10 najlepszych seriali 2018 roku wg Kamili Czai

"Atlanta" (Fot. FX)

0

W zmienności i intensywności serialowego krajobrazu 2018 roku stawiam na dużo śmiechu (chociaż często przez łzy), sporo formalnych eksperymentów i odrobinę strachu.

Najpierw tradycyjne już zerknięcie na listę zeszłoroczną – i kolejne przypomnienie, jak zmienny jest dziś serialowy świat. Z mojej dziesiątki 2017 aż sześciu pozycji w tym roku nie było wcale. Od zakończonych/skasowanych "Howards End", "Man Seeking Woman" i "One Mississippi" przez czekające nas dopiero w 2019 kolejne odsłony "Better Things" i "Feud" po niby nieskasowane, ale i niezapowiadane niestety na najbliższą przyszłość "Master of None". Jeśli dodać, że "Legion" i "Crazy Ex-Girfriend" w tym roku trochę rozczarowały, daje to aż osiem szans na odświeżenie poprzedniego zestawienia, a lista powtarza tylko dwa tytuły: "One Day at a Time" i "The Good Place". Są tu natomiast aż cztery pozycje, które w tym roku dopiero się zaczęły. Warto też odnotować magię drugich sezonów, skoro na liście również mam ich cztery i każdy z nich okazał się lepszy niż pierwszy.

Ale serialowym uniwersum poza zmiennością rządzi nadmiar, więc i tak stworzenie dziesiątki okazało się trudne. Nie zmieściły się lubiane przez mnie seriale ze starszymi bohater(k)ami: "Grace and Frankie" i "The Kominsky Method". Mimo powrotu do formy nie weszła do zestawienia "Unbreakable Kimmy Schmidt", zrezygnować musiałam też między innymi z satysfakcjonującego domknięcia "Casual", wciągającego "American Vandal", przezabawnego "Trial & Error", wielowątkowego "High Maintenance", barwnej "Wspaniałej pani Maisel" i odważnego "Barry'ego". Ale mimo że wiele świetnych komedii się nie zmieściło, ten gatunek i tak ponownie dominuje na mojej liście – chociaż oczywiście częściej to komedie eksperymentalne i/lub ponure, a tylko czasem bardziej typowe sitcomy. W komediowej kategorii przyznać się muszę chyba tylko do jednego naprawdę dużego zaniedbania: nie jestem na bieżąco z "BoJackiem Horsemanem".

Więcej "grzechów" zaliczyłam po stronie dramatów. Nadal nie nadrobiłam paru ulubionych pozycji reszty Serialowej (tu przede wszystkim "The Americans", "Better Call Saul" i "Kroniki Times Square"), ich zauważalna nieobecność na liście nie wynika więc z tego, że się nie zmieściły. Z braku miejsca nie ma natomiast między innymi mrożącego krew w żyłach "Terroru", poruszającej "Genialnej przyjaciółki", pokręconego "Killing Eve", znacznie lepszego w 2. sezonie "The Good Fight" oraz polskich kryminałów, "Kruk. Szepty słychać po zmroku" i "Rojst", które przywróciły mi wiarę w rodzimy rynek. Mimo wszystko bardziej od wymienionych seriali przekonał mnie nowy trend, półgodzinne dramaty – i aż dwa trafiły do zestawienia. Obok reprezentującego w pojedynkę seriale godzinne horroru, który okazał się jednym z największych pozytywnych zaskoczeń roku.

10. "Homecoming"

Chyba najtrudniejsze do wskazania miejsce, bo między znalezieniem się na liście a zaledwie wspomnieniem wśród odrzuconych jest większa różnica niż pomiędzy poszczególniam pozycjami w rankingu. Zawsze żal tych produkcji, które w ostatniej chwili nie zmieściły się do dziesiątki. Wahałam się mocno, czy jesienna nowość Amazona powinna wyprzedzić choćby od lat uwielbiane przeze mnie "Casual", którego już w przyszłości nie będzie szansy uwzględnić. Ale wybrałam "Homecoming", bo nawet jeśli pominąć Julię Roberts i wciągającą fabułę, to fenomenalny reżyser nie tylko pokazał, jak należy przenieść podcast na ekran. Sam Esmail oddał hołd Hitchcockowi i Coppoli, zaznaczając w tym swój własny styl. Dostaliśmy popis wizualny i dźwiękowy, do którego, znając już rozwój wydarzeń, będziemy wracać po prostu po to, by podziwiać kompozycję poszczególnych scen.

