Nasze największe serialowe rozczarowania 2018 roku

"1983" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Jeszcze więcej niepotrzebnych remake'ów i powrotów

"Czarodziejki" (Fot. CW)

"Czarodziejki" (Fot. CW)

Rok bez kolejnego niepotrzebnego rebootu albo remake'a jest rokiem straconym. Do zepsucia zostało już coraz mniej seriali – następne w kolejce są "Przystanek Alaska" i "Beverly Hills, 90210" – ale w 2018 zepsuto całkiem dużo. Przede wszystkim "Czarodziejki", na które przykro patrzeć w nowym wydaniu i wcale nie dlatego, że coś jest nie tak z aktorkami. Akurat aktorki i nowe bohaterki mają sporo uroku, problem tkwi gdzie indziej.

"Czarodziejki" to serial mocno związany z pewną epoką, która już nie wróci, i w związku z tym też nieco archaiczny. Sposobem na unowocześnienie okazało się wprowadzenie wątków #MeToo w takiej ilości, że skutek jest odwrotny od zamierzonego. Ciężko znieść te wszystkie feministyczne tyrady, zwłaszcza że jeśli je pominąć, wychodzi nam serial, który nie wie, że mamy już XXI wiek. Tanie efekty specjalne dobijają sceny związane z czarami i magią. Można odnieść wrażenie, że cofnęliśmy się 20 lat w przeszłość i tylko główne bohaterki jakby nie te.

Zabolało mnie też to, co zrobiono z serialem "Magnum", który zawsze będzie mi się kojarzyć z Tomem Selleckiem, jego wąsami i koszulami w kwiatki. W oryginale "Magnum" miał naprawdę dużo uroku. Wersja telewizji CBS to typowy sprawny procedural, dziejący się w tym samym świecie co "Hawaii Five-0" i tworzony przez tę samą ekipę. Mnóstwo akcji, banalne żarciki i plastikowi bohaterowie – nowa odsłona kultowego serialu jest doskonale przeciętna, poprawna i nijaka. Nie miałabym nic przeciwko takiemu serialowi, ale czy musi nazywać się "Magnum"?

Choć oglądam co tydzień "The Conners" i uważam, że nie jest to zły serial, powrót "Roseanne" to koniec końców też jest coś, co nie powinno było się wydarzyć. W porządku, telewizja ABC zareagowała na rasistowskiego tweeta Roseanne Barr tak, jak należało zareagować. Ale też wcześniej ją zatrudniła, wiedząc, czego możemy się po niej spodziewać. Efektem jest "pośmiertna" wojna o "Roseanne" – część publiki nie zaakceptowała nowego serialu, bo bez głównej bohaterki to już nie to samo – której można by uniknąć w prosty sposób. Zostawiając "Roseanne" tam, gdzie było jej miejsce: na półce wśród kultowych seriali.

Podobnie zresztą jak "Murphy Brown", która z liberalnej dziennikarki z niepoukładanym życiem przemieniła się w totalną propagandzistkę, wysłaną na wojnę z Donaldem Trumpem. Przykładów nietrafionych powrotów co roku tylko przybywa. Praktycznie każdy taki powrót raczej nam coś odbiera, niż daje. Nawet jeśli na początku wydaje się nie najgorszym pomysłem. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13