"Okręt", czyli klasyka na nowo. Recenzja serialu na podstawie słynnego filmu wojennego

"Okręt" (Fot. Sky)

0

Niemiecki "Das Boot", czy jak wolicie "Okręt", to prawdziwa klasyka kina wojennego. Jak na jego tle wypada serial? Widzieliśmy pierwsze dwa odcinki i możemy powiedzieć, że jest całkiem obiecująco.

Zastanawiacie się, jak wygląda życie na pokładzie U-Boota? "Czterdziestu mężczyzn, żadnego prysznica i jedna toaleta" – tłumaczy jeden z bohaterów serialowego "Okrętu" ("Das Boot"), obrazowo przedstawiając warunki panujące na niemieckich łodziach podwodnych, które w czasie II wojny światowej toczyły z brytyjską marynarką bitwę o atlantyckie szlaki handlowe. Opowiadający o losach załogi jednej z tych potężnych maszyn serial nie skupia się jednak tylko i wyłącznie na tym, co dzieje się na pełnym morzu. I nie jest to jedyna różnica pomiędzy nim a słynnym filmem z 1981 roku.

Obydwie produkcje więcej bowiem dzieli, niż łączy, zatem jeśli obawiacie się, że nieznajomość pierwowzoru przeszkodzi Wam w oglądaniu serialu, to spokojna głowa. Wprawdzie film Wolfganga Petersena jak najbardziej polecamy, bo w swoim gatunku to bez wątpienia arcydzieło, lecz absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie, by swoją przygodę z U-Bootami zacząć właśnie od wersji telewizyjnej. Tę w teorii można nazwać kontynuacją, gdyż akcja rozgrywa się w 1942 roku (kilka miesięcy po zakończeniu filmu), ale przynajmniej w pierwszych dwóch godzinach nie zauważyłem żadnych fabularnych nawiązań do oryginału.

dasboot1

Oczywiście jego fani wyłapią niejeden ukłon twórców w stronę swoich poprzedników (choćby motyw muzyczny autorstwa Klausa Doldingera), to jednak tylko sympatyczne smaczki, które nie przesłaniają zupełnie nowej historii. Rozpoczyna się ona w znanym z filmu francuskim porcie La Rochelle, skąd w swoją pierwszą misję wyrusza okręt U-612 dowodzony przez niedoświadczonego kapitana Hoffmanna (Rick Okon). Ten staje przed naprawdę trudnym wyzwaniem, bo nie dość, że jest młodszy nawet od swojego pierwszego oficera, to jeszcze ciąży na nim wizerunek ojca – legendy niemieckiej marynarki wojennej.

Jak w takich warunkach zdobyć zaufanie załogi? O tym przekonamy się w ciągu 8-odcinkowego sezonu, którego jednak nie spędzimy w całości zamknięci w metalowej puszce w wodach Atlantyku. Twórcy zadbali bowiem o urozmaicenie, wprowadzając do historii rozgrywający się w La Rochelle wątek francuskiego ruchu oporu. Tam w roli głównej występuje niejaka Simone Strasser (Vicky Krieps), młoda niemiecka tłumaczka, która przypadkowo wplątuje się w niebezpieczną aferę, musząc lawirować pomiędzy rebeliantami z jednej strony i Gestapo z drugiej.

Wprowadzenie jej do fabuły wydaje się na pierwszy rzut oka pójściem na łatwiznę ze strony twórców. Uniknęli wszak dzięki temu konieczności nieustannego towarzyszenia marynarzom na pokładzie U-612, gdzie utrzymanie naszego zainteresowania przez cały sezon byłoby nie lada wyzwaniem. Pytanie oczywiście, czy ta sztuka udaje się w przypadku Simone? Na ten moment trudno na nie odpowiedzieć, bo po dwóch odcinkach jej historia zaczyna dopiero nabierać rumieńców. Początek jest jednak na tyle niezły (i sensownie powiązany z resztą serialu), że daję jej szansę, licząc, że w dalszym ciągu nie utonie w banałach. Obecność Lizzy Caplan ("Master of Sex") w jednej z drugoplanowych ról też nie jest tu bez znaczenia.

dasboot3

Nie da się jednak ukryć, że wszystko, co dzieje się w La Rochelle, jest tylko tłem dla akcji właściwej, czyli tej dotyczącej tytułowego okrętu. A tu dostajemy już dokładnie to, czego należało się spodziewać – klaustrofobiczną atmosferę, napięcie i niepewność, jakie musiały towarzyszyć zdanym tylko na siebie żołnierzom. Choć w pierwszych dwóch godzinach nie ma tego jeszcze tak wiele, bo sporo czasu poświęcamy ich introdukcji. Tę przeprowadzono wprawdzie dość standardowo, ale i wystarczająco sprawnie, by kilku z bohaterów już zdążyło utkwić nam w pamięci. Czy zwiążemy się z nimi emocjonalnie, dopiero zobaczymy, ale już teraz widać, że jest tu potencjał i na nieco głębszą charakterystykę, i ostre konflikty pomiędzy marynarzami. Nudzić się zatem nie powinniśmy, choć na scenariuszowe fajerwerki bym się nie nastawiał.

A jeśli nawet postaci nie sprostałyby oczekiwaniom, zawsze pozostaje strona realizacyjna, po której już teraz widać, że sprosta oczekiwaniom. Ciasne i ciemne korytarze łodzi podwodnej od samego początku wytwarzają duszną atmosferę zagrożenia potęgowaną przez liczne zbliżenia kamery, a nadchodzące nie wiadomo skąd niebezpieczeństwo sprawia, że udziela nam się panujący na pokładzie, nie zawsze kontrolowany chaos. Wygląda to wszystko naprawdę dobrze, pod pewnymi względami oczywiście lepiej niż w oryginale (niemal 40 lat od premiery zrobiło swoje), choć do odtworzenia tamtejszego napięcia jeszcze trochę brakuje. Wierzę jednak, że to tylko kwestia czasu – to, co zobaczyłem do tej pory, nastraja całkiem optymistycznie.

dasboot2

Podobnie jak serialowy budżet (ponad 30 mln dolarów), który z pewnością pozwoli twórcom na zapewnienie nam odpowiednich atrakcji. Ich przedsmak już tu zresztą mieliśmy i nie psując Wam zabawy, mogę powiedzieć, że ani fani oryginału, ani nowi widzowie nie powinni być rozczarowani. Szczególnie cieszy mnie w tym wszystkim fakt, że pomimo współczesnych możliwości realizacyjnych, twórcy nie wydają się na nich szczególnie opierać. Wręcz przeciwnie, "Okręt" w niektórych scenach czerpie garściami z filmu, co w tym przypadku absolutnie nie jest wadą. Zamiast iść w sztuczne rozwiązania, postawiono na sprawdzone sztuczki i efekt robi co najmniej dobre wrażenie.

Z poważniejszymi wnioskami trzeba się jednak póki co wstrzymać, dając serialowi nieco czasu, by zdążył nabrać tempa i stanął pewniej na własnych nogach. Podoba mi się podejście twórców, którzy nie chcieli kopiować dzieła Petersena, obierając inną ścieżkę i choćby za to wypada dać im kredyt zaufania. Oby się opłaciło.

Premiera "Okrętu" na Epic Drama dzisiaj, 26 listopada, o godz. 21:00. Zostaną pokazane dwa odcinki. Kolejne co tydzień.