Emmy 2019: Nasze nominacje dla seriali dramatycznych

Fot. CBS/FX/Netflix

0
1 2 3 4 5 6 7

Pose

Pose recenzja

"Pose" (Fot. FX)

Nie wiemy, kiedy doczekamy się kolejnych nominacji do nagród Emmy, w których zabrakłoby produkcji sygnowanej nazwiskiem Ryana Murphy'ego (ostatnio zdarzyło się tak w 2009 roku), ale nie sądzimy, by miało do tego dojść w tym roku. I nie mamy absolutnie nic przeciwko, bo "Pose" to kolejna perełka, bez której współczesna telewizja byłaby znacznie uboższa.

Oczywiście, swoją wymowę ma w tym przypadku fakt, że mamy do czynienia z produkcją posiadającą najliczniejszą transpłciową obsadę w historii, ale postrzeganie "Pose" tylko przez ten pryzmat byłoby niesprawiedliwe. Serial stacji FX jest bowiem wyjątkowy pod wieloma względami, poczynając od tematyki (zrzeszająca osoby LGBTQ nowojorska ball culture z lat 80.), poprzez zachwycające sekwencje bali, aż po ogromne i autentyczne emocje, jakie za tym wszystkim stoją.

Bo "Pose" bynajmniej nie jest tylko kolejną wizualną orgią, jakie zdarzało się już Murphy'emu tworzyć – to serial, po którym widać, że twórcy włożyli w niego całe serce, traktując jak swoją osobistą opowieść. Często prostą, bo scenariusz nie należy do przesadnie skomplikowanych, ale tak poruszającą i emocjonującą, że trudno nie poczuć momentalnej bliskości z bohaterami.

Zwłaszcza że ci zostali wykreowani przez grono fantastycznych wykonawców, których samo przedstawienie szerszej publiczności powinno zostać odpowiednio docenione. Sami pomyślcie, że przecież gdyby nie "Pose", nie zachwycalibyśmy się niesamowitym Billym Porterem, a Mj Rodriguez czy Indya Moore pozostawałby właściwie nieznane. I nie widzielibyśmy tylu oszałamiających wizualnie scen. I nie wypłakiwalibyśmy łez przy szczególnie emocjonalnych momentach. I ogólnie nasze życie byłoby smutniejsze i mniej kolorowe. Czy naprawdę trzeba tę nominację inaczej uzasadniać? [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7