"Opowieść podręcznej" drepcze w kółko i nic z tego nie wynika – recenzja finału 2. sezonu

"Opowieść podręcznej" (Fot. Hulu)

0

Ile razy serial może wrócić do punktu wyjścia bez żadnych konsekwencji? "Opowieść podręcznej" właśnie zrobiła to o jeden raz za dużo w finale, z którego twórcy najwyraźniej są dumni. Spoilery!

"Opowieść podręcznej" była wielkim hitem zeszłego roku i wszystko wskazywało na to, że jej kontynuacja i poszerzenie świata stworzonego przez Margaret Atwood nie jest najbardziej nieszczęśliwym pomysłem na świecie. Początek 2. sezonu był bardzo mocny, a potem co tydzień byliśmy w stanie znaleźć wystarczająco dużo argumentów, aby serial pochwalić. Swój odcinek miała Moira (Samira Wiley). Dowiedzieliśmy się więcej o Serenie (Yvonne Strahovski) i jej roli w tworzeniu całego tego horroru. Zaliczyliśmy podróż dyplomatyczną do Kanady i konfrontację z normalnym światem. Fred (Joseph Fiennes) wymierzył w paskudny sposób karę własnej żonie i dokonał wyjątkowo okrutnego gwałtu na June. Przekonaliśmy się, że nawet taka postać jak mała Eden (Sydney Sweeney) może zrobić coś zaskakującego.

Bardzo dobrych, zapadających w pamięć momentów, usprawiedliwiających wysoką ocenę serialu w tym sezonie, było sporo, a do tego nie dało się nie zachwycać realizacją. "Opowieść podręcznej" była i pozostaje najbardziej stylowym, najpiękniej nakręconym koszmarem w telewizji. Jest też nadal serialem mającym wiele do powiedzenia, ciężkim do przetrawienia i nienadającym się do bezrefleksyjnego oglądania. To bardzo dużo w czasach, kiedy seriale coraz bardziej przypominają nijaką papkę.

Ale też miała "Opowieść podręcznej" od początku jedną wadę, na którą przymykaliśmy oko. Niejako z definicji to opowieść o świecie, w którym każda postać jest elementem większej układanki. Każdy ma spełniać swój cel, będąc przedstawicielem jakiejś konkretnej grupy społecznej - a dopiero potem człowiekiem, posiadającym indywidualne cechy. Tak jest ze wszystkimi, poczynając od June (Elisabeth Moss) i Emily (Alexis Bledel), a kończąc na Waterfordach, Nicku (Max Minghella), Ciotce Lydii (Ann Dowd) itd. Jeśli widzimy w nich ludzi, to najczęściej jest to zasługa znakomitych aktorów, stających na głowie, żeby zamienić chodzące archetypy w żywe, prawdziwe istoty ludzkie (nominacje do Emmy dla nich w ogromnej większości nie są niezasłużone).

handmaids5677

Scenariusz nigdy nie zakładał, że będzie głębiej - co najwyżej mocniej, bardziej i szybciej. W efekcie mamy więc chaotycznie napisane postacie, które mają jasno określone zadania, jak w grze RPG: iść z punktu A do punktu B, wykonać zadanie, czekać na kolejny ruch. I tak w kółko. Oczywiście, moglibyśmy dyskutować długo o tym, z czego taka konstrukcja wynika i czy taki serial jak "Opowieść podręcznej" - którego silne strony leżą zupełnie gdzie indziej - aby na pewno potrzebuje skomplikowanych charakterów na miarę tych z "Mad Men" albo "Rodziny Soprano". Może takowe wcale mu nie są potrzebne, bo główną atrakcją nie mają być konkretne postacie, tylko cały ten koszmarny świat przedstawiony. A może po prostu Bruce Miller i jego scenarzyści zrobili to źle.

Powoli zaczynam skłaniać się ku tej drugiej opcji, bo patrząc na cały 2. sezon z perspektywy, widzę jednak znacznie więcej wad niż przed rokiem. I myślę, iż jesteśmy już na tyle oswojeni z tym wszechogarniającym koszmarem, że możemy im się przyjrzeć na chłodno. Zwłaszcza po absurdalnej ostatniej scenie finału, której nie była w stanie sprzedać nawet genialna w roli Offred/June Elisabeth Moss. W serialu aspirującym do miana najlepszego obecnie dramatu coś takiego po prostu nie powinno mieć miejsca.

