O milion powodów za dużo. "Trzynaście powodów" – recenzja 2. sezonu

"Trzynaście powodów" (Fot. Netflix)

0

2. sezon "Trzynastu powodów" mógł być mocną odpowiedzią na akcję #MeToo. Niestety jednak ugina się pod ciężarem kolejnych kuriozalnych twistów i przerysowanych problemów bohaterów. Oceniam całość bez spoilerów.

Od premiery serialu "Trzynaście powodów" minął ponad rok i przez ten czas zdążył on stać się popkulturowym fenomenem, przez jednych odsądzanym od czci i wiary, przez innych zaś docenianym za prowokowanie do dyskusji i zwracanie uwagi na pewne faktycznie istniejące problemy. Abstrahując już od tego, czy produkcja Netfliksa pokazała samobójstwo nastoletniej dziewczyny i problem znęcania się w szkole tak, jak doradzaliby to zrobić psychologowie, 1. sezon miał wszystko, co trzeba, żeby wciągnąć w tę historię widzów, także tych dorosłych.

Daliśmy się w to wkręcić, przynajmniej w jakimś stopniu wiedząc, że to jedna wielka emocjonalna manipulacja. Swoje robiły "taśmy prawdy", krok po kroku odsłaniające skalę koszmaru, jaki stał się udziałem Hanny Baker (Katherine Langford) - fajnej, inteligentnej, dowcipnej dziewczyny, która pewnego razu odebrała sobie życie, bo nie mogła już dłużej tego znieść. Jasne, wszystko to było narysowane grupą kreską, ale narracja Hanny, prowadzona niejako już zza grobu, skutecznie trzymała nas przy ekranie. Poza tym to była dobrze napisana, przemyślana od początku do końca historia, w której wszystko miało swoje miejsce i swój cel.

Z 2. sezonem, wychodzącym poza książkę Jaya Ashera, jest już zupełnie inaczej. To kontynuacja, co do której od początku można było mieć wątpliwości - i słusznie. Zrobiono ją bowiem na siłę i zgodnie z zasadą przyświecającą hollywoodzkim sequelom: nie ma być mądrzej ani głębiej, ma być więcej, bardziej i mocniej. Wbrew temu, na co miałam nadzieję, "Trzynaście powodów" nie zagłębia się jakoś szczególnie w traumę Claya (Dylan Minnette, którego ogromny talent aktorski jest jedynym naprawdę dobrym powodem, aby to obejrzeć) oraz innych dzieciaków, skupiając się na powtarzaniu w kółko tych samych frazesów i piętrzeniu kolejnych problemów do takiego stopnia, że stają się one absurdalne, niewiarygodne i jedyne, co wywołują, to wzruszenie ramion.

13powodow05

Struktura sezonu na pozór jest bardzo klarowna, to znaczy "Trzynaście powodów" wykonuje przeskok o kilka miesięcy do przodu i przemienia się w dramat sądowy, który kręci się wokół sprawy rodzice Hanny kontra szkoła. Na świadków powoływani są kolejni znajomi dziewczyny - m.in. Tyler (Devin Druid), Jessica (Alisha Boe), Zach (Ross Butler), Bryce (Justin Prentice) itd. - którzy przy okazji przesłuchań przekazują swoje wersje tej samej historii, to i owo do niej dopowiadając bądź przekłamując, i tym samym stając się narratorami odcinków. Pomysł sam w sobie nie był zły, gorzej z wykonaniem.

