Szpiedzy, żołnierze i wszyscy inni. "The Expanse" - recenzja premiery 3. sezonu

"The Expanse" (Fot. SyFy)

0

"The Expanse" powraca i jest to powrót w dobrym stylu. Tempo nie zwalnia ani na trochę, a nowy sezon zaczyna się w chwili, gdy zakończył poprzedni. I od razu lądujemy w środku potężnej zawieruchy. Spoilery!

Przez dwa lata "The Expanse" - serial o wojnie, polityce i intrygach w skolonizowanym przez ludzi w dalekiej przyszłości Układzie Słonecznym - zdążył wyrobić sobie określoną markę i styl. Do tego ostatniego należy nie tylko pewien realizm kosmicznych bitew, a nawet samego poruszania się w kosmosie, ale też równoległe rozwijanie się kilku zazębiających się wątków. No i wysokie tempo, które sprawia, że śledzenie żadnego z nich nie jest nużące. Trzeci sezon oferuje "więcej tego samego" pod względem formy i treści. I to bardzo dobrze, bo serial nie ma cały czas zbyt dużej konkurencji, mimo pojawienia się takich produkcji jak "Zagubieni w kosmosie" Netfliksa.

Poza nieco dłuższym niż zwykle przypomnieniem tego, co wydarzyło się w poprzednim sezonie, "The Expanse" zaczyna bez żadnego wydłużonego prologu czy też rozpędu. Używając serialowego języka, od razu przyspieszenie wynosi co najmniej 5G. Załoga "Roccinante" musi poradzić sobie z konsekwencjami decyzji Naomi, która zapewniając Holdena i resztę, że zniszczyła jedyną pozostałą próbkę Protomolekuły, w rzeczywistości wysłała ją jednemu z przywódców Pasa, Fredowi Johnsonowi. On zamierza wykorzystać prezent jako narzędzie do odstraszania w grze wielkich potęg w Układzie Słonecznym.

To zresztą wpisuje się w szerszy bieg wydarzeń, bo na samym starcie odcinka - dzięki politycznym manipulacjom Sadavira Errinwrighta - wybucha formalnie wojna między Ziemią a Marsem. Po roku powrót jest na tyle efektywnie zrobiony, że nie trzeba studiować tego, co wydarzyło się w poprzednich odcinkach, by od razu poczuć klimat nowego sezonu. To niewątpliwie świadczy też o sile postaci i całego serialu.

The Expanse sezon 3

Konflikt, o którym mówiło się przez dwa sezony, teraz zmusza wszystkich najważniejszych graczy do podjęcia nowych decyzji. Wspomniany Fred Johnson czy oczywiście załoga Roccinante muszą zmierzyć się z nową sytuację. I nie jest to łatwe. Konflikt międzyukładowy nakłada się na spory w załodze pod dowództwem Holdena. Pozostali jej członkowie - Amos i Alex - nie potrafią wybaczyć Naomi, że podjęła decyzję za ich plecami. Wojna zmusza też do zmiany nazwy okrętu, co dzieje się dosłownie - Holden własnoręcznie zamazuje nazwę "Roccinante" z kadłuba swojego okrętu. Tak jakby to był nowy początek.

Sam Holden chce zerwać też ze swoją przeszłością. I to był ruch, który mógł być zaskoczeniem. Jak mówi doktorowi Mengowi, czas skończyć z walką z wiatrakami. To, na ile Holden zdoła w trudnej rzeczywistości "wynaleźć się" na nowo, będzie zapewne jednym z wątków sezonu. Sytuacja na pokładzie "Roci" (która od teraz nazywa się Pinus Contorta, od gatunku sosny rozrzucającej swoje nasiona tylko w trakcie pożarów) to jedna z kilku toczących się równolegle historii na starcie sezonu. Pod tym względem też nic się nie zmieniło. I jeśli ktoś był zirytowany takim sposobem prowadzenia historii, to w trzecim sezonie jest dokładnie tak jak wcześniej.

Kolejną z historii jest ta o przejęciu przez Freda Johnsona próbek Protomolekłuy, substancji będącej serialowym odpowiednikiem broni jądrowej. Gdy tylko jedna ze stron ją zdobywa, pozostałe też muszą by zachować równowagę sił. Johnson jest gotowy na wszystko, by zapewnić przetrwanie Pasowi. Tu "The Expanse" jest nie tylko polityczny w sensie tematów czy intryg, ale też w odpowiedzi na pytania właśnie o cenę przetrwania jednostek i całych społeczności. Pas Asteroidów był przez wieki traktowany przez wielkie potęgi jako źródło taniej siły roboczej oraz surowców, więc nie dziwi, że sytuacja konfliktu między nimi jest traktowana przez jego liderów nie tylko jako zagrożenie, ale i szansa na zdobycie niezależności.

