7 rzeczy, które uczyniły mój tydzień lepszym

"Poldark" (Fot. BBC)

0

Od powrotu "Poldarka", poprzez indiańskie opowieści w "Westworldzie", aż po diabła o błękitnych oczach - za nami tydzień, w którym kreatywność twórców seriali przyjmowała interesujące oblicza.

1. Rock opera z diabłem o błękitnych oczach

"Legionowi" oberwało się od nas na do widzenia i słusznie, bo wymagamy od niego więcej niż dosłownie od czegokolwiek innego. Ale też faktem jest, że zostaniemy po tym sezonie - i po tym finale - z mnóstwem niesamowitych obrazków w głowie. Otwierająca "Chapter 19" komiksowa rock opera w wykonaniu Dana Stevensa i Navida Negahbana to istne cudo. Podobnie jak różowy korek do wanny (polecam końcówkę tego wywiadu z Noahem Hawleyem), łódź podwodna z pączkami na pustyni, przejażdżka rykszą z Shadow Kingiem, pojedynek taneczny w premierze sezonu i kilka tuzinów innych drobiazgów.

"Legion" to było i jest prawdziwe postmodernistyczne szaleństwo, którego nie mogę nie docenić i za którym będę strasznie tęsknić, pomimo bardzo długiej listy rzeczy, jakie w tym sezonie nie wyszły.

2. Netflix uratował diabła

Netflix dawno niczego nie uratował, ostatnio znany był raczej z kasowania seriali. Tym bardziej więc wypada się cieszyć, że dostrzegł "to coś" w "Lucyferze" i go przejął po FOX-ie. Oczywiście to nie jest czysty altruizm - podobnie jak Amazon, któremu przejęcie "Lucyfera" z jakiegoś powodu nie wyszło, Netflix dostrzegł to, czego w złoto nie potrafił przemienić FOX International. "Lucyfer", którego w amerykańskim FOX-ie oglądała garstka ludzi, ma ogromną publikę na całym świecie. I platformy streamingowe są w stanie na tym zarobić.

3. Wrócił "Poldark" i oto, jak nas nas powitał

Drogie BBC, po takim początku chcę tylko powstać i zasalutować.

poldark-aidan456

4. Coś wreszcie wyszło w "Westworldzie"

Pretensjonalny miks golizny, przemocy, nadętych przemówień i żonglowania osiami czasowymi - tak w tym sezonie wyglądał przez większość czasu "Westworld". Treści i emocji było w tym wszystkim jak na lekarstwo, no ale skoro dostaliśmy jarmarczny Shogun World, to pewnie nie powinniśmy narzekać. Odcinek "Kiksuya" pokazał, jak wiele da się z tego serialu wycisnąć, kiedy zapomnimy o ciągłym oszałamianiu, szokowaniu i zwodzeniu widza, stawiając w zamian na prostą, ludzką historię. Cudu dokonał znany z "Fargo" Zahn McClarnon jako Akecheta, ale trzeba przyznać, że scenariusz wyjątkowo mu nie przeszkadzał. Taki "Westworld" chcę oglądać.

westworld-567

5. Doczekaliśmy się zwiastuna "GLOW"

Premiera 2. sezonu "GLOW" za dwa tygodnie, pierwsze recenzje już możecie tu i ówdzie znaleźć (dominuje opinia, że to jeszcze lepszy sezon od poprzedniego, której na razie nie mogę potwierdzić, bo zwyczajnie nie tknęłam moich screenerów). No i wreszcie pojawił się zwiastun, a w nim tyyyyyle energii!

6. "Orange Is the New Black" wchodzi na nowe tory

Możemy tylko spekulować, co będzie dalej z dziewczynami z Litchfield po dramatycznym zakończeniu protestu, ale Maks prezentuje się dobrze. Wygląda jak HBO-wski Oz po gruntownym remoncie - i miejmy nadzieję, że na zmianie scenerii się nie skończy.

7. "Vida" dostała 2. sezon

Opowieść o dwóch latynoskich siostrach, które po śmierci matki wróciły do domu, choć wcale tego nie chciały, w ciągu sześciu odcinków urosła do rangi jednego z moich ulubionych seriali o zwykłych sprawach zwykłych ludzi. A Lyn i Emma z odcinka na odcinek stawały mi się coraz bliższe, tak jak ten mały kawałek świata, który do nich należy i o który wreszcie zdecydowały się razem zawalczyć. Więcej takich historii poproszę!

vida02

  • hando

    Wiele razy powstrzymywałem się od komentarza w podobnych sytuacjach. Teraz wydaje mi się, że wręcz muszę (bo to kolejny taki przypadek, a nikt dotychczas nie raczył zwrócić na to uwagi).

