Serialowe hity i kity – nasze podsumowanie tygodnia

"Riverdale" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9

Wycieczka do przeszłości w "Riverdale" i do Meksyku w "The Romanoffs". Nowy początek w "Outlanderze" i finał "Kronik Times Square". A do tego "The Good Place", "Pokój 104" i nie tylko – podsumowujemy tydzień w serialach.

HIT TYGODNIA: "Kroniki Times Square" kończą świetny 2. sezon

"Kroniki Times Square" (Fot. HBO)

"Kroniki Times Square" (Fot. HBO)

"Kroniki Times Square" potwierdziły 2. sezonem swój status jednego z najlepszych i zarazem najbardziej niedocenianych obecnie seriali. To prawdziwy gigant, dopracowany w każdym detalu i pokazujący skomplikowany pod względem moralnym świat, zamieszkiwany przez wielowymiarowe postacie.

Ten sezon opowiedział historie osadzone w czasach złotej ery porno w Nowym Jorku, kiedy serialowym bohaterom wiodło się lepiej niż kiedykolwiek. A jednak depresyjnych momentów nie brakowało, zaś każdy sukces wiązał się z ogromnymi kosztami. Ponieśli je wszyscy: Eileen, reżyserka ambitnego porno, wyklęta przez własną rodzinę; Lori, gwiazda, która przeżyła ten rok w strachu przed swoim alfonsem; uwikłany w relacje z mafią Vincent; niefrasobliwy Frankie; walcząca o lepsze jutro dla prostytutek Dorothy; niebędąca w stanie uciec przed przeszłością Darlene; a także C.C. i Rodney, którzy zakończyli żywot w tak samo marny sposób.

To był sezon o tym, że pewnych rzeczy nie da się naprawić, tak jak nie da się zmienić pewnych miejsc i ludzi. Nie da się też uciec od samego siebie – od miejsca, które nas ukształtowało; decyzji, które podejmowaliśmy przez lata; mniejszych i większych przywar, na które nie jesteśmy w stanie nic poradzić. Bohaterowie "Kronik Times Square" byli, są i długo jeszcze będą definiowani przez The Deuce. A my tylko możemy podziwiać wirtuozerię, z jaką zbudowano ich wszystkich i całe to bagno, w którym egzystują. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9
  • Iwona

    Ten odcinek "The Romanoffs" jest jedną z gorszych rzeczy, którą w tym roku widziałam. Jest tak zły, że od wczoraj fascynuje mnie czy montażysta przeżyć.
    Ja oglądam sporo niezbyt udanych produkcji, ale one i ta są lepsze od tego, bo w nich na ogół widać emocje autora, filmowe marzenia i mnóstwo zapału. Tutaj nie ma żadnej z tych rzeczy. To rzeczywiście wygląda jakby domorosły Paulo Coelho scenariusza próbował swoich sił w konkursie na dotację filmową z Mexico City. A gra aktorska wygląda jak previs nakręcony przy pomocy sąsiadów.

    Btw, mam znakomity pomysł na zrobienie jakiś 5 najgorszych minut w serialowym roku 2018. To będzie montaż scen ze wszystkich odcinków "The Romanoffs" gdy biedni bohaterowie mówią ten znakomity tekst "jestem potomkiem rodziny Romanowów, słyszałeś o nich?"

    • Patrzę na opisy dwóch kolejnych i tak sobie myślę, że Weinerowi musiało naprawdę brakować wakacji po prawie 10 latach na planie "Mad Men". No to je sobie zrobił - na koszt Amazona.

      "End of the Line" — premiera 16 listopada

      Podczas zagranicznej podróży w pogoni za swoim dziedzictwem, para
      stawia czoło zniszczeniu. Występują Kathryn Hahn ("Transparent"), Jay R.
      Ferguson ("Mad Men"), Annet Mahendru ("The Americans") i Clea DuVall
      ("Veep").

