Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie tygodnia

"Patrick Melrose" (Fot. Showtime)

0
1 2 3 4 5 6 7 8

Najlepszy do tej pory odcinek 2. sezonu "Westworld", szalona premiera "Patricka Melrose'a", świetne finały "Barry'ego" i "Doliny Krzemowej" - a po drugiej stronie fatalne "Trzynaście powodów". Oto hity i kity z tego tygodnia.

HIT TYGODNIA: "Westworld" intryguje i zaskakuje w najlepszym odcinku sezonu

"Westworld" (Fot. HBO)

"Westworld" (Fot. HBO)

Kilka wycieczek w dalszą i bliższą przeszłość, sporo niespodzianek po drodze i jeden świetny zwrot akcji na sam koniec – tyle wystarczyło, by wyreżyserowany przez Lisę Joy "The Riddle of the Sphinx" (warto podkreślić, że dla współtwórczyni "Westworld" był to absolutny debiut w tej roli) przebił swoich poprzedników z tego sezonu. I to pod każdym względem.

Choćby sposobu poprowadzenia fabuły, która znów przeskakiwała z wątku do wątku i mieszała liniami czasowymi, by na koniec wszystko ładnie ze sobą spiąć. A nie było to wcale oczywiste, bo na pierwszy rzut oka historia kolejnych wersji mechanicznego Jamesa Delosa (Peter Mullan) nie miała wiele wspólnego z akcją w parku. Obydwie spięto w końcu w bardzo efektownym stylu, zamieniając na chwilę "Westworld" w istny horror, ale na tym wcale nie stanęło. Opowieść o poszukiwaniu sposobu na życie wieczne okazała się bowiem kluczem do zrozumienia przemiany Williama (Jimmi Simpson) w Mężczyznę w Czerni (Ed Harris), przedstawiając nam bohatera, który przez lata coraz bardziej tracił poczucie człowieczeństwa.

Dokąd teraz podąży jego historia, trudno przewidzieć, ale na ciąg dalszy czekamy z tym większą niecierpliwością po cliffhangerze, z jakim nas tu zostawiono. Ujawnienie tożsamości Grace (Katja Herbers) jako córki Williama otwiera przed twórcami szereg nowych możliwości i tylko czekać, co z nimi zrobią. Jeśli poradzą sobie w takim stylu jak w tym odcinku, to o jakość nie musimy się martwić. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7 8
  • LuKe

    W minionym tygodniu nie widziałem niczego poza "Westworld" i "Riverdale".
    Danie kita "Westworld" byłoby niesprawiedliwe, ale na hita moim zdaniem ten "najlepszy odcinek sezonu" też nie zasłużył. Połowa odcinka była po prostu cholernie nieangażująca. A nowe rewelacje gmatwają tak, że powoli odechciewa się śledzenia tych wszystkich zagadek, bo zabawa przy tym jest taka sobie.

