HBO będzie jak Netflix? Nowy właściciel ma plany, które mają prawo niepokoić fanów dobrych seriali

"Gra o tron" (Fot. HBO)

0

Czyżby czasy telewizji jakościowej się kończyły? Nowy właściciel HBO chciałby, żeby stacja oferowała więcej różnych treści i była bardziej mainstreamowa. Czyli taka jak Netflix.

"Mamy różne seriale skierowane do różnej publiki. Nie ma złych seriali, są tylko takie, które interesują innych ludzi. Gusta są różne" - powiedział nam kiedyś szef Netfliksa, Reed Hastings, kiedy zapytaliśmy go, po co właściwie platformie takie produkcje jak "Fuller House", niemające nic wspólnego z telewizją jakościową. Od tej rozmowy upłynęły prawie dwa lata i dziś już wiemy dobrze, że Netflix nie ma ambicji być drugim HBO. To serialowy fast food, w którym coraz trudniej znaleźć coś wartościowego.

HBO od dwudziestu lat stosowało tę samą strategię - stawiania nie na ilość, tylko na jakość. I były efekty. Kultowe seriale HBO to do dziś pojęcie równoznaczne z: "Najlepsze seriale w historii telewizji". "Obejrzyj ten serial, bo to serial HBO" przez lata wystarczało za argument. A teraz ktoś chce to zmienić.

W "The New York Times" ukazał się artykuł o tym, co dla HBO oznacza zmiana właściciela. Po tym jak AT&T przejęło Time Warner, HBO stało się częścią tego gigantycznego koncernu. Wypowiadający się w jego imieniu John Stankey, który teraz nadzoruje HBO jako szef Warner Media, oznajmił podczas spotkania z pracownikami (spotkanie nie było otwarte dla mediów, ale "The New York Times" dotarł do nagrania), że stację czeka trudny rok - będzie dużo pracy i "trochę też zmiana kierunku".

Nikt w HBO oczywiście nie używa oficjalnie nazwy streamingowego konkurenta, ale to właśnie oznacza zmiana kierunku - być bardziej jak Netflix. Stankey chciałby, aby HBO miało więcej klientów i aby ci spędzali więcej czasu, oglądając seriale tej stacji. Co oznacza, że potrzeba po prostu więcej seriali - i to takich, które będą bardziej popularne i bardziej mainstreamowe.

- Potrzebujemy, żeby użytkownicy byli angażowani na kilka godzin każdego dnia. Nie tygodnia, nie miesiąca - dnia. Rywalizujemy z urządzeniami, które mieszczą się w dłoni i przykuwają uwagę ludzi co 15 minut. Chcę, żebyśmy byli w stanie zaangażować ludzi na kilka godzin. Czemu to takie ważne? Bo w ten sposób dostaniemy więcej danych i informacji o kliencie, które będziemy mogli zmonetyzować poprzez różne modele reklamy i subskrypcji. To jest bardzo ważne, jeśli mamy być graczem w świecie jutra - tłumaczył Stankey.

Telewizja, która stworzyła takie produkcje jak "Rodzina Soprano", "The Wire" czy "Gra o tron", przez lata słynęła z tego, że świadomie stawiała na jakość, a nie ilość. Niedzielna ramówka to najczęściej dwa, trzy seriale, z których każdy jest znakomity. Problem w tym, że wiele z nich to tytuły niszowe, uwielbiane przez krytyków i mające niską oglądalność (tak jest zwłaszcza z komediami, jak "Barry" czy "High Maintenance").

Nowi szefowie HBO chcą to zmienić, z jednej strony zachowując to, co czyni tę markę wyjątkową, a z drugiej, poszerzając grono klientów i przejmując więcej ich cennego czasu. Taki jest oficjalnie plan, a jak przełoży się on na rzeczywistość, zobaczymy w najbliższych latach.

Jako użytkownicy polskiego HBO GO możemy zobaczyć, jak to wygląda w praktyce - obok kultowych tytułów i znakomitych nowych produkcji HBO, w serwisie można znaleźć wszystko. Także tytuły, które krytycy zmieszali z błotem, jak "Six", "Krypton" albo "Syrena". I to strategia, która działa. Wiosną, kiedy pojawiła się nowa aplikacja HBO GO, zdarzało mi się sprawdzać, jakie produkcje są w topie najczęściej oglądanych tytułów tygodnia. "Krypton" i "Syrena" rządziły razem z "Westworldem", "Barry'ego" nie było widać w ogóle.

To pokazuje, że nowy kierunek rozwoju prawdopodobnie nie jest błędem - Reed Hastings ma rację, mówiąc, że gusta są różne i nie wszystkich interesują produkcje polecane przez krytyków. Poza tym Netflix ma rację jeszcze w jednym - ludzie lubią seriale lokalne. I HBO idzie także tą drogą, zamawiając coraz więcej projektów z różnych stron świata. Dodajmy, że nie zawsze najlepszej jakości.