Dużą część całej historii zajmuje powolne, mozolne uzupełnianie luk przez kolejnych narratorów i tłumaczenie, a także swego rodzaju poszerzanie motywacji Hanny. Podczas przesłuchań poznajemy nie tylko ich punkty widzenia, ale też nowe fakty, które mogą sprawić, że na pewne rzeczy spojrzymy inaczej (przy czym pierwsze rzeczywiście istotne informacje pojawiają się dopiero w połowie sezonu). Tam, gdzie rok temu pozostawiono jakieś pole do interpretacji, teraz już go nie ma. Wszystko zostało wyłożone na tacy i zinterpretowane tak, żebyśmy mieli absolutną pewność, co mamy myśleć. "Oryginalna" historia z 1. sezonu, wciąż uzupełniana i przepisywana na nowo, z odcinka na odcinek coraz bardziej traci swoją moc, w miarę jak poznajemy kolejne rewelacje o relacjach Hanny zarówno z przyjaciółmi, jak i z rodzicami oraz osobami, które ją na różne sposoby dręczyły.

I choć nie wszystkie te historie są absolutną stratą czasu, im dalej w to brnęłam, tym bardziej miałam poczucie, że pewne fakty ulegają rozmyciu, a pewne granice - zatarciu. Ostatecznie, po obejrzeniu nowych 13 odcinków, nabrałam przekonania, że rok temu kompletnie nie wiedziałam, kim była Hannah, bo znałam tylko jej wersję zdarzeń. A jednocześnie cały czas zadawałam w przestrzeń pytania typu: po co mi ta nowa wiedza i co to tak naprawdę zmienia? Odpowiedź brzmi: nie zmienia absolutnie nic. To tylko szczegóły. Historia Hanny nie wymagała dopowiedzeń, a jednak i tak je otrzymaliśmy.

Ciągłe wracanie do tych samych sytuacji i analizowanie ich w nieskończoność to jeden z problemów 2. sezonu "Trzynastu powodów". Kolejnym jest to, jak dużo wszystkiego wrzucono do jednego worka i zmiksowano ze sobą bez ładu i składu. Przez ten sezon przewija się tematyka gwałtów, mizoginii i poniżania kobiet na tysiące różnych sposobów. Niektóre historie wyglądają jak żywcem przepisane z nagłówków, które czytaliśmy w ciągu ostatnich miesięcy. Można wręcz odnieść wrażenie, że to jedna wielka odpowiedź na akcję #MeToo - dosłownie każda bohaterka serialu ma coś do powiedzenia o tym, jak była jeśli nie molestowana, to w jakiś sposób źle potraktowana przez facetów.

13powodow04

Seksizm i gwałty to jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej. W miarę jak sezon posuwa się do przodu - przez pierwsze pięć, sześć odcinków w ślimaczym tempie, potem na szczęście już szybciej - problemy różnych dzieciaków piętrzą się, nawarstwiają, nakładają na siebie i wybuchają z szaloną siłą. I czego tam nie wrzucili! Przemoc, agresja, narkotyki, alkohol, homofobia, dręczenie siebie nawzajem lub/i siebie samych. Samotność, brak pewności siebie, poszukiwanie tożsamości seksualnej i więzi międzyludzkich, pogubienie we własnych emocjach, prowadzące do większych i mniejszych tragedii. Rodzice znikający i powracający, romanse, rozwody, depresje, choroby psychiczne, łatwy dostęp do broni, który zawsze musi mieć taki sam finał. Nie ma chyba na świecie takiego problemu, z którym nie zmagaliby się nastolatkowie z Liberty High.

Dobrze zapowiadający się wątek ukarania gwałciciela i postawienia się grupce sportowców terroryzujących całą szkołę przybiera kuriozalne formy, zwłaszcza kiedy dzieciaki próbują brać sprawy we własne ręce i tymiż rękoma wymierzyć sprawiedliwość. Kiedy serial przestaje niemiłosiernie się wlec i w średnio satysfakcjonujący sposób uzupełniać luki, przechodzi w tryb wyrachowanego szokowania i przeskakiwania kolejnych rekinów. Najdziwniej jest wtedy, kiedy bohaterowie sięgają po broń, jak w tandetnym akcyjniaku. Bez większych złośliwości można powiedzieć, że Arrow zyskał w tym sezonie "Trzynastu powodów" całkiem przekonujących kandydatów do swojej drużyny. Choć być może bardziej po drodze będzie im jednak z Terminatorem.

