"HIMYM" (8x24): Matka wszystkich matek

"How I Met Your Mother" (Fot. CBS)

"How I Met Your Mother" (Fot. CBS)

Za nami fatalny sezon "How I Met Your Mother", ale na zakończenie twórcy udowodnili, że wciąż potrafią. W finale drogi wszystkich bohaterów prowadzą do jednego miejsca. Jednak wygląda na to, że nie wszyscy przeżyją tam same szczęśliwe chwile. UWAGA, TEKST ZAWIERA WSZYSTKIE MOŻLIWE SPOILERY!

Mam dylemat. Finał 8. serii "How I Met Your Mother" był naprawdę przyjemny. Co prawda okazji do śmiechu było niewiele (jak przez całą serię), ale pierwszy raz od dawna oglądanie nie sprawiało mi bólu, wręcz przeciwnie, bardzo miło spędziłem te 20 minut z haczykiem. Twórcy serialu udowodnili, że nadal potrafią nie obrzydzać życia widzom, jeśli tylko się postarają. Skąd zatem ten dylemat? Zastanawia mnie czy dobra ocena finałowego odcinka może przysłonić mi obraz fatalnego całego sezonu. Nie, raczej nie. Na pewno nie. Twórcom należy się chłosta za to, co zrobili z serialem. Dziś odpuszczę sobie jednak znęcanie się nad nimi, wrócę do tego być może w innym tekście.

Wszystko powoli zbliża do szczęśliwego końca. Wiemy, że spędzająca sen z powiek widzom Matka jest już tuż tuż, niemal na wyciągnięcie ręki. Ręki Teda, bo widzowie zdążyli poznać jej twarz. Całkiem miłą twarz, muszę dodać. Musimy jednak poczekać do września, aby zobaczyć, jak rozwiązane zostaną wszystkie wątki. Czy Ted wyjedzie do Chicago i jak zareaguje na widok swojej przyszłej ukochanej? Czy faktycznie dojdzie do ślubu Barneya i Robin? Co zrobi Marshall? Pytań jest naprawdę sporo, to tylko kilka tych przychodzących na myśl jako pierwsze, odpowiedzi póki co zostały zawieszone w próżni.

Ted. Facet naprawdę przechodzi przez trudny okres. Wyremontował dom, tylko po to, by go sprzedać i przenieść się do Chicago. Motywy jego decyzji są jasne: kobieta jego życia wychodzi za mąż za jego przyjaciela, przebywanie w ich pobliżu nie byłoby dobre dla nikogo. Muszę przyznać, że trochę mi go żal. Facet musiał sporo wycierpieć, bo twórcy zwlekali z pokazaniem jego przyszłej wybranki niemal w nieskończoność. Szczęście jest coraz bliżej, jednak przez te kilkadziesiąt godzin, które dzielą jego i Matką od spotkania, jeszcze wiele może się zdarzyć. I raczej nie będzie to nic dobrego. Po tygodniu oczekiwania dowiedzieliśmy się także, co wydarzyło się w parku. Otóż nic. Ted wybrał optymalne rozwiązanie – ucieczkę. Na dodatek nasz bohater stąpa po bardzo kruchym lodzie w kwestii prezentu ślubnego.

Lily i Marshall. Od przeprowadzki do Rzymu dzieli ich już tylko kilka dni. Problem pojawia się wtedy, gdy ukochana teściowa Lily dowiaduje się o planach swojego syna i jego żony. Marshall wyjeżdża na tydzień do Minnesoty, aby udobruchać mamusię, ta jednak wydaje się zupełnie nieugięta. Z uśmiechem na ustach daje do zrozumienia, że zrobi wszystko, aby zatrzymać ich jednak najbliżej siebie. Wydaje się, że rozwiązanie jej problemu spada prosto z nieba. Marshall ma szansę zostać sędzią, choć nie wydaje się szczególnie szczęśliwy z tego powodu. Wszystko dlatego, że będzie musiał powiedzieć o tym żonie, a ta zapewne nie zareaguje entuzjastycznie na perspektywę pozostania w Nowym Jorku. Dobrze, że wreszcie obdarowano tę dwójkę jakimś sensownym wątkiem. Jako wiecznie zmęczeni rodzice stawali się już nieznośnie irytujący.

Robin i Barney. Do ślubu coraz bliżej, wydaje się, że nic nie może go zepsuć. A jednak cały czas mamy wrażenie, że coś jest nie tak, zwłaszcza gdy widzimy twarz Robin pod koniec odcinka. Czyżby wciąż nie była pewna tego, co robi? Na dodatek twórcy kolejny już raz nieco zagmatwali sytuację poprzez pokazanie nam retrospekcji, których akcja ma miejsce tuż przed ślubem Teda ze Stellą. Barney wątpliwości swojej ukochanej albo nie widzi, albo nie chce ich zobaczyć. Z pewnością na ślubie coś się wydarzy, chyba wszyscy jesteśmy tego pewni. Co to będzie, dowiemy się jednak dopiero jesienią.

