Evangeline Lilly nie wspomina dobrze "Lost". Aktorka opowiada, co ją spotkało na planie

"Lost" (Fot. ABC)

0

"Lost" to bez wątpienia serial kultowy, a także produkcja, która otworzyła drzwi do kariery dla swoich aktorów. Wcielająca się w Kate Evangeline Lilly ma z niego jednak złe wspomnienia.

Evangeline Lilly zalicza się do aktorek, które w żadnej kwestii nie gryzą się w język i jasno mówią, co im leży na wątrobie. Zwłaszcza teraz, gdy jest jedną z gwiazd marvelowskiego uniwersum, wcielając się w tytułową bohaterkę filmu "Ant-Man i Osa". W czasach gdy kręciła "Lost", jej status był jednak o wiele skromniejszy, a z tym wiązały się duże nieprzyjemności, o których mówiła w podcaście "The Lost Boys".

Dla początkującej wówczas aktorki rola Kate była pierwszym tak dużym wyzwaniem w karierze i jak szczerze przyznała, nie wszystko, co z nim związane, wspomina miło. Wręcz przeciwnie, co ma związek z seksistowskim sposobem, w jaki była traktowana na planie.

- W 3. sezonie miałam przykre doświadczenie na planie, gdy zostałam praktycznie przyparta do muru w kwestii nakręcenia częściowo rozbieranej sceny. Czułam, że nie mam wyboru. Byłam zawstydzona i rozdygotana, a gdy skończyliśmy, rozpłakałam się. Zaraz potem musiałam natomiast kręcić kolejną mocną scenę.

Jeszcze jedna scena z rozbierającą się Kate była w 4. sezonie i bardzo nalegałam na to, by mieć nad nią kontrolę - ale znowu nic z tego. Powiedziałam więc: "To koniec - nigdy więcej. Możecie pisać, co chcecie, nie zrobię tego. Nigdy więcej nie rozbiorę się w tym serialu" - i nie zrobiłam tego - powiedziała Evangeline Lilly.

Można sobie tylko wyobrażać, jak trudne musiało być to przeżycie dla aktorki, która miała wokół siebie składającą się głównie z mężczyzn ekipę i nigdzie nie mogła znaleźć wsparcia. Od tego czasu Lilly bardzo uważnie dobiera role, unikając tych, gdzie mogłaby się spotkać z podobnymi problemami.

- Pomijam scenariusze, w których pojawia się nagość. Nie dlatego, że uważam ją za coś złego, ale z powodu braku pewności, że będę się przy tym czuła bezpiecznie i komfortowo. Robię to już od prawie 15 lat, mam dość doświadczenia i wiem, jak unikać takich sytuacji - przyznała aktorka.

Podejście bez wątpienia słuszne, godne pochwały i odważne - wszak z pewnością nie ułatwia znalezienia pracy. Evangeline Lilly wydaje się jednak nie mieć z tym problemu, przyjmując tylko te role, do których nie ma zastrzeżeń. Przyznaje jednak, że znajduje się w uprzywilejowanej pozycji, dzięki której może być wybredna, na co zdecydowana większość aktorek nie może sobie pozwolić. Dlatego też tak ważne jest mówienie o jej przeszłych doświadczeniach.

Względem tego aktorka nie ma natomiast żadnych oporów, co dotyczy także bohaterek, które grała. I tym sposobem wracamy do Kate Austen, którą Evangeline Lilly nazywa "okropną". Przynajmniej od pewnego momentu.

- Nie na początku - wtedy była całkiem cool - ale im dłużej trwał serial, tym bardziej stawała się przewidywalna. Miałam wrażenie, że moja bohaterka przechodzi od bycia autonomiczną postacią z własną historią, podróżą i celami, do uganiania się po wyspie za dwoma facetami. Okropnie mnie to wkurzało (...) Chciałam, żeby była lepsza, ponieważ stanowiła symbol kobiecej siły. Starałam się mocno, by zawsze pokazać w niej tę siłę i jej własne przemyślenia, nawet w płaczliwych momentach - powiedziała Evangeline Lilly.

