Królowa podziemnego świata. "Ostre przedmioty" – recenzja finału serialu HBO

"Ostre przedmioty" (Fot. HBO)

0

"Ostre przedmioty" na koniec udzieliły kilku cennych rad. Nie wyłączajcie serialu wraz z napisami końcowymi. Nie ufajcie kobietom z Wind Gap. No i przede wszystkim nie mówcie mamie. Spoilery!

Poza dobrymi radami otrzymaliśmy też rzecz jasna odpowiedź na kluczowe pytanie: kto zabił? Choć na tę kazali nam twórcy czekać praktycznie do ostatnich sekund, wcześniej podążając ścieżką, którą zapoczątkowali już tydzień temu i zrzucając całą winę na Adorę (Patricia Clarkson). W całkiem niezłym stylu, bo trzeba przyznać, że małomiasteczkowa trucicielka i najbardziej nadopiekuńcza ze wszystkich matek w rolę szalonej morderczyni wpisała się bardzo wdzięcznie. No ale zwieść wszystkich w Wind Gap to jedno, z oszukaniem widzów sprawa jest trudniejsza.

Nawet jeśli nie daliście się w stu procentach wyprowadzić w pole (a po zamknięciu sprawy na blisko 20 minut przed końcem odcinka wątpliwości dało się wyczuć na kilometr), musicie jednak docenić moc, jaką miało zakończenie. Bo te kilkanaście sekund, prowadzące od "dentystycznego" odkrycia Camille (Amy Adams), poprzez jej pełne niedowierzania, szoku i obrzydzenia spojrzenie na siostrę, aż do cichego i wzbudzającego dreszcze "Nie mów mamie", to po prostu rewelacja. Twist z gatunku takich, po których szczęka ląduje na podłodze, w dodatku zrealizowany tak perfekcyjnie, że nawet wcześniejsze wyczekiwanie na jakiś wybuch nie umniejsza jego siły.

sharpobjects5

Do konsekwencji tej końcówki jeszcze wrócimy, ale najpierw trochę się cofnijmy. Nie można przecież sprowadzać do niej całego odcinka, w którym działo się więcej istotnych rzeczy. Z punktu widzenia samego zakończenia wręcz zasadniczych, bo to dzięki nim udało się twórcom umiejętnie kontrolować towarzyszące nam przy finale emocje. Te natomiast musiały się utrzymywać na wysokim poziomie, bo "Ostre przedmioty" pokazały tu swoją kolejną twarz – już nie sennego kryminału czy mrocznego jak diabli dramatu obyczajowego, ale pełnokrwistego thrillera.

Rzecz jasna nie takiego zwykłego, bo zamiast przerażającego mordercy mieliśmy tu "tylko" nieco zbyt troskliwą matkę, ale poza tym zgadzało się wszystko. Łącznie z suspensem, walką o życie i ratunkiem w ostatniej chwili. Napięta atmosfera zainicjowana rodzinną kolacją rodem z horroru wisiała w powietrzu złowrogo niczym topór, a my mogliśmy tylko czekać, aż w końcu twórcy zdecydują się go opuścić. Ci jednak nic sobie z naszych nerwów nie robili, bawiąc się jeszcze naszym kosztem, choćby wracając do przesłuchiwanego przez policję Johna Keene'a (Taylor John Smith) czy racząc opowieścią o Persefonie.

Ta ostatnia była szczególnie udanym chwytem, bo choć od początku stanowiła zapowiedź ostatecznego rozwiązania, w momencie gdy opowiadała ją Amma (Eliza Scanlen), całą naszą uwagę skupiono na jej matce i siostrze. Intensywne spojrzenie pomiędzy Adorą i Camille gdy padały słowa o królowej podziemnego świata było wszystkim, czego nam trzeba. Wszelkie inne sygnały stały się zbędne – oto mamy przybywającą z krainy ciemności i wymierzającą okrutne kary kobietę, świadomą swojego losu i przerażoną Ammę, ignorującego wszystko Alana (Henry Czerny) i pojmującą, że jest zdana tylko na siebie Camille. Elementy dopasowały się tak idealnie, że automatycznie ignorowało się fakt, że przecież za Persefonę robi przy tym stole ktoś inny.