9. "One Day at a Time"

Awans o jedną pozycję w porównaniu z zeszłym rokiem, ale też i 2. sezon był lepszy od poprzedniego. Pod powierzchnią tradycyjnego sitcomu twórcy zaserwowali nam jeszcze więcej emocji i rozmów o poważnych kwestiach. Kibicujemy uroczej kubańsko-amerykańskiej rodzinie w codziennych sprawcach zawodowych i uczuciowych (tu zwłaszcza doskonale, wbrew stereotypom poprowadzony związek Eleny), ale też przeżywamy z nimi tożsamościowe dylematy imigrantów, poznajemy reakcje na zamach z 11 września i oglądamy jeden z najlepiej opowiedzianych w popkulturze wątków dotyczących depresji (odcinek "Hello, Penelope"). "One Day at a Time" to równocześnie zabawna komedia i wzruszająca historia rodzinna, porządna lekcja wiedzy o społeczeństwie, ale bez nieznośnego dydaktyzmu, coś zarazem uniwersalnego i mocno zanurzonego w kontekście.

8. "Nawiedzony dom na wzgórzu"

Największa w rankingu niespodzianka dla mnie samej. Horror nie jest gatunkiem, po który chętnie sięgam, a po zapowiedziach Netfliksa spodziewałabym się raczej, że Mike Flanagan zaproponuje serialowy odpowiednik filmu klasy B, kierowany do tych, którzy bardzo lubią się bać i są w stanie wybaczyć, że logiki w scenariuszu często brakuje. Tymczasem "Nawiedzony dom na wzgórzu" okazał się porządnym, rozpisanym na kilka intrygujących postaci psychologicznym dramatem o rodzinie, która na różne sposoby próbuje zapomnieć o traumie z przeszłości. Oczywiście w tym wszystkim Flanagan straszył, i to często bardzo skutecznie, całą gromadą duchów i krwiożerczością tytułowego domu, ale takie chwyty służyły czemuś więcej. A kiedy przypomnę sobie jeszcze techniczną maestrię, której najlepszy przykład stanowią długie ujęcia w odcinku "Two Storms", to tylko dodatkowo upewniam się, że "Nawiedzony dom na wzgórzu" zasługuje na miejsce w dziesiątce.

7. "Mozart in the Jungle"

Najstarszy, chociaż przecież zaledwie czterosezonowy punkt na mojej liście. A że więcej serii niestety nie będzie, to tym bardziej warto na koniec roku pamiętać, ile radości dawał ten niszowy serial, który nie bał się opowiadać na własnych warunkach o życiu muzyków z nowojorskiej orkiestry. Ostatni sezon przyniósł fenomenalną przygodę w Japonii, mądrze i na przekór komediom romantycznym rozegrany związek Rodriga i Hailey, awangardowe przedstawienie taneczne i całą masę emocji, których przy oglądaniu mogli doświadczyć nie tylko znawcy Mozarta. Serial bezlitośnie skasowany przez Amazona zdążył na szczęście sporo opowiedzieć o dorastaniu bohaterki do kariery, o związanych z muzyczną profesją poświęceniach i kryzysach, o trudach finansowania kultury i o tym, jak pasja zwycięża wszelkie przeciwności. Na dodatek wszystko to podano lekko, kolorowo, z niewiarygodną umiejętnością wciągnięcia widza do tego stopnia, że zanim się obejrzy, pochłania cały sezon.