"The New York Times" podkreśla, że HBO nie ma problemów finansowych. W ostatnich latach stacja wydawała na swoje programy ponad 2 mld dolarów rocznie, a zarobiła w tym czasie ok. 6 mld dolarów. To ogromne liczby, ale daleko im do netfliksowych, które w tym roku przeznaczy na swoje seriale i filmy ok. 12-13 mld dolarów.

Jeśli HBO chce być w tej grze gigantów, zmiany są nieuniknione. Czasy "Rodziny Soprano" już dawno za nami, a i czasy "Gry o tron" się kończą, sprawiając, że przyszłość stacji staje się dość niepewna. Zdaniem nowego właściciela, trzeba wykombinować, jak rozszerzyć ofertę, nie tracąc przy tym na jakości.

Tyle że moim (skromnym) zdaniem to po prostu nie jest możliwe. Produkcje jakościowe nie miały i nigdy nie będą miały takiej oglądalności jak seriale środka. Netflix próbuje zadowolić fanów produkcji jednego i drugiego typu, coraz częściej zawodząc jednych i drugich. Nie dorobił się też nadal hitu na miarę "Gry o tron" - dotychczasowe superprodukcje zwyczajnie nie wypaliły i nie wiadomo, czy "Wiedźmin" będzie w stanie przełamać złą passę.

Szefowie HBO potrafią coś, czego nie potrafią ludzie w Netfliksie: wyławiać prawdziwe perełki z mnóstwa nowych projektów, z którymi przychodzą do nich twórcy. Tymczasem Netflix bierze wszystko jak leci - a przynajmniej takie sprawia wrażenie. I od razu zamawia całe sezony, zamiast pilotów, co skutkuje sporych rozmiarów porażkami, w stylu "Gypsy".

Dopóki serialowa bylejakość i filmowe blockbustery zalewać będą HBO GO, wszyscy możemy z tym żyć. Majstrowanie przy marce HBO to już większy problem - od lat kojarzy się ona bowiem z jakościowymi produkcjami, które można oglądać w ciemno. Seriali jest mniej, ale prawie każdy nowy tytuł to taki, o którym się mówi i o którym warto mówić. Porażki z ostatnich kilku lat można policzyć na palcach jednej ręki, średniactwo też mniej rzuca się w oczy niż na Netfliksie.

Szkoda, że w "świecie jutra" ta strategia okazuje się być przestarzała.

  • LuKe

    Zbyt dużą laurkę wystawiacie temu HBO.

    • BMR

      Za "Pozostawionych" należy im się laurka, dyplom, "klapa, rąsia, buźka i goździk".

      • Owszem, należy się, przede wszystkim za dotychczasowe podejście, w którym jakość jednak miała znaczenie. Pamiętam dobrze event "Pozostawionych" w Paryżu - wiadomo już było, że serial za chwilę się skończy i że nie będą go oglądać miliony ludzi, a jednak HBO wyłożyło niemałe pieniądze, żeby go dalej promować. Sam Lindelof wyglądał na lekko zdziwionego tym, jak dobrze ich potraktowano. Netflix by taki serial wyrzucił do kosza po jednym sezonie, może łaskawie dałby film na zakończenie.

        Także nie, nie wystawiamy za dużej laurki HBO. To jedyne obok FX miejsce, gdzie jakość rzeczywiście miała znaczenie i nie było to tylko frazesem. Nie wiem, co się dzieje z FX po przejęciu przez Disneya (John Landgraf niepokojąco milczy, od prawie dwóch lat nie podliczał, ile jest teraz seriali, więc i my już straciliśmy rachubę). Ale to, co "The New York Times" wyniósł ze spotkania nowego właściciela HBO z pracownikami, niepokoi mnie bardzo.

        Nie interesuje mnie życie w fast foodzie, który oferuje tysiąc wersji tego samego nijakiego produktu, niby że "coś dla każdego". Interesują mnie dobre seriale. Nie stawiam produkcji Netfliksa obok "Rodziny Soprano", "The Wire" czy "Pozostawionych". Lubię, jeśli oglądanie serialu jest cotygodniowym wydarzeniem, które wszyscy komentują, bo jest co komentować. Szkoda, że 50-letni panowie, którzy przejęli władzę w HBO, są pod tym względem młodsi ode mnie. Widać pora kłaść się do trumny, bo co innego mi pozostanie w świecie jutra.

        • BMR

          To, co mną w tej wiadomości wstrząsnęło, to chęć angażowania codziennie, na kilka godzin uwagi ludzi którzy, przylepieni do smartfona, dostają jakiś "newsfeedowy" impuls co kilkanaście minut. Dodajmy- angażowanie tej uwagi treścią filmowo- serialową. Po pierwsze- jakby nie wyglądał ten świat jutra, to doba dalej będzie w nim miała 24 godziny. A po drugie- i istotniejsze- jaką jakość jest w stanie przyswoić taki odbiorca, jeśli to jest głównie zabawa w "byle szybciej, byle więcej"? Czy aby na pewno chodzi o równanie w dół? Jak w sondażach wyjdzie, że 70 procent populacji nie rozumie zdań podrzędnie złożonych- zaczniemy się posługiwać wyłącznie prostymi i rozważać przejście na pismo obrazkowe? Daleka jestem od idealistycznego założenia, że można całkowicie pogodzić tzw misję z działalnością komercyjną- ale jeśli przestaniemy od widza/czytelnika oczekiwać jakiegokolwiek samodzielnego wysiłku intelektualnego, za kilka lat będziemy mogli się na "Serialowej" nawzajem poprzekonywać, że "Reverie" nie było złym serialem...

