Nasze największe serialowe rozczarowania 2018 roku

"1983" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

"House of Cards" pozostawia po sobie okropne wrażenie

House of Cards sezon 6

"House of Cards" (Fot. Netflix)

Im bardziej przedłużano "House of Cards", tym bardziej absurdalne wydawały się serialowe intrygi. Z sezonu na sezon serial coraz bardziej przypominał cień samego siebie, ale wydawało mi się, że akurat sezon finałowy może wypaść przyzwoicie. W końcu nastąpiła totalna zmiana warty – Frank Underwood został uśmiercony, a fotel prezydenta USA przejęła jego lodowata małżonka, Claire. Dla mnie zawsze ciekawsza połowa z tego duetu.

Tym bardziej przykro było patrzeć, jak "House of Cards" i postać pani prezydent zamieniają się w autoparodię. Po sezonie wypchanym dziwacznymi intrygami, morderstwami rodem z Rosji Putina, ciążami i aborcjami, groźbami wojny atomowej, wypaczonym feminizmem itp., itd. finałowa rozgrywka sprowadziła się do Claire Underwood, Douga Stampera i tego, co się stało z Frankiem Underwoodem. Tajemnica jego śmierci, która napędzała cały sezon – choć przecież ważniejsza miała być Claire – okazała się kuriozalna, a zakończenie mało satysfakcjonujące. Efekt jest taki, że do serialu raczej nigdy nie wrócę.

"House of Cards" zamieniło się w morderczą operę mydlaną, w której polityczne bzdurki zmiksowano z twistami rodem z taniego melodramatu i mnóstwem banalnych interakcji pomiędzy drugoplanowymi bohaterami, których imion nikt nie pamięta. A wszystko to w nieświeżej oprawie – serial Netfliksa przy nowych produkcjach z tego roku prezentuje się jak relikt poprzedniej epoki. Dobrze, że to już koniec, szkoda, że aż tak marny. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13