, czyli praktycznie był geniuszem, i nie zrobił z tym nic. Siedział trzy lata w tej willi przy plaży, wyjeżdżał tu i tam, imprezował i zabawiał się na różne inne sposoby. Nie zrobił nic pożytecznego, choć miał wszelkie środki. Co więcej, świadkowie twierdzą, że pod koniec zrobił się niechlujny, przestał dbać o siebie i już nie wyglądał jak ten piękny chłopiec, którego wszyscy chcieli. Jak gdyby stwierdził, że to wszystko też mu nie wystarczy i w sumie go to nie obchodzi. Bo nie jest prawdziwe? David wydawał mu się prawdziwy w przeciwieństwie do tego wszystkiego?

      Serial w fascynujący sposób pokazuje wiele rzeczy, które mi się nie mieszczą w głowie. Pokazuje, jak wiele różnych czynników musiało się na siebie nałożyć, żeby z inteligentnego chłopaka z głową pełną marzeń narodził się morderca. Ale mam wrażenie, że z historii relacji z Normanem - i czemu się skończyła - można było wyciągnąć więcej. Serial sugeruje, że Norman go praktycznie wyrzucił i że on wrócił go okraść/prosić o pieniądze. Tymczasem zdaje się, że on już niespecjalnie chciał być z Normanem, bo uparł się na Davida. https://www.townandcountrymag.com/leisure/arts-and-culture/a18741386/norman-blachford-facts-american-crime-story/

      Wygląda na to, że w ciągu trzech lat Andrew dostał to wszystko, co sobie wymarzył, przyszło mu to łatwo i z jakiegoś powodu znudził się tym na tyle, że tak po prostu to wyrzucił w imię nowej fantazji. Davidem pewnie też by się znudził, gdyby tylko mógł go mieć. Bo przecież jego życie w Minneapolis to definicja nudy. Co by było dalej, gdyby mu się już znudzić Davidem, i dokąd ta pokręcona logika by go zaprowadziła? Prędzej czy później chyba musiałby skończyć na dnie, przekonany, że ten świat nie ma mu już nic do zaoferowania.

      • Iwona

        Tak, ciężko uwierzyć w to, że Cunanan wytrzymał aż 3 lata z Normanem, przy tym jak on się szybko nudził, jak nieustannie szukał nowych bodźców. Przy czym jak pomyślimy o jego mamusi to te 3 lata odreagowania po niej, aż tak nie dziwią ;-)
        Ta sekwencja z Normanem i wplątanie w nią Davida dobrze pokazuje to obsesyjność myślenia Cunanana, to jak on dla jakiegoś swojego pomysłu (tutaj wielkiej, prawdziwej miłości) jest w stanie zaprzepaścić wszystko co ma i wbrew zdrowemu rozsądkowi działać. Serial świetnie pokazuje jak niespełnione uczucia i ambicje, jeśli staną się sensem życia, prowadzą do destrukcji. I jakbym miała strzelać odnośnie finału to wydaje mi się, że właśnie ten pierwiastek autodestrukcyjny musi jeszcze wybrzmieć.

