Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie tygodnia

"The Americans" (Fot. FX)

0
1 2 3 4 5 6 7

W tym tygodniu "The Americans" pożegnało się z nami rewelacyjnym finałem. Oprócz tego doceniamy "Obsesję Eve", "The Good Fight", "Unbreakable Kimmy Schmidt" i nie tylko.

HIT TYGODNIA: "The Americans" i definicja finału idealnego

"The Americans" (Fot. FX)

"The Americans" (Fot. FX)

Twórcy "The Americans", Joe Weisberg i Joel Fields, mieli bardzo trudne zadanie, bo w finale musieli zmierzyć się nie tylko z oczekiwaniami fanów, ale i krytyków, którzy po ich serialu nauczyli się spodziewać wszystkiego co najlepsze. I nie zawiedli ani jednych, ani drugich, fundując nam finał, jakiego byśmy się nie spodziewali, a który kupiliśmy - przynajmniej większość z nas - w stu procentach.

"The Americans" zawsze było w mniejszym stopniu historią o szpiegowaniu, geopolityce i starciu dobra ze złem, a w większym o rodzinie, małżeństwie, skomplikowanych relacjach międzyludzkich i egzystowaniu w światach pełnych różnego rodzaju szarości. I tak pozostało do samego końca - do finału, w którym scenarzyści postawili na emocje, wynikające z niecodziennych sytuacji i nieoczywistych relacji, budowanych latami, cegiełka po cegiełce.

To dlatego tak świetnie zadziałała scena konfrontacji w garażu czy to wszystko, co działo się najpierw przy piosence "Brothers in Arms", a potem przy "With or Without You". Philipa i Elizabeth Jenningsów nie spotkała kara, jakiej żądała część widzów, nie tylko dlatego, że w prawdziwym świecie takim duetom radzieckich szpiegów najczęściej wszystko uchodziło na sucho. To także efekt podejścia twórców do całej historii - "The Americans" nie było sensacyjną historyjką o agentach dobrej i złej strony, było wielopoziomową opowieścią o rodzinie, zbudowanej na najdziwniejszym możliwym gruncie.

I to właśnie rodzinie wymierzono w finale największy cios, czyniąc całą historię bardzo tragiczną dla duetu głównych bohaterów, jak również ich dzieci oraz wplątanego w ich sprawy agenta FBI i sąsiada Stana Beemana. Nie oszczędzono też biednego Olega, którego najbardziej w tym wszystkim szkoda - ale to już zupełnie inna historia.

"The Americans" pokazało, jak pójść pod prąd i zamknąć serial finałem, który z jednej strony zaskakuje na każdym kroku, a z drugiej, wydaje się tak perfekcyjny, że nie zmieniłoby się w nim ani jednej sceny (o czym z pełnymi spoilerami piszę tutaj). [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7
  • Iwona

    Odnośnie "Trust" to mnie się końcowy Midas (mimo całej dosłowności) bardzo podobał jako jakaś klamra do tego co dostaliśmy w jednej z pierwszych scen w pilocie, czyli nawiązania do Króla Leara. To bardzo ładnie pokazało, że jednak "Trust" był też historią o dramacie władzy; jej samotności, tragedii związanej z brakiem godnego następcy i zaślepieniem, które powoduje, że można zniszczyć wszystko wokół siebie.
    A serial nierówny, bo scenariusz był bardzo nierówny. Udało się zrobić z tego bardzo dobrą produkcję dzięki odjechanemu stylowi Boyle'a (ach te jego niepotrzebne łamania osi ;-)) i fantastycznym aktorom.

  • ROB-i

    Brakuje mi tu 3-ciego odcinka "Patrick'a Melros'a" w hitach za jaszczurke na scianie,"kreski" z cukru a wszystko to w snobistycznym towarzystwie z ksiezniczka Malgorzata na czele.
    Bardzo mi sie podoba w tym sezonie "Humans" i mimo ze dostalismy dopiero 3 odcinki nowego rozdania to wydaje mi sie on lepszy niz 2 poprzednie.
    Ciekawy powrot po cliffhangerze z poprzedniego sezonu zanotowalo "Animal Kingdom",po prostu nie spodziewalem sie takiego obrotu sprawy.
    Poza tym wrocilo moje guilty pleasure czyli "Queen Sugar" i jest takie jak zawsze bylo.
    I na koniec musze sie przyznac ze "Handmaids Tale" coraz bardziej mi sie podoba,co jest o tyle dziwne ze przez pierwszy sezon ledwo przebrnelem.
    Aaaa...,no i tak w mijajacym tygodniu mial final puki co moj serial roku,czyli "Trust"...