sharpobjects7

Potem byliśmy już natomiast zbyt zajęci, by dokładnie rozpatrywać szczegóły, w końcu życie Camille, posłusznie łykającej miksturę Adory, wisiało na włosku. Swoją drogą, jeśli ta "pomagała naturze", mieszając leki, płyn do chłodnic i trutkę na szczury, a pomimo tego zabijała swoje córki w kontrolowanym, nie za szybkim tempie, to należy się jej nagroda dla najbardziej zabójczego chemika im. Waltera White'a. Ale żarty na obok, bo przy tragedii rozgrywającej się w domu Crellinów nikomu nie powinno być do śmiechu.

Zwłaszcza że twórcom do samego końca udało się zachować umiar, mimo że okazji do przyspieszenia tempa i zamienienia historii w bardziej standardowy dreszczowiec nie brakowało. Gdyby serial podążał bardziej utartymi ścieżkami, byłby jednak tylko jednym z wielu. Tu udało się stworzyć coś wyjątkowego, zachowując jednocześnie wszelkie prawidła gatunku, choćby "zaglądanie" do umysłu mordercy. Czym inna była wszak opowieść Adory o swojej matce?

sharpobjects8

Ten moment, w połączeniu z kąpielą, gdy Camille niczym bezbronna ofiara była skazana na łaskę swojej oprawczyni, to jedna z tych niepozornych, ale robiących ogromne wrażenie i kipiących od wewnętrznego niepokoju scen, których pełno w "Ostrych przedmiotach". Takich jak finał, do którego wypada teraz wrócić i zastanowić się, czy poza efektem w postaci naszego szoku, wszystko zagrało w nim, jak powinno. Wydaje się, że tak, choć twórcy balansowali tu na delikatnej granicy pomiędzy uzasadnioną a nadmierną subtelnością.

Z jednej strony mieliśmy w całym serialu aż nadto dowodów na okrucieństwo Ammy, wykraczające daleko poza zwykłą nastoletnią złośliwość. Było nawet, teraz wyglądające całkiem jasno, bezpośrednie rzucenie na nią podejrzenia już w 3. odcinku – pamiętacie scenę w ubojni? Z drugiej strony, późniejsze kierowanie naszego wzroku gdzie indziej sprawia, że motywacje bohaterki nie są do końca czytelne.

Domyślam się, że kierowała nią zazdrość o uwagę, jaką zamordowanym dziewczynom poświęcała Adora (dzięki temu można uzasadnić również zabójstwo jej przyjaciółki z St. Louis, która zbliżyła się do Camille – "nowej" matczynej figury w życiu Ammy), co w połączeniu z oczywistymi problemami psychicznymi wytworzyło morderczą mieszankę. Pytanie, czy zostało to przekazane dostatecznie jasno? Skłaniam się mimo wszystko ku twierdzącej odpowiedzi, wierząc, że zdecydowanie lepiej powiedzieć odrobinę za mało, niż za dużo.

sharpobjects6

Stąd też nie jestem nawet do końca przekonany, czy absolutnie niezbędne były nam sceny po napisach. Owszem, wyjaśniają one kilka wątpliwości (kto pomagał Ammie, skąd krew Natalie na podłodze w pokoju Johna, kim była kobieta w bieli), ale nie są to rzeczy z gatunku decydujących o ocenie całego serialu. Traktuję je raczej jako dopowiedzenie, które bynajmniej nie rujnuje mocy genialnej ostatniej sceny, ale wydaje się nadmiernym formalizmem.