Aktorka przyznaje jednak, że nie wszystko w Kate było złe i choć zdarzało się jej rzucać scenariuszami ze złości, dostrzega w swojej postaci pozytywne cechy.

- Świetne w niej było to, że miała wady - to bardzo ważne. Gdyby kobiety na ekranie były ich pozbawione, przekaz byłby taki, że są doskonałe, jeśli są urocze. Jeśli natomiast przedstawiasz bohaterki pełne wad, które zarazem są symbolami kobiecości i można je pokochać, to dajesz nam wszystkim przyzwolenie na bycie niedoskonałymi - tłumaczyła aktorka.

  • LuKe

    Lubię Evie i nie mam powodu nie wierzyć w jej relację, ale szczerze mówiąc trochę mnie ona dziwi i trochę brzmi jak wskoczenie do pociągu z napisem "me too". Po pierwsze sra w gniazdo z którego wyleciała i które zapewniło jej światową karierę, po drugie to, co mówi w ogóle nie pasuje mi do obrazu dziewczyny jaki stworzyła w mojej głowie. Evie to zawsze była taka chłopczyca z niewyparzoną buzią, która w moim mniemaniu była pierwsza do "rozbierania się" - obsada zasłynęła opowieściami o imprezach, które zawsze kończyły się kąpielami na waleta czy to w oceanie czy w basenie. Umówmy się "rozbierane" sceny w LOST to był pikuś (to nie kaliber Emilii Clarke czy Thandie Newton). Ile tego było? scena z Sawyerem w klatce, gdzie Lilly musiała ściągnąć top i oglądamy jej plecy? Josh Holloway nie raz widział jej piersi więc w czym problem? OK rozumiem, że jeśli jest ten moment przymusu ze strony produkcji, to człowiek może oponować. Ja też jestem taki, że staję okoniem od razu jak ktoś mi mówić, że coś muszę zrobić. Ale to jest zawód aktora i ten musi brać pod uwagę, że przyjdzie wreszcie scenariusz, w którym będzie jakaś nagość. Nie wiem. Dla mnie to jest jednak troszkę przesadzone, niepotrzebne rzucanie cienia na produkcję, która zapewniła ci byt i zbyt oczywiste i naśladowcze bicie w bębenek "me too".
    Śledząc wieści płynące z Hollywood "me too" przegrywa na wielu polach. Nie tylko w sądach ale i w świadomości wielu ludzi. Widać po wypowiedziach wielu aktorów, że chcieliby zabrać głos, ale nie mogą. Moment później muszą przepraszać, że się urodzili. W Hollywood istnieje bowiem polityka jednej narracji. Nie ma wolności słowa. Musisz krakać tak jak propaganda, bo inaczej możesz pożegnać się z karierą. Zadziwiające, że osoby o tak zwanych "liberalnych" poglądach sprowadzili na siebie niesamowitę wręcz cenzurę i zniewolenie. Koszmar.

    • Hazel

      Ech. Ty zawsze masz jakieś "ale". Ta akcja #metoo cię jakoś osobiście obraża że do wszystkich wyznań masz jakieś wąty? Po co miałaby to zmyślać? Dla popularności? Przecież już jest popularna.

      A nawet jeśli scena rozbierana była mało rozbierana (jest nawet napisane, że była tylko częściowo rozbierana), to i tak mogła się czuć niekomfortowo paradując przed tłumem facetów w biustonoszu. Nawet jeśli wiedziała że będzie grać w scenach rozbieranych to i tak pewnie był dla niej stres. Nie śledzę jej kariery więc nie wiem gdzie grała przed LOSTami ale to mogła być jej pierwsza scena rozbierana co dodatkowo dołożyło jej stresu. Imprezy rozbieranej nie porównywałabym w żadnej mierze do kręcenia sceny rozbieranej. Impreza na pewno była w zamkniętym gronie gdzie wszyscy się znali i czuli się swobodnie. Co innego kiedy masz świadomość że na twój biust będą się gapić tysiące widzów na całym świecie.