          • Oj, Serialowej to w takim świecie może już nie być. Ewentualnie zostaną z nas same lekkie, łatwe i przyjemne newsy, bo nie będzie czego recenzować.

            A tak serio - my mamy dokładnie ten sam dylemat co HBO. Chciałabym, żeby na Serialowej były same ambitne rzeczy, ale nie dałoby się z nich wyżyć, więc musi być trochę tego, trochę tamtego. Inaczej nie byłoby nas stać na ślęczenie pół dnia nad recenzją "Legionu", którą przeczyta garstka osób. Także ja rozumiem tych nowych szefów, którzy chcą poszerzyć i powiększyć publikę. Wszyscy byśmy chcieli mieć więcej użytkowników. Ale nie jestem przekonana, że dobrze robią. W świecie, w którym coraz trudniej o cokolwiek niezwykłego i wyjątkowego, oni nadal takie rzeczy mają w swoich łapkach. A jedak chcą być drugim Netfliksem, gdzie - jak kiedyś pokazały badania - ludzie najchętniej oglądają kultowe seriale, typu Breaking Bad.

            Wydaje mi się, że złe podejście, bo zachłyśnięcie się Netfliksem u każdego w końcu mija. Też kiedyś spędzałam kilka godzin dziennie z Netfliksem. Dziś poświęcam mu najwyżej kilka godzin w tygodniu. Więcej czasu spędzam z HBO GO, bo jest tam więcej interesujących mnie pozycji i dodatkowo niektóre kultowe tytuły lubię oglądać w kółko (takie, których nigdy nie będzie mieć nikt poza HBO, bo to ich seriale). Sądzę, że bańka zwana Netfliksem w końcu pęknie - ludzie uzależniają się od serwisów streamingowych na chwilę, a potem stwierdzają, że nie, jednak nie chcą spędzać całego życia na kanapie. Dlatego HBO nie powinno iść tą drogą.

          • Zgadzam się z Tobą ja Netflixa nie włączałem około miesiąca, aż do premiery Glow i Ani.

          • BMR

            Mam dokładnie tak samo.

          • Wydaje mi się, że w Netfliksie nie rozumieją jednej rzeczy: że binge-watching może i teraz jest cool, bo jest jeszcze czymś w miarę nowym. Za chwilę przestanie być - coraz więcej ludzi zacznie zauważać, jakie negatywne to ma skutki w ich życiu. I co z tego, że na Netfliksie będzie więcej wszystkiego, skoro nikt nie będzie mieć czasu tego oglądać, bo doba ma tylko 24 godziny. Poświęcanie z tego kilku godzin codziennie na oglądanie seriali w jakimś konkretnym serwisie to nie jest normalne zachowanie - nie na dłuższą metę. Myślę, że każdy z nas po początkowym zachłyśnięciu dochodzi do tego wniosku. I większa liczba seriali, które możemy obejrzeć, nie jest argumentem za, bo patrzymy tylko, jak piętrzą nam się zaległości i w efekcie nie mamy ochoty oglądać niczego.

            W każdym razie ja tak mam. Czasem błądzę po Netfliksie, szukając czegoś niezobowiązującego, bo akurat mam dwie godziny wieczorem, a potem i tak ląduję na HBO GO i odpalam "Sześć stóp pod ziemią" albo "Rodzinę Soprano" - po raz enty. Bo wiem, że to mi zawsze sprawi przyjemność.

          • Albo The Office i Parki na Amazonie - właśnie odpalam :)

          • Maciej Witek

            A moim zdaniem popełniasz jeden podstawowy błąd. Porównujesz Netfliksa do stacji telewizyjnej, a Netflix chce być (a może już jest) raczej jak kablówka czy platforma cyfrowa. Czy ktoś kto płaci abonament za UPC czy inną NC+ przeszkadza, że nie będzie wstanie zobaczyć absolutnie wszystkiego za co zapłacił? Wydaje mi się, że nie. Jedni płacą za telewizję, bo ta ma konkretne rozgrywki sportowe w swojej ofercie, inni, bo na HBO są filmy (prawie, że) prosto z kina, etc. I tak samo podejrzewam będzie z Netfliksem (i innymi platformami sVOD) bo skoro w przypadku telewizji nikomu nie przeszkadza, że de facto płaci za treści, których nie ogląda, to dlaczego ma mu to przeszkadzać w przypadku jakieś tam abonamentowej usługi w internecie? Znajdą się zarówno ludzie, którzy aktywnie będą śledzić premiery, i tacy co w koło będą oglądać Breaking Bad, albo Przyjaciół, albo jeden dokument tygodniowo w niedziele o 22.
            Mody oczywiście przemijają, a Netflix wcale nie jest tak duży żeby nie mógł upaść (kto pamięta jak duża była Nokia zanim Apple nie wypuściła pierwszego Iphona?) ale nie sądzę żeby model biznesowy sam w sobie miał upaść. Po prostu oglądanie na zasadzie "gdzie chcę, ile chcę" jest o niebo wygodniejsze niż sztywna ramówka, która zmusza widza aby był o konkretnej porze w miejscu z dostępem do telewizji.