Skoro jednak zakończenie i tak zostawiło mnie w kompletnym osłupieniu, to czepianie się takich szczegółów byłoby pozbawione sensu. Czepiać się więc nie będę, podobnie jak nie zamierzam tego robić w innych miejscach. Choćby przy okazji relacji Camille z Willisem (Chris Messina), którego przykra reakcja na widok blizn kobiety mogłaby wybrzmieć nieco mocniej, bo przeszła niemal niezauważenie. Albo milczącego Alana, którego nie wykorzystano w dostatecznym stopniu – wystarczy spojrzeć na świetną scenę z nim i Vickerym (Matt Craven) u fryzjera, by zrozumieć, że ten bohater miał znacznie większy potencjał.

sharpobjects2

Coś jednak twórcy musieli poświęcić (wybór mężczyzn jest w sumie naturalny), by móc się w stu procentach skupić na swoich bohaterkach i bardzo dobrze, że to zrobili. Dzięki temu otrzymaliśmy serial uciekający od schematów i spełniania prostych oczekiwań, co dla niektórych może być wadą. Zrozumiałe, bo w kategoriach klasycznego kryminału "Ostre przedmioty" nie wychylają się ponad solidność. Dodając jednak do tego drobiazgowy portret trójki fascynujących kobiet i całego społeczeństwa, otrzymamy produkcję, która wciągała coraz mocniej z każdym kolejnym odcinkiem.

Amy Adams, Patricia Clarkson i Eliza Scanlen wyniosły świetny scenariusz jeszcze o poziom wyżej (deszcz nagród spadnie pewnie na dwie pierwsze, ale mnie serial pewnie już zawsze będzie się kojarzył z finałową kwestią w wykonaniu tej ostatniej). Dzięki kapitalnemu montażowi każda godzina w Wind Gap wydawała się zarazem piękną i niepokojącą podróżą po umyśle Camille. Panujący nad wszystkim Jean-Marc Vallée nie pozwolił natomiast, by historia uciekła za bardzo w nierzeczywistość albo w czystą tandetę. Patrząc na to, z jak sensacyjną fabułą mieliśmy w gruncie rzeczy do czynienia, sprowadzenie jej do subtelnej opowieści o radzeniu sobie z traumą uznaję za naprawdę sporych rozmiarów osiągnięcie.

Cały sezon "Ostrych przedmiotów" można obejrzeć w HBO GO.

  • Agatin

    Ha! Właśnie obejrzałam ostatni odcinek. I było tak jak podejrzewałam. :)

  • michax

    Nie czytałem żadnych książek Flynn, ale filmy widziałem (też produkcję z Charlize Theron) i są w nich tandetne i kiczowate pomysły, twisty, trochę jak z thrillerów, kryminałów klasy B, które pewnie też są w książkach. Pamietam że na filmie Davida Finchera, skądinąd dobrym, w scenie seksu i morderstwa się zaśmiałem, a tutaj jest podobnie. Rozumiem rozwiązanie, czyli kto okazał się mordercą i dlaczego, ma to sens, ale przedobrzyła autorka książki która też odpowiada za scenariusz finału. Wiem że w książce też tak było, ale ten twist to jednak było za dużo. Ale jednocześnie nie dało się tego twistu ominąć, bez tego nie byłoby książki i serialu. Ostatnia scena też pokazuje jak wiele znaczy dobry reżyser, bo gdyby ta sekwencja została zrealizowana przez słabego reżysera wypadła by nędznie. Flynn ma szczęście do reżyserów, bo dzięki temu jak jest zagrana i zrealizowana scena to nie kłuje to aż tak w oczy jak to kiczowate jest, ale nie zmienia to tego, że się
    zaśmiałem, a nie taki był zamiar twórców. Chociaż było wcześniej sugerowane kto może okazać się mordercą i dlatego aż tak mnie twist nie zaskoczył. Można było się domyślić, bo do końca odcinka zostało z 20 minut, czyli wiadomo że coś jeszcze będzie. Pisarka ma szczęście do dobrych reżyserów, którzy wyciągają z jej powieści bardzo dużo i może się mylę, bo żadnej nie czytałem, ale wydaje mi się, że adaptacje jej książek są o wiele lepsze i przede wszystkim ambitniejsze jak jej książki, przynajmniej jest tak w tym przypadku. Ogólnie to serial dobry z wybitną reżyserią, montażem, świetną muzyką i aktorstwem. Za ostatnią scenę finału przed napisami obwiniam nie reżysera ale oryginał, który adoptowano, bo ekipa wyciągnęła wszystko co mogła z tej sceny. Jeśli Vallee ze średnich materiałów potrafi wyciągnąć tyle dobrego to chętnie bym obejrzał jakiś serial lub film
    z gatunku thriller/kryminał w jego wykonaniu, ale z lepszym scenariuszem. W ogóle to brakuje mi adaptacji powieści Grishama, za to mogło by się HBO zabrać. Nie wiem czemu przestano kręcić adaptacje jego książek.