    Pani Marta wyczulona jest na wszelkie kwestie walki o prawa kobiet, nierówność w traktowaniu itp. itd. Nie to żebym sam wymyślił jej rys psychologiczny, ot po prostu często zaglądam na tę stronę i czytam wiele tekstów (w tym i Pani Marty, bo pióro ma rzeczywiście niezłe - gratulacje swoją drogą!). Widzę że często (nie wiem czy nawet nie ZA często) wypowiada się na ten temat (a ja wolałbym czytać teksty na temat sztuki filmowej a nie jakieś manifesty polityczne).

    Dlatego też pozwolę sobie na taki komentarz: Pani Marto, bardzo nieszczerze brzmią wszelkie Pani teksty potępiające wszystkich tych obleśnych facetów (rozumiem że i ja z racji płci, chcąc nie chcąc, zaliczam się do tego grona), którzy raczyli może i zbyt łapczywie popatrzeć na kobietę - powiedzmy - piękną, a może i wypowiedzieć na temat takiej kobiety parę niezbyt wysublimowanych słów, może nawet o niektórych częściach jej ciała, gdy tymczasem w tonie wiadomości najważniejszej z całego tygodnia (i nie pierwszej zresztą na temat tego aktora i tej produkcji) załącza Pani zdjęcie - wypisz, wymaluj - idealnie wpasowujące się w krytykowaną przez Panią tonację.

    Mówią że dzisiejsze czasy, zwłaszcza w sferze społeczno-politycznej, to naprawdę niezła hipokryzja ze strony tzw. mądrych głów. I jak tu się nie zgodzić z tym stwierdzeniem?

    • Proszę mi wskazać jeden tekst, w którym potępiam facetów za łapczywe patrzenie na kobiety. Nigdy czegoś takiego nie zrobiłam, przeciwnie, często na Serialowej zachwycaliśmy się także seksownymi scenami z seriali z kobietami w roli głównej. Wszyscy lubimy ładne kobiety i przystojnych mężczyzn też. Lubimy seks w "Outlanderze", bo jest dobrze pokazany i obie strony podchodzą do niego z wyczuciem. Może się mylę, ale wydaje mi się, że lubienie ładnych ludzi i scen miłosnych jest normalne.

      Potępiamy to, co normalne nie jest: gwałty, łapanie aktorek za tyłki przez producentów, bezsensowne zastępowanie fabuły seksem/golizną (w "Westworld" dotyczy to ostatnio już obu płci), nierówność płac i wszelką nierówność płci, obrażanie osób, które odważyły się mówić o molestowaniu.

      Nie widzę powodu, żeby nie zachwycać się urodą Aidana Turnera, który dobrze wie, co robi - podobnie jak BBC wie, co robi. Nieprzypadkowo w treści zalinkowana jest konkretna scena z "Mad Men" - proszę spróbować trochę poczytać między wierszami, poszukać drugiego dna. Twórcy "Poldarka" są jak Joan w tej scenie, tj. wiedzą bardzo dokładnie, co robią, i spodziewają się konkretnych reakcji. Nikt z nas nie molestuje Aidana Turnera, bo uważamy, że ma świetne ciało. BBC też tego nie robi. Aidan świadomie stał się obiektem seksu - dokładnie tak jak Christina Hendricks i mnóstwo innych aktorów i aktorek.

      Możemy się spierać, czy to dobrze, czy źle. Ale mnie się wydaje, że jednak jest granica pomiędzy epatowaniem seksem na ekranie (seriale HBO) czy niepotrzebnym szokowaniem scenami gwałtu ("Trzynaście powodów"), a scenami, w których ktoś chodzi bez koszuli albo w obcisłej sukience w celu wywołania wiadomej reakcji wśród publiczności.

      • justiner

        Stawianie w jednym rzędzie "zastępowania fabuły seksem/golizną" i gwałtów czy molestowania jest lekko mówiąc niefortunne. Film/serial, który każdy może wyłączyć, jak mu się nie podoba vs. przestępstwa!