          • BMR

            Recenzowanie tych rozmaitych "paści" też ma na "Serialowej" swoją - zresztą bardzo doniosłą- funkcję; ostrzega widza, co raczej nie jest warte jego czasu i uwagi. Albo daje mu wyobrażenie, jaki to rodzaj rozrywki. Zapchanie całego serwisu (czy to streamingowego, czy recenzenckiego) wyłącznie Legionami tego świata też zresztą nie wyszłoby nikomu na dobre. Raz, że guilty pleasure to jednak pleasure i nie widzę potrzeby odmawiania go sobie w imię samokształcenia i wyrabiania gustu. A dwa- ludzie mają różne upodobania. Co dla jednego będzie arcydziełem, dla innego- przerostem formy nad treścią (a często- brakiem treści), ale wciąż będzie zasługiwało na uwagę i recenzję. Natomiast nie ma we mnie zgody na celowe, uporczywe karmienie widza cały czas tym samym, w dodatku- świadomie miernej jakości (bo głównie to da się wyprodukować w tempie takim, jakie ma obecnie Netflix).

          • LuKe

            Właśnie zauważyłem, że ostatnio na serialowej newsy z you-tubowej i instagramowej działalności aktorów z Riverdale :D:D:D

        • Na razie jeszcze nie mamy co panikować, ale jeśli tak się stanie, jeśli ciągle będziemy dostawać seriale niskiej jakości, to chyba po prostu będzie trzeba przestać je oglądać, chociaż to pasja, nałóg i rozrywka w jednym.

      • LuKe

        Mnie nie musisz przekonywać. Byłem jednym z nieliczych, którzy "promowali" Leftoversów na serialowej od niemal samego początku, kiedy serial zbierał (nawet tutaj) cięgi.

        Dla mnie to właśnie ten serial jako jedyny na przestrzeni ostatnich lat najbardziej zasługuje na miano serialowej legendy i czegoś wyjątkowego. To nie zasługa HBO, a konkretnych twórców. HBO chciało serial kasować. Ale to jest taka jaskółka nie tylko w skali HBO, ale w skali wszystkich seriali. Generalnie uważam, że seriale są obecnie przeceniane i połowa z nich nie zasługuje nawet na połowę uwagi, której im się poświęca.

    • elbondo

      A to niby dlaczego? Od lat produkują najlepsze seriale na rynku. I to nie zmieniło się aż do dziś. FX jest gdzieś dalej na drugim miejscu. Reszta (w większości popcornowa) jest daleko w lesie.

      • LuKe

        A dlatego, że to wcale nieprawda, że każdą produkcję HBO można brać w ciemno i że jest niby z zasady zajebista :) Tak nie jest i nigdy nie było. Nawet te najlepsze seriale mają całe segmenty zupełnie nieciekawe, ale to już rozmowa na szerszy temat - czy seriale nie są właśnie skazane na tego typu porażki i czy istnieje coś takiego jak doskonały serial od początku do końca (właśnie przez wzgląd na swoją epizodyczną charakterystykę).
        "Gra o torn" jest owszem wysokobudżetowym hitem, ale naprawdę nie pamiętamy niemal całych sezonów opartych na tym, że "idą"??? I nic się generalnie nie dzieje? Jest to w dużej mierze kino klasy B oparte o twisty, smoki, cycki, wulgarny język i krew.
        "Sześć stóp pod ziemią" - serial przyjemny, momentami dość repetytywny no i nie da się ukryć, że w stylu takich starych obyczajówek opartych o przedramatyzowane przeżycia bohaterów i płakanie i krzyczenie w co drugiej scenie. Fakt na tamte czasy mieli jakiś pomysł na serial i poruszał tematy "tabu", ale nie oszukujmy się, że serial nie miał wad i że nie czuć było z biegiem sezonów, że zaczyna zjadać swój własny ogon i twórcy mają problem z wymyślaniem kolejnych wątków.
        "Westworld" - rozhajpowana do granic możliwości nudna i pretensjonalna wydmuszka.
        "True detective" - to samo co wyżej. Pierwszy sezon totalnie bzdurny, pozbawiony jakiejkolwiek sensownej historii i z metafizycznym finałem, który można co najwyżej wyśmiać. Filozofia dla głuptasów. Przy sezonie drugim już nawet hardkorowi fani pierwszego, nie mogli obronić tego gniota.
        HBO po prostu nie miało przez moment konkurencji na rynku. Czy ma, czy nie ma jej teraz - można się spierać. Ale do doskonałości im daleko.

