"Kidding", czyli komedia, jakiej jeszcze nie widzieliśmy. Recenzja finału 1. sezonu

"Kidding" (Fot. Showtime)

0

Na koniec sezonu "Kidding" zostawiło odcinek pozbawiony wprawdzie wyrazistych gier z konwencją, za to taki z jeszcze zwiększoną dawką depresyjności. Uwaga na finałowe spoilery!

Niełatwo się pisze o serialu, który właściwie co tydzień jest czymś innym, równocześnie jakimś cudem opowiadając spójną historię upadku najmilszego człowieka świata. Niby przez dziesięć odcinków wciąż towarzyszyliśmy Jeffowi Picklesowi (Jim Carrey) i jego rodzinie, jednak po drodze mieliśmy między innymi elementy programu dla dzieci i japońskiego teatru marionetek, wspomnienia z egzekucji mordercy, odloty balonem, stylistykę brutalnej gry komputerowej i okrutną śmierć papugi…

Można by tak wymieniać, ale i bez tego kto widział "Kidding", ten wie, że produkcja Dave'a Holsteina to jeden z najoryginalniejszych i najbardziej depresyjnych seriali ostatnich lat. A przy tym jedna z tych produkcji, które wywołują najbardziej skrajne oceny. O ile sama, zwłaszcza od 4. odcinka, "Bye, Mom", co tydzień traktowałam "Kidding" jako priorytet do szybkiego obejrzenia, to bez trudu wyobrażam sobie, że tego typu fabularne mroki i formalne eksperymenty niejednego widza zraziły już dawno.

Ci, którzy doczekali do finału, dostali kolejne szokujące wybryki pogrążonego w żałobie Jeffa, a z drugiej strony dowody jego niesamowitego podejścia do dzieci i chorobliwej wręcz chęci naprawy świata. Od początku sezonu publiczny wizerunek głównego bohatera coraz mocniej rozchodził się z jego prawdziwymi emocjami. Już wybuch w biurze parę odcinków temu oraz zeszłotygodniowa obsesja na punkcje niszczenia własnego świata w grze były wystarczająco niepokojące. A po finale za późno już na powrót do normalności.

Łatwo było potępiać Seba (Frank Langella), który od dawna snuł plany zastąpienia syna nowym Jeffem. Tyle że "Some Day" dowiodło, że to producent miał rację. Najpierw podczas ceremonii zapalenia lampek na choince transmitowanej do milionów domów Pan Pickles wygłosił tyradę przeciwko rodzicom, którzy nie słuchają swoich dzieci, a potem przyznał, że obwinia się za śmierć Phila. I jakkolwiek w gorzkich słowach Jeffa było mnóstwo prawdy, tak swoim manifestem wywołał on nie tylko chaos w głowach maluchów, za które powinien czuć się odpowiedzialny, ale też doprowadził do zawieszenia programu, który ludziom na planie dawał pracę, a tym przed ekranami – nadzieję.

kidding02

A akurat o nadzieję w przypadku "Kidding" trudno, bo po każdym przejawie poprawy sytuacji twórcy serwują widzom całą masę nieszczęść. Wystarczy zauważyć, że nawet grana przez Riki Lindhome narkomanka w tym odcinku wróciła do starych nałogów (chociaż wciąż ogląda Jeffa w telewizji). Pogubiona Deirdre (Catherine Keener) okazała się defraudantką pieniędzy przeznaczonych na cale charytatywne. A Tara Lipinski wprawdzie przeżyła cięcie łyżwą Sary (Jennie Pierson), ale teraz znów może się nad siostrą znęcać i wpędzać ją w poczucie winy.

Jednak chociaż długo wydawało się, że najbardziej pozytywną rzeczą, jaką zobaczymy odcinku w "Some Day", będzie przygotowywany od paru odcinków terrorystyczny żart z Japończykiem, to nagle dostaliśmy zwrot akcji niczym w świątecznym filmie typu "Cud na 34. ulicy". Oto dzieci szutrem ruszyły spotkać się z Jeffem, a ten dla każdego miał czas, by wysłuchać problemu. To znaczy dla każdego poza własnym synem, ale ta kropla goryczy nie przesądzałaby jeszcze o wymowie całości. Tyle że mamy do czynienia z "Kidding", więc nawet przy najsłodszych scenach powtarzałam sobie: "To nie może się dobrze skończyć". Co oczywiście nie znaczy, że przewidziałam, jak bardzo się skończy źle.