  • LuKe

    Dla mnie w tym tygodniu serial wypadł jeszcze słabiej niż dotychczas. Wcześniej przynajmniej coś mnie irtytowało, bądź zachwycało. Teraz, było nudno i bezpłciowo. Struktura show sprawia, że oglądamy wydarzenia, o których już wiemy odcinek wcześniej. Owszem widzimy to naocznie, ale nie było w tym odcinku naprawdę nic wartego wspomnienia czy analizy. Takie zwyczajne wypełnianie luk. Cunanan i jego taktyki zaczął już poważnie męczyć (ta historia nie jest warta tylu odcinków). Szczerze mówiąc to nawet wątki Versace wydały mi się słabe. Emocje rodzeństwa mi się nie udzieliły. Cruz i Ramirez też nagle obniżyli loty. Zupełnie jakbym oglądał kogoś innego, w porównaniu z otwarciem show. Oboje już całkowicie zeszli na swoje latynoskie akcenty. U Ramireza pojawiła się nawet karykaturalna próba włoskiego akcentu. Nawet make-up zmęczonego Gianniego był fatalny. Jakieś niebieskie plamy pod oczami wykonane kredką bambino, które wyglądały strasznie fejkowo. Zamierzam obejrzeć sezon do końca, ale coś co zaczęło się dość dobrze, w moim odczuciu coraz bardziej zawodzi. Gdzieś na pograniczu faktów i totalnie wyssanych z palca rewelacji - rozmywa się celowość tego projektu.
    Nie rozumiem dlaczego zajmujemy się chorobą Versace. Chyba tylko dlatego, że to najbardziej kontrowersyjna kwestia w całej tej książce, na której bazują twórcy show. Czytałem, że to, że projektant miał nowotwór ucha to tylko PR-owa ściema mająca przykryć jego HIV-a. W drugim odcinku było chyba zasygnalizowane, że Gianni poddaje się leczeniu w związki z HIV. Teraz oglądamy rozmowy za zamkniętymi drzwiami, które sugerują raka ucha. Tymczasem doczytałem, że HIV wiąże się właśnie bardzo czesto z upośledzeniem i utratą słuchu - "Several large-scale studies are consistently pointing toward an association between human immunodeficiency virus (HIV) and hearing loss." Skłaniałbym się do opcji z HIV, zwłaszcza, że autorka książki dotarła zdaje się do infromacji (pochodzącej z wyników sekcji zwłok), głoszącej, że Gianni był HIV pozytywny. Moje pytanie brzmi - dlaczego to jest w ogóle istotne dla tej historii? Dlaczego Murphy postanowił zaserwować dwie opcje i to w dość jednoznaczy sposób?

    • Iwona

      Ja mam wrażenie, że śmiertelna choroba z którą mierzy się Versace (nie ma tu znaczenia, czy to rak ucha, czy HIV, Murphy nie stara się grać na siłę, wiadomą kartą, żeby było bardziej ciekawie) jest tu istotna w kontekście zderzenia z perspektywą własnej śmierci i jakimś na nią przygotowaniem. O tyle jest to istotne, że doskonale wiemy, że ta śmierć stanie się faktem, tylko uderzy z innej strony.

      • LuKe

        Dla mnie tuszowanie HIV-a nowotworem jest bardzo ciekawe. Fakt, że po dziś dzień rodzina Versace zaprzecza chorobie Gianniego czyni ten wątek jeszcze ciekawszym. Ja po prostu nie wiem, o czym jest ten serial. Dla mnie tematycznie się totalnie rozlazł.

        • Iwona

          Dla mnie się nie rozlazł. To jest ciągle ta sama złożona opowieść o narodzinach mordercy i immanentną częścią tej opowieści jest Ameryka lat 90tych. W tej opowieści Versace pojawia się w zasadzie w 3 perspektywach i te wszystkie perspektywy tworza spójny i ciekawy portret Gianniego; 1- jako niezwykle popularny projektant, dzięki czemu wiemy czego Cunanan mu obsesyjnie zazdrościł i co chciał unicestwić, 2-a kontekście społeczeństwa i kwestii orientacji seksualnej, co daje szersze spojrzenie na Amerykę tego okresu, 3-w zetknięciu z tych, że staje w obliczu własnej śmierci. To też dopełnia obraz społeczeństwa, ale oczywiście podstawowa funkcja jest taka, że widzimy bohatera, który przygotowuje się na coś o czym doskonale wiemy, że zaraz się stanie. Murphy jest zbyt świadomym twórcą żeby sobie darować pokazanie takiej przewrotności losu, zresztą chyba też możliwość pokazania bohatera w tak mocno granicznym punkcie życia jest szansą na najpełniejsze pokazanie jego cech.