Co się stało w ostatniej scenie "Rodziny Soprano"? Wygląda na to, że twórca serialu potwierdził teorie

"Rodzina Soprano" (Fot. HBO)

0

Jeśli ostatnie jedenaście lat i siedem miesięcy spędziliście, zastanawiając się, jak zakończyła się "Rodzina Soprano", już nie musicie. David Chase właśnie powiedział trochę za dużo. Spoilery!

W czerwcu 2007 roku ostatnia scena "Rodziny Soprano" podzieliła widownię tak pięknie, jak tylko finał naprawdę kultowego serialu może to zrobić. Twórca produkcji HBO, David Chase, postawił na otwarte zakończenie, a dokładniej rzecz biorąc, coś w stylu urwanego filmu z piosenką "Don't Stop Believin'" w roli głównej. Przez ostatnie jedenaście lat i siedem miesięcy widzowie zadawali sobie pytanie, czy Tony Soprano przeżył, czy jednak nie.

Fanowskie teorie zdecydowanie skłaniały się ku wersji, że nie przeżył. Jest nawet taki słynny post na blogu Master of Sopranos, którego autor na kilku stronach, ze screenami, wszystko objaśnia. Jeśli nie byliście przekonani, że Tony nie żyje, ten bloger powinien was przekonać ostatecznie i definitywnie. A jeśli nie on, to może... David Chase?

Twórca "Rodziny Soprano" przez lata odmawiał brania udziału w dyskusjach na temat tego, co się stało w ostatniej scenie serialu (choć sugerował, że uważny widz powinien to wiedzieć). Wygadał się przypadkiem, przy okazji wywiadów na 20. rocznicę serialu, które przeprowadzali Matt Zoller Seitz i Alan Sepinwall do książki "The Sopranos Sessions". Książka od wczoraj jest dostępna i z pewnością warto na nią zwrócić uwagę, bo autorzy to prawdziwi spece od "Rodziny Soprano".

Alan Sepinwall, obecnie krytyk "Rolling Stone", i Matt Zoller Seitz, który pracuje w "New York Magazine", rozpoczynali kariery dziennikarskie w gazecie "Star-Ledger" w New Jersey. Tej samej, którą Tony czytał w serialu. Obaj zaczynali od pisania o "Rodzinie Soprano" i to raczej nie przypadek, że to właśnie w rozmowie z nimi David Chase wygadał się na temat finału. A dokładniej rzecz biorąc nazwał ostatnią scenę serialu "sceną śmierci". Oto fragment jego wypowiedzi z książki:

- Wydaje mi się, że o tej scenie śmierci myślałem już jakieś dwa lata przed końcem. Pamiętam, jak rozmawiałem o tym z Mitchem Burgessem [scenarzystą i producentem serialu]. Ale to nie było to – to było coś trochę innego. Tony miał zostać zaproszony na spotkanie z Johnnym Sackiem na Manhattanie. Miał jechać przez Lincoln Tunnel na to spotkanie i miało zrobić się w nim czarno i nigdy mieliście go już nie zobaczyć ponownie, jak wracał. Teoria byłaby taka, że coś złego miało mu się przytrafić na spotkaniu. Ale nie zrobiliśmy tego – powiedział Chase.

Sepinwall i Zoller Seitz od razu zwrócili Chase'owi uwagę, że użył określenia "scena śmierci". Na co ten zrobił chwilę przerwy i wypalił: "Pi*przcie się, panowie". Ale słowa padły, a ponieważ USA to nie Polska – nikt tam nie słyszał o autoryzacji wywiadów – wszystko poszło do druku. Chase zaś powiedział jeszcze więcej na temat finału. "Nie chciałem robić bezpośredniej sceny śmierci" – odparł, kiedy dziennikarze go zapytali, czemu zrezygnował z pomysłu z Johnnym Sackiem.

Ostatecznie postawił na rodzinną scenę w knajpie, w której oglądamy z perspektywy Tony'ego, jak przez drzwi wchodzą kolejne osoby, w tym tajemniczy facet, który mógł być albo nie być jego zabójcą. W pewnym momencie facet idzie do toalety za Tonym, a tymczasem córka gangstera, Meadow, męczy się z parkowaniem. W momencie kiedy powinniśmy zobaczyć, jak Meadow wchodzi do knajpy, Tony patrzy w kierunku drzwi i tyle. Film się urywa, urywa się "Don't Stop Believin'", na ekranie robi się czarno i zapada cisza. Napisy końcowe.

Sepinwall i Zoller Seitz zapytali wprost Chase'a, czy tę końcówkę powinniśmy traktować jako scenę śmierci w wydaniu mniej oczywistym, skoro zrezygnował z bardziej bezpośredniej sceny śmierci Tony'ego w tunelu. I tutaj już usłyszeli to co zwykle: "Nie zamierzam odpowiadać na to pytanie".

Wydaje się jednak, że w jakimś sensie na nie odpowiedział – planował przez dwa lata scenę śmierci Tony'ego, tylko nie chciał, żeby była dosłowna. Ci z nas, którzy wierzyli, że dla Tony'ego był jakiś cień nadziei, raczej już zostali tej wiary pozbawieni.

A wszystko to wydarzyło z okazji bardzo ważnej rocznicy – jutro minie dwadzieścia lat, od kiedy Tony Soprano po raz pierwszy wszedł do gabinetu dr Jennifer Melfi i zaczęła się trwająca do dziś złota era seriali.

"Rodzina Soprano" jest dostępna w serwisie HBO GO.