Teoretycznie to miała być wisienka na torcie: June w ostatniej chwili podejmuje trudną decyzję, że nie ucieknie z dzieckiem za granicę; zakłada z namaszczeniem kaptur niczym Batman pelerynę, odchodzi w deszczowy mrok, a w głośnikach słyszymy "Burning Down the House" Talking Head, tym razem w wersji, w której nie namieszał nic Noah Hawley.Co będzie dalej z naszą heroiną? Czy po raz enty wróci do domu Waterfordów? Czy będzie próbowała wydostać także Hannę (Jordana Blake)? Czy zostanie działaczką podziemia/krwawą mścicielką (ach, ten kaptur, mrok i hardość w oczach)? Czy... zaraz, zaraz, a kogo to obchodzi?

handmaids02

Mamy tu bowiem ważniejsze pytanie, które brzmi: "dlaczego?". Pytanie, na które szukam i szukam odpowiedzi, i wciąż jej nie znajduję. Czytałam wywiady z Bruce'em Millerem, więc wiem, co autor chciał powiedzieć: June nie była w stanie tak po prostu uciec i zostawić swojej starszej córki w tym okropnym kraju. Zrezygnowała, żeby spróbować ją też wydostać. Naprawdę, tak mówi Miller. Czemu nie mogła podjąć próby pomocy Hannie z bezpiecznej odległości, z Kanady, skoro to niby takie proste - jedna Martha, druga Martha, piąta, szósta i gotowe?

Nie ma w tym logiki. I co gorsza, nie działa to na płaszczyźnie emocjonalnej - kiedy Emily patrzy mocno zdziwiona w końcówce odcinka, co wyprawia jej koleżanka, widzowie mają prawo mieć takie same miny. To po prostu źle sprzedany twist. Moment taniego szoku, a nie wielkiego "wow". June nie ma wystarczającego powodu, żeby zostać. Nawet posiadając tę wiedzę o mechanizmach działania Gileadu, którą nabyła przez dwa sezony, pozostaje bezbronna, skazana na łaskę pana-gwałciciela i pani, traktującej ją jak emocjonalny worek treningowy.

Nie ma nawet powodu, żeby ostatecznie dać córce na imię Nichole, a nie Holly - to ładny gest wobec Sereny, która cierpiała w tym sezonie dużo, w widowiskowy sposób i najczęściej na oczach swojej podręcznej, ale tutaj także brakuje porządnego usprawiedliwienia. Relacja Sereny z dzieckiem została zbudowana na wątłej podstawie kilku scen. To June jest jego prawdziwą - jedyną - matką. Jej instynkt macierzyński i chęć chronienia dziewczynki, która płacze, kiedy nie dostaje mleka z jej piersi, powinien w tym momencie wygrać z chęcią założenia kaptura i udania się w mrok. A jeśli jednak miałby przegrać, ta decyzja musiałaby być bardzo dobrze uargumentowana. Co nie miało miejsca. To typowy twist, który ładnie wygląda na papierze - i tylko tam.

handmaids01

W praktyce Bruce Miller wcisnął przycisk "reset", po to żebyśmy w 3. sezonie "Opowieści podręcznej" znów mogli oglądać tych samych bohaterów w podobnej konfiguracji co do tej pory. Czyli po prostu więcej tego samego - a może wypadało pomyśleć o czymś zupełnie nowym. June w tym sezonie próbowała wcześniej uciekać już dwa razy. Zawsze w końcu wracała do Waterfordów i sytuacja pozostawała bez zmian. Podczas gdy inne podręczne były rozdzielane ze swoimi dziećmi, w jej przypadku znaleziono magiczny sposób, żeby wszystko zostało po staremu. Jak gdyby konsekwencje jej nie dotyczyły, podczas gdy dookoła wieszają ludzi na szubienicach za mniejsze przewinienia.