6. "Dear White People"

Biorąc pod uwagę nastawioną na blockbustery politykę Netfliksa, należy docenić już to, że w ogóle dostaliśmy 2. sezon serialu Justina Simiena. Co więcej, zamówiono kolejną serię. Cieszy mnie to tym bardziej, że w tym roku "Dear White People" przeszło samo siebie. Ostra satyra na konflikty międzyrasowe wróciła pewniejsza swojego stylu i z lepszą równowagą między wątkami społecznymi a kameralnymi opowieściami o poszczególnych bohaterach. Dobrze widać to w odcinku o Coco, która stanęła przed dylematem kluczowym dla jej przyszłości, ale wpisującym się równocześnie w debaty o prawach kobiet. Związek Sam i Gabe’a też doskonale rozegrano w kontekście trudnych decyzji między publicznym wizerunkiem a całkiem prywatnymi emocjami. Do tego błyskotliwe i szybkie do granic szaleństwa dialogi , kampusowa tajemnica rodem z "Harry’ego Pottera" i mądra opowieść o wchodzeniu w dorosłość, niezdominowana nadmiernie przez celne obserwacje natury politycznej.

5. "Sorry for Your Loss"

Kolejne zaskoczenie, ale tym razem niespodzianka nie wynika z gatunku. Wiadomo, że uwielbiam komediodramaty, w których trudne kwestie zostają pokazane z większą lub mniejszą dawką humoru, dystansem, ironią wobec bezwzględnego losu. No ale żeby jedną z najlepszych propozycji w takim stylu stworzył Facebook? "Sorry for Your Loss" wpisywałoby się bardziej w stosunkowo świeży koncept półgodzinnych dramatów niż w ponure komedie i tak o tym serialu myślę. To delikatna, poruszająca opowieść o żałobie pokazanej wieloaspektowo i z różnych punktów widzenia. A równocześnie historia rodziny, która próbuje pokładać sobie życie po nowemu, oraz empatyczne pokazanie człowieka zmagającego się z kliniczną depresją. "Sorry for Your Loss" jest świetnie zagrane, pełne imponujących naturalnością dialogów, świadome konwencji, które czasem pomysłowo wykorzystuje, a czasem z premedytacją łamie. Mądra, kameralna, budząca emocje produkcja zasługująca na znacznie większą popularność.

4. "Kidding"

Najwyżej notowany nowy serial. O ile poprzednia pozycja dostaje punkty za naturalność, o tyle serial Dave'a Holsteina z Jimem Carreyem w głównej roli wygrywa wyjątkowością i sięganiem po najdziwniejsze pomysły. Historia jednego z najmilszych ludzi na świecie, próbującego poradzić sobie ze stratą syna i rozpadem małżeństwa, to najbardziej ponura komedia, jaką widzieliśmy. Co w kontekście popularności takich hybryd naprawdę stanowi mocne stwierdzenie. Zabawy formą, kukiełkowy teatr, surrealistyczne wizje, zaskakujące retrospekcje doskonale grają tu z fabułą dotyczącą powolnego załamywania się Jeffa i jego zmierzania w bardzo mroczną stronę. "Kidding" świetnie rozgrywa kontrast między telewizyjną personą stanowiącą pocieszenie dla milionów widzów a pogubionym człowiekiem, któremu życie bezlitośnie daje w kość. To serialowy eksperyment, który pewnie nie każdego przekona, ale ja jestem nim zachwycona.

3. "The Good Place"

Ewenement, czyli serial ogólnodostępnej stacji, który bije na głowę większość propozycji kablówkowych i streamingowych. I w przeciwieństwie do nich opiera się nie tylko na aktorstwie i pojedynczych trafnych obserwacjach, na dodatek uzupełnianych dużą dawką śmiechu niepodszytego depresyjnością. "The Good Place" to rozbudowana, skomplikowana, rozpisana na kilka serii historia tocząca się między światem ziemskim a zaświatami, opowieść pełna zasad kwalifikowania ludzie jako dobrych lub złych, urzędników rywalizujących sił, wszechwiedzących Janet (nie mylić z robotami). A w tym wszystkim o przetrwanie walczy garstka uroczych, choć niepozbawionych wad ludzi, którym łatwo kibicować. Jeśli dodać do tego sporą dawkę ładnej miłosnej historii i przystępnie podanej filozofii oraz fakt, że serial trzyma formę już trzeci sezon, to podium wydaje się zasłużone.