  • Panna

    W bardzo podobnym stylu jest ksiazka tej samej autorki "Mroczny zakatek". Nic dziwnego byloby, gdyby ja tez zekranizowano.
    Samo Sharp Objects mnie troche zawiodlo, mimo dobrej rezyserii i aktorstwa malo sie dzialo, a cale rozwiazanie "wpchano" w ostatni odcinek, dobrze nawet nie wyjasniajac motwow.

    • BMR

      Ale zawiodło Cię jako ekranizacja? Czy jako serial? Bo nie wiem, czy czytałaś wcześniej książkę.
      Dla mnie motywy akurat zostały całkiem nieźle wyjaśnione. Adora truła córki "po trochu", żeby je całkowicie od siebie uzależnić, mieć dziecko, którym należy się z całych sił opiekować (ta scena z poprzedniego- chyba- odcinka, kiedy Adora trzyma na rękach niedawno urodzoną Ammę i mówi o niej z zachwytem "następne chorowite dziecko"). A Amma pozbywała się każdej dziewczyny, która (jej zdaniem) w jakiś sposób konkurowała z nią o uwagę i zainteresowanie kobiety dla niej ważnej- najpierw Adory, potem Camille.

      • Panna

        Jako serial raczej, ale uwazam, ze ksiazka byla gorsza. Mozliwe, ze to wyjasnienie bylo jednak dosc dokladne,ale napiecie bylo budowane przez caly serial i sie nie posuwalismy do przodu (albo w takich szczegolach, trudno zauwazalnych), az boom - ostatni odcinek i pozostaje jakas taka pustka. Ale to tylko moje wrazenie

    • michax

      Ale to nie był kryminał, nie wiem jak w książce, tylko dramat, a elementy kryminały, thrillera to dalszy plan, i dlatego nie dziwi mnie, że niby mało się działo, bo dużo się działo, ale pokazywano subtelnie.

  • BMR

    Dla mnie Camille po obejrzeniu ostatniego odcinka (książki nie czytałam) stała się postacią tragiczną- poświęciła się i zaczęła dobrowolnie pić produkowaną przez Adorę truciznę, żeby uratować Ammę. Prawdopodobnie myślała przy tym o Mariane, której uratować jej się nie udało (i być może towarzyszyło jej z tego powodu poczucie winy). Zaopiekowała się tą siostrą, która przeżyła opiekę Adory żeby wkrótce się dowiedzieć, że Amma jest morderczynią...

  • Dla mnie to samo zakończenie było absolutnie okropne w książce - rażąco tandetne i szokujące na siłę, jak gdyby autorka nie potrafiła się zatrzymać w dodawaniu do siebie kolejnych koszmarów rodem z nagłówków "Faktu". A tu do mnie trafia.

    Uważam, że Jean-Marc Vallée jest geniuszem, bo w serialu wszystko mi pasuje idealnie, nawet to zakończenie. No ale zamiast iluś stronic dokładnych objaśnień mamy jedno mocne "Don't tell mama" - które zresztą zostało dopisane w serialu. Sceny w trakcie i po napisach IMHO kompletnie niepotrzebne - wszystko było jasne i bez tego. No ale to niestety ukłon pod adresem książkowych objaśnień, ile komu zębów i jakimi narzędziami wyrwano.