Tak pisanych jest wiele amerykańskich seriali, ale zwykle to tytuły z niższej półki. Grupki nietykalnych bohaterów to domena serialowych średniaków i produkcji młodzieżowych - w dorosłych dramatach efektem akcji są konsekwencje. Owszem, czasem konsekwencje oznaczają brak konsekwencji, ale to musi być za każdym razem dobrze umotywowane i zrobione z pełną świadomością tego, jaki będzie efekt. Tutaj słyszymy tylko "bo tak!" i mamy przejść do następnego punktu programu.

Sprawa nie dotyczy zresztą tylko June - przecież Emily i Janine (Madeline Brewer) w środku sezonu wróciły z kolonii jak gdyby nigdy nic. Choć podobno kolonie da się opuścić tylko w trumnie . Potem Emily dostała najbardziej przewidywalnego komendanta na świecie (Bradley Whitford) - też odgadliście, że to będzie historia o odkupieniu, w momencie kiedy ujawniono, iż to on jest pomysłodawcą kolonii? Chyba tylko dla naszej bohaterki to nie było oczywiste, choć w jej przypadku nietrudno zrozumieć strach po trafieniu do wiktoriańskiego domu grozy. Miała prawo nie oczekiwać niczego dobrego, zwłaszcza że poczucie humoru ma ów komendant doprawdy urocze.

Znalazło się w tym finale kilka świetnych scen. Yvonne Strahovski zafundowała nam najsmutniejszą lekcję czytania, jaką możemy sobie wyobrazić, Elisabeth Moss była w stanie sprzedać wszystko z wyjątkiem zakładania kaptura, a Alexis Bledel znów pokazała, jak bardzo czuje tę rolę. Emily w wersji zobojętniałej, Emily atakująca nożem Ciotkę Lydię, Emily przechodząca od szaleńczego śmiechu do totalnego przerażenia, Emily jak skazaniec w aucie - to był wielki popis aktorki, która już rok temu zgarnęła za tę rolę nagrodę Emmy. I nawet jeśli epilog jej podróży z komendantem Lawrence'em dało się przewidzieć, wciąż czekałam jak na szpilkach, żeby dowiedzieć się, czy moje podejrzenia są aby na pewno słuszne. Niespodzianka - były.

handmaid-04

Co dalej? Bruce Miller zapewnia, że w 3. sezonie zobaczymy i Emily, i Nichole, i Ciotkę Lydię, i Lawrence'a - który jest "naszym Oppenheimerem; człowiekiem, który stworzył bombę atomową, a potem zobaczył jej skutki" - i Ritę (Amanda Brugel), i Nicka, który podobno nawet ma ponieść jakieś konsekwencje (!). Zajrzymy ponownie do kolonii i do Jezebel. Innymi słowy, dostaniemy serial sklejony z tych samych składników co do tej pory, tylko po pewnym przetasowaniu kart.

I z tym właśnie mam problem. Ze studium człowieczeństwa na krawędzi upadku i potężnego ostrzeżenia "Opowieść podręcznej" przemienia się w kolejną bezsensowną bieganinę po dystopijnym świecie, do którego horrorów jesteśmy już przyzwyczajeni. A ci, którzy tę bieganinę uprawiają, nie są wystarczająco interesującymi ludźmi, żebym chciała zatrzymać się przy nich osobiście na dłużej. I nie wiem, czego trzeba, żeby wycisnąć cokolwiek więcej z takich postaci, jak Nick, Luke, komendant Waterford czy nawet Moira albo Serena. Wszyscy oni napisani są chaotycznie i niespójnie, przez co bardzo trudno na serio zaangażować się w ich losy. Nie ma mowy o jakiejkolwiek głębi postaci, każde z nich to tylko zbiór cech, które są serialowi w danym momencie potrzebne.

Bruce Miller mówi, że ma plan na 10 sezonów "Opowieści podręcznej". To ciekawe, bo ja w tym momencie nie potrafię sobie wyobrazić nawet trzeciego.

