Co warto oglądać? Oceniamy nowości z listopada

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

"Jessica Jones"

"Jessica Jones" (Fot. Netflix)

"Jessica Jones" (Fot. Netflix)


Mateusz Piesowicz: Nie może być już żadnych wątpliwości, że Marvel i Netflix stworzyli związek idealny. Dla platformy streamingowej powiązanie z takim gigantem oznaczało olbrzymią promocję i możliwość stanięcia w jednym szeregu z największymi telewizyjnymi rywalami. Natomiast Marvelowi współpraca z Nefliksem dała sposobność poszerzenia swojego filmowego i telewizyjnego uniwersum o produkcje do tej pory w nim nieobecne. "Jessica Jones" zdecydowanie się do takich zalicza.

Zalety serialu można by długo wymieniać, ale największą, podobnie zresztą, jak to było w przypadku "Daredevila", jest fakt, że pozwala on zetknąć się z komiksowym światem tym, którzy wcześniej nie byli nim zainteresowani. To nie jest produkt ABC czy CW, które są przeznaczone dla konkretnych odbiorców i nikogo więcej. Historia panny Jones może zainteresować i fanów komiksów, i czarnych kryminałów, i mrocznych thrillerów, a nawet ambitnego kina kobiecego. Jest przy tym świetnie napisana, zagrana (o Krysten Ritter powiedziano już chyba wszystko) i zrealizowana.

Nie jest to lekka historyjka, jakich ostatnimi czasy namnożyło się w kinie i telewizji, lecz pełnoprawny dramat. Momentami tak mroczny, że nazywanie go "rozrywką" nie chce mi przejść przez klawiaturę. Na pewno jednak warto poświęcić kilka godzin na zapoznanie się z "Jessicą Jones", bo co by nie powiedzieć, jest to telewizja najwyższej klasy.

Bartosz Wieremiej: Spotkanie z "Jessicą Jones" było świetną przygodą – możliwe nawet, że w wolnej chwili spróbuję obejrzeć całość jeszcze raz. Docenić należy historię, bohaterów – w tym absolutnie wspaniałą Jessicę (Krysten Ritter) – a także liczne momenty, w których plany poszczególnych postaci nie przynosiły spodziewanych efektów. Brawa należą się za to, że motywacje tak Kilgrave'a (David Tennant), jak i pozostałych postaci nie były przesadzone lub np. niepoważne, a moce wspomnianego złoczyńcy okazały się wystarczająco przerażające, aby widz czuł się w jego obecności nieswojo.

Naprawdę docenia się ten sezon po jego zakończeniu. Praktycznie wszystkie postacie miały bardzo ciekawe wyzwania przed sobą – mierzyły się z wydarzeniami smutnymi i tragicznymi. Ze specjalnymi umiejętnościami i zwykłym ludzkim okrucieństwem. Żyły zresztą w wycinku marvelowskiego świata, w którym do grona superbohaterów dołącza się niejako mimowolnie, bez przesadnego entuzjazmu i zwyczajnie na kacu. W miejscu, w którym rzeczy straszne nazywane są po imieniu, a traumy nikt nie próbuje zamieść pod dywan. Potrzebny był chyba taki właśnie serial i dobrze, że powstał.

Marta Wawrzyn: "Jessica Jones" to serial rewolucyjny - znacznie bardziej niż "Daredevil", bo niemal całkowicie odchodzi w 1. sezonie od schematu opowieści o superbohaterach i skupia się na prezentowaniu tak mało "superbohaterskich" tematów, jak trauma, gwałt czy seksizm. I robi to świetnie, odważnie, z jajami, oferując historię mroczną, pokręconą i momentami trudną w odbiorze, a do tego zwyczajnie wciągającą.

Obejrzałam całość w trzy dni i uważam, że jest to najlepszy, najbardziej mroczny serial, jaki Marvel do tej pory stworzył. Nie zdziwię się, jeśli za chwilę pojawią się dla niego jakieś Złote Globy, a potem Emmy, bo to nie jest kolejna produkcja dla fanów laseczek ratujących świat i jednocześnie świecących cyckami w lateksie. To mocny, porządnie napisany i wyśmienicie zagrany serial dramatyczny, który może się równać z najlepszymi produkcjami z kablówek.

Pełna recenzja "Jessiki Jones">>>

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10