        Coś pozytywnego? Seriale "Pozostawieni" i "Carnivale" pochodzą z ich stajni. Również uważam, że miały swoje wady ale jest im najbliżej ideału. "Carnivale" trochę przynudzał, a "Pozostawieni" mieli kilka chybionych akcentów. Ale rzeczywiście chwała HBO za te produkcje. Tyle, że w obu przypadkach stacja seriale skasowała - tylko miłość fanów ocaliła je przed odejściem "w pół słowa".

  • Maciej Witek

    HBO ma na swoim koncie wiele świetnych serialii, ale z tym znakiem jakości to bym nie przesadzał. Tak samo jak inni mają wpadki na swoim koncie, a trend jakości jest raczej zniżkujący. Dość powiedzieć, że Ostre przedmioty, to chyba pierwsza w tym roku jakościowa produkcja dramatyczna od HBO. Tu i teraz okazało się klapą, o Mosaic chyba już nikt nie pamięta. A jaka dobra jest Sukcesja, to Marto wiesz sama najlepiej. Dodajmy do tego rozczarowujący drugi sezon Westworld i kiepski niczym Netflix film orginal film Fahrenheit 451 i wyjdzie nam telewizja o podobnej jakości co Netflix.

    • BMR

      Myślę, że tu też chodzi o kontekst. Alternatywę. HBO po prostu dobrze wypada na tle konkurencji- moim zdaniem między innymi "dzięki" podejściu, jakie ostatnio prezentuje Netflix.

      • LuKe

        Czy AMC jest słabą konkurencją? Moim zdaniem ma na koncie tyle samo hitów i gniotów co HBO.

  • ROB-i

    Oj bardzo mi sie podoba to ze na "Serialowej" powstaja tez takie artykuly ktore pobudzaja do takich przemyslen i dyskusji nad nimi jak w tym przypadku.
    Kino poszlo uwazam zla droga i dzisiaj na 10 premier moze 1-2 jest ogladalna a reszta to albo Marvel albo "komedie" typu "Dirty Grandpa" a przeciez pamietam jeszcze kilka lat temu bylo zupelnie odwrotnie,czasy sie niestety zmieniaja (tak samo jak gusta) i wszystkim rzadzi pieniadz.Owszem niektozy powiedza ze kiedys tez wszystko bylo dla pieniedzy ale jak wytlumaczyc to ze te produkcje byly dobre (w wiekszosci).Wydaje mi sie i tak sobie tlumacze ze zyjemy w takim czasie gdzie jestesmy naocznymi swiadkami wielkich zmian na malym jak i duzym ekranie (technicznych nowinek,coraz bardziej otwartych tematow gdzie slowo "tabu" odchodzi do lamusa).Zachlysnelismy sie tym poczawszy od lat 70-dziesiatych ubieglego wieku do powiedzmy pierwszego 10-cio lecia nowego stulecia,teraz to co dostajemy to wlasciwie powielanie tego co juz bylo i odcinanie kuponow.Naprawde ciezko obecnie znalezc produkcje wartosciowe.

    Czy podobny schemat czeka seriale???
    Mam nadzieje ze nie,wiem i zdaje sobie sprawe ze musza powstawac produkcje i dla fanow "Take Two" jak i dla wielbicieli "Rodziny Soprano" (sorry za te zestawienie tych dwoch seriali kolo siebie,wiem mi tez to "kole w oczy").Tylko jak widze ostatnio ze cos sie zaczyna niedobrego dziac i na malym ekranie,troche obarczam za to Netflix ktory wydawalo sie na poczatku bedzie "stacja" z "wysokiej polk"i ktory bedzie nas "karmil" tylko dobrymi serialami (teraz wiemy ze nic z tego nie wyszlo).Ludzie sie "zachlysneli" i dali sie omamic ze dostaja cos wartosciowego (bo jak dla mnie oprocz tego ze wypuszczaja oni swoje odcinki seriali w calosci to nic nowego do serialowego swiatka nie wnosza).Niestety inne stacje zobaczyly ze mozna z tego zrobic pieniadze i tez by chcialy "kawalek z tego tortu".
    Definitywnie widac ze taka platforma jak Amazon zmienia swoj profil pozbywajac sie niszowych seriali a zamawia coraz to drozsze produkcje skierowane moze do szerszego widza z nadzieja ze on kupi ich nowe "emploi".
    Ok,rozumiem wszyscy potrzebujemy pieniedzy i szukamy mozliwosci ich zdobycia w taki lub inny sposob.Mam tylko nadzieje ze HBO nie pojdzie ta droga ale bedzie dostarczal seriale moze i w wiekszej ilosci,moze i dla bardziej zroznicowanego odbiorcy ale dopoki bossowie beda zamawiac najpierw pilot serialu (tak,"Watchmen" na HBO nadal ma zamowienie na razie tylko na pilot a nie caly sezon nawet jezeli za jego sterami stoi Damon Lindelof) i dopiero po zapoznaniu sie z nim podejmna decyzje czy serial dostaje "zielone swiatlo" to jestem o HBO sopkojny.
    Przeziez to nadal stare dobre HBO a nie "swiezak" w postaci Netflixa ktory poszedl droga... ej ludzie dajemy caly sezon... moze ktos to kupi...