      Do tego dochodzi fakt, że praktycznie zmusili ją do zagrania tej sceny, co nie powinno mieć miejsca. Aktorka może mieć do tego obiekcje z rożnych powodów, a biorąc pod uwagę, że była początkującą aktorką, powinni jej zadanie ułatwić, a nie utrudnić.

      • Przede wszystkim: świat, w którym od początkującej aktorki oczekuje się, że się rozbierze, bo tak jest napisane w scenariuszu, to jakiś horror. Rozbieranie się nie należy do obowiązków aktorów i nie należy tego od nich oczekiwać "z definicji", bo telewizja to nie porno. Choć rządzącym nią przez lata facetom ewidentnie się myliło.

        Ja się bardzo cieszę, że wreszcie NIE MA cenzury, jest mniej strachu niż do tej pory i kobiety odważniej rozmawiają o tym, jakie to obciążenie psychiczne, kiedy od ciebie oczekują, że pokażesz cycki przed kamerą, i jak wiele utalentowanych osób zniszczył seksizm panujący w tej branży. Powiedzenie głośno, że też masz coś takiego za sobą, wymaga ogromnej odwagi, bo nie tylko informujesz cały świat o czymś wstydliwym, ale też przyznajesz głośno, że jesteś ofiarą. Ja nigdy w życiu nie potrafiłabym czegoś takiego zrobić i podziwiam te kobiety, ściskam za nie kciuki i kibicuję im każdego dnia.

        Nie pojmuję natomiast, czemu wielu facetom tak bardzo przeszkadza to, że kobiety zaczęły głośno mówić o tym, jakie problemy wiążą się z byciem kobietą w świecie rządzonym przez facetów. Czy ubywa wam męskości od tego, że jakiś drań gdzieś na drugim końcu świata dostał to, na co zasłużył? Czy może macie problem z tym, że kobietom nie sprawia przyjemności rozbieranie się przed kamerami, tylko chcą dokładnie tego co każdy aktor: dobrych ról? Bo o to chodzi w tych wyznaniach: kobiety chcą być traktowane jak ludzie, a nie obiekty seksualne. Nie domagają się żadnych specjalnych przywilejów, chcą tylko równości i szacunku dla swojej pracy.

        Traktujcie nas jak ludzi, a jest spora szansa, że jakoś w tej nowej cywilizacji - w której gwałtów, aktów przemocy i zwykłych, codziennych przejawów seksizmu, jakich doświadczamy wszystkie każdego dnia, nie zamiata się pod dywan - przetrwacie i niczego wam nie ubędzie. I błagam, nie p***, że wprowadzanie standardów polegających na traktowaniu drugiego człowieka z szacunkiem to cenzura i zniewolenie.

        Jest mi przykro, że czytam tak ohydne, cyniczne, pozbawione choć odrobiny empatii wypowiedzi na stronie, którą stworzyłam.

        • LuKe

          Jestem całym sercem za kobietami, za równymi szansami i za tym aby nie były wykorzystywane przez mężczyzn :)

          • Skoro tak, to czemu próbujesz odebrać im głos, kiedy bronią się przed seksizmem?

          • LuKe

            Nikomu niczego nie odbieram. Myślę, że wyjaśniłem powyżej swój punkt widzenia (być może w kilku chaotycznych punktach, ale wciąż). Zapewniam Cię Marto, że moje życie jest pełne kobiet. Jest w moim życiu więcej kobiet niż mężczyzn, tak się złożyło :D Mam genialne relacje z kobietami. Uwielbiam je i nieskromnie powiem, że jestem równie uwielbiany (przez przyjaciółki) ;D albo przynajmniej bardzo lubiany (przez koleżanki).

