7 rzeczy, które uczyniły mój tydzień lepszym

"Legion" (Fot. FX)

0

W tym tygodniu niewiele było rzeczy idealnych, no, może poza tym momentem, w którym padło sformułowanie "topsy-turvy". Doceniam m.in. "Legion" i "Westworld", a poza tym chwalę się, że mamy urodziny!

1. To, jak "Westworld" zakpił sam z siebie

Spośród wielu rzeczy, których brakuje mi w "Westworldzie" - blockbusterze doskonałym, ale niestety wciąż tylko blockbusterze - na pierwszym miejscu postawiłabym prawdziwe, porządne, ludzkie emocje, a na drugim humor i dystans. Jednego i drugiego dostarczył w tym tygodniu wątek Maeve, która razem ze swoją drużyną wylądowała w Shogun Worldzie i trochę się zdziwiła, spotkawszy niejaką Akane (Rinko Kikuchi) i zorientowawszy się, ile obie mają ze sobą wspólnego.

Scena napadu, która wjechała przy dźwiękach "Paint It Black", połączona z rozbrajającym wyznaniem Lee, że trudno napisać kilka oryginalnych scenariuszy w trzy tygodnie, to jedna z najfajniejszych rzeczy w tym sezonie. Zwłaszcza że twórcy "Westworldu" zrobili dokładnie to co on - przepisali pewne wątki na nowo i sprzedali je jeszcze raz. I nie da się na nich o to gniewać, w końcu zrobili to z jajem.

2. Te wszystkie piękne obrazki, które zaserwował "Legion"

Dziwna sprawa - zgadzam się z Mateuszem, że "Chapter" nie był najbardziej udanym odcinkiem "Legionu", a jednak obejrzałam go dwa razy i uważam, że piękne było w nim absolutnie wszystko, od Ptonomy'ego zagubionego w maszynie, poprzez stylowy wyścig przez pustynię, aż po skarpetki Dana Stevensa. A pogaducha o chłopakach przy whisky to jedna z moich ulubionych scen w całym sezonie. Hamish Linklater i Rachel Keller udowodnili, że są kolejnym duetem, który oglądamy na ekranie zdecydowanie za rzadko.

To w ogóle jest mój główny zarzut do tego sezonu - Noah Hawley i jego scenarzyści zaczęli traktować bohaterów drugiego planu instrumentalnie, porzucając ich i wykorzystując, kiedy przychodzi na nich czas. Oczywiście, "Legion" nie jest ani pierwszy, ani ostatni - większość seriali tak ma, na czele z najlepszymi z najlepszych, jak "The Wire" czy "Mad Men". Niemniej jednak tutaj ma to taki skutek, że kiedy robimy przerwę w ściganiu potwora i zajmujemy się zwykłymi, ludzkimi sprawami, następuje zdziwienie, że twórcy o nich nie zapomnieli, tylko odłożyli je na bok. I niestety, ale trochę mi brakuje większej troski o ludzkie sprawy na co dzień.

legiongif

3. "Things are very topsy-turvy at the office"

Nie ma sensu tłumaczyć - ci, co mają wiedzieć, wiedzą, o co chodzi. A wszystkim innym polecam nadrobić sześć sezonów "The Americans", bo to od początku do końca pierwszorzędny serial.

4. "The Expanse" zostało uratowane

Jeff Bezos osobiście ogłosił, że będzie 4. sezon "The Expanse". I to niewątpliwie jest świetna wiadomość. Ale uważajcie z wygórowanymi oczekiwaniami - to tylko znaczy, że serial dostał drugą szansę, żeby zbudować publikę. Jeśli okaże się, że stosunek kosztów do oglądalności jednak Amazonowi nie odpowiada, trzeciej szansy nie będzie. Innymi słowy: chcecie, żeby "The Expanse" przetrwało, zakładajcie konta na Amazonie, kiedy pojawi się nowy sezon. Nie ma innej drogi - za skasowanie serialu niemal zawsze odpowiada publiczność, a dokładniej jej brak.

