Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie ostatnich dwóch tygodni

"Terror" (Fot. AMC)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Tym razem stanęliśmy przed trudnym zadaniem wybrania wszystkiego, co było najlepsze - i najgorsze! - w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Na długiej liście hitów i kitów znalazły się m.in. "Trust", "Legion" i "Terror".

HIT TYGODNIA: "Trust", czyli szaleństwa rodziny Gettych

Trust

"Trust" (Fot. FX)

Gdy serial zaczyna się od długiej jazdy kamery po hollywoodzkim przyjęciu z "Money" w tle i samobójstwa za pomocą widelca do grilla, można pomyśleć, że dziwniej już nie będzie. W "Trust" zabawa się jednak dopiero zaczęła, zabierając nas w niesamowitą podróż po ekscentrycznym świecie Jeana Paula Getty'ego (fantastyczny Donald Sutherland) – miliardera, skąpca i człowieka, którego nie sposób polubić.

Co nie znaczy, że opowieść o nim i jego rodzinie nie jest fascynująca, zwłaszcza w wydaniu Simona Beaufoya i Danny'ego Boyle'a, którzy zamienili opartą na faktach historię w niezwykłą mieszankę rodzinnego dramatu, czarnej jak smoła komedii i gatunkowego eksperymentu. Serial o ludziach posiadających wszystko, ale zarazem niemających niczego. Zniszczonych przez niewyobrażalne bogactwo i tak wyprutych z emocji, że nawet wiadomość o porwaniu nastolatka dla okupu nie robi wrażenia większego niż fakt, że masło na śniadaniu jest za twarde.

Inna sprawa, że wspomniane porwanie Johna Paula Getty'ego III (Harris Dickinson), do którego doszło w 1973 roku w Rzymie, od początku wyglądało podejrzanie. Co się naprawdę stało, jeszcze nie wiemy, choć wybraliśmy się już do Włoch w towarzystwie samotnego kowboja – Fletchera Chace'a (zwanego też Panem Teksasem, co pasuje do niego jak ulał). I była to jedna z najbardziej specyficznych ekranowych wycieczek po Wiecznym Mieście, jakie widziałem. Nie tylko za sprawą świetnego w swojej roli Brendana Frasera.

Na negocjującym z włoską mafią i cytującym Biblię Amerykaninie w białym kapeluszu surrealizm w "Trust" się jednak nie skończył. Była również niejaka Teresa, na której cześć urządzono wystawne przyjęcie, przerażające (ale skuteczne) metody leczenia impotencji oraz pewna małomówna, lecz pomocna żywa statua. A to wszystko w stylu, jakiego nie znajdziecie nigdzie indziej. Z niecierpliwością czekamy na więcej! [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
  • Iwona

    Odnośnie "The Americans" też mam wrażenie, że na pewno (niemal na pewno) ktoś zginać musi. Z odcinka na odcinek skrzętnie budowany świat się coraz bardziej rozpada i raczej w finale nie nastąpi jego odbudowa. Ten rozkład widzimy choćby w świetnej scenie Elizabeth i Philipa, którzy rozmawiają ze sobą właściwie na siebie w ogóle nie patrząc. Widzimy to w kolejnych scenach z Elizabeth, która coraz rzadziej w pełni kontroluje całą sytuację, a coraz częściej jest o włos od totalnej klęski (btw, znakomita jest ta ostatnia scena). No i niemal definicją rozpadu jest postać Paige, która absolutnie nie jest w stanie sprostać stawianym przed nią zadaniom.
    W 2 odcinku świetna była też sekwencja ze "Slippery People". Fantastyczny to miało rytm, a ponadto zawsze jest miło gdy twórcy walczą z naszymi przyzwyczajeniami odnośnie tego, że dokładnie wiemy jak będzie wyglądało kolejne ujęcie.

  • Hazel

    Uff, co ja obejrzałam w ciągu ostatnich dwóch tygodni... Zobaczmy.

    1. X-files - jak dla mnie to mogłoby być zakończenie serialu. Świetny ostatni odcinek. Przewidziałam, że William przeżył (czy jest ktoś, kto się nie domyślił?), ciąży się nie spodziewałam. Bardzo podobał mi się Ten Odcinek z Numerami w Nazwie, jak na X-files bardzo kreatywnie i trochę zabawnie.