A prawdziwych emocji w tym wszystkim ze świecą szukać. To jedna wielka emocjonalna manipulacja, na dodatek grubymi nićmi szyta. Pomiędzy odpalaniem kolejnych bomb - z których każda kolejna jest dziesięć razy większa i bardziej absurdalna od poprzedniej - nie ma czasu na to, żeby zatrzymać się i rzeczywiście zagłębić się w traumę tych dzieciaków, bo do rozwiązania przecież jeszcze jest zagadka. Zagadka związana z polaroidowymi zdjęciami, w zapowiedziach sezonu sprzedawanymi jako "nowe taśmy prawdy", a w rzeczywistości będącymi jedną wielką bzdurą, w której śledzenie nie warto angażować szarych komórek, bo mogą tego nie przetrwać.

Najbardziej szkoda mi w tym wszystkim Dylana Minnette'a, który prowadzi przez większość czasu nierówną walkę z idiotycznym scenariuszem, fatalnymi dialogami i przede wszystkim niechęcią scenarzystów do prawdziwego zagłębienia się w to, co przeżywa jego postać. Chodzenie z miną zbitego psa, przeplatane okazjonalnymi wybuchami wściekłości i kompletnie nieracjonalnymi decyzjami, nie ma nic wspólnego z pogłębianiem bohatera, ale Minnette dokonuje cudów, żeby Clay pozostał człowiekiem z krwi i kości, a nie tylko potrzebnym elementem układanki, jak większość tych papierowych postaci.

Drugą osobą, która nie przegrywa na całej linii w starciu ze scenarzystami, jest Kate Walsh, wcielająca się w Olivię Baker, matkę Hanny. Choć cały proces sądowy jest daleki od realistycznego i wypchany twistami z kapelusza, ta doświadczona aktorka robi wszystko, aby zachowania jej bohaterki miały sens na poziomie emocjonalnym. W efekcie dostarcza kilku rzeczywiście mocnych, poruszających momentów, czyli robi coś, czego nie jest w stanie dokonać młoda obsada, zmuszona do pracy z napisanym na kolanie scenariuszem (do chlubnych wyjątków, obok Minnette'a, zalicza się m.in. grająca Skye Sosie Bacon, ale akurat jej postać nie jest tu najistotniejsza).

13powodow03

"Trzynaście powodów" już w 1. sezonie wydawało się raczej mocno przerysowaną parabolą niż historią imitującą prawdziwe życie, a teraz to oderwanie od rzeczywistości rzuca się w oczy dużo bardziej. Mimo że przed i po każdym odcinku pojawiają się ostrzeżenia, serial Netfliksa to nie żadna lekcja tolerancji dla młodzieży. To jedna wielka eksploatacja trudnych tematów i zamienianie ich w popkulturową papkę, której cel jest tylko jeden: tanie szokowanie. Terapeutyczne momenty można policzyć na palcach jednej ręki i wszystkie bez wyjątku brzmią jak nudne, banalne kazanie, a nie jak coś, co prawdziwy człowiek powiedziałby drugiemu człowiekowi w trudnej sytuacji.

Widz budzi się ze snu, kiedy na ekran wjeżdżają "mocne" sceny, czyli ktoś kogoś gwałci, bije do nieprzytomności albo poniża w "efektowny" sposób. Finał sezonu zawiera koszmarną sekwencję w szkolnej toalecie pełną tak drastycznej przemocy, że odwracałam oczy od ekranu, zastanawiając się, czy w Netfliksie aby na pewno wiedzą, w jakim wieku jest grupa docelowa ich serialu. A to zaledwie początek - spirala wydarzeń rodem z absurdalnego horroru nakręca się przez cały finał, prowadząc do ostatniej sceny sezonu, która jest stuprocentowym kuriozum i zarazem zapowiedzią jeszcze większych głupot w 3. sezonie.