    • LuKe

      Trochę przesadzasz ROBi z tymi filmami. Ja nie widzę żadnej obsówki jakości. Z tego co pamiętam, to filmów wartościowych w skali roku było zawsze tyle samo - niewiele. Ja mam wrażenie, że obecnie tych filmów jest być może nawet więcej, a to zasługa kina niezależnego i sporej ilości festiwali dla młodych talentów. Dzięki rozwojowi technologicznemu filmy amatorskie coraz częściej wyglądają jak pełnowartościowe produkcje i młodzi twórcy coraz śmielej realizują swoje wizje. Także absolutnie się z Tobą nie zgadzam. Filmy Marvela czy DC mozna śmiało zignorować. Ja ich w większości nie oglądam i nie narzekam na brak seansów. Też szukam filmowych klejnotów ale filmów interesujących jest naprawdę dużo. To, że blockbustery Disneya z sukcesem dominują blockbusterowy rynek nic nie znaczy. Bo nie samymi blockbusterami człowiek żyje i spelnieniem marzeń wszystkich filmowców nie jest reżyserowanie kolejnego Spidermana. A nawet jeśli taki wielki film popełnią to zazwyczaj tylko po to aby mieć pieniądze na tzw. "projekt marzeń". Z resztą ładowanie się w produkcję wielkich superprodukcji coraz częściej wiąże się z prawdziwych ryzykiem dotyczącym kariery. To co się ostatnio działo wokół niektórych blockbusterów naprawdę powinno dać do myślenia twórcom zabierającym się do czegoś takiego. Filmy te zmieniały twórców, scenariusze, koncepcje. Poleciało parę głów, paru obiecującym twórcom zniszczono kariery - generalnie wszystko robione na jakieś raty i przez niewiadomo kogo, a kończone przez kogoś z doskosku. Całkowicie mnie to nie interesuje. Przemysł zarabia, a póki istnieje jeszcze coś takiego jak prestiżowe instytucje przyznawania nagród, które póki ci nie dopuszczają blockbusterów do grona nominowanych w czymś więcej, jak technicznych kategoriach. Choć w dobie equality i diversity za wszelką cenę, a przede wszystkim w imie godnej politowania poprawności politycznej, coraz łatwiej o takie kwiatki. Obawiam się, że "Black panther" może dostać nominacje w najwazniejszych kategoriach przy rozdaniu kilku nagród.
      Zgodzę się z Tobą, że filmie bardzo wiele już widzieliśmy i ciężko o oryginalność. Ale da się. Da się bazując na znanych wzorcach opowiedzieć coś ciekawego lub postawić na prostotę, które często ma szansę wygrać jeśli intencje twórców, historia i aktorstwo takie jest.

      Z serialami nie wiem jak będzie. Nie niepokoi mnie to. Bo i tak oglądam bardzo mało i seriale wciąż są dla mnie tą gorszą brzydszą siostrą kina (nic się tu nie zmieniło pomimo rozgłaszanej plotki o "złotej erze seriali" ;)) Uważam, że większość, nawet tych chwalonych i uznanych seriali, wciąż ma w sobie bardzo dużo wad, a to dlatego, że jest to specyfika seriali. W 10 godzinnej produkcji znacznie łatwiej o błędy, dłużyzny i rzeczy niepotrzebne niż w produkcji dwugodzinnej czy nawet półtoragodzinnej. Poza tym mam wrażenie, że często patrzymy na seriale "fanowskim" okiem. Wychodzimy z założenia, że "co prawda cztery odcinki w środku sezonu były chujowe", ale zakończenie wynagradza wszystko. Co nie zmienia faktu, że środek był jednak chujowy. Z takim usprawiedliwianiem tasiemcowych produkcji telewizyjnych mamy do czynienia na każdym kroku. Oceniamy często bardziej epizody niż całościową produkcję. I te jasne punkty przesłaniają nam często niedociągnięcia i obiektywną ocenę. Do dłuższej produkcji łatwiej się przywiązać, a skoro przywiązanie, to i łaskawsze spojrzenie.

      • LuKe

        P.S. Żeby było śmieszniej to właśnie Netflix dał nam w tym roku "Anihillację" - film z całą pewnością interesujący w formie i treści i po który na pewno warto sięgnąć.