    • Iwona

      Tak, ta scena jest niepotrzebna, ale po raz kolejny szybki montaż ratuje w tym serialu sytuację i umiejętnie walczy z grafomanią autorski książki.
      Po finale jestem pod jeszcze większym wrażeniem serialu niż podczas wcześniejszych odcinków, bo znając książkę nie wierzyłam, że serial na koniec nie wysypie się pod ciężarem literackiego banału. Ale pięknie udało się tego uniknąć i do jakości aktorskiej, reżyserskiej i ogólnie realizacyjnej dodano dobrze napisany ostatni odcinek, w którym też udało się skupić na bohaterach, a nie tylko na ich czynach.
      I koniec serialu jest świetny w kontekście postaci Camille. Amy udało się zbudować postać autentycznie zranioną, heroicznie posklejaną, której subtelność środków wyrazu była najbardziej widocznych budulcem drogi do postaci i cudownie, że na koniec nie musiała zagrać tych łopatologii napisanych przez Flynn.

  • ROB-i

    Nie wiem czy troche nie na wyrost ale pomiedzy "I See Dead People" a "Don't Tell Mama" stawiam znak rownosci.Moze dlatego ze jestem chwile po finale i jeszcze zbieram "zeby" (sic!) szczeke z podlogi.

    • jimisan

      szczerze włos mi się zjeżył na karku na widok podłogi z "kości słoniowej" w domku dla lalek i ta ostatnia sentencja, którą wypowiedziała Amma na długo wryje się w moją głowę...

  • Michał Woźnicki

    Jean Marc-Vallee to jeden z moich ulubionych reżyserów i swój geniusz pokazał po raz kolejny. Oczywiście aktorstwo było na bardzo wysokim poziomie, ale sądzę, że takie wędrówki po umyśle i emocjach bohaterów potrafi przedstawić najlepiej (np. Dallas Buyers Club, Wild czy niedawne Big Little Lies). Książki nie czytałem, słyszałem, że słaba, ale całkiem szczerze nawet bez tej możliwości do porównania jestem pewien, że Vallee każdy scenariusz potrafi zaczarować w fascynującą opowieść. Wyciska z aktorów to co najlepsze i widocznie ma wokół siebie świetnych ludzi od zdjęć i montażu.
    To tyle jeśli chodzi o serial ogólnie.

    Jeśli chodzi o finał, to jasne, że nikt, że wierzył w rozwiązanie zagadki 20 minut przed końcem, ale mimo to była w tym moc. Jak zawsze nagle wszystko staje się jasne i pięknie się dopasowuje, już szczególnie, gdy dostaniemy taką "piękną" sekwencję jak po napisach. Cóż Ama wychowana przez psychopatkę, pragnącą non stop opiekować się chorym i potrzebującym dzieckiem sama zmieniła się wymagającą ciągłej atencji morderczynię. Takie rzeczy nigdy nie biorą się znikąd (jak ktoś również lubi poczytać o serial killerach to wie :P). Tutaj najbardziej rażący przykład to chyba zachowanie dziewczyny w czasie festynu...wściekłość w oczach, gdy siostra nie patrzy na przedstawienie, ucieczka i okaleczenie, gdy nie patrzył już nikt.

    A już tak poza tym to wiecie kto jest dla mnie największym złoczyńcom? Ten zidiociały mąż Alan. Jego cholerna ignorancja i odwracanie wzroku. Czy dobrze pamiętam, że pierwsza martwa córka była również jego?

  • Hazel

    Wow. Wiedziałam, że będzie plot twist. Ale i tak mnie zaskoczyli, skubańcy. Domyśliłam się już pod sam koniec odcinka, praktycznie przed samym ujawnieniem. Świetny finał. Wszystko zagrało.