    SPOILERY RIVERDALE!!!
    Natomiast oczywistym jest, że "Riverdale" dostaje w tym tygodniu ode mnie HITA, nie tylko za finałowy odcinek ale i za całokształt sezonu. Oczywiście, że cieszyłbym się bardziej gdyby Hal zamiast bycia psychopatą zaprogramowanym w dzieciństwie i noszącym w sobie "gen zła", miał jakąś dodatkową motywację, albo żeby okazało się, że został wmanewrowany w przyznanie się do winy, choć byłoby to wtórne w stosunku do sezonu pierwszego. Koniec końców postać i czyny Hala się wybroniły, bo w kilku poprzednich odcinkach czy nawet pierwszym sezonie dostaliśmy sporo momentów, które w świetle nowych wydarzeń dawały wcześniej podwaliny pod to rozwiązanie (pamiętam oskarżenia Betty w kierunku ocja o zamordowanie Jasona Blossoma i śmiech Alice, która co tu dużo mówić, była trochę modliszką w tym związku i nie miała zbyt wygórowanego zdania o możliwościach Hala w niemal każdej dziedzinie). Poza tym "Riverdale" to nie jest serial, w którym zadaje się pytania o realizm sytuacji, tylko się obcuje z bohaterami i ich niegdysiejszymi przygodami i bierze się wszystko na klatę z całym dorbodziejstwem inwentarza :D Co do zwrotów akcji to podoba mi się ta cecha "Riverdale", która nie bazuje na całkowitych twistach z kosmosu, a raczej na dosyć jasnych podpowiedziach wskazujących szykowane rozwiązanie. Tak było z Cliffordem, tak było z Halem, tak pewnie będzie i z kolejnymi zagadkami miasteczka. Jestem z tym OK. Bo nie twistami "Riverdale" stoi, a przygodami bohaterów, w które randomowo zostają wrzucani, a my razem z nimi. Jest przedramatycznie, jest kolorowo, jest szybko, jest ekscytująco i zabawnie. Cieszę się, że Fangs żyje i że wiadomość o jego śmierci miała logiczne wytłumaczenie. Cieszę się, że morderstwo w lesie zostało użyte jako kolejny zwrot w fabule. Tak naprawdę "Riverdale" bardzo umiejętnie żongluje sytuacjami i coś co wydaje nam się pozostawionym luźnym końcem nagle znajduje drogę i wplątuje się ponownie w bieżącą akcję. Także nawet pewne rzeczy z sezonu pierwszego powracają z nowymi rewelacjami i zapewne powróci i sprawa Chica i Charlesa Smitha, i zabitego gościa w domu Cooperów, i to co się wydarzyło w stodole przed zawiśnięciem Clifforda, i sprawa samosądu sprzed lat, czy chociażby postać tajemniczego blondyna Bena przewijająca się w trzecim planie od czasu do czasu, a nawet Black Hooda. Czy to rzeczywiście Tall Boy strzelał do Freda podczas debaty i w domu Andrewsów? A może również w Pop's? (aktor grający Tall Boya ponoć uległ jakiemuś wypadkowi i nie mógł się fizycznie stawić na planie serialu, więc możliwe, że twórcy tylko słownie mogli zaakcentować jego udział w procederze). Wydaje mi się jednak, że ten wątek nie został jeszcze pogrzebany.
    Co do finału. Zabawnie było oglądać Betty i Hala w scenerii z "Milczenia owiec", cudownie było widzieć cały gang bohaterów jednoczący się i skupiający się na tym, co ważne. Fajnie, że łuski wreszcie opadły z oczu naiwnego Archiego i że ponownie udowodnił, że choć myślenie nie jest jego mocną stroną, to serce ma zdecydowanie na właściwym miejscu, a to, że chłopak ma w sobie spore pokłady odwagi i bohaterstwa, udowodnił już wielokrotnie. Podobnie było z rozwojem Veroniki w tym sezonie, która wreszcie przestała usprawiedliwiać swoją rodzinę. Wzruszającym było patrzenie na Cheryl przywdziewającą kurtkę Węży. Dziewczyna, która nie miała oparcia we własnej rodzinie, właśnie zyskała nową - a oni przyjęli ją z otwartymi ramionami. Cudowna scena - i te uśmiechy Jugga i Cheryl :):):)
    intrygującym było zobaczyć ostatnią rozmowę Alice i Polly. Dziewczyna sprzedała tak dwuznaczne spojrzenie i uśmieszek, że nagle wszystkie teorie spiskowe fanów z pierwszego sezonu dotyczące Polly, wróciły na pstryknięcie palcem.
    Myślę, że szykuje się świetny trzeci sezon. Karty zostały rozdane, linie rozrysowane. Mamy całą klikę nikczemników, z którą nasi bohaterowie będą się zmagać. Mamy potencjalne historie z rodziną Jugga, sekciarską farmą Polly i kto wie co jeszcze?
    Nie mogę się doczekać i strasznie się cieszę, że coś takiego jak "Riverdale" pojawiło się w telewizji. Dla mnie nieustający powiew świeżości, bo nie znam drugiego serialu w podobnym stylu.