      "The One That Holds Everything" — premiera 23 listopada

      W rozgrywającej się dookoła świata historii mężczyzna próbuje uciec
      przed rodzinną klątwą. Występują Hugh Skinner ("Poldark"), Adèle
      Anderson ("Company Business"), Hera Hilmar ("Da Vinci's Demons"), Ben
      Miles ("The Crown") i JJ Feild ("TURN").

      • Iwona

        Piękne tytuły, znakomite opisy. Tak to jest ewidentnie jakiś Weiner w podróży, analogicznie do Makłowicz w podróży tylko dłuższe i bez gotowania.
        Jedyne co nam pozostaje to mieć nadzieję, że te odcinki jakimś cudem będą krótsze, choć znając Weinera ucieczka przed klątwą albo walka ze zniszczeniem muszą trwać z 1,5 godz.

        • BMR

          Pozostaje mieć nadzieję, że klątwa będzie podróżowała dookoła świata w tempie ekspresowym i dogoni głównego bohatera już po jakiejś godzinie.
          Naprawdę nie wiem, jak Weinerowi (Weinerowi!) udało się wyprodukować coś tak pozbawionego treści.

          • Cóż, granica między dziełem wybitnym a totalnym chłamem bywa bardzo cienka. Jestem w stanie rozpoznać tutaj styl Weinera, a nawet wskazać pewne podobieństwa do "Mad Men" (narracja tego chłopca z Meksyku bardzo przypomina pamiętniczek Dona w "The Summer Man", jednym z mniej udanych eksperymentów w MM). Wydaje mi się też, że "Mad Men" czasem miewało grafomańskie zapędy, a wyjęte z kontekstu złote myśli Dona Drapera to czysty Paulo Coehlo. Tylko tam właśnie kontekst (społeczno-historyczny, ale nie tylko) czynił cuda, razem z dobrze rozwijanymi postaciami.

            Myślę/mam nadzieję, że ten pan jeszcze napisze dobry serial. Ale niech to będzie serial, a nie osiem filmów. On wyraźnie się gubi, kiedy ma zbudować w godzinę więź z widzem, a aktorzy gubią się razem z nim. W tym nie ma przede wszystkim życia, naturalności, chemii. Niektóre te historyjki pewnie można by uratować, gdyby "The Romanoffs" miało reżyserów z prawdziwego zdarzenia.

          • BMR

            Masz rację- uratowanie (przynajmniej częściowe) "The Romanoffs" chyba musiałoby się wiązać z połączeniem "The Romanoffs" w jakąś całość. Jakąkolwiek- fabularną, narracyjną, personalną; nie przesądzam. Po prostu- rzucona w panice, że to już 45 minuta, serial nazywa się "The Romanoffs", a nic w dotychczasowych 44 minutach na to nie wskazuje kwestia "Jestem Romanoff- może o nas słyszałaś/słyszałeś" nie wystarcza, żeby zbudować spójną historię, za którą widz podążałby z ciekawością i zaangażowaniem.
            Póki co- na razie jeśli chodzi o Romanoffów, najbardziej podobały mi się te trzy minuty w ostatnim odcinku "American Horror Story".

          • Haha, tak, to było urocze :) Ale generalnie to, jak odkrywcza wydaje się Amerykanom historia Romanowów, to jakiś absurd. "Słyszałeś o Romanowach?" - "Nie, spędziłem całe życie w lesie pod największym kamieniem".

            Jedną z fajniejszych rzeczy w The Romanoffs była postać Johna Slattery'ego - facet, który napisał książkę o Romanowach, ma poplątane życie prywatne i jeździ z wykładami na dziwne rejsy, choć widać po nim, że uważa tych ludzi za wariatów. W tym gościu przynajmniej jest cokolwiek z prawdziwego człowieka i ma on jakiś związek z Romanowami.