            Uważam, że tak jak wyraziła się >>maja<< powyżej (jak mniemam między innymi o mnie) również potrafisz mieć: "zabetonowane swoje poglądy życiowe i filtrujesz rzeczywistość tak, by do nich pasowała". Idealnie mi to do Ciebie momentami pasuje. Czasami mam wrażenie, że znasz tylko jedną stronę medalu. Ja kwestionuję wszystko ;) To jedyna droga do wyrabiania sobie poglądów.

        • hando

          Pani Marto, Pani tak na serio pisze?: "ja w imieniu wszystkich kobiet świata wobec całego świata mężczyzn" protestuję wobec tego i owego? Brzmi trochę jak urojenie, a trochę jak niepoprawne męczeństwo. Prędzej będzie z tego śmiech niż poważna dyskusja, nie wiem czy zdaje Pani sobie z tego sprawę...

          Nawiążę też do swojej wypowiedzi na forum tego serwisu w innym miejscu: bardzo źle wyglądają narzekania kobiety na rzekome wymuszanie nagich scen z udziałem aktorek, która równocześnie tak zachwyca się nagimi scenami z postaciami męskimi: vide "Poldark", Aidan Turner i Pani "ochy" i "achy".

          • A Pan serio nie widzi różnicy pomiędzy zmuszeniem kobiety do zdjęcia stanika a dobrowolnym zdjęciem koszuli przez mężczyznę? Proszę się dziś wybrać do jakiegokolwiek parku w jakimkolwiek polskim mieście, jest spora szansa, że otworzą się Panu oczy.

            Gdyby Aidan Turner powiedział, że ma z tym problem, BBC coś na nim wymusza itp., broniłabym go tak, jak bronię każdego, kogo ta branża postawiła w niekomfortowej sytuacji. Bo to nie są tylko kobiety, molestowanie dotyczy także facetów. Ale ponieważ jedynym, który miał odwagę to przyznać, jest Terry Crews, rozmawiamy tutaj głównie o kobietach.

            Także proszę przestać pleść tutaj bzdury i spróbować znaleźć w sobie odrobinę empatii i przyzwoitości.

          • hando

            Bez złośliwości i agresji, Pani Marto, poproszę! Nie służy ona nikomu: ani kobietom ani mężczyznom.

            Po pierwsze, to ponoć same kobiety - (wojujące) feministki nie widzą w tym problemu, chcąc "tych samych" zasad dla obu płci (cudzysłów nieprzypadkowy). Mam na myśli to zdejmowanie staników, i to tylko w znaczeniu, jakiego chcą owe feministki.

            Po drugie, a skąd ma Pani taką pewność, że wspomniany Aidan Turner, gdy nie zmienią się okoliczności po latach (tak jak to ma dziś miejsce z powołanym w artykule "przesławnym" ruchem), nie zacznie inaczej wypowiadać się na ten temat? ;-)

          • LuKe

            Ale przecież jest tyle kobiet, które walczą o "uwolnienie sutków" i które chciałyby w parkach być jak mężczyźni - wynika z tego jakaś ambiwalentność - z której strony nie spojrzysz opresja.

            Poza tym ciekawi mnie ta instytucja "przymusu". Bo ja np. jestem wolnym człowiekiem i uważam, że nikt nie jest mnie w stanie do niczego zmusić, no chyba, że celuje do mnie z broni (choć i wtedy miałbym ostateczny wybór). Wielokrotnie w mojej karierze zawodowej i w życiu bywały sytuacje, do których mnie przymuszano, ale nie wykonałem poleceń, bo np. uważałem że nie należy to do moich obowiązków lub po prostu nie chciałem - wiązało się to z tym, że kogoś zawiodłem, ktoś się na mnie obraził, mogłem wylecieć z pracy. Tak się nie stało (ale liczyłem się z tym) Wybór istnieje zawsze.

            Rzeczy, o których piszę nie są moim wymysłem. Mogę Ci podać dzisiątki linków do dyskusji, w których to KOBIETY rozmawiają o negatywnych aspektach ruchu "me too".

            Twoja histeryczna wypowiedź zasadza się o pewien ciekawy fakt - mianowicie wychodzisz z założenia, że kobiety to aniołki i nie realizują swoich interesów kosztem innych ludzi.