Po kolejnym sezonie - który na pewno powstanie, bo twórcy pięknie przygotowali pod niego grunt, a Netflix nie zabije kury znoszącej złote jajka - spodziewam się już dosłownie wszystkiego, ze zmartwychwstaniem Hanny na czele. Twórcy wiedzą, że bez Katherine Langford serial sporo traci, ale niestety już w tym sezonie jej powrót - którego szczegółów nie mogę zdradzić, ale nietrudno je odgadnąć - to zagranie tandetne i nietrafione.

Wielka szkoda, że niepozbawiony wad, ale jednak mający siłę rażenia serial został właśnie zamieniony w wypchaną niewiarygodnymi bzdurami i brutalną przemocą operę mydlaną dla młodzieży. Operę mydlaną, która bardzo chce szokować, ale głównie śmieszy, wypaczając przy okazji ideę akcji #MeToo. Na tym etapie bardzo trudno uwierzyć w dobre intencje showrunnera Bryana Yorkeya i jego ekipy - równie dobrze moglibyśmy doszukiwać się szlachetności w nagłówkach "Faktu".

Ja po 2. sezonie "Trzynaście powodów" porzucam i Wam też to radzę, jeśli nie spodoba Wam się kilka pierwszych odcinków. Dalej nie jest lepiej, jest tylko więcej, szybciej i głupiej.

Premiera 2. sezonu serialu "Trzynaście powodów" 18 maja w serwisie Netflix.

  • Panna

    Wydaje mi sie, ze jezeli popularnosc dopisze, sezonow moze byc nawet 13 :-) dobrze to ujete w recenzji, pomysl ok, wykonanie slabe. 1 sezon byl po prostu nudny, a zachowanie Hanah irracjonalne, jakby to byla nie depresja, tylko jakas psychoza. 2 sprawdze z tego wzgledu, ze akurat niemalo seriali sie konczy, ale nie bede sie meczyc, jesli to tak samo nieciekawe

    • Oj, 1. sezon to był wręcz genialny, a zachowanie Hanny najbardziej racjonalne na świecie - w porównaniu z tym, co zaserwowali teraz.

      • Panna

        Az tak zle? OMG

        • BMR

          No pierwsze dwa odcinki mnie umęczyły- aż się boje odpalać kolejny. Byłam bardzo sceptyczna wobec pomysłu robienia drugiego sezonu- i wcale nie jestem specjalnie zadowolona z tego, że najwyraźniej miałam rację...

  • RazDwaRazDwa

    Po pierwszym sezonie byłam zupełnie nieprzekonana do kontynuacji, chociaż jedna z migawek z finałowego odcinka dawała szansę na poruszenie niemniej istotnych, mocnych wątków (Tyler i jego arsenał). Recenzja pogłębiła mój sceptycyzm. A szkoda, bo dla mnie był to wiarygodny, niezły serial...

  • Carollina Nowak

    KTO NAPISAL TAKIE BREDNIE
    WSTYD

  • LuKe

    Czyli raczej nie zechce mi się sięgać po sezon drugi. Mnie się generalnie wydaje, że scenarzyści zmienili całkowicie koncepcję drugiego sezonu. Wraz z ruchem "me too" postanowili coś dla siebie ugrać żeby być "na czasie". Bo mnie po finale sezonu pierwszego się wydawało, że serial pójdzie raczej w stronę nowego wątku - strzelaniny w szkole. I generalnie tematyki przemocy z bronią w roli głównej.
    Czy jednym z wątków jest w ogóle zasugerowana w finale zemsta Tylera?

    • Tak. To ten wątek, który porównałam do Arrow łamane przez Terminatora. Zobaczysz czemu - albo i nie :)

      • LuKe

        A ja głupi liczyłem na coś w rodzaju "Elephant" Gusa Van Santa. Pop-kulturową wersję, ale jednak.

        • Przede wszystkim nagromadzenie przegiętych problemów jest tak duże, że cokolwiek oni by z tą bronią nie zrobili, nie miałoby to większego oddźwięku. A robią z nią najgłupsze możliwe rzeczy i jest to bardzo niefajnie połączone z drastyczną sceną z finału, z którą mam problem, bo uważam, że osoby poniżej 18. roku życia nie powinny jej oglądać.