2. "GLOW"

Serial, który w 1. sezonie był uroczą ciekawostką, a jego maraton poprawił mi humor w przy zapaleniu gardła, wrócił w 2018 roku w formie tak cudownej, że musiał w moim rankingu ustąpić miejsca tylko jednemu konkurentowi. Historia o godzeniu wrestlingu z życiem rodzinnym ("Mother of All Matches"), mój ulubiony wątek trudnej przyjaźni Ruth i Debbie (tu przede wszystkim "Work the Leg" i "Nothing Shattered"), zabawa formę w "The Good Twin"… "GLOW" w tym roku dało mi tyle wzruszeń i radości, że potem wszystkim znajomym próbowałam reklamować "serial, który wprawdzie pozornie jest o wrestlingu w latach 80., ale…". A dochodzi do tego jeszcze fakt, że rzadko trafia się produkcja tak niebanalnie feministyczna, z tak fascynującą grupą kobiet walczącą o prawo do własnego wyboru. Choćby tym wyborem było przebieranie się w błyszczące stroje, wcielanie się w chodzące stereotypy i udawanie walki na ringu.

1. "Atlanta"

Przy całej długiej liście świetnych seriali w 2018 zwyciężyć mógł u mnie zdecydowanie tylko ten. Podczas emisji 2. sezonu "Atlanty", od marca do maja, za każdym razem był to mój serial miesiąca. Fakt, że nie konkurował wtedy bezpośrednio z innymi pozycjami z czołowych miejsc mojego rankingu, ale gdy przypomniałam sobie doznawane co tydzień zaskoczenie i olśnienie tym, co proponowano w kolejnych perypetiach Earna i jego ekipy, nie miałam wątpliwości.

"Robbin' Season" przedstawił nam uroczego aligatora, wyjątkowo uprzejmego rabusia oraz Schnappviechera. Zabrał nas do rezydencji Drake'a , okropnego salonu fryzjerskiego i przerażającego lasu. Pokazał nam szkolne czasy Earna i Alfreda. A to przecież tylko początek listy. Wszystkie te żonglerki i zmiany nie służyły jednak wyłącznie eksperymentom z serialową formą, ale rozwojowi postaci zarówno Earna, jak i reszty bohaterów (z wyróżnieniem Vanessy, która wreszcie nie była tylko tłem dla przygód chłopaków). Zastrzeżenia? Za dużo Tracy'ego, za mało Dariusa. Ale nie wypada narzekać, skoro ten drugi dostał główną rolę w najlepszym odcinku, jaki widziałam w tym roku ("Teddy Perkins").

  • Panna

    Feud wraca? Myslalam just, ze odmowili sobie tego projektu

    • ROB-i

      Z tego co wiem to zrezygnowano z pomyslu na 2-gi sezon o Dianie i Karolu a czy serial dostal "cancel" tego to nie wiem.Wydaje mi sie ze na "Serialowej" byla wzmianka o tym ze Murphy ze wzgledu na napiety grafik robi sobie przerwe od tego serialu.Czy tak rzeczywiscie bedzie smiem watpic zwazywszy ze podpisal kontrakt z Netflixem i teraz dla nich bedzie tworzyl nowe seriale.Pozostaje jedynie wierzyc ze nie pozbedzie sie swoich "dzieci".

      • Kamila Czaja

        Z Karola i Diany faktycznie zrezygnowano (może i dobrze), ale nie było oficjalnej kasacji, więc liczę, że coś się tu jeszcze urodzi - bo jak akurat nie należę do fanów Murphy'ego, tak to było naprawdę coś. Ale przy tylu projektach tego twórcy 2019 to może faktycznie nadmierny optymizm z mojej strony...

  • Robert Kaczmarzyk

    Przepraszam, ale nie rozumiem zachwytów na "Atlantą" i "Glow". Czy autorka mogłaby podać 3 najlepsze, według niej, filmy 2018 roku. Może wtedy zrozumiem ten wybór. Byłbym bardzo wdzięczny za odpowiedź.