            Myślisz, że skąd się bierze teraz coś takiego, że rektorzy uczelni instruują swoich pracowników naukowych, aby indywidualne konsultacje ze studentkami odbywały się przy otwartych drzwiach. Albo ordynatorzy szpitalni, żeby doktor przy badaniu pacjentek zawsze miał u boku asystenta - najlepiej kobietę. Przykłady można mnożyć i mnożyć. Wkraczamy do świata paranoi.

            Nie mówiąc już o fałszywych oskarżeniach o gwałt. Koleżanka pracująca w korpo opowiadała mi, że np. niektóre jej rozwodzące się "koleżanki" posądziły swoich byłych mężów o molestowanie seksualne ich dzieci, po to tylko żeby dostać wyłączność na nie i nie mieć problemu obecności ex-tatusia w ich życiu. Classy ;)

            Ed Westwick - oskarżony o trzy gwały - uniewinniony z braku dowodów.
            Chris Hardwick - po zbadaniu sprawy przez stację - wraca na antenę - relacja jego byłej dziewczyny uznana za niewiarygodną.
            Azis Ansari - cała historia od początku bardzo dziwna i w zasadzie nikt nie wie na czym polegało przymuszenie pani.
            Casey Affleck - panie, które go oskarżyły (o spanie w jednym łóżku, w ubraniach, po wspólnie zakrapianej alkoholem imprezie) poszły na ugodę, wzięły pieniądze i nie pamiętają o zdarzeniu.
            James Franco - o dziwo w najnowszych newsach projektu "The Deuce" serialowa dopytywała o Franco, rozumiem zapominając o tym, że również jest obiektem oskarżeń o molestowanie seksualne.

            Bezmyślne bicie w bębenek "me too" przyczynia się do tego, że kobiety przeżywające prawdziwą traumę związaną z karalnym czynem - nie będą chciały tego zgłaszać.

            Rolą kobiet nie powinno być polowanie na czarownice, a to aby kobiety czuły się jak najbardziej komfortowo zgłaszając gwałt jak najszybciej po tym, kiedy nastąpił. Jeśli zaszło jakieś zdarzenie z cyklu molestowania, jak najszybciej zgłaszać. Szukać świadków, być może próbować nagrać (mamy obecnie tyle możliwości rejestrowania) jeśli sytuacja jest regularna. Ważne są DOWODY!!!

            Tymczasem takie bicie w bębenek "me too", które przypomina bardziej jakieś "ice-bucket challenge" czyli chwilową modę ze szczytnym celem w tle nie robi nic dobrego. Jak się musi czuć kobieta, która została zgwałcona kiedy czyta, że uprzywilejowana panna Lilly 20 lat temu miała problem ze zdjęciem stanika na planie serialu TV? Gdzie jej empatia?

            Wkurza też hipokryzja kobiet hollywood (i nie tylko) - znów mógłbym tu puścić wiązankę pochwalną Hollywood dla Harveya Weinsteina, którą można znaleźć na you tube. To tylko dowodzi, że ważniejsza od kobiet była przez lata kariera i dopiero teraz gdy te "mniej znaczące", zdesperowane kobiety zaczęły wychodzić z osobistymi historiami, kobiety Hollywood zaczęły nagle podczepiać się pod ten pociąg, wiedząc, że Weinstein nie zagrozi już ich karierkom (a wiedziały o procederze, skoro ja w Polsce już 10 lat temu o nim wiedziałem). Dwa lata temu Meryl Streep nazywała go "Bogiem", a Jennifer Lawrence nieustannie dotykając go głosiła: "Potrzebujemy więcej takich ludzi jak Harvey".