5. Twórca "Simpsonów" i księżniczka z mojej bajki

Netfliksowe "Disenchantment" zapowiada się bardzo, bardzo dobrze. Nie tylko dlatego, że "uzależniona od alkoholu księżniczka Bean, jej zadziorny towarzysz elf Elfo i osobisty demon Luci" już na papierze wyglądają na trio, z którym chętnie bym się zaprzyjaźniła. To serial, w którym główną rolę gra Abbi Jacobson z "Broad City"!

Disenchantment

6. Damon Lindelof napisał list

Damon Lindelof niewątpliwie jest jednym z tych twórców, którzy budzą skrajne emocje, choćby dlatego, że są wyraziści, mają swój specyficzny sposób widzenia świata i wszystko muszą zrobić po swojemu. Tak właśnie będzie z adaptacją "Watchmen", która jest kontrowersyjna, zanim w ogóle na planie padł pierwszy klaps. Ja czekam na nią właśnie dlatego, że tworzy ją Lindelof i że ta adaptacja tak naprawdę będzie własnym dziełem twórcy, podobnie jak "Fargo" czy "Legion".

Liczę na jakieś role dla Justina Theroux i Carrie Coon (na razie w obsadzie są m.in. Regina King i Don Johnson) i wypatruję zamówienia dla całego sezonu, a tymczasem polecam Wam 5-stronicowy list do fanów. To jedna z najpiękniejszych i najmądrzejszych rzeczy, jakie przeczytałam w tym tygodniu.

Day 140.

Post udostępniony przez Damon (@damonlindelof)

7. Zgadnijcie, kto obchodzi 7. urodziny

Okolicznościowego wpisu w tym roku zabrakło, bo uznałam, że nie mam do powiedzenia tyle co Damon Lindelof. Ale rocznica nie może przejść całkiem niezauważona: Serialowa skończyła w tym tygodniu 7 lat i patrząc z perspektywy na nasze początki, mogę powiedzieć, że 7 lat to cała epoka. Nie zbudowaliśmy w tym czasie statku i nie polecieliśmy nim w kosmos, choć takie plany też były, ale stworzyliśmy coś, co okazało się większe od nas. I wciąż rośnie, mimo że jest to szalenie trudne bez relacjonowania, co tam w "M jak miłość" i "Koronie królów".

Po drodze przetrwaliśmy wiele zawirowań, związanych z jednej strony ze zmieniającym się rynkiem telewizyjnym, a z drugiej, z działaniami korporacji i prawodawców, od których, chcąc nie chcąc, jesteśmy uzależnieni. Budowanie małego serwisu internetowego w czasach, kiedy z jednej strony Facebook i Google, a z drugiej podmioty stanowiące prawo wciąż podejmują decyzje, które mają na nas bezpośredni i zwykle niekorzystny wpływ, jest jak pływanie rowerem wodnym po Wiśle pod Wawelem. Próbowałam, polecam tylko osobom, które nie boją się stłuczki z czymś tysiąc razy większym od siebie.

Dwa tygodnie temu, podczas debaty w radiowej Czwórce, w której brałam udział, usłyszałam z ust jednego z polskich filmowców, że seriale, także te najlepsze - tu pan wymienił "Breaking Bad", bo akurat "ostatnio" oglądał - to tylko takie "historyjki", w żadnym razie nie mogące równać się z filmami. To był dziwny moment, w którym poczułam się jak istota z innego wymiaru, która przypadkiem zabłąkała się do jakiegoś lepszego świata, tylko po to, aby mogła poznać swoje miejsce.

Dziękuję, że z nami jesteście i że pomagacie nam budować trochę inną rzeczywistość niż ta, w której utkwił ten człowiek. Bo bez historyjek w naszym życiu czegoś by niewątpliwie brakowało. Nawet gdybyśmy mieli obrazki.

