A po smogu przychodzi deszcz. "The Rain" - recenzja duńskiego serialu Netfliksa

"The Rain" (Fot. Netflix)

0

Wyobraźcie sobie, że "Dark" i "The 100" mają razem serialowe dziecko w duńskim lesie. Taki właśnie jest "The Rain", nowa produkcja Netfliksa, której trzy pierwsze odcinki miałam już okazję zobaczyć.

Polacy uwielbiają skandynawskie seriale, a Netflix bardzo dobrze o tym wie. Dlatego "The Rain" - duński serial, który raczej nie osiągnie takiej popularności jak niemiecki "Dark", bo po prostu trochę mu do niego brakuje - jest promowany w naszym kraju na wszelkie sposoby. Są billboardy, jest rewelacyjny polski zwiastun, w którym skandynawski deszcz spotyka się z polskim smogiem, a poza tym streamingowy gigant zabrał całą grupkę polskich dziennikarzy na premierę do Kopenhagi oraz spotkanie z obsadą i twórcami. Rozmowy z nimi pojawią się na Serialowej w najbliższych dniach, a tymczasem pozwolicie, że powiem Wam, co to za serial.

Netflix pokazał nam trzy pierwsze odcinki "The Rain" (z ośmiu), czyli niestety trochę za mało, żeby dokonać uczciwej i ostatecznej oceny całego serialu. Ale też wystarczająco, żeby powiedzieć, czego możecie się po nim spodziewać i czego w żadnym razie oczekiwać po nim nie powinniście.

"The Rain", który stworzyli Jannik Tai Mosholt ("Borgen", "Rita"), Esben Toft Jacobsen ("Wielki niedźwiedź") oraz Christian Potalivo ("Dicte"), to postapokaliptyczna opowieść osadzona w Skandynawii. Skandynawii całkowicie wymarłej, po tym jak zaczął padać deszcz, zawierający jakiegoś tajemniczego wirusa, który prowadzi do szybkiej śmierci każdego, na kogo spadnie choćby kropla wody. Jak łatwo przewidzieć, w krajach, gdzie deszcz potrafi pojawić się znienacka w środku słonecznego dnia, trudno w tych warunkach przetrwać.

therain-03

Serial nie bawi się w długie wyjaśnienia, ekspozycji nie ma praktycznie wcale - trochę tak jak w "The Walking Dead", od razu znajdujemy się w samym środku apokalipsy i musimy zacząć orientować się razem z bohaterami. Widzimy, jak dwójka rodzeństwa, nastoletnia Simone i kilka lat od niej młodszy Rasmus, zostają wyciągnięci przez rodziców ze szkoły i zawiezieni do bunkra w środku lasu. Kilkanaście minut później dzieciaki muszą już sobie radzić same. A pod koniec odcinka, po tym jak oboje spędzają naprawdę dużo czasu we wspomnianym bunkrze (i jest tam mnóstwo świetnych scen, pokazujących ich dorastanie w izolacji od świata), zapoznajemy się z grupą innych młodych ludzi, którzy przetrwali razem deszczową apokalipsę.

Ciąg dalszy mniej lub bardziej znacie - kilka osób walczy razem o przetrwanie w świecie, w którym większym zagrożeniem od tego, co spowodowało koniec naszego świata, potrafią być ludzie. W "The Rain" rozpoznacie bez trudu schematy z dosłownie każdej historii z apokalipsą w tle. Jest tu także nutka niemieckiego "Dark" i całkiem sporo z "The 100". Choć twórcy w rozmowie z nami wymienili wśród swoich inspiracji przede wszystkim "Pozostawionych" (!), sami przyznali, że do takiego arcydzieła po prostu nie aspirują. To rozrywka skierowana głównie do młodszych widzów, mająca te same wady i zalety co wiele innych europejskich produkcji.

