10 powodów, dla których warto zobaczyć netfliksowy dokument "Amanda Knox"

Amanda Knox (Fot. Netflix)

0

"Amanda Knox" nie narobiła tyle zamieszania co "Making a Murderer", bo zrobiła coś mało spektakularnego. Obnażyła kłamstwa, w które wiele osób wciąż wierzy, i pokazała ludzką stonę głośnej sprawy. I właśnie dlatego warto ją obejrzeć.

W natłoku serialowych premier zgubiliśmy gdzieś "Amandę Knox" - film dokumentalny Netfliksa, który na chłodno, po ponad roku od ostatecznego zakończenia całej sprawy, analizuje krok po kroku, jak amerykańska studentka, przebywająca na wymianie we włoskiej Perugii, została uznana przez światową opinię publiczną za potwora. Film widzieliśmy kilka miesięcy temu, wtedy też mieliśmy okazję porozmawiać z jego twórcami, Rodem Blackhurstem ("Here Alone") i Brianem McGinnem ("Chef's Table").

Rozmowę tę znajdziecie w całości na Newsweek.pl, zaś sam dokument jest na tyle ciekawy, że polecamy Wam go też tutaj. To nie jest jedno z tych głośnych dzieł z nurtu true crime, od którego obaj twórcy bardzo się zresztą odżegnywali. To skromna historia skupiająca się na tym, jak nas okłamywano. Z jednej strony odtworzono wydarzenia - od dnia po morderstwie młodej Brytyjki Meredith Kercher, które miało miejsce jesienią 2007 roku w Perugii, przez aresztowanie jej współlokatorki, Amerykanki Amandy Knox wraz z jej włoskim chłopakiem, aż po proces toczący się na pierwszych stronach tabloidów i zakończony uniewinnieniem obojga oskarżonych w 2015 roku. Wyrok za morderstwo Meredith odsiaduje Rudy Guede, włamywacz, który miał pojawić się w mieszkaniu wynajmowanym przez obie dziewczyny.

Amanda Knox spędziła w więzieniu cztery lata, wypuszczono ją w 2011 roku i wtedy też wróciła do Stanów Zjednoczonych. Przez kolejne cztery lata ciągnęły się apelacje. Ostatecznie ją i jej dawnego chłopaka uniewinnił dopiero włoski Sąd Kasacyjny w 2015 roku. To są fakty, które znamy. Cała reszta to kłamstwa, półprawdy i manipulacje, które film Netfliksa obnaża z całą mocą. I choćby dlatego warto się z nim zapoznać.

1. Poznacie bohaterów głośnej sprawy od najbardziej ludzkiej strony

Dokument Netfliksa nie odkrywa Ameryki, bo nie to było jego celem. Nikt tutaj nie feruje wyroków i nie mówi niczego na pewno. Sprawa morderstwa, które miało miejsce dziewięć lat temu w Perugii, do dziś ma wiele luk. Ten film ich nie wypełnia, choć prezentuje kilka nagrań, które wcześniej nie ujrzały światła dziennego. Jego siła polega na rozmowach. Rod Blackhurst i Brian McGinn zaprosili przed kamerę najważniejsze osoby uwikłane w sprawę. Wypowiada się tutaj sama Amanda Knox, a także jej dawny chłopak Raffaele Sollecito, prowadzący sprawę prokurator Guliano Mignini, dziennikarz "The Daily Mail" Nick Pisa oraz adwokat Valter Biscotti, który reprezentuje Rudy'ego Guede. Każdy z nich przedstawia swój punkt widzenia i swoją prawdę.

– Zwróciliśmy się do wszystkich osób, które znajdowały się w centrum sprawy, zredukowanej do serii nagłówków, sprośnych tematów do dyskusji. Staraliśmy się na to nie patrzeć i sprawdzić, kto znajdował się w samym sercu całej historii, a następnie skupić się na ich wersji wydarzeń i ich słowach, po to aby zrozumieć prawdę. Nikt wcześniej tego nie zrobił. A my to właśnie chcieliśmy zrobić: historię o ludziach, a nie coś opartego czy to o nagłówki, czy rozpracowywanie twardych dowodów. Chcieliśmy zrozumieć tych ludzi i dowiedzieć się, jakie to było wrażenie znajdować się w centrum tych wydarzeń – tłumaczył nam Brian McGinn. - Oni po prostu są normalnymi ludźmi, którym coś się przytrafiło. A tymczasem my – my jako społeczeństwo – odarliśmy ich z tego człowieczeństwa i zaczęliśmy na nich patrzeć jak na jakieś postacie, a nie ludzi – dodał Rod Blackhurst.