  • Panna

    Gratulacje z okazji 7 urodzin, to my dziekujemy, ze jestescie i tak pieknie systymatyzujecie nam ten coraz wiekszy swiat seriali :)

  • michax

    Chętnie posłuchałbym tej debaty. A można wiedzieć Marta co mu odpowiedziałaś? Bo ja bym powiedział temu polskiemu filmowcowi, że skoro to tylko takie "historyjki" które nie mogą się równać z filmami to niech powie to samo aktorom z pierwszych stron gazet jak Streep, Pacino, Kidman, czy takim reżyserom jak np. Lynch, Sorrentino, Jean Marc Vallee, Danny Boyle, a z naszego podwórka Pieprzycy, który nakręcił ostatnio dobrego Kruka , którzy coraz chętniej angażują się do seriali, bo wiedzą, że prezentują lepszy poziom od filmów. Są oryginalniejsze i można na więcej sobie pozwolić w telewizji jak w filmach gdzie dominują sequele, prequele, reeboty. A że scenarzyści wolą pisać dla telewizji to wiadomo od lat. Ciekawe coby mu odpowiedzieli:-D

    • Nic mu nie odpowiedziałam, bo to już była chyba ostatnia minuta dyskusji, więc te jego słowa były niejako podsumowaniem i zarazem dowodem na to, że godzina gadania często nie prowadzi do niczego. Lista nazwisk reżyserów tworzących seriale gdzieś tam padła po drodze i nie zrobiła na nim wrażenia (coś tam nawet mruknął, że dobrze, że ludzie filmu czegoś wreszcie telewizję uczą - nie wiedząc pewnie, że obraża takie osoby, jak Damon Lindelof, Noah Hawley czy David Simon, od których wszyscy filmowcy mogliby się na pewno czegoś nauczyć).

      Cezary Łukaszewicz z "Kruka" siedział obok i tylko się uśmiechał, odpowiadając na pytania, które padły konkretnie do niego, bo i cóż miał robić.

      • LuKe

        Oczywiście nie zgadzam się, że telewizja serwuje tylko "takie tam historyjki", ale ciężko się nie zgodzić, że pomimo tego, że seriale "wyglądają" - mają wielkie budżety i że skupia się na nich olbrzymi talent twórczy wielu osób, to hierarchia pozostała niezmienna. Żaden aktor serialowy nie powie, że występ w serialu jest szczytem jego marzeń. Może mówić właśnie, że seriale są teraz jak kino itd. ale to jest tylko takie najzwyklejsze cieszenie się tym, co się ma. Cieszenie się z tego, że jest ktoś kto cię zatrudnia, że masz szansę ćwiczyć swój warsztat itd. Ale telewizja nie była i wciąż nie jest szczytem marzeń - dla nikogo z branży. Niektórym daje szansę realizowania jakichś swoich marzeń - ale często owe marzenia i własne wizje nie przekładają się na sukces - ani artystyczny, ani komercyjny. Seriale to świetny poligon doświadczalny. Znam kilka osób, które nie oglądają seriali w ogóle i z kilkoma ich zarzutami wobec tej formy jestem w stanie się zgodzić. Największa zaleta seriali - możliwośc opowiadania historii bohaterów przez dłuższy okres czasu, jest też ich największą wadą. Bo mało który serial (nawet te najlepsze), wie, co z danym sobie czasem zrobić. No bo jak słyszę o "The Americans", że dopiero w finale całego serialu sąsiad naszych bohaterów zdaje sobie sprawę z tego, że są szpiegami, to przechodzi mi przez głowę myśl - dłużej ta rewelacja zająć nie mogła ;) I to jest właśnie magia seriali w zalążku - przeciąganie struny. Ja jestem fanem obcowania z bohaterami niektórych seriali co tydzień, ale doskonale rozumiem tych, dla których jest to zwykłe marnowanie czasu i rozbudowywanie historii, które aż tyle nadbudów nie potrzebują. Filmy opierają się na schematach i seriale opierają się na schematach. Kwintesencją jest tu czas jaki trzeba poświęcić na jedną historię. O wiele łatwiej jest np. wracać do ukochanego filmu, niż do ukochanego serialu.

        • LuKe

          100 LAT!!! :)

    • Oto

      Jest debata na stronie polskiego radia, jako "Rosnąca popularność seriali to zagrożenie dla kina?"