        • Nie postawiłam tego w jednym rzędzie, tylko wymieniłam po przecinku rzeczy - o różnej wadze - które sprawiają, że młode aktorki mają prawo nie czuć się bezpiecznie, wybierając ten zawód. Bo to głównie kobiety pokazuje się w full frontal nudity i to kobietom mówi się, że nie zrobią bez tego kariery.

          Wyłączyć można wiele rzeczy, w tym własny mózg, ale świat, w którym odpowiedzialność społeczna nadawców sprowadza się do "nie podoba się, to nie oglądaj", na szczęście zaczyna odchodzić do lamusa.

          • LuKe

            Kto tak mówi? Są dziesiątki aktorek, które nigdy się nie rozebrały, a zrobiły wielką karierę, są dziesiątki aktorek, które twierdzą, że ciało jest narzędziem ich pracy i nie mają problemu z rozbieraniem się przed kamerą. Panie nakręciły "feministyczne" "Wielkie kłamstewka" i same się pochwaliły goliznami. Nie dało się bez? Sceny seksu w tym serialu były wręcz niesmaczne, bo zahaczały właśnie o łapanie widza na "scenki". Całość niesmacznie pachniała przemocowym harlequinem - bo ktoś mógłby nawet rzec, że sceny gwałtu Alexandra Skarskarda na Nicole Kidman były HOT. W programie "Ellen show" wzdychano do Skarsgarda, pokazywano kadry serialu - nie wmówisz mi Marta, że w kontekście show to nie było w złym guście.

            Oh jakie te aktorki są biedne. A co by było gdyby Aiden Turner powiedział, że nie chce się rozbierać? Skąd wiesz, że on to lubi? (zakładam, że lubi, bo większość ludzi z branży to jednak osobowości narcystyczne prezentujące PR-ową skromność). Jak zareagowałaby produkcja? Może też czuje się przymuszony.
            Tu chodzi o "nie podoba się, to zatrudnij się na kasie w sklepie" zamiast pchać się do okropnego, brudnego show biznesu.
            To wygłaszanie, że aktorki - nie mają wyboru jest kretyńskie i już mi się nie che tego słuchać. Człowiek zawsze ma wybór. Pozostaje zapytać się siebie samego - jakim człowiekiem jestem?

          • Wojtek Bułka

            Pani tezy słuszniejsze byłyby kilkanaście lat temu. Uważam, że obecnie w serialach i filmach jest coraz więcej także męskiej nagości i nierównowaga w jej pokazywaniu jest coraz mniejsza.
            Faktycznie to głównie kobiety pokazuje się w full frontal nudity, jednak i dla panów nadeszły trudniejsze czasy. Może nie aż do tego stopnia w amerykańskich produkcjach, za to w europejskich te proporcje są bardzo wyrównane.
            Poza tym mężczyźni są często pokazywani w tak zwanej embarrassing nudity czyli żenującej, wstydliwej nagości. Panowie paradują nago na oczach roześmianych kobiet, czasem rozbierają się pod przymusem.
            Przykład? Choćby z zamierzchłej przeszłości. Kilka miesięcy temu nasza telewizja przypomniała stary spaghetti western Królowe Dzikiego Zachodu z Brigitte Bardot. jest tam scenaz jej nagością, pokazaną z pewnej odległości gdy kąpie się z koleżankami w rzece i podglądają je czterej bracia z konkurencyjnej szajki. Zaraz przepędzeni zostają zresztą przez swoją siostrę. Rewanż granej przez Bardot Louise jest natychmiastowy. Porywa ona braci i aby zdradzili czego szukali poddaje ich poniżającemu przesłuchaniu. Ekran od brzegu do brzegu wypełniają tyłki czterech nieszczęśników -najlepiej oceni je Pani Marta :), ustawionych w rzędzie przed uśmiechniętą kobietą ze strzelbą w rękach. Ponieważ zawstydzeni bracia wciąż nie chcą mówić, posyła im pod nogi grad pocisków. Mężczyźni podskakują żałośnie i od razu krzyczą, że szukali ropy. Potem pytają prosząco czy mogą już iść, Louise jednak, wyraźnie bawiąc się ich wstydem, przedłuża ten spektakl. Co za przykład kobiecej siły! I to niby w filmie komediowym. W dodatku z 1971 r. czyli sprzed epoki feministek.
            Mając dostęp do niemieckiej telewizji widzę więcej podobnych scen. W serialu dla młodzieży dziewczyny podglądają kąpiących się kolegów, komentując przy tym ich wdzięki. W serii kryminalnej Tatort atrakcyjna pani wchodzi do męskiej szatni nie bacząc na to, że część z nich wchodzi tam z łazienki nago. Przykłady można by mnożyć.
            Skoro jednak aktorzy godzą się na te sceny i są za nie należycie opłacani to nie mam nic przeciwko. A żeńska część widowni seriali ogląda je z większą przyjemnością, wliczając w to autorkę artykułu :)