        • michax

          Tylko że ten film nie ma nic wspólnego z Netflixem, to nie jest film Netflixa. Film
          z Portman jest to film kinowy Paramount, który po pokazie dla
          decydentów wytwórni wywołał konflikt między Davidem Ellisonem ,
          finansistą Paramountu i Scottem Rudinem producentem filmu. Ellison
          chciał zmian w filmie, by Portman postać była bardziej sympatyczna i
          zmienić zakończenie, ale Scott Rudin stanął po stronie reżysera i
          scenarzysty. Doszli do porozumienia, że w USA, Chinach i Kanadzie poleci
          w kinach, a na całym świecie do filmu prawa będzie miał Netflix. Uznali, że to produkcja zbyt intelektualna i trudna do
          zrozumienia dla widzów i nic nie zarobią na filmie, więc sprzedali film
          Netflixowi. Garlandemu nie spodobało to, że prawie na całym świecie
          film nie był dostępny w kinach tylko miał premierę na platformie
          streamingowej. Dobrym filmem Netflixa jest film Angeliny Jolie "First
          They Killed My Father: A Daughter of Cambodia Remembers" i oscarowy
          "Mudbound" (ale w tym przypadku to chyba taka sama sytuacja jak z
          Anihilacją czyli tylko kupili prawa do dystrybucji).

          • LuKe

            Piszesz, że film nie ma nic wspólnego z Netflixem, ale potem udowodniłeś, że jednak ma wszystko wspólne z Netflixem, który był jedyną platformą, na której film mógl tak naprawdę
            zaistnieć. W kinach zadebiutował z wynikiem 11 milionów (w weekend otwarcia / i tak lepiej od "Ex Machina", który zarobił troszkę ponad 5 milionów) i dostał od widzów "tróję" za powolne tempo. W kontekście dyskusji w tym poście Twój głos michax jest również ciekawy, bo napisałeś: "Uznali, że to produkcja zbyt intelektualna i trudna do zrozumienia dla widzów i nic nie zarobią, więc sprzedali film Netflixowi". A więc zadajesz kłam niejako opinii o Netflixie, że skłania się w kierunku masowości, jednolitości, miałkości :D "Annihilation" udowadnia, że skoro ten film miał się wpisać w realm Netflixa, to znaczy, że serwis jest otwaty na "innosc" i "ambicję".

            Odnośnie Netflixowych filmów generalnie jest jakieś zamieszanie, bo niby mają premiery w kinach, ale są dostępne tydzień po tym w serwisie, więc cała idea pokazywania ich w kinach jest niedorzeczna. Były tez kontrowersje czy te filmy mogą się ubiegać o nagrody filmowe, skoro część z nich nie ma premier kinowych, a to ponoć jakaś reguła, aby film był brany w ogóle pod uwagę.

          • michax

            Mnie tylko chodziło o to, że to nie jest film Netflixa, mają jedynie prawa do dystrybucji światowej oprócz krajów co wymieniłem. Zabawne że niedawno słuchałem podcastu gdzie znajomy zarzucał filmowi, że wygląda biednie jeśli chodzi o efekty specjalne, a jest to spowodowane tym, że Netflix oszczędza na filmach i serialach. Napisałem mu długi komentarz z odpowiednimi linkami, gdyby mi nie uwierzył, że ten minus filmu, który wkurza go w filmach Netflixa nie ma nic wspólnego z Anihilacją, bo to nie ich film, tylko decyzja twórców filmu, że tak niektóre efekty specjalne wyglądają biednie. A napisałem czemu nie zadebiutował w kinach w innych krajach tylko na Netflixie, bo wydaje mi się to ciekawe, czemu Paramount uznał, że na nim nie zarobią, i że nie sprzedali go Amazon, ale Netflixowi akurat. Co do tego, że nie mają premier w kinach i nie mogą ubiegać się o nagrody to jest trochę niesprawiedliwe, bo podobno filmy Amazonu pojawiają się bez problemu na festiwalach. Chyba musi być jakoś tak, że jak sam napisałeś film musi być przynajmniej tydzień w kinie, by nagrody zdobywał :-)

        • ROB-i

          Dla mnie jedynym filmem od Netflixa ktory mi sie podobal bylo "Beasts Of No Nation" z Idris'em Elba.
          Sorry ale "Anihilacja" do mnie kompletnie nie dotarla,kazdy szuka czegos innego na ekranie.
          I tak,nadal bede sie upieral ze wspolczesne kino to jedne wielkie "D.N.O.".

          • LuKe

            Nawet jeśli na Ciebie nie działa, nie można jej odmówić "charakteru". Na mnie działała na wielu poziomach, bo można ją odbierać jako metaforę walki z nowotworem na poziomie komórkowym, autodesturkcyjną naturę człowieka, destrukcję, która prowadzi do wyzwolenia, inwazję z kosmosu, która jest nie tyle zniszczeniem, co zmianą... Plus od strony koncepcyjnej czy wizualnej udało się tu stworzyć coś oryginalnego. Końcówka filmu i genialna elktroniczna muzyka są niemal żywcem wyjęte z teledysków Bjork.