    • LuKe

      Oj z tym "lepszym poziomem" bym nie szarżował. Co to w ogóle znaczy? Streep w serialu zagra lepiej niż w filmie? Danny Boyle jako reżyser nakręci lepszy serial niż nakręciłby film? Uznanych twórców do telewizji ciągną okazje, gotówka i chęć uznania i dostrzeżenia. Są to albo fanaberie uznanych gwiazd, które zstępują z dużego ekranu aby zrobić coś po swojemu i dla siebie, albo przebrzmiałe gwiazdy dla których to jedyny ratunek aby coś jeszcze zrobić. Jessica Lange nie poszła do telewizji, bo "AHS" był spełnieniem jej marzeń, tylko dlatego, że w kinie nie dostawała angażu i ciekawych ról do zagrania. Kidman poszła do telewizji, żeby obnieść się trochę ze swoim feminizmem ;) Lynch wrócił na stare śmieci, bo po prostu parę osób mu skutecznie suszyło głowę. Wiem, że się ze mną nie zgodzisz, ale według mnie powrót do miasteczka "Twin Peaks" ciężko nazwać sukcesem. Sukces jest taki, że to zrobili. Pamiętam jak we wrześniu parę osób pisało, że "mówcie co chcecie, ale o serialu Lyncha będzie się mówiło jeszcze dłuuuuugo". Życie pokazało, że nikt o nim nie mówi. Serial został całkowcie "przeoczony", poza jakąś jedną nominacją dla MacLachlana. Była to raczej sezonowa ciekawostka niż coś nad czym warto się rozwodzić.
      Nie mam nic do seriali, w końcu udzielam się na serialowej od kilku lat i co jakiś czas trafię na serial, który śledzę z zainteresowaniem, ale odwracanie kota ogonem i mówienie, że kino jest do bani, a seriale to coś fantastycznego jest po prostu niewłaściwym podejściem.

      • michax

        Lepszy poziom w sensie, że ostatnio w serialach więcej znajduję swobody twórczej, oryginalności niż w kinie (piszę tylko o hollywoodzkim) gdzie głownie dominują prequele, sequele, reeboty. Co zabawne to w kinie seriale też zaczęły rządzić, bo np. całe MCU to tak naprawdę serial który trwa od 10 lat a w tym roku dostaliśmy finał czyli Infinity War ( a raczej połowę finału). Zawsze były sequele, prequele, itd, ale nie na taką skalę jak ostatnio. Jedyny blockbuster który nie jest kontynuacją czy też prequelem z ostatnich lat jaki zapamiętałem to Millera nowy Mad Max, a tak to z ostatnich lat z kina hollywoodzkego nie kojarzę żadnego filmu. Choć większość blocbusterów oglądam na bieżąco. Seriale są coraz lepsze, ale też nie wszystkie żebym był dobrze zrozumiany. Do tego doszło że o wiele więcej ostatnio oglądam seriali jak filmów, bo są o wiele ciekawsze jak filmy. Z Boyle to spudłowałeś bo ostatni Trainspotting był średni, a Trust jest świetny, tak pół żartem pół serio:-) Co do TP się nie zgadzamy, ale jednak mówi się o tym serialu nie tylko wśród dziennikarzy, krytyków, którzy uwielbiają Lyncha, i jest na listach najlepszych filmów/seriali roku 2017. Też znam wiele osób które o nowym TP mówią wciaż. Może się nie podobać, ale to serial co jest zapamiętany i raczej nie będzie zapomniany, to tak specyficzna produkcja i nieważne czy mnie się podoba a Tobie nie. Gdybym nie był miłośnikiem 3 serii (choć zaznaczam że ma wiele wad) to bym tak powiedział, że mnie nowe TP może nie leżeć, ale jest to przynajmniej coś wyjątkowego, dziwnego, co jest zapamiętane nie tylko przeze mnie. Tak samo mógłbym powiedzieć że przeoczono w nagrodach np. Leftovers co uwielbiam, tak samo jak Ty, albo mógłbym wymienić inny serial, który mało kto oglądał ale jest produkcją co będzie zapamiętana na lata jak Americans, czy seriale Simona. A to że przeoczono Pozostawionych przy nominacjach do różnych nagród nie oznacza, że jest będzie zapomnianą produkcją. I nie powiedziałem że całe kino jest do bani, złe, nie ma nic dobrego a seriale wszystkie są fantastyczne, tylko że ostatnio seriale prezentują lepszy poziom od filmów, są lepsze, ale to nie oznacza że nie ma dobrych filmów. Tak samo jak to nie oznacza, że nie ma słabych seriali bo też wiele jes. Są zapewne dobre produkcje z Hollywood tylko jakoś giną w zalewie słabego kina hollywoodzkiego i coraz ciężej trafić na dobry film z Hollywood. O wiele łatwiej trafić mi na dobry serial ostatnio niż na dobry hollywoodzki film (nie piszę o kinie z innych krajów, bo jednak najwięcej amerykańskiego kina oglądam) i wiem że to jest spowodowane tym, że do kin trafiają filmy, które mają na siebie zarabiać, a nie produkcje z festiwali takich jak Sundance.

