Piotr Adamczyk pojawił się w "Madam Secretary" – zobaczcie, jak wyglądał jako prezydent Polski

"Madam Secretary" (Fot. CBS)

0

Piotr Adamczyk dostaje coraz większe role za granicą. W tym tygodniu wystąpił w "Madam Secretary", w odcinku, który pokazał, jak Amerykanie widzą Polskę. Spoiler: to naprawdę straszny obraz.

"The Chaos Game" – taki tytuł nosi 2. odcinek 5. sezonu "Madam Secretary", który w Polsce zostanie zapamiętany jako ten z Piotrem Adamczykiem. Aktor, który wcześniej zaliczył małą rólkę w "Odpowiedniku", tym razem wreszcie miał co zagrać. Pojawił się w kilku scenach jako prezydent Polski Józef Demko.

I choć trudno nie cieszyć się z zagranicznych sukcesów polskich aktorów, oglądając ten odcinek, przypomniałam sobie, dlaczego kiedyś pożegnałam z hukiem "Madam Secretary". Zdaje się, że to było na długo przed tym, jak polski Pałac Prezydencki "zagrał" siedzibę NATO w Brukseli (naprawdę!). To serial, w którym błędy i uproszczenia naprawdę rażą.

Fabuła odcinka to typowa proceduralna konstrukcja cepa: w USA zostaje zatrzymany chłopak, który planuje zamach. Okazuje się, że jest nacjonalistą i ma związki z polskim skrajnym prawicowcem – byłym muzykiem blackmetalowym, obecnie posłem (ewidentnie ktoś tu słyszał o Kukizie), podejrzewanym przez Amerykanów o współpracę z Rosją.

I wtedy Amerykanie muszą zwrócić się do Polaków. Nasz kraj w serialu rządzony jest przez ultraprawicową partię, a w kręgu państw jako tako cywilizowanych utrzymuje go jedynie centrowy prezydent – Piotr Adamczyk właśnie. I to z nim zaczyna negocjacje amerykańska pani sekretarz, w którą wciela się Téa Leoni. Amerykanie chcą, żeby im wydać polskiego posła, Adamczyk wyjaśnia, że to nie takie proste. Cała sytuacja nie kończy się dobrze, bo okazuje się, że w sprawy polskie mają zwyczaj mieszać się Rosjanie, a problemy polityczne załatwia się przez powieszenie niewygodnego człowieka.

Krótko mówiąc, mamy tutaj przesadzony obraz Polski, a do tego nie brakuje irytujących błędów i uproszczeń. Gdyby podobna sytuacja miała miejsce w prawdziwym świecie, amerykańska sekretarz nie rozmawiałaby raczej z prezydentem, który w Polsce nie ma takiej pozycji jak w Stanach Zjednoczonych, tylko najpierw z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, a potem z szefem rządu, czyli premierem.

Amerykańscy scenarzyści wyraźnie zapomnieli sprawdzić, jaki jest u nas ustrój polityczny i założyli, że, podobnie jak u nich, prezydent ma decydujący głos. Efektem są takie sytuacje, jak ta w 15. minucie, kiedy pani sekretarz używa określenia "jego rząd", mając na myśli polski rząd... prezydenta Demki. Podobno polski prezydent obawia się, że afera z nacjonalistą mogłaby "przewrócić jego rząd". No cóż, przewróciłaby co najwyżej skrajnie prawicowy rząd bezimiennego premiera.

Kolejną bzdurkę widzimy, kiedy na ekran wjeżdża polska gazeta z demonstracją nacjonalistów na jedynce. Na zdjęciu są Polacy maszerujący pod konfederacką flagą, niby dlatego, że mamy zakaz używania symboli nazistowskich. Wystarczy jednak rzucić okiem na coroczne marsze niepodległości, żeby zobaczyć, że konfederackie symbole nie są polskim narodowcom do niczego potrzebne.

madam-secretary02

Z drugiej strony, to zawsze jakiś plus, że prezydenta Polski nie zagrał aktor rosyjskiego pochodzenia, jak to już często bywało. "Polski" odcinek "Madam Secretary" to jeden z niewielu przypadków, kiedy w amerykańskim serialu ktoś mówi w naszym języku i da się to zrozumieć.

Powody do zadowolenia ma także Piotr Adamczyk, który od pewnego czasu walczy o kolejne role w amerykańskiej telewizji i wiele wskazuje na to, że będzie je dostawał. Następny krok dla niego to serial "Imię róży" – międzynarodowa produkcja z Johnem Turturro w roli głównej, do której zdjęcia powstają we Włoszech. W nim dla odmiany zagra włoskiego zakonnika.