            Życzyłbym sobie aby wszystkie kobiety w branży czuły się komfortowo w rozbieranych scenach - tak jak np. Nicole Kidman, która rozbiera się w co drugim swoim filmie, również tym wyprodukowanym przez siebie.
            https://www.youtube.com/watch?v=1FToM8_GRAc

          • hando

            Pojawiło się kilka szerszych wypowiedzi, parę rzeczowych argumentów i - bardzo dobrze to ująłeś - histeryzująca Pani Marta nagle umilkła. Dokładnie tak samo jak w dyskusji pod tym linkiem: http://www.serialowa.pl/177447/7-rzeczy-ktore-uczynily-moj-tydzien-lepszym-117/
            Oględnie skomentuję to tak: nie zawsze rzeczywistość wygląda tak jak malują ją celebryci (oj, przepraszam: celebrytki!).

          • Hazel

            Bo oczywiście każdy kto dyskutuje z tobą ma za zadanie siedzieć przed ekranem komputera non stop i co chwilę odświeżać ekran, żeby zobaczyć, czy już mu odpowiedziałeś, po czym natychmiast samemu odpowiedzieć. Radzę zjechać z wysokiego konia. Każdy ma swoje życie. Zresztą patrząc na poziom tych argumentów wcale bym się nie zdziwiła, gdyby Marta uznała tę dyskusję za beznadziejny przypadek.

          • hando

            Myślę że Pani Marta nie potrzebuje rzecznika w Twojej osobie.

            "Z wysokiego konia"?!? Radzę Ci w takim razie jeszcze raz - ale już ze zrozumieniem - przeczytać ten fragment (pseudo)manifestu Pani Marty:
            "Traktujcie nas jak ludzi, a jest spora szansa, że jakoś w tej nowej cywilizacji - w której gwałtów, aktów przemocy i zwykłych, codziennych przejawów seksizmu, jakich doświadczamy wszystkie każdego dnia, nie zamiata się pod dywan - przetrwacie i niczego wam nie ubędzie. I błagam, nie p***, że wprowadzanie standardów polegających na traktowaniu drugiego człowieka z szacunkiem to cenzura i zniewolenie."

            Rozumiesz już teraz, co to znaczy: "siedzieć na wysokim koniu", jak to "zgrabnie" ujęłaś?

            W naturze jest takie odwieczne, samospełniające się prawo, że nie masz akcji bez reakcji...

          • Myślę, że przede wszystkim nie potrzebuję jednej rzeczy: facetów, którzy mi mówią, czego potrzebuję, a czego nie, i przeinaczających moje słowa. Żegnam Pana.

          • Nie mam ochoty z Panem rozmawiać i nie będę więcej tego robić. A teksty o histerii bardzo proszę zachować dla swojej żony, dziewczyny, matki, siostry itp. Na pewno one to docenią.

          • Hazel

            Ale to że #metoo ma negatywne skutki nie znaczy, że on jest zły. On otworzył Puszkę Pandory. To, że się o tym rozmawia, to dobrze.

            Nie wszyscy oskarżeni o molestowanie/gwałt są winni? Cóż. Ich karierze prawdopodobnie to nie zaszkodzi, za to może ukarani zostaną niektórzy naprawdę winni.

            "Rolą kobiet nie powinno być polowanie na czarownice, a to aby kobiety czuły się jak najbardziej komfortowo zgłaszając gwałt jak najszybciej po tym, kiedy nastąpił."
            Tyle że tak nie jest w dzisiejszym świecie. Kobiety się wstydzą przyznać, że są ofiarami, bo często zrzuca się na nie winę. I jak kobiety mają to zmienić? Kobiety nie mają takiej władzy.

            "Życzyłbym sobie aby wszystkie kobiety w branży czuły się komfortowo w rozbieranych scenach"
            Ale to tak nie działa. Każda kobieta ma prawo mieć swoje zdanie na temat scen rozbieranych. To że Nicole Kidman nie ma oporów przed zdjęciem stanika nie znaczy że wszystkie kobiety muszą być takie same.

            Poza tym #metoo to nie jest jakiś konkurs z nagrodami kto był bardziej molestowany. Każda forma molestowania jest zła.