            ROBi nie to żebym oglądał wszystkie z tych produkcji i nie twierdzę, że wszystkie są jakościowo bez zarzutu, może niektóre są wręcz słabe, ale nie można im zarzucić komercji, czy tego, że nie są w ten, czy inny sposób oryginalne i wyjątkowe:

            2015/2016: room, the witch, a bigger splash, personal shopper, the neon demon, loving, neruda, patriots day, midnight special, a monster calls, hell or high water, paterson, toni ederman, american honey, jackie, manchester by the sea, moonlight, arrival
            2017 the death of stalin, good time, the killing of a sacred dear, mother!, baby driver, 3 billboards..., ladybird, thelma, phantom thread, call me by your name, blade runner 2049, a ghost story, foxtrot, dunkirk, one more time with feeling (nick cave documentary), wonder, it comes at night, wind river, the lost city of Z, split, hostiles, the book of henry, the disaster artist
            2018 you were never really here, revenge, a quiet place, hereditary, love simon, sorry to bother you, upgrade, first reformed, annihilation, three identical strangers, suspiria, (a nie znamy jeszcze produkcji na sezon jesienny, a więc sezon nagród filmowych, gdzie pojawia się najwięcej wartościowych nowości)

  • Tomek

    Przede wszystkim gdy telewizja wymiera na rzecz streamingu, nie będzie można już wypuszczać 1 odcinka na tydzień ale dawać od razu cały sezon. Tego się już nie zmieni i o to chodzi szefowi HBO. Przy takiej dystrybucji trzeba produkować więcej seriali, 1 serial na 2 miesiące to za mało. Kiedyś HBO mogło wyprodukować 1 dobry serial na pół roku i to wystarczyło by dostali etykietę super producenta seriali bo ten jeden serial oglądało się i recenzowało
    i przez 2 i pół miesiaca. Dziś w czasach binge watchingu serial umiera po 2 tygodniach. Trzeba więc czymś skusić widza by zapłacił za kolejny miesiąc bo nie mamy z widzem długiej umowy jak to było do tej pory z HBO w kablowkach czy tv sat. Oglądamy za dużo seriali w krótkim czasie, stacje muszą więc jak najwięcej ich produkować.

    • BMR

      Niekoniecznie- streaming też niektóre rzeczy wypuszcza w tempie odcinka na tydzień (np HBO "Ostre przedmioty", Netflix "Star Treka"). Odejście od tradycyjnej telewizji na rzecz streamingu (co mnie wydaje się nieuniknione w dłuższej perspektywie) nie musi zatem oznaczać wyłącznie wypuszczania całych sezonów naraz i bingowania ich- także dlatego, ze doba nadal ma 24 godziny i w przewidywalnej przyszłości raczej się to nie zmieni.

      • Tomek

        Ale zauważ, że te przykłady dotyczą stacji tv, których produkcję znalazły się w streamingu. Star trek to produkcja CBS a HBO nadal jest tradycyjna stacja tv. Oczywiście że można robić streaming i wypuszczać odcinki co tydzień ale myślę, w przyszłości widzowie wymusza by pokazywać całe sezony. Netflix pod względem technicznym nas rozpuścił a widzowie do dobrego szybko się przyzwyczajają.

        • BMR

          No właśnie- czy wypuszczanie całych sezonów naraz to jest to "dobre"- oto jest pytanie :) W sensie- czy preferencja widzów to jest binge watching. A jeśli tak- czy taka preferencja się utrzyma.

          • Tomek

            Ale wypuszczanie całego sezonu nie oznacza obowiązku oglądania go w formie binge watchingu. Dzięki temu mamy wolność wyboru. Ja oglądam po 1 odcinku dziennie, w weekendy często po 2. Inni mogą oglądać wszystko w jeden dzień a jeszcze ktoś inny raz na tydzień. I to jest największa zaleta takie sposobu emisji seriali. Każdy może oglądać w tempie jaki mu pasuje. Tradycyjny sposób prezentowany np. przez HBO oznacza, że to dany serwis dyktuje mi jak mam oglądać. I niestety muszę dany serial oglądać przez np. 2 miesiące. Trochę to za długo.

          • BMR

            Mnie przekonywać nie musisz- oglądam tak, jak mam czas. A w przypadku seriali, 'wypuszczanych" po jednym odcinku niekiedy wręcz czekam na koniec sezonu/serialu, żeby obejrzeć we własnym tempie. Aczkolwiek uważam, ze w takim tradycyjnym sposobie wypuszczania odcinka raz na tydzień jest pewien urok- człowiek czeka, zastanawia się (przy uciekła, czy przeżył, czy powiedzieli "tak"), spekuluje z innymi. Natomiast zastanawiam się, czy to jest powszechna preferencja- czy upodobania ogółu widowni względem sposobu oglądania seriali się faktycznie zmieniają, a jeśli tak- czy jest to trwała zmiana.

          • Tomek

            Ja też tak robiłem ale chyba z wiekiem mam coraz mniej cierpliwości i teraz najzwyczajniej nie potrafię czekać 2 miesięcy. A potem w trakcie oglądania żałuję, że nie mam następnego odcinka.

            Poruszyłeś ciekawą kwestię, może kiedyś doczekamy się badań o preferencjach widzów seriali ?