Serialowe hity wracają – nasze podsumowanie tygodnia

"Seria niefortunnych zdarzeń" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5

HIT TYGODNIA: "Ucieczka z Dannemory" i jej ponury koniec

"Ucieczka z Dannemory" (Fot. Showtime)

"Ucieczka z Dannemory" (Fot. Showtime)

Twórcom "Ucieczki z Dannemory" trzeba przyznać, że doskonale zaplanowali w całości odcinek 6. Zobaczyliśmy w nim, jak główni bohaterowie postępowali w przeszłości i czemu znaleźli się w punkcie, w którym ich poznaliśmy. O ile Tilly stała się przez to jakimś cudem jeszcze bardziej antypatyczna, to po niezwykle brutalnych scenach morderstw inaczej patrzy się na Matta i Sweata. Nie da się już udawać, że to w sumie całkiem fajni ludzie, którym może warto dać szansę rozpoczęcia wszystkiego od nowa.

Ta zmiana perspektywy mocno wpływa na odbiór dwóch ostatnich odcinków. Wracamy do bieżących wydarzeń związanych z ucieczką, ale już z innym nastawieniem, raczej czekając, aż więźniów ktoś wreszcie złapie, zamiast kibicować, by udało im się jak najdłużej wymykać. Jednak to poczucie sprawiedliwości nie jest raczej u widza równo podzielone między obu uciekinierów, bo twórcy zadbali o bardziej zniuansowany obraz.

Ciekawe okazuje się odwrócenie ról. Matt, w więzieniu charyzmatyczny przywódca i mózg całej operacji, na wolności szybko wpada w sidła złych nawyków i autodestrukcji. To cichy, realizujący wcześniej polecenia Sweat musi holować kolegę przez las w stronę granicy. Gdy starszy więzień popełnia błąd za błędem, już wiemy, że sprowadzi na siebie zagładę. Jego krwawy koniec nie zaskakuje, ale Benicio del Toro potrafi świetnie pokazać upadek pewnego siebie zabójcy.

Sweat, chociaż zbyt późno, uświadamia sobie, że musi odejść, jeśli chce się uratować. I zabrakło mu niewiele. Na dodatek przeżył, wprawdzie nierozsądnie próbując uciekać, ale nie używając broni przeciwko policji. Okazał się tym, który uczy się na błędach, więc współczuje mu się bardziej niż Mattowi. Wpływa na to też subtelna kreacja Paula Dano, budząca w odbiorcy opiekuńcze uczucia częściej niż wściekłość na uczynki Sweata.

A Tilly… Cóż, Tilly dopadła karma. Sama weszła w policyjną sieć, a stanowa inspektor generalna, Catherine Leahy Scott (Bonnie Hunt), bezbłędnie rozegrała sprawę. Trochę żal, że tych przesłuchań nie było więcej, bo i w pilocie, i w finale obecność kogoś, kto dobitnie pokazał Tilly, że przeceniła swoje możliwości manipulacji, okazała się satysfakcjonująca. Podobnie jak przewrotna końcówka, w której Tilly spotyka strażnika mającego podobnie jak ona lekkie podejście do związków z osadzonymi. O tym, że Patricia Arquette jest w roli Tilly fenomenalna, przypominamy tylko dla formalności.

Finałowe odsłony nie miały może tak spektakularnych pojedynczych sekwencji jak początek odcinka 5. i nie zmieniały emocji widzów jak 6. odcinek, ale bardzo solidnie zamykały miniserial, który dzięki fantastycznym aktorom, skupieniu się na motywacjach bohaterów oraz formalnych eksperymentach nie był typową sensacyjną opowieścią o ucieczce z więzienia, ale czymś znacznie ciekawszym psychologicznie i technicznie. [Kamila Czaja]

1 2 3 4 5