Matka. Jest. Wreszcie. Czekaliśmy długo, chłonęliśmy każdą, nawet najmniejszą informację na jej temat. Dziś wiemy już, jak wygląda. Jej rolę otrzymała nominowana niedawno do nagrody Tony Cristin Miloti (znana także z występu w "30 Rock", tutaj można zobaczyć popis jej możliwości i dowiedzieć się o niej trochę więcej). Niestety, póki co to tylko tyle albo aż tyle, co możemy o niej powiedzieć.



Spotkanie, które odmieni cały serial, zbliża się nieubłaganie. Choć dla wiernych fanów (są jeszcze tacy?) kilka miesięcy oczekiwania na nie będzie zapewne prawdziwą męką. Oby nie był nią także 9. sezon.

  • Anonim

    może to i głupie, ale wiecznie mam nadzieję, że matką jednak jest Robin. nawet, kiedy wiem, że to niemożliwe. trochę tak, jak przez cały 2 sezon gry o tron miałam nadzieję, że Ned miał sobowtóra i wcale nie umarł.

    • cell

      Klasa komentarz <3

    • robin+ted

      me too <3

  • Freak

    Jakoś ja wyobrażam sobie, że po weselu Ted będzie w pociągu do NY, bo jak sam powiedział, do miasta musi wrócić w nocy, a w tym pociągu będzie też Matka. Byłoby to całkiem miłe pierwsze spotkanie.
    Sezon był słabiutki, to prawda, ale parę odcinków było naprawdę dobrych. Miejmy nadzieję, że 9 sezon, jako ten ostatni, będzie lepszy :)

  • Anonim

    Bardzo dobry finał, choć dość typowy - jest ten klimat który towarzyszy oglądaniu każdego długowiecznego serialu który jest o zwykłych ludziach i ich życiach. Jednak w przeciwieństwie do innych seriali, które po tylu latach mogły jako szczyt akcji zaprezentowac jedynie kolejne przeprowadzki, sluby, propozycje pracy, HIMYM wciąż może przeżyć istna rezurekcję jakościową. W końcu jedynie liznelismy szczyt góry lodowej jaką jest tytułowa postać - MATKA. Czy ona wprowadzi do serialu wystarczająco dużo świeżości by oglądając go nie czuło się tej atmosfery typu ("czesc, jesteśmy już niemlodym serialem"?.

    Twórcy powiedzieli że ostatni sezon opowie historię najdluzszego ślubnego weekendu wszech czasow - czyli cala seria 9 będzie miała miejsce w ciągu 3 DNI. Może być bardzo oryginalnie i ciekawie lub katastroficznie. Osobiście wolę, żeby twórcy poeksperymentowali niż żebyśmy dostali serial o trzech parach z różnym stażem - bo to nic nowego.

  • The K

    Nazywanie tej postaci "matką" jest nadinterpretacją. Zgodnie z tym co widzieliśmy i pod jakim hasłem występuje ta aktorka w napisach końcowych jest to jedynie "Dziewczyna z żółtym parasolem".

    • Asia

      a żółty parasol miała mieć MATKA :] chociaż to może okazać się nie ten sam parasol ;)

      • The K

        Dlatego trzymajmy się tego co mamy w napisach końcowych, że to dziewczyna żółtym parasolem, która BYĆ MOŻE jest matką.

        • Anonim

          Nie widziałeś press releasow które we wszystkie strony świata posłał CBS? To na pewno Matka, wszyscy potwierdzili : )

        • Marta

          Nawet na Fejsie rzucili spoiler na ten temat, przez co fani z całego świata od razu zdrowo się na nich wkurzyli. I słusznie, bo dowiedzieć się z Fejsa, kim jest matka, to tak trochę niezbyt.

          • zenek

            nie, że się czepiam ale przypadkiem żona Teda nie miała blond włosów?? Bo on się spotykał z jakąś dziewczyną i lokatorka tej dziewczyny była blondynką, a zgodnie z tym co było wtedy powiedziane ona będzie Jego żoną:)

    • Marta

      Oficjalnie ją przedstawiono w wywiadach jako matkę, więc nie ma tu miejsca dla żadnej interpretacji, to jest już fakt. Gdzieś tam nawet pałęta się już jej imię, ale nie jestem pewna, czy to akurat nie fałszywka. Jutro zrobimy przegląd tego, co powiedzieli twórcy serialu o niej i o 9. sezonie.

