Rzeczywistość, którą sam wybierasz. "Legion" - recenzja 2. odcinka 2. sezonu

"Legion" (Fot. FX)

0

Zabójcze swingowanie, buszowanie w zbożu, mecz na szczycie i tysiąc innych atrakcji zaoferował "Legion" w odcinku "Chapter 10". A przy tym przypomniał, że wciąż jest serialem superbohaterskim. Uwaga na spoilery.

W porównaniu z szaleństwem, które "Legion" zaprezentował w premierze 2. sezonu, "Chapter 10" był zupełnie normalnym odcinkiem. Albo inaczej - był tak samo niezwykły pod względem formy, tylko do tego doszło znaczące popchnięcie akcji do przodu. Gofry pływające na łódkach w stołówce, bardzo ważny człowiek z koszem na głowie i mecz wrestlingowy w miejsce tańca nie były w stanie odwrócić uwagi od tego, jak prosta i klarowna była fabuła. "Legion" w tym tygodniu stał się bliższy klasycznego kina superbohaterskiego - z szybkim tempem i jasno zarysowanym celem pt. ratowanie świata - niż kiedykolwiek wcześniej.

A wszystko dlatego, że David dostał przerażające ostrzeżenie od Syd z przyszłości, wraz z prośbą, aby pomógł Amahlowi Faroukowi odnaleźć jego ciało, i zabrał się do działania, nie wiedząc, co za tym stoi. Problem w tym, że w momencie kiedy ruszył z całą ekipą na spotkanie z Shadow Kingiem na pustkowiu, w siedzibie Division 3 pojawili się Lenny z Oliverem, czego skutkiem była śmierć kilkunastu osób, przemiana jednej osoby w świnię, zamiana miejscami Cary'ego i Kerry oraz - oczywisty w takiej sytuacji - spadek zaufania do młodego Hallera, który może wciąż pozostawać pod wpływem potwora, niekoniecznie mając tego świadomość.

Pytanie o to, czy David kłamie, a jeśli tak, to czy robi to świadomie, zadają w tej chwili niemal wszyscy w "Legionie", włącznie z Syd z teraźniejszości, zirytowaną widokiem baletnicy z dzieciństwa. Wąsate towarzyszki spoglądającego na świat spod kosza admirała Fukyamy - nie mylić z Francisem Fukuyamą - wyliczyły, że jest 63% szans na to, że kłamie. Clark pewnie by stwierdził, że mówimy bardziej o 100%. A tymczasem Noah Hawley zasugerował nie tyle świadome oszustwo ze strony głównego bohatera, ile że coś jest z nim nie tak, podrzucając naszym oczom czarną smugę na podłodze w pokoju Davida. Jeśli rzeczywistość to wybór, przyjaciele Davida powinni obawiać się nie tyle tego, czy on kłamie w kwestii swojej relacji z Shadow Kingiem, ile tego, w jakiej rzeczywistości on funkcjonuje i jaki to ma wpływ na jego działania.

legion06

Bo oto mamy jakieś tajemnicze zagrożenie, przed którym przestrzega Davida Syd z przyszłości. Nie jest nim Amahl Farouk, bo ten, jak wyjaśniła dziewczyna, za tydzień ma zginąć z ręki Davida i tym samym sprawić, że nowy potwór, który w jakimś sensie narodzi się na jego grobie, stanie się nie do pokonania. A jest nim coś bądź ktoś, przy czym/kim Shadow King wydaje się nie być aż tak zły. Wręcz przeciwnie, dzięki swoim mocom staje się jedyną szansą na ocalenie naszych mutantów.

Myśl, że tym zagrożeniem jest sam David, jest jak najbardziej usprawiedliwiona i to nie tylko naszą znajomością losów tego bohatera z komiksów. Jego druga rozmowa z Syd z przyszłości zawiera pewne drobne sugestie. Zauważcie, jakim tonem ona mówi do niego, że jest taki sam - słodki. Jak gdyby wiedziała, że czasy słodkości zaraz się skończą i że jedynym sposobem na ratunek jest miłość i zaufanie, czyli coś, co było między nimi w przeszłości. Losy świata mogą więc w tej chwili zależeć od tego, czy David - wszystko jedno, czy kontrolowany przez Farouka czy nie - zdąży go uratować przed samym sobą.

W "Chapter 10" oglądaliśmy więc Davida, jak biegał, siłował się, wskakiwał z własnej woli do wielkiego daiquiri, kłócił się sam ze sobą i przekonywał na kilka różnych sposobów Shadow Kinga, żeby zgodził się na współpracę i nikogo więcej już nie krzywdził. Ten zaś robił swoje w typowym dla "Legionu" stylu - kiedy David został wyprowadzony dosłownie w pole, razem z całą ekipą, Lenny i Oliver wpadli do siedziby Division 3 i oddali się swingującemu mordowaniu. Podobnie jak w scenie z 1. sezonu, w której David zabijał wrogów w rytmie flamenco, tak i tutaj udało się zgrabnie połączyć akcję z typową dla serialu niekonwencjonalną formą.