  • LuKe

    Właśnie miałem napisać, że słyszałem pogłoskę o 10 sezonach i ujrzałem ostatnie zdanie recenzji :)

  • BMR

    Nigdy nie ukrywałam, że przeczytaną dość dawno "Opowieść podręcznej" uważam za jedną z ważniejszych powieści XX wieku i że wywarła na mnie wstrząsające wrażenie. Oraz, że pierwszy sezon "Opowieści podręcznej" uważam za wyjątkowo dobrą ekranizację tej powieści; nie wierzyłam w sukces, a jednak! Niemniej jednak dla mnie od początku serial był właśnie tym- ekranizacją powieści. A ponieważ opisany przez Margaret Atwood koszmar był historią kompletną, a jednocześnie pełną niedopowiedzeń- i przez to tak mocno zapadającą w pamięć i przemawiającą wprost do emocji czytelnika (lub widza)- byłam bardzo sceptycznie nastawiona do pomysłu kontynuacji.
    Obejrzałam cały drugi sezon i z przykrością stwierdzam, że mój sceptycyzm miał swoje uzasadnienie. Kontynuacja była niepotrzebna (to znaczy na poziomie widza- bo czemu była potrzebna Hulu, wszyscy doskonale wiemy). Do kogo ten wstrząsający przekaz miał przemówić- pierwszym sezonem już przemówił. A "więcej tego samego" (czyli to, czego dostarczył drugi sezon) było najzwyczajniej w świecie niepotrzebne; Ci poruszeni pozostali poruszeni, tych nieprzekonanych kolejny sezon nie przekonał na pewno. Kontynuacja tej akurat historii bez zainteresowania pogłębieniem tła postaci, ich charakterystyki, nie miała się moim zdaniem prawa udać.
    Pierwszy sezon oglądałam autentycznie skamieniała- jak wtedy, kiedy czytałam "Opowieść podręcznej" i było mi niedobrze ze strachu. Drugi sezon- już tylko z ciekawości (dodajmy- gasnącej z każdym odcinkiem), co twórcy zrobią z tą historią. I żeby się zachwycać pięknem realizacji- bo w warstwie obrazu ta opowieść mało ma sobie równych. Ale czy to jest powód, żeby ten serial oglądać? Na pewno nie wystarczający, żeby czekać na każdy odcinek trzeciego sezonu.
    A opowieść o "planie na 10 sezonów" traktuję jako wymierzoną w istotę przekazu powieści; dalsze wałkowanie, rozmydlanie tej historii, ciągnięcie w nieskończoność pewnych wątków jest według mnie osłabieniem jej mocy. Aż do punktu, kiedy to będzie tylko kolejna dystopia ze schematycznie zarysowanymi postaciami- nie, dziękuję. Nie o to chodzi. I nigdy o to nie chodziło.

  • Iwona

    Jakby ona zakładając ten kaptur zrobiła obrót i została superwomen to byłaby w tym logika, a tak to wyszedł udający wkur... czerwony kapturek i po 2 sezonach pt. chcę uciec, dostaliśmy historię, a nie jednak nie uciekam, rozejrzę się tu jeszcze kilka sezonów. Co oczywiście wypada niewiarygodnie w każdym aspekcie.
    Rzeczywiście jeszcze 8 sezonów tego serialu na tym etapie brzmi jak szalony sen psychopatów, którzy całkiem dobrze i umiejętnie bawią się w poszerzanie naszej wiedzy o tym świecie (takich efektownych rzeczy jak wrzucanie z kulą do basenu można wymyślić jeszcze milion i jakoś odcinki wypełniać), ale nie potrafią zbudować w tej rzeczywistości ani interesującej fabuły (jest to trudne gdy nie mogą mieć "odwagi" pchania tego do przodu), ani ciekawych bohaterów (przecież jak ja myślę o tych postaciach to ja nadal nic o nich nie wiem), ani wielowymiarowych relacji między tymi bohaterami (trudno by nieciekawi ludzie mieli ciekawe relacje, tym bardziej, że koniec końców ktoś komuś może uciąć palec).

    • O tak, skomplikowane relacje to nie jest mocna strona "Podręcznej". Pomijając już June i Waterfordów, pojawiła się ciekawa rzecz pt. Emily i komendant Lawrence. Jaki to miało potencjał, po tym jak on oświadczył, że nie jest zainteresowany ceremoniami! Ileż tam można by świetnych rozmów pokazać, jak można by fajnie pogłębić ich oboje i stworzyć coś nietypowego, rozwijając powoli i systematycznie. Ale nie, musiało się zakończyć szybciej, niż się zaczęło.