        • LuKe

          Z Boylem nie chodziło mi o konkrety. Nawet nie wiedziałem, że ten "Trust" to jego - nie oglądam. Ostatniego Trainspotting też nie widziałem i nie chce mi się tego oglądać, gdyż nie jestem nawet fanem oryginału sprzed lat ;D (wiem, bluźnierstwo!)

          Twoje widzenie sytuacji seriali i flmów nie pokrywa się z moim. Owszem seriale są być może odważniejsze (niż dwie dekady temu, chociaż nie wiem czy sprzedawana przez HBO maniera pokazywania penisów i cycków to aż takie osiągnięcie - w większości przypadków raczej żenada, bo są w tym aż nadto oczywiści), twórcy bardziej kreatywni (choć tak jak pisałem i w tej "kreatywności" kalek, schematów, odniesień do historii kina i wtórności jednak nie ominiesz, a kwiatki na siłę udziwniane też się nie sprawdzają). Dla mnie "dziwność" czy "oryginalność" nie jest zaletą samą w sobie, jeśli niczemu nie służy. Seriale są "lepsze" niż dwie dekady temu, ale procentowo jest tyle samo udanych, co nieudanych. Rzekłbym, że nieudanych wciąż jest więcej. Żeby nie było, to podobne zdanie mam o kinie. To jest uniwersalna cecha wszystkiego, co związane z jakąkolwiek twórczością. Piszesz, że filmów wartościowych jest coraz mniej. No ja tego nie widzę. Ja zawsze wychodzę z założenia, że tych dobrych filmów rocznie jest góra kilkanaście (takich rzeczy jak filmy suprbohaterskie nawet nie biorę pod uwagę - to już dawno jakaś parodia). Mam podobnie jak z serialami, za większość, które już na etpie zwiastuna mnie nie przekonują, nawet się nie zabieram. Wiem co lubię, wiem jaka tematyka i jakie emocje na mnie działają, wiem co jest estetycznie obiecujące i tylko do takich rzeczy podchodzę.
          Jeśli chodzi o seriale, to uważam, że niestety "wielkość" wielu chwalonych seriali jest rozdmuchiwana i przeceniana. A wszystko za sprawą internetu. Żaden film nie ma szans zdobyć takiego internetowego hype'u, co serial z prostej przyczyny. Seriale są wieloodcinkowe i możliwość natrafienia na domorosłych you tuberowych recenzentów, czy na jakieś rozkminy na forach związane z jakims serialem jest niewspółmiernie większa niż w przypadku pojedynczego filmu. Seriale i ich popularność jest z resztą ściśle powiązana z procederem "mówienia o nich" - znów ze względu na ich wieloodcinkowość.
          "Leftoversi" byli serialem niszowym od początku, nawet na serialowej wiele osób nazywało serial syfem w pierwszym sezonie. Więc brak szerokiego odzewu mnie nie dziwi. Natomiast mówienie o nowym "Twin Peaks", że jednak miał jakiś oddźwięk w popkulturze - jest według mnie zdecydowanie na wyrost.
          "Hannibal", "Hell on wheels", "American Gods", "Legion" , "True detective", "The Expanse", "Westworld", "Daredevil", "Wielkie kłamstewka" - czy to dobre seriale? Ja nie jestem przekonany, w niektórych przypadkach nawet bardzo nie jestem ;) Sęk w tym, że jest tendencja na rzucanie się na te seriale jak wygłodniałe wilki. Mam czasem wrażenie, że to taki owczy pęd - niestety mocno związany z opiniami jakichś krytyków, czy po prostu internetu.
          Ja rozumiem, że są autentyczni fani tych produkcji i że każda z nich ma jakieś walory, ale ja z czystym sumieniem i z ręką na sercu, nie mógłbym o nich napisać, że to jest to. W przypadku kilku byłbym natomiast zdecydowanie na nie. Głównie przez tą dysproporcję hype'u w stosunku do rzeczywistej wartości i jakości.