To samo można powiedzieć o spotkaniu Davida z Faroukiem (Navid Negahban wreszcie pojawił się na więcej niż parę sekund) na pustkowiu, które odbyło się się w absolutnie niezwykłych, odrealnionych, stworzonych przez potężny umysł okolicznościach (scena z wielkim zamkiem szczególnie pięknie obrazowała, co potrafi Shadow King). Znamienne jest, że najważniejsza bitwa rozegrała się w umyśle i obfitowała w niecodzienne pomysły oraz wizualne fajerwerki. Tylko w "Legionie" można posiłować się z wrogiem na planie astralnym, odpowiedzieć czołgiem na atak mieczem, rozwalić cały świat i wrócić jak gdyby nigdy nic do rzeczywistości.

No właśnie, rzeczywistość. Określenie tego, co nią jest, nie wydaje się aż tak skomplikowanym zadaniem, w końcu, jak nam uprzejmie wyjaśnił Jon Hamm, rzeczywistością jest to, co nie znika, kiedy przestajesz w to wierzyć. Problem w tym, że pewne rzeczy, które uważamy za rzeczywistość, są efektem umowy społecznej. Kiedy zaś ta przestaje obowiązywać albo zawiera kłamstwo u swojej podstawy, dochodzi do chaosu. Jak zobaczyliśmy na przykładzie chłopca, który myślał, że zielone to czerwone i na odwrót.

Shadow King w kilku językach objaśnił Davidowi, czemu lepiej być tym, który rzeczywistość tworzy - i decyduje, co jest prawdziwe, a co nie - niż tym, kto się jej poddaje. Pomijając już aspekt boski i to, do czego prowadzą sytuacje, w których jakikolwiek człowiek uważa się za boga, mamy tu czysto praktyczną kwestię: czym poskutkuje próba zmiany przyszłej rzeczywistości przez Davida z teraźniejszości? Kto tego nie przeżyje, jakie paradoksy wydarzą się po drodze i jak to wszystko wpłynie na samego kreatora rzeczywistości, który wzorem psychicznej stabilności nie był i raczej wciąż nie jest? Odpowiedzi prawdopodobnie powinniśmy szukać w komiksie, bo nawet jeśli Noah Hawley pisze tę historię po swojemu, tworząc nowych bohaterów i przedefiniowując to, co znamy, główna oś fabuły pozostaje bez drastycznych zmian i dąży w coraz mroczniejszym kierunku.

Pośród całego tego mroku, akcji i pytań o przyszłość "Legion" wciąż znajduje miejsce nie tylko na oszałamianie nas formą, tańce, wrestling, eksplozję kolorów, ale także na humor, emocje i najprostsze ludzkie historie. Rachel Keller znów po mistrzowsku wcieliła się w kota, a scena, w której David próbuje przeprowadzić z nią bardzo delikatną rozmowę, w momencie kiedy jej umysł jest w kocim ciele, rozbawiła mnie w tym tygodniu bardziej niż jakakolwiek komedia.

Słodko-gorzkie były zmagania rodzeństwa Kerry i Cary, które miało kilka wdzięcznych, zabawnych momentów - jak ten, w którym zobaczyliśmy jego rękę wystającą z jej brzucha, ten z nią próbującą ogarnąć bardzo ważną kąpiel Davida za pomocą aparatury rozumianej tylko przez niego albo ten z piosenką - ale też stanęło na granicy potencjalnej tragedii.

legion02

Farouk złośliwie zamienił ten duet miejscami i ich problemy nie sprowadzają się do uczucia dyskomfortu. Białe loki Kerry to sugestia, że ona może zacząć bardzo szybko się starzeć i zwyczajnie nie przeżyć poza jego ciałem. Takie problemy i takie emocje tylko w "Legionie". A gdzieś w tym rozgardiaszu znalazło się jeszcze miejsce na bardzo istotną informację, że to prawdopodobnie Cary skonstruował w jakimś momencie kulę, która porwała Davida i zabrała go do Syd z przyszłości.

Bardzo ludzkich emocji dostarczyła tym razem także Lenny. Ona i Oliver są cudownie dekadenckim duetem, który a to dosłownie się wyleguje, a to oddaje się rozrywkom z najbardziej znudzonym wzrokiem na świecie, a to tanecznym krokiem, od niechcenia, wypełnia morderczą wolę swojego pana.