Po stronie minusów niestety trzeba przede wszystkim wymienić niski budżet. "The Rain" ma swój klimat, potrafi wyglądać świetnie, ale widać, że powstał za stosunkowo niewielkie pieniądze (twórcy nie chcieli zdradzić, jaki dokładnie był budżet). Świat przedstawiony póki co jest mały - ogranicza się do bunkra, lasu i kawałka postapokaliptycznej Kopenhagi, która akurat wygląda nieźle (na zdjęciu poniżej znajduje się jedno z bardziej charakterystycznych miejsc w stolicy Danii). Później mają być też m.in. sceny na słynnym moście nad Sundem. Widać pomysłowość ekipy, ale pewnych braków nie da się przykryć - na przykład scena na pustej autostradzie, w zamyśle spektakularna, wypada średnio przy podobnych akcjach w amerykańskich serialach.

the-rain-02

Wielopiętrowe intrygi to też raczej nie będzie mocna strona "The Rain". Jeśli nastawiacie się przede wszystkim na tajemnice, twisty i rozwiązania, które sprawią, że kapcie Wam z nóg pospadają, najlepiej zmieńcie oczekiwania. Duńczycy nie stworzyli nowego wielkiego dzieła dla geekowskiej publiki, stworzyli zgrabną, wciągającą, sprawiającą sporo frajdy młodzieżową produkcję, łączącą w sobie historie o przetrwaniu i dorastaniu w nietypowych okolicznościach przyrody. To właśnie jest największą siłą duńskiego serialu - oferuje świeże spojrzenie na młodzieżowe problemy w sytuacji, kiedy wali się świat. Bez amerykańskiej łopatologii, bez lukru, z charakterem i z pomysłem.

"The Rain" broni się przede wszystkim fantastyczną ekipą głównych bohaterów. W pierwszym odcinku poznajemy Simone (Alba August z "Jordskott", córka jednej z najbardziej znanych duńskich aktorek) i jej młodszego brata Rasmusa (w nastoletniej wersji Lucas Lynggaard Tønnesen), rodzeństwo, które latami żyje w bunkrze, niejako omijając wszelkie potencjalne problemy dorastania. Potem łączą oni siły z grupką prowadzoną przez Martina (Mikkel Følsgaard z "The Legacy"), w której znajdują się także Beatrice (Angela Bundalovic), Jean (Sonny Lindberg), Lea (Jessica Dinnage) i Patrick (Lukas Løkken).

Schemat niby znany, niby wiadomo, czego się spodziewać - romansów, przyjaźni, emocjonalnych kłótni, nie zawsze mądrych decyzji etc. - ale to nie do końca tak. Postacie w "The Rain" są świetnie napisane i zagrane z pazurem, a relacje pomiędzy nimi od początku nie są wcale takie oczywiste. Wielkie pytania - o miłość, przyjaźń i wzajemne zaufanie w świecie, gdzie każdy, kto przeżył wydaje się potencjalnym zagrożeniem - owszem, pojawiają się, ale niekoniecznie w najbardziej wyświechtanej formie. Po trzech odcinkach nietrudno zgadnąć, kto z kim będzie stanowić parę, i tutaj także wypada pochwalić scenarzystów za dokonanie nieoczywistych wyborów.

To nie są śliczne, skrojone pod uśredniony gust dzieciaki jak z amerykańskiej teen dramy - to grupka młodych ludzi z problemami, nietypowymi pomysłami na siebie, marzeniami, które nie miały prawa przetrwać w tym świecie. Ludzi, którzy nie mieli okazji się dowiedzieć, czym właściwie jest miłość i jak to jest mieć normalne nastoletnie problemy. Nie ma wśród nich nikogo, kto nie byłby w jakiś sposób interesujący, ale przede wszystkim uwagę przyciąga serialowa power couple - Simone i Martin, a później także będąca kłębkiem najróżniejszych problemów Beatrice.

the-rain-04

"The Rain" nie planuje na zawsze zostać w duńskim lesie - są plany rozszerzenia serialowego świata, i to nie tylko o zrujnowaną Kopenhagę. Są też pewne przesłanki, by sądzić, że twórcy mają pomysł, jak rozwiązać kwestię deszczowej tajemnicy i przedstawić większą intrygę, obejmującą większą część Skandynawii i niejako w naturalny sposób związaną z naszymi bohaterami. Jest w tym chaosie metoda, choć rozumiem, czemu możecie poczuć się rozczarowani, jeśli nastawialiście się raczej na skomplikowaną układankę w klimacie postapo niż poplątane relacje międzyludzkie. Jak wiele europejskich seriali, ten też jest bardzo kameralny.