      • BMR

        A jaki potencjał tkwił w żonie komendanta Lawrence'a. Ale nie- dwie sceny i "do widzenia, Gienia, bo mi się charakter zmienia"; w tym wypadku zmienia się scenariusz. Bo przecież widz chętniej "kupi" scenę gwałtu, albo wbijania noża w plecy i spychania po schodach, niż porządnie pogłębione portrety psychologiczne postaci.

        • wednesday

          Mnie w sumie zastanawia w jaki sposób uda im się obronić June po tej ucieczce. Przecież ona zrobiła już tyle złego w świetle ich prawa, że powinna wisieć już w pierwszym sezonie :p Jedna traci oko, inna palec, ten wisi tamten basenowy topielec a June włos z głowy nie spad, ma plecy dziewczyna. Przepraszam za tak banalny komentarz, ale niestety przestałam się wzruszać nad podręcznymi i całym tym serialem. Twórcy poczuli kasę także będzie tylko gorzej...
          Ah najbardziej podoba mi się scena ucieczki, jak sama napisałaś " jedna Martha, druga Martha, piąta, szósta i gotowe?" a oni dwa sezony się głowili jak by tu można się wydostać, serio słabe to strasznie.

          • Hazel

            Powtórzę: Ale dlaczego mieliby jej cokolwiek wyłupywać? Oficjalnie June przecież nie uciekła, tylko została porwana.

          • BMR

            Masz absolutną rację- z punktu widzenia logiki serialu nie ma powodu, dla której June miałaby była być ukarana. Do tej pory; teraz z domu zginęło najcenniejsze dobro Gileadu, czyli dziecko. W domu (a przynajmniej w Gileadzie) pozostały trzy kobiety: Marta, Żona Komendanta i Podręczna. Czyli trzy potencjalne winne- bo przecież wiadomo, ze w Gileadzie winę poniszą kobiety. Zawsze. Za wszystko.

  • Panna

    Gdybym wiedziala o 10 sezonach, pewnie bym nie zaczela.

    • BMR

      Myślę, że nikt tego nie wiedział. Nawet twórcy. No ale skoro się sprzedaje... okropne to!

  • Grzegorz Łętowski

    Czy ktoś zwrócił w ogóle uwagę na to, że w serialu w ogóle nie oglądamy księży ani innych hierarchów kościelnych? Trochę to dziwne biorąc pod uwagę stopień uregilijnienia społeczeństwa. Zakończenie nie było takie złe - tylko te dłużyzny strasznie raziły - tu trzeba uciekać a bohaterki się godzinami żegnają, itd.

    • Magda Motrenko

      Był ksiądz na murze i była uciekająca zakonnica. Jeśli jacyś się uchowali, to raczej nie wychylają nosa i udają, że nigdy nic. Była też scena burzenia kościoła. Są różne religie oparte na Piśmie Świętym; widać to tej stworzonej na potrzeby serialu księża nie są potrzebni. A ślubów udzielał bodajże jeden z komendantów, co też wiele tłumaczy. Komendanci mają monopol na wszystko.

  • Ania Trzewiczyńska

    Oh jak bardzo się z tym wszystkim zgadzam. Choć powrót Emily i Janine wg mnie byl wytłumaczony. W końcu ileś tam podręcznych zginęło w wybuchu... Końcówka zawiodła mnie totalnie a 10 sezonów sobie nie wyobrażam.

  • Rakel

    Zgadzam się z tą recenzją w zupełności. Rozumiem, że June chce uratować Hanne, powalczyć trochę z tym światem, jednak prób ucieczek było aż nadto, nawet jej palca nie ucięli ani oka nie wyłupili za te wszystkie akcje. Biedna, niewinna, słodka Eden uciekła raz i już z basenu nie wyszła.
    Serial podoba mi się bardzo, cenię sobie grę wszystkich aktorów ale nie mogę, no nie mogę już niestety patrzeć na zbliżenia twarzy Elizabeth Moss i te dłużyzny, te jej miny.

    • Hazel

      Ale dlaczego mieliby jej cokolwiek wyłupywać? Oficjalnie June przecież nie uciekła, tylko została porwana.