Gdy zostało już tylko parę minut i wyszła na jaw tajemnica kupna domu przez Jeffa, już należało się spodziewać awantury. Ale nie, Jeff i Peter (Justin Kirk) odegrali scenę między dojrzałymi dorosłymi, którym najbardziej zależy na dobru Jill (Judy Greer) i Willa (Cole Allen). A potem Peter wyjął skręta i nagle widz przypomniał sobie wyemitowaną na początku odcinka antynarkotykową kampanię ze znacznie młodszych Panem Picklesem. I w szokującym na pierwszy rzut oka zwrocie akcji uroczy Jeff z premedytacją przejechał chłopaka swojej żony.

kidding002

Kiedy już się otrząsnęłam przed ekranem, pomyślałam, że przecież tak być musiało. Od dawna narastała wściekłość Jeffa wywołana poczuciem niesprawiedliwości. Niesprawiedliwości dotyczącej jego własnego życia, śmierci syna, odrzucenia przez kobiety i intryg rodziny mających na celu usunięcie go z pracy. Ale i tego życia toczącego się wokół, w rzeczywistości, w której tłumy dzieci nie mają nikogo, kto powiedziałby: "Słucham cię", a dorośli tak bardzie cierpią, że któregoś dnia dokonują zbiorowego mordu z fastfoodowej restauracji.

Po tym, co zrobił Jeff w finale, przekraczając ostatecznie granicę między bohaterem i antybohaterem, nie ma już powrotu na górę. Tak jak w Pickle Barrel Falls nie ma logicznego uzasadnienia, jak Pan Pickles za każdym razem wraca na szczyt wodospadu. Zresztą powiązanie między "Mr. Pickles' Puppet Time" a rzeczywistością wykorzystano tu do maksimum. Deirdre uświadomiła bratu, że każda marionetka wzorowana jest na kimś bliskim, co przełożono na cudowną wizualnie sekwencję.

Poza takimi krótkimi zabawami finał "Kidding" okazał się stosunkowo nieeksperymentalny w formie. Dostaliśmy początkowe wydarzenie, czyli przemowę Jeffa, a potem kolejne konsekwencje jego słów. Jednak w tej prostej konstrukcji wszystko było dopracowane, powiązane z poprzednimi odcinkami, zbudowane na tym, co już wiemy o bohaterach. W efekcie serce po seansie mówi: "Jak oni mogli?!", ale rozum przyznaje, że inaczej po prostu nie mogli.

"Kidding" to serial inny niż reszta i niż reszta smutniejszy. A równocześnie, trochę jak nowy film Marka Koterskiego "7 uczuć", w surrealizmie, grotesce i czarnym humorze pokazujący, co jest z nami wszystkimi nie tak. I przypominający, że żyjemy w dość paskudnym świecie, w którym nawet Pan Pickles może pomylić załamanie z przełomem i spektakularnie upaść. Na kolejne mroczne olśnienia musimy teraz niestety trochę poczekać, ale na szczęście Showtime już zapowiedział 2. sezon.

Cały sezon "Kidding" jest dostępny w HBO GO.

Advertisement

  • dasBOT

    Świetny serial, mam nadzieję że coś pozytywnego zapuka, w końcu, do drzwi Pana Pickelsa

  • Jan

    Odkryłem przez przypadek, obejrzałem w ciągu ostatniego długiego weekendu. Serial inny niż większość, ale tak inność wciąga niesamowicie.

  • Reaper

    Dla mnie jedna z największych niespodzianek obecnej ramówki. Zwiastuny zachęcały, ale to co obejrzałem przerosło oczekiwania. Również traktowałem ""Kidding" jako priorytet do szybkiego obejrzenia" :D Długość odcinków jest idealnie dopasowana. 26 minut depresji na niedziele wystarczy. Skora Tara przeżyła to Big P. chyba też.

  • patryks83

    W 100% zgodzę się z recenzją i podpiszę się pod tym co zostało napisane. Takiego serialu jeszcze nie było. Mniej w tym wszystkim humoru, a więcej dramatu ale wyszło naprawdę dobrze, choć nie rewelacyjnie jak to niektórzy zakładają.
    Jak dla mnie to też powrót Jima do dobrej formy, po kiepskich ostatnich latach.
    Finał jak zwykle naprawdę niezły, ale trochę tak na koniec zrobiony pod 2 sezon (który zresztą już został zamówiony - co zrobić).
    Moja ocena 4,2/6

  • tchocky

    Genialny serial.