  • Patrycja Wiktoria

    Liczyłam na to, że drugi sezon będzie dobry lub nawet lepszy od poprzedniego. Widocznie się przeliczyłam.. Do przewidzenia było, że ekipa serialu zrobi skok na kasę, skoro 1 sezon tak dobrze się sprzedał.

  • M.B

    No to drugi sezon sobie daruje

  • Panna

    Obejrzalam 2 odcinki, okropnie sie przedluzaly, po co robic je godzinne? Tresci w tym za wiele nie ma, o ile w 1 sezonie byly kasety i jakas struktura, tutaj nie pozostalo i tego. Moze nastolatkowie i potrzebuja takich seriali, moze sie nie znam...

  • Marcy

    Jestem obecnie po obejrzeniu drugiego sezonu i całkowicie się z tą recenzją zgadzam. Spodziewałam się pewnego uzupełnienia, pokazania nastolatką, że dobra i sprawiedliwość wygrywa, że ludzie źli zawsze prędzej czy później płacą za swoje czyny, że nie można bać swoich słabości, że trzeba rozmawiać z rodzicami bo oni są dla nas, bo nas kochają. Serial pokazuje, że jeśli masz pieniądze to wszystko uchodzi Ci na sucho. W pewnym stopniu jestem zła na producentów bo pokazali młodzieży, że sprawiedliwość nie istnieje. Do tego wszystkiego scena w łazience z ostatniego odcinka była przerażająca. Ja, osoba w wieku 20 lat nie byłam w stanie na to patrzeć, w gardle mi zaschło o żołądek się zawiązał. Nie poleciłabym tego sezonu żadnemu człowiekowi,a zwłaszcza nastolatkowi, który nie jest w stanie udźwignąć go psychicznie i wynieść morał, który został zakryty przez przerysowane i bzdurne sytuacje, tylko po to aby stworzyć kolejny sezon i zarobić jeszcze więcej.

    • PawełPS

      Ale dlaczego kłamać nastolatków i pokazywać im jakiś idealny świat który nie istnieje? Serial pokazał jak jest naprawdę - masz pieniądze to masz władzę w większości przypadków. Scena w łazience owszem nie należała do najprzyjemniejszych, ale w życiu obejrzałem nie jeden film i nie zaszokowała mnie tak jak ciebie. Widziałem gorsze rzeczy. To jest serial fabularny, a nie poradnik dla nastolatków. Mam wrażenie, że co poniektórzy nie wiedzą jakie rzeczy nastolatkowie oglądają i robią. Myślą, że lepiej by było przemienić 13 powodów w idealny serial gdzie dobro zwycięża, zły idzie do więzienia, a w szkole się wszyscy kochają i głaszczą po główce. I w jakim celu?
      Co do recenzji to zgadzam się, że ten sezon jest bardzo słaby i rozwleczony.

      • Marcy

        Serial w zamyśle miał pokazać nastolatka konsekwencje ich czynów. Drugi sezon pokazuje, że nawet jeśli dojdzie do procesu sprawiedliwość nie istnieje. Nie chodzi mi o pokazywanie idealnych scenariuszy czy cukierkowych zakończeń. Ale jako osoba, która nie była popularna w szkole i zmagała się z nieprzyjemnymi komentarzami lub czynami w jej kierunku wiem, że po wyjściu ze szkoły świat wyglada zupełnie inaczej. Serial tego nie pokazuje. Przedstawia świat jako największe najstraszniejsze zło, chłopak zostaje pobity i nie zgłasza tego nigdzie, po czym chce zemścić się w najgorszy sposób na swoich oprawach. Dzieci 16 letnie nie są od wymierzania kar i sprawiedliwości od tego są dorośli a serial pokazuje, że trzeba brac sprawy w swoje ręce i uciekać się do wszelkich sposób. To nie jest to co młodzież powinna widzieć. Dzieciaki powinny uczuć się na przeglądzie Hannah aby przede wszystkim rozmawiać, jej rodzice byli bardzo otwarci i pomocni. Zwłaszcza matka starała się o to Aby być obecną w życiu córki a ona tej troski nie dostrzegała bo była zbyt przejęta sobą. Nastolatki są samolubne i serial powinien pokazywać im, że samobójstwo, narkotyki, przemoc to nie jest jedyne wyjdzie z problemów, a drugi sezon wręcz nakłania do tego.