  • Aleksandra Kłosowska

    Jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził.
    Mnie się podoba i biorę wszystko, co dają twórcy serialu.
    Dla mnie mega.

  • doktorkrank

    Kolejny serial, który przestałem oglądać w trakcie drugiego sezonu w tym roku. Niestety wygląda na to, że zwłaszcza w USofA scenarzyści i twórcy gonią w piętkę. Zero kreatywności, zamiast podejmować ryzyko, ich jedyne rozwiązanie to dalej więcej tego samego. Ja rozumiem presję, model biznesu coraz bardziej zmierzający w stronę Hollywoodzkich studiów rządzonych przez księgowych, ale litości. Opowieści Podręcznej to doskonały przykład, ale wrzuciłbym do tej kategorii również Westworld czy Legion.

  • Kaśka Malisz

    Ja też liczyłam na to, że ona wreszcie ucieknie, zwłaszcza, że niemal każdy podjęty przez nią krok ciągnie za sobą krwawy ślad. I jakie może być uzasadnienie oderwania od piersi noworodka przy tak mocnym instynkcie macierzyńskim? OTÓŻ. Na miejscu został w*rwiony komendant, któremu zajumali dziecko spod nosa. Który, skoro dał uciąć palca żonie, to nie zawaha się uderzyć w Hanne, żeby zrekompensować sobie swoją stratę. Ta scena to nie jest bezsensowny twist. Konsekwentnie od paru odcinków było budowane napięcie co zrobi June w takiej chwili, czy da się wybrać między jednym a drugim dzieckiem. Czy w ogóle można mówić o takich wyborach. Gdyby teraz wsiadła do furgonetki z założeniem "w trzecim sezonie uratujemy Hanne" to dopiero byłoby przegięcie. Oglądam ten sezon z perspektywy świeżo upieczonej mamy i powiem wam, że gra na naprawdę cienkich strunach, które zostawiają mnie z dziwnymi emocjami po każdym odcinku.

    • aana87

      Mam dwójkę małych dzieci, i w życiu nie zostawiłabym młodszej żeby ratować starszą, kiedy nie wiedziałabym gdzie jest i jak to zrobić. W ostateczności wzięłabym młodszą ze sobą, ale kurcze, rozdzielenie się z dwójką dzieci? Słabe.

    • Mom of Two

      Zgadza się. Nie mogła zostawić starszego dziecka tylko po to, żeby osobiście karmić noworodka, który jest już w zasadzie bezpieczny. Skoro przez cały sezon brzmiało jak mantra: "ona nie może tu dorastać", to dlaczego starsza może?

  • Marek Szymański

    Mam wrażenie, że piszecie o jakimś innym serialu. Co do samej końcówki? Ok, tutaj też mam mieszane uczucia, chociaz rozumiem yakie rozwiązanie fabularne, ale te słowa o braku głębi postaci czy braku zainteresowania ich losem? Przecież ten serial opiera się głównie na tym, akcja może nie rozwija sie w zatrważającym tempie, ale właśnie skupia się na relacjach miedzy bohaterami, możemy ich głębiej poznać, zobaczyć ich przemianę czy wewnętrzne rozdarcie. Relacja miedzy Sereną a June w tym sezonie to po prostu majstersztyk, te gierki w które grają i odbijanie piłeczki, a koniec końców zrozumienie, że tak naprawdę są w takiej samej sytuacji to coś pięknego. Jestem w szoku, że ktoś mógł ten serial odebrać tak płytko. Mimo, ze ten sezon nie ruszył jakoś znacząco fabuly do przodu to uważam, że jest nawet lepszy niż sezon pierwszy, rozwijając przede wszystkim bohaterów, a o to w tym wszystkim chodzi.

    • Hazel

      "Relacja miedzy Sereną a June w tym sezonie to po prostu majstersztyk, te gierki w które grają i odbijanie piłeczki, a koniec końców zrozumienie, że tak naprawdę są w takiej samej sytuacji to coś pięknego." Też jestem tym zachwycona. Majstersztyk, jak powiedziałeś. Czekałam kiedy Serena się zbuntuje i faktycznie to zrobiła! Kompletnie nie spodziewałam się, że pozwoli June zabrać dziecko. Spodziewałam się jakiejś dramatycznej ucieczki, ale ona naprawdę zrozumiała. Wow.

