Serialowe hity i kity – nasze podsumowanie tygodnia

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Kit tygodnia: Amerykańscy bogowie bez Fullera

"Amerykańscy bogowie" (Fot. Starz)

"Amerykańscy bogowie" (Fot. Starz)

Przez ostatnie półtora roku byliśmy świadkami ogromnego zamieszania za kulisami "Amerykańskich bogów" i nie mogliśmy nie zadawać sobie pytania, czy odejście Bryana Fullera coś w serialu zmieni. To prawda, że do części publiczności jego barokowy styl nie trafił – podobnie jak zmiany poczynione w historii Neila Gaimana – ale jednego nie dało się mu odmówić. Jego "Amerykańscy bogowie" byli jacyś, przede wszystkim pod względem wizualnym.

Premiera 2. sezonu, która zabiera nas do Domu na Skale i na szaloną przejażdżkę karuzelą, z pewnością nie jest najgorszą rzeczą, jaką ostatnio widziałam. Ale jest sporym rozczarowaniem – kiedy opisy w książce są barwniejsze niż to, co widzę na ekranie, serial naprawdę ma problem. I nawet dobrzy wykonawcy, na czele z Ianem McShane'em (pan Wednesday) i Orlando Jonesem (pan Nancy), nie wystarczają.

"House on the Rock" zawodzi przede wszystkim od strony wizualnej, bo kiedy coś, co miało być definiującym momentem – mam na myśli spotkanie w tytułowym domu – trudno się ogląda ze względu na toporne CGI, to naprawdę jest źle. Patrząc na bogów z ognistymi oczami, miałam wrażenie, że cofnęłam się o dobrą dekadę. Ale zawiodły też dialogi, w których było zaskakująco dużo tłumaczenia, kto, z kim i po co. Patetyczna przemowa Cienia (Ricky Whittle) tym bardziej nie poprawiła wrażenia. Widać, że ekipa za sterami się zmieniła, a wraz z nią podejście do widzów.

I choć życzę nowej ekipie jak najlepiej, nie podoba mi się taki start sezonu. Serial, który wzbudzał różnego rodzaju kontrowersje, właśnie zrobił się śmiertelnie nudny i zachowawczy. Nawet pod względem doboru muzyki, która też stała się oczywista ("I Cast a Lonesome Shadow", serio?). "Amerykańscy bogowie" stracili sporo swojego uroku i obawiam się, że dalej będzie tylko gorzej. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11