          • LuKe

            Ważne jeszcze jak się rozmawia i czy za tymi rozmowami coś stoi? Idą jakieś działania.
            Jak to karierze pomówionych o molestowanie nic nie zaszkodzi? Wydarzenia ostatniego roku pokazują dosadnie, że grozi to całkowitym zniszczeniem czyjejś kariery i reputacji.
            Specjaliści z branży twierdzą, że np. James Franco prawdopodobnie nie dostał nominacji do Oscara właśnie dlatego, że został oskarżony o molestowanie. No i co teraz? Minęło parę miesięcy i nic poza krzyczeniem "wilk" z tego nie wyniknęło. Ja o każdym mogę wszystko powiedzieć i co? To ma być wystarczające aby zniszczyć komuś życie i reputację?

            Tak jak napisałem wyżej wiara w to, że... kobiety nie idą po trupach do celu, że się nie mszczą, że nie mają problemów psychicznych, że nie zrobią wszystkiego aby znaleźć się w centrum zainteresowania, że nie polują na pieniądze bogatych mężczyzn, że nie posądzają ich o nie wiadomo co, aby przed sądem dostać pełną opiekę nad dziećmi, że nie stosują szantażu do osiągnięcia swoich celów - jest naprawdę urocza. Dlatego DOWODY!!! są tu pierwszorzędną kwestią.

            "Kobiety się wstydzą przyznać, że są ofiarami, bo często zrzuca się na nie winę. I jak kobiety mają to zmienić? Kobiety nie mają takiej władzy."

            To niech się wstydzą dalej. Na pewno dokonają postępu takim myśleniem. Zrzuca się na nie winę, a ruch me too dolewa oliwy do ognia, bo co wynika z pierwszych rezultatów akcji. Tylko Bill Cosby oberwał. O całej reszcie nie wiadomo zupełnie nic, a niektórzy zostali uniewinnieni.

            Jak to kobiety nie mają władzy aby wprowadzać zmiany? Przecież są kobiety w polityce i to do ich zakichanego obowiązku należy to, aby stworzyć kobietom takie warunki, aby te nie bały się zgłaszać na policję. Jaki problem stworzyć projekt ustawy, która powoływałaby np. specjalny wydział policji zajmujący się tylko i wyłącznie tymi sprawami. Miejsce, w którym np. pracowałyby same kobiety: policjantki psycholożki, prawniczki, lekarki - cały sztab, który w sposób bardzo profesjonalny zaopiekowałby się taką kobietą medycznie, psychologicznie, zebrał dowody i zajął się nią w kwestiach prawnych. Trudne? Może i trudne. Niewykonalne? - oczywiście, że wykonalne. Może zamiast zająć się prawami dotyczącymi mordowania płodów i innymi durnymi ideologiczno-politycznymi sprawami zajęłyby się sprawami naprawdę istotnymi.

            "Ale to tak nie działa. Każda kobieta ma prawo mieć swoje zdanie na temat scen rozbieranych."
            Pełna zgoda. Od tego jest agent, prawnik i kontrakt - nie rozumiem tego typu argumentów. Jeśli ktoś jest głupią zagubioną gąską, która nic nie wie o świecie i nie potrafi zadbać o swoje interesy, to może nie powinna robić kariery w show-biznesie, tylko stanąć na kasie w Wallmarcie.

            Poza tym #metoo to nie jest jakiś konkurs z nagrodami kto był bardziej molestowany.
            - Niestety w wielu przypadkach właśnie tak to wygląda, dlatego porównałem do bezmyślnego "ice-bucket challenge", który też pod pretekstem dobroczynności, był zwykłym modnym łańcuszkiem.

            A odnośnie "przymusu". Wydaje mi się, że wielu ludzi ewentualne negatywne dla siebie konsekwencje własnego wyboru, traktuje jak przymus. Czyli pracodawca mówi: albo to zrobisz, albo wylatujesz. To nie jest tak, że w tej sytuacji nie ma się wyboru. Wybór jest zawsze. Można pokazać mu fucka i odejść z pracy, można wejść na drogę sądową (jeśli ma się mocne argumenty), można też się zgodzić - tylko wtedy proszę nie argumentować własnej decyzji - przymusem.