      • hando

        Naprawdę nie widzę absolutnie żadnej potrzeby, żeby - jak to Pani zabawnie (lub nie) ujęła - "poczytać między wierszami, poszukać drugiego dna". Z prostej przyczyny: tutaj nie ma czego szukać! Właściwie mógłbym (i zapewne chciałbym) na tym poprzestać, kwitując całe zdarzenie niezbyt wyszukanym sformułowaniem w stylu: "no, normalna babka z tej Marty, przynajmniej wprost mówi co lubi i nie filozofuje jak wiele innych [ale czy w tym miejscu, tj. publicznie, powinna?]", gdyby nie te dziesiątki (co najmniej) tekstów na tej stronie i wiele (pouczających) wypowiedzi w tym tonie, m.in. na temat wiadomej afery wiadomo gdzie.

        W swej odpowiedzi posłużyła się Pani nieuczciwą formułą erystyczną, chcąc dyskusję na temat PRZEDMIOTU Pani zachwytu przekierować na FORMĘ tegoż zachwytu. Ale jakie znaczenie, w kontekście najważniejszego, tj. przedmiotu owego zachwytu z Pani strony (czyli "wiadomo czego"), ma to czy - wzorem innego serialu - będzie Pani widząc GO klaskać i salutować, czy robić Bóg wie co jeszcze innego?? Więc wybaczy Pani: (przynajmniej) na mnie takie postmodernistyczne maniery nie robią żadnego wrażenia.

        Cała ta sprawa wręcz wyśmienicie wiąże się z tym, co aktualnie dzieje się w tej materii na świecie, a dzieje się - nie dajmy się zwieść niewinnym pozorom - brutalnej akcji o charakterze rewolucji, która - jak na rewolucje przystało - posługuje się agresywną manipulacją, przeinaczeniami, no i - co najgorsze - w związku z tym pociąga za sobą wiele niewinnych ofiar.

        Pisze Pani: "nikt z nas nie molestuje [wiadomo kogo]; BBC też tego nie robi". Czy aby na pewno? Właśnie chodzi tutaj o to słowo-klucz: "molestowanie", bowiem w ustach wielu osób - cytowanych również na wielu stronach tego serwisu - ma ono bardzo różne znaczenie, tj. niekoniecznie takie, o jakie moglibyśmy je podejrzewać.

        Więc zabawnie zabrzmi, gdy przywołam pewien news znaleziony gdzieś w internecie (tu: [url]https://naekranie.pl/aktualnosci/nie-wolno-na-siebie-patrzec-dluzej-niz-5-sekund-zasady-netflixa-przeciw-molestowaniu-3262711[/url]), z którego - jeśli to rzeczywiście prawda - miałoby wynikać, że za molestowanie może zostać uznane m.in. wpatrywanie się w kogoś przez więcej niż 5 sekund(?!).

        W tym znaczeniu (i wyłącznie w tym): tak, myślę że molestowała Pani Aidana Turnera. Gdyż nie uwierzę, świadom Pani zachwytu na temat nagich scen wyżej wymienionego (czego dowodzi wiele Pani tekstów, w których daje Pani upust swemu zachwytowi nad nim, w tym i następny artykuł, który pojawił się na stronie raptem parę godzin później albo następnego dnia!), że patrzyła Pani na niego mniej niż 5 sekund. Kręcenie sceny zajęło też pewnie więcej, zatem i BBC - w tym znaczeniu (i tylko tym) - zapewne także molestowało wyżej wymienionego "niewinnego". ;-)

        Absurd, prawda? Ale właśnie takie absurdalne zarzuty i oskarżenia padają ze strony wielu gwiazd, gwiazdeczek i "satelitek" (bo określenie "gwiazdeczka", w przypadku wielu tego typu osób, byłoby - umówmy się - no nieco na wyrost...). A między innymi: Państwo je cytujecie.