    2. Drugi sezon Santa Clarita Diet. Dla mnie nadal bomba. Zabawa świetna, świat rozszerzony, Gary okazał się zaskakująco fajnym bohaterem. Zakończenie - nie z tej ziemi.

    3. Brooklyn Nine-Nine - wspomnę tylko o genialnym ostatnim odcinku. Nagrany jako odcinek butelkowy, sprawdził się świetnie. Duet Peralta i Holt jeszcze raz udowadniają, że są nie do zatrzymania.

    4. Future Man - heh, całkiem fajne. Pierwszy odcinek mnie nieco zniechęcił ze względu na niskich lotów żarty, ale potem się całkiem rozkręciło. Co rozpoczęło się jako serial o żartach ze spermy rozwinęło się w serial o znaczeniu przyjaźni, poszukiwaniu sensu życia i pytań czy możemy poświęcić człowieka w imię większego dobra. Poza tym miłą rzeczą jest to, że w zasadzie nie było tam żadnego wątku romantycznego. Dla fanów guilty pleasure - polecam.

    5. Drugi sezon One Day at a Time - cudne! Jak zwykle zabawnie, ale przy tym emocjonalnie. Jaka szkoda, że nowa para musiała się rozstać. Strasznie, ale to strasznie im kibicowałam. Ed Quinn świetnie się odnalazł w tym serialu. Poza tym yay dla nowej dziewczyny Eleny. 'Hello, Penolope' to chyba najmocniejszy odcinek tego sezonu.

    6. AHS Cult - eh. Było okej?

    7. Nowy Legion - najbardziej psychodeliczny serial ostatnich czasów powrócił w dobrej formie. Jak zwykle nie wiem o co chodzi, jak zwykle jest taniec i jak zwykle chcę więcej.

    Z tych mniej ważnych Once Upon a Time (prawdopodobnie ostatni człowiek na serialowej który to ogląda)

    Nadal do obejrzenia mam The Americans.

    • BMR

      Z tym "Once Upon a Time"- faktycznie, chyba ostatni człowiek na Serialowej :) Towarzyszyłam Ci dzielnie do zeszłorocznego finału, ale potem się poddałam- z obawy przed wypaleniem oczu. Za to jestem najprawdopodobniej jedynym człowiekiem na Serialowej, który ogląda "Good Girls", "Imposters" (właśnie się zaczął drugi sezon) oraz "Life in PIeces" i "The Middle"- więc nic się nie martw, ktoś musi pozamiatać i zgasić światło :)
      Absolutna zgoda z punktami 1, 2, 6, 7, 8. Reszty nie widziałam- może powinnam...
      Dla mnie dodatkowe hity to drugi sezon "Serii niefortunnych zdarzeń" (czyli bajka, której pod żadnym pozorem nie powinniście pozwalać oglądać dzieciom), niezmiennie- "The Good Fight" (póki co spin off nawet lepszy niż oryginał), oraz "Barry" i- może przede wszystkim- "Terror". Zwłaszcza na tę ostatnią pozycję Cię gorąco namawiam- świetna (póki co) ekranizacja świetnej książki!

      • Hazel

        E, nie, w zasadzie reszty aż tak nie polecam. OuaT ma całkiem przyjemny sezon, ale nie namawiam. Nie znam żadnego z seriali, które wymieniłaś. Serię Niefortunnych Zdarzeń na pewno nadrobię (kiedyś). Terror jest tak reklamowany na serialowej, że nie mam wyjścia chyba... Ale mam tyyyle do nadrobienia... I jeszcze rzuciłam się ambitnie na Band of Brothers, próbując zaczynać nadrabiać klasyki HBO (póki co jestem na pierwszym odcinku od tygodnia, świetnie mi idzie, nie ma co;).

      • Panna

        Ja ogladam Life in pieces :-)

    • Julia

      Ja też jeszcze oglądam OUAT. :)

    • mankanka

      Ja też jeszcze oglądam OUaT!

    • Panna

      Nie jestes jedyna, ja tez ogladam OUAT, ale raczej jako takie tlo i z radosna swiadomoscia, ze to juz blisko final :)

      • Hazel

        Dokładnie tak jak ja:)

  • Hazel

    Otwierająca scena pierwszego odcinka The Americans może być jedną z moich ulubionych scen z całego serialu. Genialne.