    • Kamila Czaja

      Autorka dopiero się przymierza do swojego tradycyjnego nadrabiania hurtowo nowych filmów z okazji Oscarów, ale na ten moment z datą produkcji 2018: "Zimna wojna", "Eight Grade" i dokumentalne "Won't You Be My Neighbor". Z goniącym te tytuły niejednoznacznym horrorem "Hereditary" oraz "Klerem" i "7 uczuciami". Ale przede mną między innymi "Roma".

      • Hazel

        A masz jakiś specjalny system tego nadrabiania czy oglądasz po prostu wszystko co nominowane jak leci?

        • Kamila Czaja

          W najważniejszych kategoriach (a za takie uważam też scenariusze i film nieanglojęzyczny) staram się wszystko, ale z roku na rok trudniej zdążyć... Ale w miarę możliwości zaczynam wcześniej, biorąc pod uwagę wyniki innych nagród i nominacji. I staram się zaczynać od tych, którym najbliżej pod mój gust, ale oczywiście z ich dostępnością bywa różnie. Na przykład "Faworyta" u nas dopiero 8.02., a nowy Koreeda chyba bez daty premiery.

      • Robert Kaczmarzyk

        Dzięki za odpowiedź, widziałem tylko "Zimną wojnę"- rzeczywiście świetna i "Kler"- tu już miałem mieszane uczucia, jeden z gorszych filmów Smarzowskiego, daleko za "Różą", bo "Eight Grade" chyba nie miało premiery w Polsce? Jak Ci się podobały "Trzy billboardy"? Dla mnie zdecydowanie najlepszy film tego roku.

        • Kamila Czaja

          Dla mnie "Kler" ważny, chociaż nie bez zastrzeżeń. Za "Różą" na pewno, ale dałabym przed "Drogówką" czy "Pod Mocnym Aniołem". "Trzy billboardy..." bardzo mi się podobały, ale nie uwzględniałam, bo to zeszłoroczny film, tyle że u nas z premierą w 2018. Trzymałam za niego kciuki na Oscarach, chociaż zadowoliłabym się nagrodą dla "Nici widmo" albo "Tamtych dni, tamtych nocy". Z kolei zwycięski "Kształt wody" uważam z jeden z najsłabszych filmów w stawce.

          • Robert Kaczmarzyk

            Tu się nie do końca zgodzę, bo "Kształt wody" realizatorsko, aktorsko to absolutny szczyt. Jeśli potraktujemy to jako fantastyczną przypowieść, to w swojej kategorii jest świetny. "Nić widmo" mnie rozczarowała. Z nowszych produkcji świetny jest "Pierwszy człowiek" i "Wdowy". Szkoda, że tak nisko oceniłaś moje ulubione seriale- "Genialną przyjaciółkę" i "Patricka Melrose'a". Z polskich produkcji zdecydowanie stawiam na "Kruka".

          • Kamila Czaja

            Jeśli wziąć pod uwagę ogrom tego, co oglądałam w tym roku (fakt, że niekiedy z recenzenckiego obowiązku), to już samo odnotowanie "Genialnej przyjaciółki" i "Kruka" jako tych, które się wprawdzie nie załapały, ale chodziły mi po głowie przy robieniu rankingu, to już sporo :) Tak, dla mnie z polskich też "Kruk", choć "Rojst" niedaleko. Zresztą oba wielokrotnie wychwalałam na Serialowej. A "Patrick Melrose" faktycznie mniej do mnie przemówił, chociaż obejrzałam z przyjemnością.
            "Wdów" (jeszcze) nie widziałam, "Pierwszy człowiek" formalnie fantastyczny, nawet jeśli fabularnie dość standardowy film biograficzny.

          • Robert Kaczmarzyk

            Czytałaś "Genialną przyjaciółkę"? Bo jak na ekranizację tak wybitnej powieści, to była rewelacyjna produkcja. Fajnie, że HBO produkuje jeszcze seriale dla, mimo wszystko, wąskiej grupy odbiorców i że będzie drugi sezon. W tej kwestii na Netflixa już nie liczę. Próbowałem obejrzeć "Glow" i "Atlantę", ale to zdecydowanie nie mój klimat.

