Robert Więckiewicz o swoim bohaterze z "1983": to mroczny typ, który uśmiecha się w serialu ze dwa razy

"1983" (Fot. Netflix)

0

Na planie "1983" mieliśmy okazję zamienić kilka słów z Robertem Więckiewiczem, odtwórcą roli milicjanta Anatola Janowa. Co to za bohater i czy wróci w ewentualnym 2. sezonie serialu Netfliksa?

Od dziś możecie oglądać na Netfliksie "1983", pierwszy polski serial platformy. W czerwcu odwiedziliśmy jego warszawski plan zdjęciowy, rozmawialiśmy z twórcami, a także z odtwórcami głównych ról. W dużej obsadzie "1983" prym wiodą Maciej Musiał, Michalina Olszańska i Robert Więckiewicz, wcielający się w postać Anatola, zdegradowanego oficera śledczego.

Rzecz się dzieje w 2003 roku, w alternatywnej wersji Polski, w której komunizm nie upadł. Milicjant Anatol Janów i student prawa Kajetan Skowron (Musiał) wpadają na trop spisku sprzed lat, który ukształtował państwo polskie – z jednej strony opresyjne, z drugiej zaskakująco bogate. Wszystkie tropy prowadzą do 1983 roku i tragicznych zamachów terrorystycznych, które zmieniły bieg historii.

Serial napisany przez mieszkającego w Warszawie amerykańskiego scenarzystę – i zarazem showrunnera "1983" – Joshuę Longa to wielowątkowy technothriller, z jednej strony skupiający się na śledztwie, prowadzonym przez duet niedobranych detektywów, a z drugiej na większym spisku politycznym i powiązanej z nim międzynarodowej intrydze szpiegowskiej. Jakie jest w tym wszystkim miejsce bohatera granego przez Więckiewicza?

- Milicjant Anatol jest w takim momencie swojego życia, który z jego punktu widzenia mógłby być zdecydowanie lepszy. W serialowych materiałach możecie znaleźć, że jest skompromitowanym milicjantem, ale ja bym tego tak nie odbierał. Po prostu w pewnym momencie zadarł z ludźmi, z którymi nie mógł sobie na to pozwolić. Jak sam mówi w jednej ze scen, zadawał niewygodne pytania zbyt wysoko postawionym ludziom i jego świetnie zapowiadająca się kariera została przerwana. Spotykamy go, kiedy jest zdegradowany.

Jednocześnie to bardzo ambitny człowiek, który bardzo chce wrócić w to miejsce, gdzie był wcześniej, czyli do Centralnej Komedy Milicji. Obecnie jest w tzw. Warszawie Wschodniej. To taki człowiek, który mocno chce zaznaczyć swoją obecność i swoją przydatność. Z jednej strony rzeczywiście jest lojalny wobec systemu, przynajmniej do pewnego momentu, ale ta jego lojalność ma swoje granice. Okazuje się, że metody działania jego przełożonych są nie do końca fair, nie do końca opowiadają jemu i jego wrażliwości. On chce znaleźć i poprowadzić sprawę, która przywróciłaby go na to stanowisko, o którym marzy – opowiadał aktor.

_KW_4731.ARW

Robert Więckiewicz powiedział, że gra dość mrocznego typa, ale nie bez drugiego dna. Anatol Janów to po prostu skomplikowany człowiek, funkcjonujący w rzeczywistości wymyślonej od zera, ale zawierającej wiele znajomych elementów.

- Ja zawsze staram się kreślić moich bohaterów niejednoznacznie. To znaczy, że on ma dosyć głęboko ukryte pokłady wrażliwości, które ujawniają się dosyć niespodziewanie w stosunku do drugiego, młodego bohatera – Kajetana. To człowiek dosyć zamknięty – policzyliśmy, że uśmiecha się dwa razy w ciągu ośmiu odcinków. To raczej mroczny typ – mówił aktor.

Czy bycie milicjantem czyni Anatola "tym złym" – albo przynajmniej kimś, kto stoi po niewłaściwej stronie? Według Więckiewicza – niekoniecznie. My tak możemy na to patrzeć, bo oceniamy to z perspektywy ludzi, którzy mają powody, by nie wspominać dobrze całego systemu i jego instytucji. A co jeśli nie znasz niczego innego?

- W pewnym momencie on mówi, że cała rodzina była przeciwko jego decyzji, żeby zostać milicjantem. I ciągle się z tym zmaga. Nie tak łatwo go ocenić, no bo jak ocenić kogoś, komu po prostu zależy na tym, żeby panowała prawda i sprawiedliwość – czy też prawo i sprawiedliwość? Nie partia polityczna, tylko po prostu prawo i sprawiedliwość. To człowiek uczciwy.