Z przyjemnością obejrzę "The Rain" do końca (tym bardziej że odcinki są krótkie - dwa z trzech miały mniej niż 40 minut), zachwycona łatwością, z jaką Duńczycy potrafią pisać fajne postacie i obchodzić problemy budżetowe. Moim zdaniem nie ma w Europie narodu, który stworzyłby w ostatniej dekadzie tyle świetnych seriali co oni (od "Forbrydelsen", przez "Most nad Sundem", "Borgen", "Dicte", aż po "The Legacy" i "Ritę"), w ogromnej większości dla telewizji publicznej i za dość niewielkie pieniądze. Pierwsza netfliksowa produkcja dobrze się wpisuje w serialowy krajobraz, w którym rządzą klimatyczne światy i charakterne postacie, często kobiece.

Nie jestem pewna, jakie szanse na przebicie się na ogólnoświatowym Netfliksie ma skromna duńska opowieść o dzieciakach idących przez świat po deszczowej apokalipsie. Prawdopodobnie jednak nie aż takie jak "Dark" czy "Dom z papieru", bo to po prostu nie jest serial tego kalibru, pod żadnym względem. Niemniej jednak jest to serial świeży, niegłupi i zapraszający wręcz do zaprzyjaźnienia się ze swoimi bohaterami. I choćby dlatego warto go zobaczyć.

"The Rain zadebiutuje w serwisie Netflix w piątek 4 maja.

  • pimbba

    Mam inne zdanie na temat tego serialu. Szkoda czasu na ten serial, początek serialu nawet ciekawy (pierwsze kilkanaście minut)ale potem jest tylko coraz gorzej. Bardzo słaba gra aktorska, postacie irytujące, brak logiki w wielu sytuacjach itp. Nie polecam.

  • Z odcinka na odcinek jest coraz lepiej :) Właśnie binge'uję resztę, żałując, że Netflix nie dał nam więcej odcinków przed premierą, bo bym mniej narzekała na braki, a bardziej spojrzała na pozytywne strony. Ta ekipa jest rewelacyjna, każdy tutaj ma charakter i nieoczywiste backstory, a do tego są bardzo zgrani, mają mnóstwo chemii i twórcy napisali dla nich dużo wdzięcznych rzeczy, jak scena prysznicowa w odcinku nr 5. Zero amerykańskiej łopatologii i apokalipsy w pełnych makijażach, dużo świeżości i bezpretensjonalności - cudowni są ci Duńczycy, choć widać, że kasy dużej na to nie dostali.

  • Jan

    Obejrzałem pierwszy odcinek, na razie słabiutko.

  • noirez

    Ten serial to sztuka manipulacji! Wszystkim pokazano 3 pierwsze epizody i zrobiono gęstą marketingową zasłonę wspaniałego klimatu europejskiej opowieści. Początek faktycznie się broni Ale serial po połowie odcinków zamienia się w farse z tragiczną nielogiczną historią. Nie mam nic do teen dramy ale ta tutaj jest tak poprowadzona że pogrąża całą opowieść. Gdyby to był serial np. CW to nikt by na nim suchej nitki nie zostawił ale wiadomo jaką kasę na marketing w Polsce ma netflix.

  • kubisz

    Rzeczywiście, po trzech odcinkach można ten serial ocenić jeszcze w miarę pozytywnie. Niestety im dłużej trwał seans, tym bardziej moja ocena leciała w dół. Wielkie nadzieje (bo serial duński, bo tematyka, bo niezłe zapowiedzi, bo klimatyczna czołówka) zamieniały się w coraz większe rozczarowanie. Obejrzałem siłą rozpędu, za chwilę zapomnę, bo w pamięci nie bardzo ma co zostać. Póki co podwójna szkoda - szkoda, że tak byle jak to wyszło, szkoda czasu...