  • Evolette

    Finał zdecydowanie należał do tych przyjemniejszych odcinków w sezonie, a jest ich bardzo niewiele. Z recenzją powyżej jak najbardziej się zgadzam. Tym razem twórcy dali całkiem niezłe wątki dla każdego z bohaterów i teraz tylko trzeba czekać na to jak się one rozwiną. Mam nadzieję, że sezon 9 będzie zdecydowanie lepszy, mają trochę czasu żeby nad tym wszystkim pomyśleć :)

  • maturzystka

    co do Marshalla i jego stanowiska sędziowskiego. Wydaje mi się, że ten ktoś kto do niego dzwonił mógłbyć podstawiony przez jego mame, żeby nie wyjeżdżali....

    A ta "Matka" strasznie przypomina mi Robin z twarzy! Te same włosy i rysy twarzy + ma jakieś wyłupiaste oczy...

    • Mindosië

      Rysy twarzy ma właśnie zupełnie inne niż Robin, mi już bardziej przypomina Lily, ale bez przesady, nie uważam, żeby były niemal identyczne.

      • Evolette

        Mnie zaś z wymieszaniem Robin i Lily, ale zdecydowanie bardziej do Lily jest podobna.

        • loretta

          myślę że takie miało być zamierzenie. musiała przypominać kogoś kogo Ted uwielbia, a więc Liliy i kogoś kogo kochał, czyli Robin.
          Czyli typ kobiety z którą chciałby spędzić życie, a nie noc.

  • 123

    mimo fatalnego sezonu, wielka szkoda ze 9 sezon bedzie ostatni :(

    • Koślawa

      Mam tak samo ;)
      Sentyment do postaci, zakrywał mi fatalne odcinki :D

  • Aga

    Ogólnie, czy tylko mnie denerwuje Ted z tą swoją całą miłością do Robin po tylu latach?

    • Freak

      Jesteśmy przynajmniej my dwie :D

  • loretta

    tak, ta cała miłość powinna sie była skończyć dwa sezony temu. Mogli wówczas wymyślić coś co by odświeżyło serial. A tak to ciągutka. Ledwo co wytrzymałam do końca odcinka.

    Choć po raz pierwszy wątek Marshalla wydał mi się ciekawy.
    Ale patrzenie na Robin i Barneya... mam wrażenie że cała ta ich miłość jest na siłę.I to wydarzenie w knajpie dane tak na siłę.

  • giselle481

    Mi matka nie spędza snu z powiek, i tak są tu jeszcze prawdziwi fani...

  • Mdrll

    A ja się zastanawiam o co chodzi z tymi głosami "fatalny sezon", "beznadzieja", "co zrobili ze świetnym serialem?". Nie wiem, oglądam akurat taśmowo HIMYMa i szczerze mówiąc większe różnice w poziomie widziałem choćby w "Przyjaciołach", 8 sezon dał mi porównywalnie tyle samo śmiechu, co poprzednie sezony, mimo usilnych prób - nie widzę żadnego spadku formy. Może ktoś poprze jakimiś argumentami dlaczego niby ten sezon jest tak fatalny?

    • tygrys

      obejrzyj jeszcze raz sezony 1-5-.- jakiekolwiek tłumaczenie czemu ten sezon jest fatalny jest zbędny, bo każdy kto kocha himym to rozumie.

      • Mdrll

        Dla mnie 1 sezon był najsłabszy, bo wszystko się rozkręcało, było najmniej śmiesznie. Jedynym plusem było to, że Robin była jeszcze do zniesienia :D
        Jasne, jeśli chodzi o rozwiązania fabularne (zaręczyny Robin i Barneya), to jest słabiej niż w poprzednich sezonach, ale na poziomie czystej rozrywki i dawki komedii, to moim zdaniem nic się w serialu nie zmieniło. Nawet z sezonu na sezon zrobiło się bardziej dosadnie, coraz więcej granic przekraczali, co dla mnie zawsze było na plus (no, poza odcinkiem w którym Barney zaliczył staruszkę)

  • elala

    Nie wiem czemu wszyscy tak narzekają - mi ten sezon nie wydał się wcale taki całkiem beznadziejny. Było parę nawet razy tak, że można było się pośmiać... Może też nie pamiętam, żebym oglądając wcześniej HIMYM płakała jakoś ze śmiechu, więc nie widzę różnicy? W każdym razie, to sztuka opowiadać jedną historię przez 9 sezonów i sprawić, by ludzie wciąż czekali 'jak to się wszystko skończy' :D Też mam dziwne wrażenie, że Ted i Robin, no ale.. I miejmy nadzieję, że te trzy dni przez całą serię nie będą nudniejsze od całego ósmego sezonu, skoro tyle osób twierdzi, że był nudny ;)