    • michax

      Przyznam że nie oglądam "Riverdale", zupełnie nie interesuje mnie ta produkcja, ale lubię czytać Twoje opinie co tydzień, bo bije z nich sympatia jeśli można tak powiedzieć do tego serialu, nie wiem jakiego słowa innego użyc. A piszę o tym też dlatego, bo jak czytam w innych miejscach w internecie to Ty jesteś chyba w mniejszości jeśli chodzi o fanów tej produkcji. Większość fanów hejtuje mocno ten sezon i każdy komentarz można podsumować tak "co tutaj się dzieje? odcinek musicalowy to jakaś padaka , udawajmy że go nie było; brakuje jeszcze UFO" i tym podobne. Więc ciekawie się czyta najpierw to narzekanie fandomu, a później pozytywne opinie Twoje:-)

      • LuKe

        Dziękuję :) Nie czytam opinii fandomu, ale mam na co dzień kontakt z młodymi ludźmi i doszły mnie słuchy, że sezon drugi podobał im się bardziej. Mnie jeśli chodzi o tajemnicę i klimat bardziej podobał się sezon pierwszy, nie wiem jednak czy mogę tu mówić o jakiejś tendencji - słabszej czy gorszej formie sezonu drugiego. Bo z "Riverdale" jest tak, że każdy odcinek jest niemal zupełnie nową przygodą i w niemal każdym odcinku znajdują się momenty/sceny, które mnie zachwycają. Najczęściej chodzi o realizację i przekazywane emocje. Świetna obsada (podobnie jak niegdyś obsada "Teen Wolf") jest niewątpliwie wartością samą w sobie.
        Jeszcze na początku zeszłego roku (przed pierwszym sezonem) w życiu nie pomyślałbym, że ten serial to coś dla mnie. Po zwiastunach i pierwszym odcinku (pierwszym podejściu do niego) byłem na NIE. Ale później okazało się, że jest w tej produkcji coś, co mnie autentycznie urzeka i wciąga. Ciężko to "coś" nazwać. Bo to nie jest tylko kolejna produkcja dla nastolatków, to nie jest tylko guilty pleasure (dla mnie w ogóle to nie ta kategoria). Dla mnie "Riverdale" to taki mały unikat, który owszem ubiera się w znajome ciuszki, ale nigdy nie traci swojego wyjątkowego stylu. Doskonale wiem, że dla sporej grupy ludzi, to tylko bzdura. Rzecz w tym, że ja nie twierdzę, że to nie jest bzdura. Ale to jednoczesnie jest świetnie zrealizowany serial, który stworzył sobie alternatywny świat, zamieszkały przez postaci z serii popularnych w USA komiksów i nieustannie puszcza oko do widza i burzy czwartą ścianę. Mroczna bajka dla dużych dzieci, w której nie tyle chodzi o logikę, autentyzm, głębię psychologiczną czy ukryte filozoficzne treści, ale o bezpretensjonalną rozrywkę. Frazesy o "inteligentnej rozrywce" wyrzucam do kosza gdy czasem czytam lub widzę z jakim namaszczeniem ludzie piszą o pseudointelektualnych gniotach, traktujących siebie śmiertelnie poważnie i poruszających "ważne tematy". Czasami banda przyjaciół z kreskówkowymi przygodami wystarczy ;D
        Nie mogę się doczekać na "Mrożące krew w żyłach przygody Sabriny", bo czuję, że to będzie drugie udane dziecko Roberto Aguirre-Sacasy :)

  • BMR

    Dodatkowy hit ode mnie za odcinek "The Good Fight" (Day 478)- rewelacyjny komentarz do akcji w rodzaju #MeToo. Bo to wcale nie jest tak, że zdania na jej temat (i na temat wywoływanych przez nią skutków) nie są podzielone. A ewentualne linie podziałów wcale nie przebiegają w sposób oczywisty. I znakomicie pokazane, jak cienka i płynna jest niejednokrotnie ta granica, za którą kończy się działanie za zgodą drugiej osoby. Naprawdę- odcinek daje do myślenia.

  • Jaerk P

    Patrick Melrose rewelacja.