"Chapter 10" zawierał jednak coś jeszcze - Lenny jako istotę ludzką, zainteresowaną odzyskaniem własnego życia, które straciła, także w najbardziej dosłownym sensie. Tylko co by z nim zrobiła, skoro i tak musiałoby się to skończyć śmiercią? Na to pytanie, złośliwie zadane przez Farouka, dziewczyna nie zna już odpowiedzi. Noah Hawley po raz pierwszy pokazał nam tę bohaterkę jako osobę z krwi i kości, na dodatek zadającą egzystencjalne pytania. A Aubrey Plaza, chwilę wcześniej odstawiająca zabójczy taniec i atakująca Cary'ego łyżką, bez problemu to udźwignęła. Przyzwyczajcie się, Lenny też człowiek.

legion05

Obok kwestii względności tego, co jest rzeczywiste, a co nie, mignął nam jeszcze moralny relatywizm. W serialach i filmach superbohaterskich najczęściej sprawa jest jasna: ci są dobrze, tamci są źli. Nawet jeśli taki Daredevil pewne granice przekroczył, zawsze wiedzieliśmy, w której drużynie gra. W przypadku Davida nie zawsze da się to powiedzieć. Bo tak, jego intencje może i są dobre, ale umysł co rusz płata mu figle. Nie sposób się nie uśmiechnąć, słuchając jego wymiany zdań z Clarkiem, w czasie której David mówi o wydarzeniach z 1 sezonu: "Byłeś tym złym". "Zabawne, ja myślałem, że ty byłeś tym złym" - odpowiada Clark. I jak każda konwersacja w "Legionie", ta także nie pozostaje bez znaczenia, bo prowadzi do rozmyślań o tym, jak mało czerni i bieli jest w serialowym świecie.

Nie wiedząc, w ilu procentach David jest dobry, a w ilu zły, tanecznym krokiem, pośród eksplodujących kolorów i przy powracającym dźwięku szczękania zębami, zbliżamy się do ważnych wydarzeń, w których kluczową rolę ma odegrać pewien mnich, posiadający wiedzę na temat miejsca ukrycia ciała Farouka, a także do uzyskania odpowiedzi na pytanie, czy można tak po prostu przepisać przyszłość. A jeśli można, to jakie będą tego konsekwencje. Za nami kolejny świetny odcinek "Legionu" i przed nami zapewne też. Do zobaczenia za tydzień!

"Legion" możecie oglądać w kolejne czwartki o godz. 22:00 na kanale FOX.

  • Iwona

    Genialna jest prostota pomysłu na "Legion". Temat mutantów/superbohaterów/osób z mocami w sumie prosi się o to by go opowiadać czerpiąc z największych atutów tego tematu czyli jakiegoś szaleństwa, dziwności, braku kontroli, fascynującej odmienności, poczucia mocy. Hawley na tym oparł cały język opowieści i zrobił coś czego jeszcze w telewizji nie było, cyzelując formę, żonglując gatunkami tylko po to by szukać najbardziej adekwatnego sposobu na opowiedzenie tej historii. I genialna jest wykonanie tego pomysłu, bo widać, że twórcy nie tracą kontroli nad fabułą i jest ona ciągle spójna, logiczna i konsekwentne prowadzona.

    • Bo Noah Hawley lubi takie klasyczne opowiadanie historii. W "Fargo" ciągle ktoś coś komuś - albo widzom - opowiadał na różne sposoby. W "Legionie" też tak jest, teraz mamy nawet narratora, który nam tłumaczy, co oglądamy, za pomocą historii, niby na inne tematy, ale wcale nie. Hawley jest bardziej jak staroświecki pisarz, niż scenarzysta sensacyjniaka czy odjechany filmowiec, dlatego nigdy nie traci z oczu fabuły.

      • Iwona

        Rzeczywiście "Legion" to jest ciągle gawędziarstwo. A skoro tak, to geniusz Noah polega też na tym, że umie pokazać te wszystkie opowieści w opowieści w totalnie filmowy sposób, nie ma tam cienia przegadanej teatralności.
        I też niezwykłe w tym serialu jest to, że aktorzy nie szarżują, mimo że wokół pełno fajerwerków. Bardzo mi się w tym odcinku podobała sekwencja z Syd z przeszłości. To jest rola stworzona dosłownie dwoma gestami (na początku i pod koniec) i prostymi emocjami. Tylko tyle, a wystarcza by pokazać cały bagaż tej postaci i tej sceny.

  • BMR

    Przyznaję, że na poprzedni sezon 'Legionu" kręciłam nosem. Obejrzałam od deski do deski, ale miałam nieustanne poczucie przerostu formy nad treścią. Takiej zabawy gatunkami i żonglowania formą, żeby widza wizualnie zachwycić, za którym niekoniecznie szło adekwatne bogactwo fabuły. I trochę mnie to irytowało. Więc do oglądania drugiego sezonu siadłam nieprzekonana i sceptyczna. No i stał się cud; nie wiem, czy to Hawley zaczął bardziej opowiadać historię, niż ją pokazywać, czy ja po pierwszym sezonie przywykłam do jego "maniery", ale w drugi sezon wsiąknęłam natychmiast. Cała ta, znana (i nieco nużąca) forma napełniła się po brzegi taką treścią, która intryguje i pozostawia z apetytem na więcej. Dla mnie drugi sezon jest znacznie lepszy, niż pierwszy (ale to może być bardzo subiektywne)- oby moje zaskoczenie trwało dalej. I oby takich zaskoczeń czekało mnie jak najwięcej.