            Kobieta, która np. zrobiła karierę przez łóżko, płacząca potem, że inaczej się nie dało - naprawdę jest mało wiarygodna i troszkę żałosna.

            Także za opcją "me too" kryje się wiele kobiet - od pozerek, kłamczuch, karierowiczek, oportunistek, po prawdziwie skrzywdzone kobiety. I dlatego zabieram głos wtedy, kiedy uważam, że "me too" jest nadużywane.

          • maja

            Dziękuję za twój głos. Podziwiam Cię, że podejmujesz dyskusję, mając do czynienia z osobami, które wcale nie chcą zrozumieć,zabetonowały sobie swoje poglądy życiowe i filtrują rzeczywistość tak, by do nich pasowała.

        • LuKe

          Jest GIGANTYCZNA CENZURA w Hollywood. Aby zrobić karierę w Hollywood musisz mieć z góry ustalony zestaw poglądów, a jeśli masz własne, to przynajmniej nie wolno ci publicznie się z nimi ujawniać. Jeśli złamiesz reguły - nie masz co tam robić. Zostaniesz zrównany z ziemią.
          I tak np. nie lubisz konkretnego geja - jesteś homofobem
          Nie lubisz konkretnego serialu czy filmu z czarną obsadą - jesteś rasistą.
          Nie lubisz Leny Dunham (;D) jesteś seksistą, mizoginem i generalnie "fat -shaming" :D :D :D
          I tak jest generalnie niemal z każdym ideologiczno-politycznym problemem o jakim tylko można pomysleć - od nielegalnej imigracji - po global warming.
          Jeśli ktoś temu zparzecza, to żyje naprawdę w jakiejś ideologicznej bańce. I to jest słodkie.

      • LuKe

        Oczywiście, że dla popularności (jej kariera jest wciąż rzekłbym raczkująca, nie jest jeszcze nazwiskiem, które przyciąga ludzi do kin). A już na pewno żeby zaplusować u kobiet aby poszły na jej nowy film "Antman & Wasp" i aby poczuć się częścią ruchu. Nie twierdzę, że sytuacja nie miała miejsca, co więcej uważam, że cała ta wypowiedź prawdopodobnie jest efektem pytania jakiejś dziennikarki o ruch "me too" i czy Evangeline ma podobne doświadczenia. A więc niejako została wywołana do odpowiedzi ;)

        Wydaje mi się, że kwestia rozbierania się bądź nie - to jest kwestia kontraktu. A więc nie byłoby problemu gdyby na starcie zastrzegła sobie prawo do niezgodzenia się na takie coś i do dublerki. I nie ma wtedy problemu. Ale zrzędzenie po latach, że było jej niekomfortowo bo pokazała plecy jest troszkę żenujące. Zwłaszcza, że na festiwalach filmowych stykam się naprawdę z kinem z różnych stron świata i jakoś tylko w Hollywood mają problem z nagością (nie wszyscy oczywiście). Eurpejskie kino, skandynawskie kino, rosyjskie kino, azjatyckie kino - jest pełne nagości i męskiej i kobiecej. Jakoś większość aktorów wie, że ciało jest ich narzędziem pracy. Dodam, że mi golizna w filmach najczęściej jest do nieczego nie potrzebna i zawsze na serialowej krytykowałem np. żenujące popisy w "Grze o tron". Rozumiem, że ktoś ma opory. Rozumiem, że ma prawo się sprzeciwiać - nie rozumiem dlaczego tego nie zrobiła i na czym polegał ów przymus? To mnie interesuje. Konkrety. Rozumiem, że ktoś jej powiedział, że wyleci z pracy jeśli tego nie zrobi? Zapłaci grzywnę za niewiązywanie się z kontraktu? (czyli taki punkt w kontrakcie musiał istnieć inaczej nie mieliby prawa tego od niej wymagać.