  • Krzysztof Pribe

    Spolier alert. Nie uciekła tylko dlatego, żeby mógł być trzeci sezon. Bo jakby uciekła to nie byłaby już podreczna. Opowieść podręcznej bez podręcznej...

    • LuKe

      Once podręczna, always podręczna.

  • O tak... To bylo bardzo zawodzace. I juz odeszla mi chec ogladania nastepnego sezonu w ktorym bedzie walkowane wszystko to samo. A co do gry Moss... Jest dobra ale na tym etapie juz bardzo irytuja mnie te zblizenia kamery na jej twarz i jej psychotyczne miny ktore tylko oddalaja ja od bycia postrzegana jako czlowieka z krwi i kosci. Mnie nie przekonuje i wypada patetycznie.

  • Katarzyna

    No nie wiem, dziwi mnie ta recenzja i komentarze. Dla mnie zachowanie June było zupełnie zrozumiałe. Ona wie, że w Kanadzie jest jej mąż i Moira, więc wie, że z zewnątrz nic się nie da zrobić. Dlatego kiedy zobaczyła całą tę akcję, zobaczyła ile ludzi jej pomaga (szczególnie obecność komendanta wśród spiskujących wywarła na niej ogromne wrażenie- co widzieliśmy po jej minie), June postanowiła oddać Holly przyjaciółce, która niespodziewanie się pojawiła. Przecież to nie było z góry przemyślane, że zostanie. Podjęła tę decyzję w kilka sekund. Wróci do domu w którym nie wiadomo co zastanie, ale nie sądzę żeby o tym myślała. Przynajmniej wie, że komendanta ma w garści, bo facet ma na jej punkcie jakąś niezdrową obsesję (dlatego też nic jej się jeszcze nie stało), a Serena to też tylko zagubiona kobieta, mająca przecież dobre serce gdzieś głęboko.
    Czekam niecierpliwie na trzeci sezon bo jestem bardzo ciekawa jaka teraz będzie sytuacja w domu Waterfordów, kto będzie rządził.

  • Sub Zero Polish Squad

    Najlepsze w tych wszystkich recenzjach, to jest skupianie się na tym, czy to co zrobiła głowna aktora czy aktor, jest zgodne z logiką. Takie recenzje są bezsensu, w życiu prawdziwym czasem wydaje nam się, że ludzie podejmują nielogiczne decyzje. Każdy ma jakieś przesłanki do pewnych decyzji, o ktorych nie zawsze wiemy. Ocena odcinka nie powinna się skupiać na tym, jaką decyzję podjął bohater serialu. I teraz wchodząc w tą polemikę z autorem tekstu, co jest logiczne a co nie, co powinna ta June zrobić. Autor tekstu wykazuje się wielkim tchórzostwem zalecając ucieczkę do bezpiecznego miejsca i stamtąd walkę. Ciekawe w jaki sposób, jak rząd Kanady na poziomie dyplomatycznym nie zrobi niczego. Publikowanie ulotek i gadanie w telewizji w Kanadzie nic nie da, w realnym swiecie wszyscy wiemy co sie dzieje w Korei Północnej i nie potrzeba nam do tego kolejnych dowodów i wywiadów z tymi co uciekli. Walczac w pojedynkę oczywiscie nie ma sie szans, ale ostatni odcinek pokazał, że są ludzie, którzy zacyznają rozumiec ze Gilead jest zły. Ten ekonomista z tesli, Serena, jacys anonimowi ludzie. Może się coś zacząc dziać. Serial bardzo dobry i ciekawe zakończenie, oby tego nie zepsuli w 3 serii. Faktem jest, że kolejny powrót do Waterfordów może juz się przejść, ale zobaczymy jak to poprowadzą w serialu. Sam Fred chcialby została. Pytanie jak mu wytlumacza znikniecie dziecka.

    • Iwona

      Mark Twain napisał kiedyś, że fikcja różni się tym od rzeczywistości, że od rzeczywistości nie wymaga się by była logiczna.