    • BMR

      Zdecydowanie brak Melrose'a- każdy z dotychczasowych odcinków to dla mnie hit.
      Z "Opowieścią podręcznej" mam odwrotnie- pierwszy sezon uważam za dużo lepszy, niż aktualny. Ale zawsze podkreślałam, że ten serial to dla mnie przede wszystkim ekranizacja książki; pierwszy sezon znakomicie wywiązał się z tego zadania, przekładając na obrazy (i to jakie piękne!) pisany materiał bazowy. Drugi sezon siłą rzeczy dokłada cegiełki do tego świata, rozbudowuje go- i właśnie tutaj nie mam przekonania, czy była taka potrzeba (oprócz, oczywiście, tej oczywistej- potrzeby zysku producentów, dyktowanej sukcesem pierwszego sezonu). Siłą tej opowieści zawsze było dla mnie przede wszystkim niedopowiedzenie- w sumie nie wiadomo, jak do tego doszło, jak dokładnie wygląda reszta świata, co przydarzyło się bliskim Offred, ani nawet co stało się z nią samą. W rezultacie otrzymujemy koszmar tym koszmarniejszy, że Margaret Atwood wrzuca nas w środek pewnego stanu rzeczy który się wydarzył i odbywa na oczach czytelnika, jakby to było coś naturalnego i niezmiennego; przez to opowieść nabiera cech realizmu, czytelnik zaczyna do siebie dopuszczać myśl, że coś takiego mogło/może wydarzyć się naprawdę. Dlatego "dopowiadanie", tłumaczenie odbieram jako przesuwanie całej opowieści z rejonu prawdopodobnego koszmaru w sferę fikcyjnej opowieści, która widza angażuje (także emocjonalnie) ale aż tak nie przeraża.

  • franiis

    I w ten oto sposób The Americans otrzymało HIT za wszystkie odcinki sezony (9x, bo raz były podwójne). W tym roku tylko Atlanta miała tyle HITów (a ACS 8).

    Żałuję bardzo, że jest tak mało KITów. Wiadomo, że są lepsze i gorsze seriale, ale jak na razie na 86 seriali, które pojawiły się w tym roku na listach, tylko 2 z nich znalazły się na obu listach HIT i KIT (X-Files i This Is Us). Co więcej tylko X-Files dostało 2x KIT (ze wszystkich seriali).

    Ucieszyłbym się, gdyby seriale były oceniane za konkrente odcinki (co oznacza, że jak się potknie noga, to zostaje skrytykowany serial - nawet lubiany). I gorszy serial może zostać doceniony - nawet jeśli jest to tylko wzrost w porównaniu do "samego siebie".

  • Hazel

    Największym hitem pozostaje finał The Americans. Nie mogę sobie wyobrazić lepszego zakończenia. Widzę, że brak Legionu w tym tygodniu?

    • BMR

      Bo ostatni odcinek (a właściwie dwa ostatnie odcinki) były słabsze niż legionowa średnia. Co nie znaczy, że słabe- po prostu słabiej wypadają w porównaniu. Trafną diagnozę postawiła Marta przy recenzji ostatniego odcinka; pierwszy sezon miał 8 odcinków, w drugim z zapowiadanych 10 zrobiło się 11; przez to widz dostaje takie odcinki "zapychacze"- najprawdopodobniej dlatego, że twórcom żal było rozstać się z nakręconym materiałem.

  • LuKe

    Nadrobiłem "Obsesję Eve" i wiem, że do tego serialu już z pewnością nie wrócę. Jest to całkowicie bzdurna i głupiutka historia, na którą nie warto tracić czasu. Uważam, że zabawy konwencją nie wyszły. Jeśli ktoś się lubi pośmiać z mordowania ludzi, to fajnie, mnie taka rozrywka nigdy nie odpowiadała i nie odpowiada. Aktorstwo wymuszone, teatralne, karykaturalne, związki nierealistyczne, fabuła naiwna, homoerotyzm od czapy no i jeszcze 8 godzin w przeciągu których - absolutnie nic się nie wyjaśnia - NIC.

    Jedyna akcja, która trzymała w napięciu to ta kiedy Frank walczył o przetrwanie w samochodzie i biegł polem. Ale znów akcja skończyła się absurdalnym face to face Eve i Oksany.

    Morderstwo w berlińskiej dyskotece było przedstawione w tak sztampowy i tak nierzeczywisty sposób, że trudno było się rozemocjonować faktem, że właśnie tracimy, wydawałoby się jedną z głównych postaci.