          • michax

            Co do pokazywania penisów i cycków to wydaje mi się, że ostatnio HBO się sam cenzuruje. W GoT czy w Westworld za wiele scen orgii i erotycznych nie ma, a jak już są pokazywane to w łagodniejszej formie, nie tak jak jeszcze sezon czy dwa sezony temu. Zresztą tak po prawdzie uważam, że obecnie nie HBO, ale najlepsze i najciekawsze seriale kręci FX i Amazon,a w tych produkcjach za wiele penisów i cycków nie ma, nawet przekleństw za wiele nie ma.

            Co do Leftovers nie byłem tutaj jak leciała 1 seria, ale przyznam, że fanem zostałem już w czasie 1 serii, który oglądałem za premiery na HBO, a nie jak co niektórzy czyli nadrabiałem w 2 sezonie, bo 2 sezonem wiele osób zachwyciło się. Więc Ty i ja to chyba jedyni tutaj co jesteśmy fanami też 1 serii Pozostawionych.

            Co do tego, że TP ma oddźwięk w popkulturze to pokazuje Hawley w 2 serii Legionu za którym też nie przepadasz gdzie co odcinek jest jakieś nawiązanie do twórczości Lyncha, ale też sporo nawiązań do nowego Twin Peaks jest. Przyznam że nie spodziewałem się, że tak szybko w innym serialu będą cytować nowy serial Frosta i Lyncha, który leciał rok temu. Więc w jakimś tam sposób odbiło się nowe TP skoro serial już jest cytowany w innym serialu, są sceny wyraźnie inspirowane scenami z nowego TP.

            Hannnibal to dla mnie był średnioprzyzwoity przerost formy nad treścią, to samo Bogowie, Hell on wheels przyzwoity western, Westworld i Daredevil to porządne produkcje, czyli nie uważam tych produkcji za jakieś specjalnie wybitne seriale. TD, Expanse i Legion bardzo lubię, więc jak już to te trzy ostatnie produkcje uznałbym za wybijające się na tle innych, za lepsze, bardzo dobre, ale nie wybitne i mające swoje minusy. No i znalazłbym wiele lepszych seriali od tych co wymieniłeś choćby z ostatniego sezonu:-)