        • PawełPS

          Nadal mylisz serial fabularny z poradnikiem dla nastolatków. Nie wiem jaki był pierwotny zamysł, wiem jedynie że pierwszy sezon był na podstawie książki, a drugi to już kreacja twórców i mogą oni nawet umieścić w serialu ufoludki jeśli takie jest ich widzimisie. Nigdzie nie jest powiedziane, że serial ten pokaże ci drogi nastolatku jak masz się zachować w razie pobicia w szkole, albo gnębienia. Wiadomo, że nastolatkowie nie są od wymierzania kar, ale tym rządzi się serial fabularny, że twórcy mogą iść w tym kierunku i nie znaczy to wcale "widzicie drogie dzieci, trzeba samemu wymierzać sprawiedliwość", bo powtarzam kolejny raz, że nie jest to poradnik dla nastolatków. Jest to zwykły serial, tylko bohaterowie to nastolatkowie. Idąc tym tokiem rozumowania równie dobrze nastolatek zobaczy Breaking Bad i pomyśli, że tworzenie narkotyków to dobry pomysł na biznes.

      • Madix

        "Widziałem gorsze rzeczy."
        Ten serial jest dedykowany osobom z zaburzeniami psychicznymi, depresją, nękanymi... I takim osobom dowalasz bardzo mocną sceną gwałtu i przemocy w toalecie -.- Dla mnie, osoby o normalnej kondycji psychicznej, był to szokujący obraz, a całe przesłanie serialu określam jako przygnębiające - co sobie zaś pomyśli osoba z zaburzeniami? Że to normalne? A może popadnie w jeszcze głębszą depresję? Nie zapominaj, że osoby z depresją mają zaburzenia percepcji - traktują bardzo dosłownie wszystko co złe, wyolbrzymiają to, a jasne strony pomijają / uważają za kłamstwo.

        Zamiast osobom prześladowanym pokazać, że nie można tchórzyć przed agresorem, tylko trzeba okazać dominację (jak na tym filmie https://www.youtube.com/watch?v=7oKjW1OIjuw), tutaj mamy pokazane, jak chłopak po "specjalnym szkoleniu" robi dokładną odwrotność tego, jak się powinno zachować wobec agresora (uległe "przepraszam, że zraniłem Twoje uczucia"), po czym zostaje... ehh, wiadomo co.

        "Ale dlaczego kłamać nastolatków i pokazywać im jakiś idealny świat który nie istnieje? Serial pokazał jak jest naprawdę - masz pieniądze to masz władzę w większości przypadków."
        Serial bardzo mocno przekłamuje prawdziwe życie. I nie będę zaprzeczać, że pieniądze pomagają, ale to, co jest najprawdziwsze w tym serialu, to to, że Bryce jako jedyny ma autentyczne wsparcie rodziny - i to ono pomaga mu IMO bardziej, niż pieniądze... reszta bohaterów próbuje sobie radzić sama, gdzie są emocjonalnymi szczylami bez doświadczenia - nic dziwnego, że to nie wypala. A ich rodzice to są jeszcze gorsi, jak dzieci we mgle... nic dziwnego, że nie chcą prosić o pomoc kogoś, kto i tak nie ogarnia... Niemniej to nie jest normalne. Normalnie rodzice są w stanie pomóc.

