Kryminał (zbyt) społeczny. "Collateral" - recenzja miniserialu BBC w świetnej obsadzie

"Collateral" (Fot. BBC)

0

"Collateral" zapowiadało się świetnie. Doskonała obsada, współpraca BBC i Netfliksa, za sterami David Hare. Wyglądało to na brytyjski kryminał w skandynawskim stylu. Czego chcieć więcej? Cóż, ciekawszego serialu.

Zaczyna się interesująco. Dostawca pizzy zostaje zamordowany podczas realizacji zlecenia, a policja, w tym świeżo awansowana detektyw Kip Glaspie (Carey Mulligan, "Wielki Gatsby", "Mudbound"), musi przebić się przez niechętnych do mówienia świadków, tajemnicze sprawy związane z służbami wywiadowczymi, kwestie dotyczące imigrantów i bardzo wiele innych przeszkód.

Kluczem do oceny "Collateral" jest niestety właśnie to "bardzo wiele". Wszystkiego tu za dużo. Już liczba postaci, na których trzeba skupić uwagę, okazuje się deprymująca. O ile niektórzy są niezbędni dla głównej sprawy, o tyle innym poświęcono zdecydowanie zbyt wiele czasu. Co z tego, że byłą żoną polityka (John Simm, "Life on Mars") gra Billie Piper ("Doctor Who", "Penny Dreadful"), skoro jej rozbudowana rola w serialu wydaja się niepotrzebna. Podobnie z panią pastor, którą wprawdzie odgrywa zawsze trzymająca poziom Nicola Walker ("River", "Last Tango in Halifax"), ale która niepotrzebnie odciąga uwagę od pierwszoplanowych wątków.

O ile w ogóle można mówić o głównych wątkach, bo Hare chyba zapatrzył się na Tołstoja – czy może bardziej brytyjsko: na Dickensa – i próbuje przy okazji kryminalnej miniserii zbudować wielką panoramę społeczną. Od nielegalnych imigrantów, przez przedstawicieli klasy robotniczej, policjantów, żołnierzy, po polityków i biskupów… Rozmach w budowania tego londyńskiego świata mógłby imponować, gdyby twórcy "Collateral" zaproponowali przy okazji wciągającą opowieść o intrygujących bohaterach. A proponują masę różnej jakości historii z nierównym poziomem skomplikowania postaci.

"Collateral" (Fot. BBC)

Kit Glaspie to zdecydowanie najmocniejszy punkt całości. Na tle niezliczonych policjantów z różnych stron świata udaje się Mulligan stworzyć postać wyrazistą i przekonującą. Dostajemy ciekawie zarysowaną przeszłość bohaterki, wczuwamy się w jej motywacje i czekamy, jak wybranie z trudnego zadania. Dialogi z jej udziałem są błyskotliwe, zawierają sporo czarnego humoru, a równocześnie ani przez moment nie wątpimy w zaangażowanie Kit w sprawę i w empatię wobec uwikłanych, często wbrew swojej woli, uczestników wydarzeń.

Gdyby "Collateral" było opowieścią o śledztwie Kit z elementami innych życiorysów, to moglibyśmy obejrzeć świetny miniserial. Jednak sprawa kryminalna potraktowana została zbyt wyraźnie jako pretekst do wykładu. O niewłaściwym podejściu do imigrantów, o chciwości biznesu i polityki, o hipokryzji duchowieństwa, o nierównościach społecznych, o molestowaniu kobiet w armii. Można by tak wymieniać. Każda historia z osobna byłaby materiałem na lepszą czy gorszą miniserię. A wszystkie wrzucone razem w cztery odcinki uśredniają "Collateral" do czegoś, co mimo pewnych zalet rozczarowuje.

Interesującym bohaterem jest Londyn, nakręcony pięknie i filmowo. Właściwie chwilami tak fantastyczne ujęcia pozwalają nawet zapomnieć, że sama historia wypada blado. Warto zwrócić uwagę na przykład na sceny z miejsca zbrodni w pilotowym odcinku. Policjanci swobodnie przechadzają się po ulicy w ramach długich panoramicznych ujęć, przez co widz czuje się trochę, jakby tam był.

"Collateral" (Fot. BBC)

Fakt, są tu też inne niż Kit postacie z potencjałem, zwłaszcza kobiece. Fatima (Ahd Kamel) w kilku zaledwie scenach wyrasta na złożoną, silną bohaterkę. Podobnie Berna (Maya Sansa) i Laurie (Hayley Squires). Większy kłopot mam z Sandrine (Jeany Spark), bo tu nie do końca udało się wyjść poza schemat, chociaż na papierze pewnie ta postać wyglądała intrygująco.

Problem w tym, że dobre sceny z udziałem silnych kobiet w męskim świecie trzeba wyławiać spośród zupełnie niezapadających w pamięć fragmentów dotyczących innych bohaterów i wątków. A już mężczyzn, którzy nieraz popełniają błąd niedocenienia swoich współpracownic czy podwładnych, zarysowano bardzo grubą kreską. Grany przez Simma David jakoś się na tym tle broni, ale trudno uzasadnić, czemu jest go w "Collateral" tak dużo. Chyba tylko po to, żeby na ekranie toczyły się sztuczne polityczne dyskusje.

Scenariusz napisał Hare niestety nierówny, za mocno sięgając do swoich doświadczeń teatralnych. Jego miniseria bywa teatralna wręcz nieznośnie. Na każdy błyskotliwy dialog przypada w "Collateral" przyciężkawy monolog. Sporo tu interesujących konfrontacji, ale równie dużo rozmów, które niewiele wnoszą. Chyba z obawy, że widz pogubi się w tych wszystkich wątkach i osobach, twórcy co jakiś czas serwują też sceny, w których wszystko zostaje streszczone i wytłumaczone. To taka produkcja, w której bohaterowie piszą długie listy uzasadniające swoje postępowanie, a na ważne przedmioty na pewno zrobione zostanie zbliżenie.

"Collateral" (Fot. BBC)

To także miniserial o ważnych przesłaniu. Szkoda tylko, że przesłaniem tym widz jest wręcz atakowany. Tak, należy szanować uchodźców. Nie, nie należy wykorzystywać władzy do molestowania kobiet. Owszem, polityka to brudna sprawa, a ludzie kościoła potrafią swoim życiem zaprzeczać temu, co głoszą. "Collateral" opowiada o systemie, który niszczy jednostkę. Szkoda tylko, że na każdym kroku ogłasza głośno: opowiadam o systemie, którzy niszczy jednostkę.

Miniserial ma tylko cztery odcinki i tę zaletę, że opowieść się w nich logicznie zamyka. Kilka postaci i scen ze mną zostanie. Reszta szybko wypadnie z pamięci. Przy lepszej selekcji materiału i mniej pompatycznym scenariuszu mielibyśmy mocny kryminał z przekonującym wątkiem społecznym. A tak mamy cztery godziny, które chwilami mogą się podobać, a chwilami sprawiają wrażenie dwa razy dłuższych. Można zobaczyć dla paru silnych bohaterek w świecie "mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet", a także dla technicznej maestrii i pięknych miejskich ujęć. Można, ale nie trzeba.

"Collateral" jest dostępny na Netfliksie.