        Pamiętam ten czas "początku" afery. Nie było dnia, żeby nie pojawiło się jakieś kolejne oskarżenie, nowa osoba zadenuncjowana, nowy komentarz na ten temat. Już nie wiem, czy mnie pamięć myli czy nie (Pani Marta, doskonale znająca ten wątek, na pewno mnie poprawi w razie czego ;-)), że - gdy któregoś dnia zabrakło takiego newsa i ogienek zanadto przygasał - podaliście kolejną "piorunującą" wiadomość: otóż, Michelle Dockery wspomina swe spotkanie z Harveyem Wensteinem (kontekst i wydarzenia znane, tytuł "odpowiedni", więc i wnioski łatwe do odgadnięcia dla statystycznego, odpowiednio w ten sposób przygotowanego, czytelnika - zgadzam się, to zmora dzisiejszych mediów). No i co takiego ona wspomina? Ano, owszem spotkała go, "i choć nic się nie wydarzyło, pamięta do dziś, że czuła się niekomfortowo"(?!?).

        Znaczy, jednak coś się wydarzyło i była molestowana samym tylko "niekomfortowym" wrażeniem ze spotkania z wyżej wymienionym?!?

        To powyżej to był cytat z tej strony (pkt 5), gdyby ktoś nie dowierzał:
        http://www.serialowa.pl/161263/8-rzeczy-deadwood-film-kiedy/

        Kolejna rzecz w istnej powodzi tego typu newsów na ten temat. Stosunkowo świeża, bo sprzed raptem może 2 tygodni. Tu jednak, wybaczcie, naprawdę nie pamiętam, o kogo chodziło (doprawdy, ciężko się już w tym połapać), ale i w tym przypadku nie mam absolutnie żadnej wątpliwości, że Pani Marta dopowie "o kogo".
        Oskarżony został kolejny aktor. Raczej głośne nazwisko. Zapewne w mediach wyrok został już wydany, a "winny" udawał się do medialnej celi... ;-) Dlatego smutno czytało się odpowiedzi ze strony oskarżanego, w którym powiedział mniej więcej coś takiego (co - przynajmniej dla mnie - zabrzmiało jak porażająca refleksja): przepraszam za swoje zachowania na planie; ci, co mnie znają, wiedzą o moim rubasznym dowcipie i sposobie bycia, z czego może nie zdawałem sobie sprawy; ale nigdy nie zrobiłbym nikomu krzywdy i nikomu tej krzywdy nie zrobiłem, bowiem nie dopuściłem się żadnych cielesnych zachowań; jest mi przykro, ale w ten sposób niszczone są wszystkie moje wieloletnie dokonania i starania.

        Właśnie: rewolucja nie zna co to ofiary. A Państwo, nawet jeśli wprost nie zdawaliście sobie z tego sprawy, przez to powielanie wiadomych tekstów (które u mnie wywołują już zwykłe obrzydzenie, o ironicznym uśmiechu na twarzy nie wspominając), aktywnie dokładacie swoją cegiełkę do sprawy.

        Niedługo nikt nie będzie miał czego grać, bo wpatrywanie się w drugą osobę, o przepraszam: paskudne molestowanie, będzie po prostu zabronione. Zaczną grać androidy i roboty (jednak skoro i one mogą marzyć, to pewnie - prędzej czy później - też zaczną się molestować). Będzie po prostu fajnie!...

        Równość niezależnie od płci jest - przynajmniej dla mnie - czymś oczywistym, ale też czymś zgoła odmiennym jest ta cała (w dużej mierze: medialna) heca, która odgrywa się na naszych oczach, z udziałem wielu hipokrytów. Ze wspomnianą równością i walką o prawa kobiet, Państwo wybaczą, ma ona niewiele wspólnego. Ciekawie na ten temat wypowiedziała się Sharon Stone, funkcjonująca w branży od lat kilkudziesięciu. Wcale nie jestem pewien, czy ją akurat zacytowaliście w swym serwisie...

      • hando

        Dlaczego nie ma mojej, dość szerokiej odpowiedzi na post Pani Marty, który opublikowałem w dniu dzisiejszym i który ciągle jeszcze wyświetlał się parę godzin temu?

        Niewygodna treść?