        Co do przekłamania - serial tłumaczy niski wyrok "złym światem" i "układami"... a tak na serio, to jaki miał być wyrok, skoro NIE BYŁO żadnych dowodów, a jedynie słowo przeciwko słowu? Zdajesz sobie sprawę, jak łatwo byłoby komuś zniszczyć życie pomówieniem, gdyby sędzia miał prawo wlepić Ci wieloletni wyrok jedynie na podstawie słów jakiejś randomowej kobiety (która może chcieć się zemścić z dowolnego powodu)? Fałszywe pomówienia o gwałt robią się coraz popularniejsze, nie powinno się więc bagatelizować tego problemu.
        Powinno się raczej uświadamiać kobiety (i mężczyzn), że po gwałcie niezbędna jest obdukcja i zgłoszenie tego na policję... Ofiary zazwyczają nie mają na to siły, a potem jest po ptokach, bo nie ma twardych dowodów, a sędzia nie może wlepić wysokiej kary w oparciu o pomówienie...

        Co do Justina - mógł on dostać wyższe zawiasy z powodu narkomanii. Byłoby to logiczne i wiarygodne, nie trzeba tłumaczyć całości "złym światem i układami".

        Ludzie są w stanie wygrać w uczciwym procesie z tak potężnymi instytucjami jak banki, jeśli tylko mają mocne dowody, dlatego robienie z siebie ofiary i tłumaczenie wszystkiego hasłem "kto ma kasę, ten ma władzę" jest mega durne i szkodliwe - a to właśnie ten serial robi. Ludzie często przegrywają w procesach nie dlatego, że świat zachodnioeuropejski jest "taki niesprawiedliwy", tylko właśnie przez swoje myślenie, że w sądzie to wystarczy się popłakać, i już na tej podstawie sędzia wlepi komuś dożywocie -.- a to tak nie działa, i ludzie bogaci (prowdzący często własne firmy, a więc bardziej obyci z tym, jak to działa), po prostu często wiedzą o tym lepiej, jak ważne jest udokumentowanie swoich słów i dowody w sądzie.

  • Karmel

    Często mam odmienne zdanie niż autorka tej recenzji, ale tym
    razem całkowicie się zgadzam.

    Jestem świeżo po obejrzeniu tego sezonu i moim zdaniem, że
    zdecydowanie nie powinien on powstać, poprzedni można było zakończyć zamykając inaczej wątki, a co najnowszego mam wewnętrzne poczucie, że nie jest on bezpieczny dla osób z zaburzeniami. Ba, nie jest on bezpieczny dla zwykłych
    nastolatków. Z każdym odcinkiem miałem poczucie, że oprócz zaserwowania nam
    coraz większej liczby absurdów, twórcom przyświecał jeden cel pod szyldem - mocniej, brutalniej, bardziej szokująco.

    Poprzedni sezon zostawił widza bez odpowiedzi na pytania -
    jak reagować w przypadku przemocy seksualnej, jak zachować się wobec jej ofiar,
    nie dał wyraźnie znać, że samobójstwo nie jest rozwiązaniem.

    Ten sezon pozostawił mnie, widza 20+ z poczuciem - niezależnie
    jak walczysz, niezależnie co zrobisz, to i tak zostaniesz skopany, a zło wygra,
    co może niebezpiecznie prowadzić do wniosku - czy może zamiast walczyć lepiej
    się poddać?

    Wydaje mi się, że początkowa koncepcja na drugi sezon była trochę inna, ale na bazie wydarzeń #Metoo zmieniono ją, a pierwotny pomysł przeniesiono na sezon trzeci, tak jak Marta, nie mam wątpliwości, że on powstanie. Tylko czego możemy się spodziewać? Jakich szokujących wydarzeń?
    Kolejnych, coraz gorszych aktów przemocy?

    Z jednej strony chciałbym się zastanowić nad pewnymi wydarzeniami - skąd Nina miała zdjęcia i dlaczego zdecydowała się je spalić,ale wydaje mi się, że wszelkie rozważania są bezcelowe, bo twórcy w kolejnym sezonie obdarzą widzów całym spektrum twistów, które nie mają sensu.