          • LuKe

            O widzisz, czyli jednak w wielu punktach się zgadzamy i na kilka kontrargumentów (jeżeli w ogóle postrzegać nasze pogaduchy pod tym kontem) jestem w stanie przystać. Ja nikomu nie bronię bycia fanem jakiegokolwiek serialu. Prosze bardzo. Ale niech to będzie autentyczne, bo tak jak napisałem - dostrzegam owczy pęd w kierunku niektórych produkcji, które tak jak napisałeś są albo przyzwoite, albo dobre, albo porządne - ale nie mają jednak tego czegoś, co chwyta tak do końca. A tego zawsze szukam w serialach, które mógłbym komuś polecić z czystym sumieniem. Po prostu cięgle szukam i nie mam problemu z nazywaniem tego co mnie w hitach boli. Według mnie to nie jest malkontenctwo, tylko obiektywizm. Oczywiście chcąc uchodzić za mniej "negatywnego" mógłbym połasić się na skupianie się tylko na pozytywach. Ale ja tak nie umiem. Zawsze widzę to, co mi przeszkadza.
            Np. wczoraj nadrobiłem 3 sezon "The Expanse" jestem na odcinku 6. I OK mogę przyznać, że ten sezon charakteryzuje wartka akcja i da się to oglądać jako niezobowiązującą rozrywkę. Ale niestety widzę od razu wady - słaba obsada, fatalne aktorstwo - sposób w jaki Avasarala dostarcza swoje linijki tekstu woła o pomstę do nieba. Inni nie są o wiele lepsi. Panuje w tym serialu jakaś taka dziwna sztuczność. Prawdziwe emocje też się nie udzielają. Fabuła jest taka powiedzmy to "przygodowa". Pisanie o tym, że to jakaś wielka polityka w kosmosie - jest według mnie na wyrost. Poza tym mam nadzieję, że wątek protomolekuły niebawem się zakończy, bo ileż można ciągnąć to samo zagrożenie. Tak więc sam widzisz, chciałbym napisać o "The Expanse" coś lepszego, ale serial ma mnóstwo wad. Ogólnie wypada jako przyzwoity przeciętniak.

      • michax

        Zgadzam się z Tobą, że wiele aktorów kręci w telewizji bo w tv kręcą dla siebie albo po swojemu. Ale z drugiej strony co mnie interesuje jakie są powody, że np. Kidman, Pacino, Streep, Hardy, Law grają w serialach i zdobywają nagrody, bo chcą podbudować swoje ego, czy pokazać swoje poglądy, albo z innych powodów, i czy to takie ważne co nimi kierowało? Oprócz takich przypadków jak Moss scjentolog grająca w wiadomym serialu by przedstawić się jako feministka, ale to wolę przemilczeć. Powiem tylko tyle, że całkowicie się z Tobą zgadzam, że nie powinna reklamować tej produkcji będąc w sekcie co krzywdzi ludzi, bo to jest obłuda łagodnie mówiąc. Zgadzam się też, bo ciężko się z tym nie zgodzić, że wiele aktorek w wieku 60+, 70+, 80+ grają w serialach bo w kinie nie ma na nie miejsca. Faceci niestety mają trochę lepiej bo w kinie się wciąż pojawiają, ale wolę oglądać np. Lange w serialach Murphy'ego niż np. De Niro w żenujących komediach i sensacyjniakach. Zresztą uważam, że dla starszych aktorów jak np. Pacino, De Niro miejsce obecnie jest w serialach stacji kablowych, bo kino nie potrafi albo nie może znaleźć im odpowiedniego materiału do grania i grają w większości przypadków w żenujących filmach. Wolałbym ich zobaczyć w serialach od kablówek i streamingów niż w filmach co grają.

  • ROB-i

    Powiadasz Marta ze stuknela Wam (Nam) 7-demka,co tu dodac-piekny wiek !!!
    Ciesze sie ze od kilku lat moge tez "spijac smietanke" i wspolnie "dmuchac swieczki na urodzinowym torcie",bo czuje sie w duzej mierze czescia tego wszystkiego.Nawet czasami mysle co by bylo gdyby Was nie bylo,smutno by bylo i tyle,seriale by byly ale... nie bylo by tej naszej "wspolnoty" serialomaniakow tu obecnych.
    Piszesz ze bralas duskusje w radiu gdzie uslyszalas pewne "slowa",ok moze to byl jakis "vip" ze swiata filmu totalnie odrealniony od codziennosci i zamkniety w swoim ubogim swiecie,ja mysle ze mozna by raczej zacytowac francuskie "le roi est mort,vive le roi",w tym kontekscie ze kino sie konczy a czego oczywiscie nie mozna powiedziec o serialach.
    Pozdrawiam cala "naczelna" i wszystkiego ...lepszego zycze !!!