          • Iwona

            A brak reżysera tutaj jest tym bardziej widoczny, że te scenariusze (pomijając ich banały, słabe postaci i tego typu rzeczy) są bardzo trudne do realizacji, bo w wielu miejscach nie spełniają takich prostych standardów budowania fabuły, które można znaleźć w książkach.

            Np. w tym ostatnim odcinku pierwsze z 6 minut to jest przeciągnięta ekspozycja, z której dowiadujemy się tyle, że nasz bohater marzy o kobiecie, a potem że Mexico City przez okno samochodu raz ma obskurne budynki a raz sklep Dolce and Gabbana. Czyli treści jak na 6 minut nie ma wcale, a jak do tego nie dodamy emocji, jakiegoś pomysłu, nie będzie się nad tym unosiła aura tajemnicy to widz będzie umierał z nudów (jak ja), no chyba że widz będzie dalej w napięciu czekał na informacje z przewodnika turystycznego (jak Amerykanie), ale raczej nie po to się robi filmy...

    • Panna

      A dla mnie przede wszystkim odcinki The Romanoffs nie dosc ze nijak niepowiazane miedzy soba mimo tych kilku nieznaczacych zdan, ze sa z rodziny Romanow, to okropnie sie dluza i w ogole nie maja jakby sensu. Tak w perspektywie czasu 1 odc byl jeszcze znosny, ladnie zrobiony, ale im dalej w las...Pozostaje miec nadzieje, ze kontynuacji nie bedzie.

  • ROB-i

    Ja moze tu troche na inny temat a mianowicie mam pewne pytanie.
    W tym tygodniu zakonczyl sie pierwszy sezon "Maynas M.C." i jestem bardzo ciekaw jak on wypadl dla tych ktozy ogladali wczesniej "Son Of Anarchy"? Z tego co wiem to jest to spin off tego drugiego ktorego ja nigdy nie mialem okazji zobaczyc.Czy ta nowa seria daje rade w zderzeniu z "serialem matka"?
    Tak sie tylko interesuje bo wiele sie mowi o tym jak sie ma "Better Call Saul" do "Breaking Bad" a w wypadku tych wczesniej wymienianych seriali jakos nie mialem okazji za wiele uslyszec "co w trawie piszczy".

    • michax

      Ja Mayans M.C. nie oglądam ale mam trzech kumpli, którzy oglądają i są zadowoleni, nawet bardzo. Z tego co mi opowiadali to pierwsze dwa, trzy odcinki były takie sobie, ale każdy następny lepszy od wcześniejszego i podobno serial zakończył się rewelacyjnym odcinkiem. Ale jak się ma do serialu matki to na razie nie wiedzą co powiedzieć, bo to pokażą kolejne serie, ale jeśli dalej będzie się tak dobrze rozwijał serial jak przez cały sezon to może być jeden z tych spinoffów co będzie stał na własnych nogach.

  • BMR

    Wszystko to sama prawda jest (aczkolwiek "Tell me a story" daje jeszcze malusieńki kredyt zaufania - chociaż nie wiem, w nadziei na co). Od siebie dorzucę jeszcze kit za drugą część "Into the Dark", które co prawda miało premierę 4 listopada, ale męczyłam je do teraz, a Wy w zeszłotygodniowym odcinku nie dawaliście kitu temu "wybitnemu" (bo drugi odcinek jest wybitnie zły) dziełu- sprawdziłam. No więc- miało być strasznie i jest strasznie. Strasznie źle. Fabuła nie trzyma się kupy, agorafobia głównej bohaterki jest przekonująca niczym wampir weganin, a próby straszenia widza doprowadzają go w najlepszym wypadku do śmiechu, Dermont Mulroney z wiertarką jest przerażający jak myszoskoczek na gigancie w salonie. Jednym słowem- obejrzałam, żebyście Wy nie musieli. Ugrr...

    • Nie daliśmy, bo nie widzieliśmy i podejrzewamy, że poza Tobą nikt na świecie tego nie widział :)