          • Kamila Czaja

            Nie czytałam, może faktycznie bez powieści ogląda się z mniejszym zachwytem. Ale tak też się broni. A że książka znana, to to chyba nie jest aż tak niszowa rzecz jak części komedii, typu właśnie "GLOW" (ciekawe, jak długo wytrwa na Netfliksie) czy "Atlanta". Są specyficzne, więc nie każdemu przypasują. Na podstawie tej dyskusji z mojej 10 najbardziej polecałabym Ci chyba "Homecoming", "Nawiedzony dom" i "Sorry for Your Loss".

          • Robert Kaczmarzyk

            Nie przepadam za horrorami. :) Chyba, że to coś tak genialnego jak "Dziecko Rosemary" czy "Lśnienie". "Kidding" po kilku odcinkach też mnie zdołowało i nie miałem ochoty na więcej. Szkoda, że "Sorry for your loss" jest emitowane bez polskich napisów na Facebooku. Niestety aż tak nie mogę liczyć na swój angielski. Z filmów świetny też był węgierski "Dusza i ciało". Też premiera w w tym roku, więc się liczy.

          • Kamila Czaja

            Jeśli liczyć po dacie polskiej premiery, jak najbardziej. Świetny film, po którym ciągłe słuchałam piosenki "What He Wrote". Kategoria nieanglojęzyczna też mnie rozczarowała. "The Square", "Dusza i ciało" i "Niemiłość" wydały mi się lepsze do wybranej "Fantastycznej kobiety" ("Zniewagi" nie widziałam).
            "Nawiedzony dom..." to może nie aż "Lśnienie", ale naprawdę kawał porządnego psychologicznego dramatu o rodzinie - tyle że z duchami :) Oglądam mało horrorów, 1-2 rocznie - i tylko jak są w recenzjach uznane za coś więcej niż "straszaki". Ten serial to jest coś więcej.

          • Robert Kaczmarzyk

            Może kiedyś się skuszę. Akurat "The Square" mi się nie podobało. Taka artystowska wydmuszka. "Niemiłość" rzeczywiście dobra, choć strasznie depresyjna. Też nie rozumiem wygranej dla "Fantastycznej kobiety". Z seriali jeszcze bym wyróżnił "Skandal w angielskim stylu", "Barry", "Mała doboszka", "Ostre przedmioty" i "Broken". Choć te dwa ostatnie bardzo nierówne- obok fantastycznych odcinków, były też takie sobie. W "Ślepnąc od świateł" niestety zawiódł odtwórca głównej roli, a sam Frycz produkcji nie uratował.

          • Kamila Czaja

            "Ostre przedmioty" cenię bardziej aktorsko niż jako całość, ale uprzyjemnił mi ten miniserial lato. "Barry" jak najbardziej, odważna rzecz. "Skandal w angielskim stylu" nadrobiłam niedawno - bardzo wciągająca miniseria. "Broken" nie widziałam, zapiszę sobie (przy czym widzę, że to 2017).
            Do reżysera "The Square" mam ogromną słabość od "Turysty", którym zachwycił mnie bardziej.

          • Robert Kaczmarzyk

            Ja "Broken" oglądałem w tym roku na BBC First, wcześniej go chyba nie było w Polsce. Co do "Turysty" to mnie nie przekonał, czyli "The Square" jakby potwierdził, że nie jest to mój ulubiony reżyser. Rozumiem, że nie przekonała Cię "Mała doboszka"?

          • Kamila Czaja

            "Małą doboszkę" mam dopiero w planach - skuszę się na nią przez te wszystkie zachwyty, także współredaktorów, bo normalnie omijam szpiegowskie historie. Na takiej samej zasadzie jak horrory, czyli muszę wiedzieć, że to coś ponad konwencję gatunkową. Tu mi już wiele osób powiedziało, że owszem :)

          • Robert Kaczmarzyk

            Dzięki za interesującą rozmowę i dobrej nocy życzę. Ja jeszcze jestem w trakcie oglądania "Ucieczki z Dannemory", więc mamy co nadrabiać.

  • StrangerGP

    O wow, to można jednak opublikować tekst nie dzieląc go na 100 części?