  • maja

    Z Westworld mam podobny problem jak z moim synem, który niby bystry i inteligentny, ale nie przywiązuje wagi do ocen, sprawdzianów i innych takich i generalnie zawsze wypada poniżej oczekiwań, moich oczywiście.
    Gratuluję jubileuszu. Gdyby nie Serialowa nie obejrzałabym bardzo wielu rewelacyjnych seriali, w tym the Americans, Halt and Catch Fire i Rectify, trójka za którą jestem wyjątkowo wdzięczna. Dziękuję:)

    • LuKe

      Gdyby westworld był blockbusterem doskonałym - to nie miałbym absolutnie żadnego problemu przez przebrnięcie przez każdy odcinek. Dla mnie "Westwordl" to ani blockbuster (mimo wszystko nie ma aż takiej siły rażenia jak się niektórym wydaje), a do doskonałości to brakuje mu bardzo wiele.

  • Iwona

    Jest świetna okazja, żeby napisać coś miłego zatem; Serialowa jest pod wieloma względami taka jak najlepsze seriale, wie czym jest i czym chce być, nie obraża inteligencji czytelnika, a teksty są takie, że jest o czym myśleć i o czym dyskutować ;-) a do tego jest pięknym potwierdzeniem zdania, że marudzić powinni tylko Ci, którzy mają jakąś skalę porównawczą :)

    Odnośnie niektórych filmowców polskich to jeśli w umyśle nie ma okna na świat, to nie ma też perspektyw żeby kiedykolwiek się otwarło. I nikt nic nie poradzi, nawet Walter White.

  • BMR

    Odkrycie "Serialowej" było dla mnie jednym z najlepszych znalezisk internetowych ostatnich lat. Wreszcie trafiłam na miejsce gdzie mówi się o tym, co mnie od dawna interesuje- i to mówi się ze zrozumiałą dla mnie pasją. Gdyby nie "Serialowa", nie zrobiłabym drugiego podejścia do "Pozostawionych". Ani żadnego do "Halt and Catch Fire". A za partnera do rozmów o serialach miałabym głównie kumpla, który patrzy na mnie dziwnie kiedy mówię, że "Altered Carbon" jest wtórny i nachwalić się nie może nowej "Dynastii". Więc sami widzicie, jak bardzo jesteście potrzebni- pewna jestem, że nie tylko mnie.

  • Ciekawy

    To, co napisała @disqus_qmo8M9tNBA:disqus, x2. Serialowa - super odkrycie. Dwa razy dziennie, wszystko, czego potrzebuję jeśli chodzi o seriale, w jednym miejscu. :) Moje źródło serialowych informacji i inspiracji.

  • Hazel

    Wszystkiego najlepszego z okazji 7 urodzin! Ja jestem z wami od stosunkowo niedawna, rok, dwa lata? Ale zaglądam tu praktycznie codziennie, nie potrzebuję żadnej innej strony z newsami bo tutaj mam wszystko, do tego cotygodniowe podsumowania co się w telewizji (ew. na Netflixie) działo. Czego więcej mi trzeba? Do tego poleciliście mi kilka seriali, do których pewnie sama bym nie sięgnęła (You Me Her <3, Westworld, Killing Eve, The Office, Fleabag itd.). Dziękuję:) I życzę wielu rocznic.

  • Reaper

    Sto lat!! Trafilem przypadkiem, teraz sprawdzam codziennie :)

  • LuKe

    Dla mnie serialowa daje możliwośc skonfrontowania własnych opinii o serialach z wieloma osobami. Cieszę się, że jest miejsce gdzie mogę wygłaszać niepopularne opinie i dodawać swoją łyżkę dziegciu ;) Często jestem za to ganiony (jestem z tym OK), ale z wyjątkiem kilku przypadków, poziom komentarzy pozostaje wysoki. Nie jest to miejsce przypominające np. filmweb, do którego zaglądam bardzo rzadko (zazwyczaj po informacje obsadowe i o twórcach fimowych) i się tam nie udzielam ale wiem, że niemal każda dyskusja o filmie zamienia się po trzech komentarzach w pyskówkę i zarzucanie sobie braku gustu.
    Staram się unikać personalnych wycieczek ale jeżeli w "ferworze walki" zdażyło mi sie przekroczyć jakieś granice i kogoś urazić - przepraszam!