Można sobie zadawać pytanie, czy gra po właściwej stronie? Jednak to pytanie przychodzi do głowy w momencie, w którym my jesteśmy, bo mamy perspektywę i możemy się do niej odnieść. On nie zna innej rzeczywistości – ewentualnie zna ją tylko z opowieści czy też przekazu medialnego na temat zagranicy. W takiej sytuacji tego pytania w zasadzie nie ma, jest tylko pytanie o intencje. Zdaje się, że on ma jak najbardziej uczciwe intencje i że chce w ramach tego systemu, który jest, funkcjonować uczciwie. I nie do końca mu się to udaje – po drodze wychodzą rzeczy, które mu się nie podobają, mimo że jest funkcjonariuszem tego układu – opowiadał Robert Więckiewicz.

1983

Jak nas zapewnił, nie miał żadnych wątpliwości, czy wziąć udział w projekcie platformy Netflix i zdecydował się na to "z pełną świadomością, że może być przez dwa, może trzy sezony zajęty" (tak, to znaczy, że zobaczymy Anatola w kolejnych sezonach, jeśli powstaną).

- Mam swoje zdanie na temat seriali, które trwają po kilka sezonów, ale o tym w tej chwili nie będziemy rozmawiać. W tym przypadku trudno było odmówić, to znaczy trudno było znaleźć powód, dla którego miałbym nie zgłosić tutaj akcesu. Po raz pierwszy ta wielka netfliksowa machina produkcyjna chciała wysłuchać Polaków i zainwestowała swoje pieniądze, żeby pokazać oryginalną, naszą produkcję, która – mimo że w sposób specyficzny – dzieje się w Polsce i opowiada o nas. To pierwsza sprawa.

Druga sprawa jest taka, że ten tekst jest znakomicie napisany. Dla mnie to jest ciekawe i wydaje mi się, że dla widza też będzie ciekawe. I to nie tylko w Polsce. Wydaje mi się, że ta opowieść jest na tyle uniwersalna, że znajdzie też swoich fanów na świecie – mówił aktor.

Odtwórca roli Anatola Janowa chwalił netfliksowy komfort pracy i podkreślał, że "1983" powstawało w znacznie mniejszym pośpiechu niż typowa polska produkcja telewizyjna. Było więcej dni zdjęciowych. Nakręcono te same sceny w różnych wersjach, a także sporo materiału, który ostatecznie nie został wykorzystany.

- Jest różnica między planem typowego polskiego serialu, a planem serialu Netfliksa. Przeciętnie jeden odcinek polskiego serialu realizuje się w sześć, siedem dni. Tutaj na pierwszy odcinek mieliśmy czternaście dni, a na pozostałe chyba po jedenaście. Łącznie było ponad dziewięćdziesiąt dni zdjęciowych na osiem odcinków - chociażby to pokazuje rozmach tego projektu. Nakręciliśmy tego bardzo dużo, żeby też była możliwość wyboru. Bo to jednak jest wielowątkowa opowieść, która musi być klarowna, zrozumiała, ale też atrakcyjnie opowiedziana – powiedział Więckiewicz.

1983-00

A jak się pracuje w amerykańskim systemie, z showrunnerem nadzorującym cały czas produkcję i ewentualnymi uwagami ze strony Netfliksa?

- Jest baza w postaci scenariusza, natomiast czasami Joshua Long, nasz scenarzysta wszystkich ośmiu odcinków, wprowadzał jakieś modyfikacje, które wynikają z tego, co się dzieje. Na przykład on widzi, że któryś wątek mniej działa i trzeba go skierować w trochę inną stronę albo podkręcić. To są już jego decyzje, które konsultowane są z producentami z Netfliksa. Ale to się działo dosyć płynnie. To nie jest tak, że jestem zaskakiwany sytuacjami w stylu "Wiesz co, chyba jednak zginąłeś". Joshua jest codziennie na planie. Jest bardzo dyskretny, obserwuje, wyciąga wnioski i czasem coś od siebie proponuje – opowiadał aktor.

Jak przyznał, nietypowa jest dla niego sytuacja, w której reżyserkami serialu są cztery kobiety (Agnieszka Holland, Kasia Adamik, Olga Chajdas i Agnieszka Smoczyńska). "Takiej kumulacji kobiet na planie nie przeżyłem w całym swoim życiu zawodowym" – zapewnił nas Więckiewicz.

Dla nas z kolei ciekawe było to, że aktor przyszedł na wywiady prosto z planu, w wygniecionej koszuli swojego bohatera, niedbale zawiązanym krawacie i charakterystycznym płaszczu z serialu, a do tego jeszcze ze sztuczną bronią. "Wygląda pan jak taki amerykański serialowy detektyw" – skomentował jeden z moich kolegów. "Raczej skandynawski, zmęczony życiem" – dodałam ja. "Z gębą polskiego zjadacza ziemniaków" – spuentował nasz rozmówca. I tak oto wspólnymi siłami scharakteryzowaliśmy Anatola Janowa.

"1983" jest dostępne od dziś w serwisie Netflix.