Pytanie o to, jakie są etyczne granice takiej działalności, jest bardzo aktualne. Przypomina dylematy Bajoran ze "Star Trek: Deep Space Nine", którzy w obliczu okupacji uznali, że jedyną odpowiedzią jest terroryzm. I oczywiście przypomina też wiele wydarzeń z prawdziwej historii ludzkości. "The Expanse" nie jest serialem, w którym moralne czy polityczne rozterki przysłaniają szybką akcję, ale niewątpliwie jest w nim wiele głębszych sprawa i motywów poszczególnych graczy.

The Expanse sezon 3

Konflikt jest wpisany w "The Expanse", tak jak jego warstwa socjologiczna i osobista. W każdej chwili znani nam bohaterowie nie tylko muszą mierzyć się z trudnymi warunkami, w którymi przyszło im żyć, ale też podejmować decyzje na przyszłość. Wszystko ma swoje długofalowe konsekwencje - np. postawa Freda Johnsona i prawdopodobna konieczność ponownego rozpoczęcia eksperymentów na ludziach z Protomolekułą czy wcześniejsza decyzja Naomi o przekazaniu mu tej substancji. Również decyzja Holdena, by mimo wszystko dalej szukać - tym razem na księżycu Jowisza Io - córki doktora Menga będzie zapewne ważna dla losów nie tylko jego załogi, ale i sytuacji w Układzie Słonecznym.

Tymczasem w trzecim, nie mniej fascynującym wątku powracamy do nieciekawej sytuacji Chrisjen Avasarali - która szybko staje się jednym z moim ulubionych serialowych polityków - na jachcie należącym do Juliana Pierre-Mao. Aby przeżyć, Avasarala musi liczyć nie tylko na siebie, ale też na współpracę swoich sojuszników: sierżant Draper i swojego człowieka do zadań specjalnych, szpiega Cotyara, który został poważnie ranny w końcówce poprzedniego sezonu.

Tu najwięcej się dzieje, nie zabrakło spektakularnego spaceru w kosmosie na kadłubie mknącego z dużą szybkością okrętu. W pewnym momencie okazuje się, że w kosmosie nawet biżuteria może zabić - zwłaszcza jeśli osoba, którą ją nosi, wkrótce będzie podróżować w warunkach 6G (sześciokrotnej ziemskiej grawitacji, czyli w bardzo, bardzo szybko przyspieszającym pojeździe). Wszystko dzieje się tak szybko, że trudno momentami odnotować małe, ważne momenty budujące znane nam postacie. Jak ten, gdy Draper i Cotyar gratulują sobie nawzajem. "Dobra robota, żołnierzu" - mówi Cotyar. "Dobra robota, szpiegu" - odpowiada Draper.

Nowy sezon "The Expanse" to dobra robota. Biorąc pod uwagę, że nie ma już mowy o zimnej wojnie między potęgami w Układzie Słonecznym, to, co zobaczyliśmy w pierwszym odcinku, to zaledwie drobny początek emocji. Dlatego już teraz trzeba zapiąć pasy i przygotować się na to, że w trzecim sezonie nie będzie ani chwili oddechu.

  • LuKe

    Dla mnie tempo serialu było zawsze problematyczne. W otwarciu nowego sezonu również nie znalazłem tego oszałamiającego dziania się. Odnośnie aktorstwa, to naprawde nikt nie dostrzega tego drewna? I mówię tu niemal o wszystkich aktorach. A już aktorka wcielająca się w Avasaralę bije rekordy w niezręcznym dostarczaniu swoich linijek. Aktorka jest intrygująca sama w sobie, ale jej "kunszt" aktorski pozostawia wiele do życzenia. Wizualnie, choć jestem pod wrażeniem, że tak wiele udaje się twórcom zdziałać, to nie mogę przymknąć oka na fejkowość tego wszystkiego. Wszystko jest takie sztuczne, wyprasowane, jakość CGI momentami aż razi w oczy.
    Michał pisze, że od razu poczuł klimat nowego sezonu. A ja uważam, że ten serial może i ma parę zalet, ale klimat byłby ostatnią z nich. Dla mnie właśnie, serial nie posiada żadnego wyraźnego klimatu. Nie ma tu ani grozy, ani mroku, bohaterowie są letni, humor jest dostarczany za pomocą sucharów, no a w samym wyglądzie show, ciężko doszukać się walorów estetycznych.
    Nowy sezon "The Expanse" to dobra robota ? Śmiałe założenie po jednym odcinku.
    Mam nadzieję, że się rozkręci.