2. Dowiecie się, jak potoczyły się losy samej Amandy

Twórcy dokumentu unikali odpowiedzi na pytania, jakie wrażenie zrobiły na nich osoby, z którymi rozmawiali, w tym również sama Amanda Knox. Ale z ich filmu dowiecie się, co się z nią dzieje teraz. Będziecie też mogli sobie wyrobić na jej temat opinię, bo ta 29-letnia dziś kobieta w niczym nie przypomina "Foxy Knoxy", jak ją ochrzciły media. Wygląda zupełnie zwyczajnie, mówi zaskakująco rozsądnie i punktuje ze spokojem największe oszczerstwa. Widać, że jest dobrze przygotowana do tej rozmowy i że wiele się nauczyła, jeśli chodzi o kontakty z mediami.

- Jeśli jestem winna, to jestem najgorszym ze strachów, bo nie jestem oczywista. Jeśli jestem niewinna, to znaczy, że to może spotkać każdego. Albo jestem psychopatką w owczej skórze, albo jestem tobą – te jej słowa, niewątpliwie przygotowane wcześniej, rzeczywiście zapadają w pamięć. Niezależnie od tego, czy wierzycie, że jest winna, czy że jest niewinna.

3. Zdziwicie się, jak łatwo kupujecie kłamstwa z tabloidów

Film pokazuje, że w przypadku tej sprawy niemal wszystko jest kwestią wiary. Twardych dowodów na winę Amandy Knox nie ma - i nigdy nie było. Właściwie nie było żadnych dowodów - chyba że za dowód uznać to, że wydawała się lekko niestabilna psychicznie i kłamała, próbując wyplątać się z tego wszystkiego. Tyle że jej kłamstwa bardzo szybko były obnażane. W kłamstwa tabloidów, które zrobiły z niej morderczynię, prowadzącą wyjątkowo rozbuchane życie seksualne, wiele osób wierzy do dziś. Tymczasem dokument pokazuje jasno, skąd na przykład wzięły się bzdury na temat legendarnej już "gry seksualnej", która miała odbyć się w mieszkaniu Amandy i Meredith w noc morderstwa.

4. Znienawidzicie na jakiś czas dziennikarzy

W "Amandzie Knox" występuje brytyjski dziennikarz "The Daily Mail" Nick Pisa, który z rozbrajającą szczerością i zaskakującą dumą opowiada, jak wyglądało tworzenie newsów w Perugii, gdzie tłumy reporterów dosłownie zabijały się o każdy skrawek informacji. Niczego nie sprawdzano, bo nie było kiedy - w końcu w międzyczasie mógłby to wypuścić rywal, bez sprawdzania. Przedrukowywano więc opatrzone krzykliwym komentarzem prywatne zdjęcia Amandy z MySpace, fragmenty jej "dziennika z celi", podkręcone informacje oparte na spekulacjach. Ta reporterska wolna amerykanka w połączeniu z bardzo szybkim obiegiem informacji w internecie i raczkującymi wtedy serwisami społecznościowymi, które pozwoliły każdemu poczuć się detektywem i sędzią jednocześnie, stworzyły mieszankę wybuchową. Amandę Knox skazała opinia publiczna, opierając się na wszystkim, tylko nie faktach.

nick-pisa45

5. Kilka faktów na pewno Was mocno zdziwi

W filmie pojawia się kilka faktów, które są zaskakujące dla każdego, kto nie śledził tej sprawy bardzo dogłębnie. Na przykład to, że Amanda i Raffaele, którzy wyglądali na szaleńczo zakochaną parę, znali się zaledwie kilka dni. Zaskakują też wyznania prok. Migniniego, który prowadził sprawę, dotyczące samych jej początków. W praktyce on mówi, że zaczął podejrzewać Amandę, bo "zobaczył na miejscu zbrodni dwoje ludzi pocieszających się w niewłaściwy sposób" (Amanda i Raffaele przytulali się i wymienili kilka pocałunków) i ona wydała mu się podejrzana, bo zachowywała się histerycznie i zakrywała uszy.

amanda-raffaele4567

6. Zobaczycie, jak wygląda współczesne polowanie na czarownice

Histeryczne zachowanie, zakrywanie uszu i pocałunki były początkiem tego wszystkiego, a włoski prokurator mówi o tym po latach tak, jakby normalne było oskarżanie ludzi o morderstwo na podstawie takich "dowodów". To właśnie on wyszedł z teorią, że w mieszkaniu miała miejsce gra seksualna, która poszła o krok za daleko - i choć tę teorię w końcu odwołał, opinia publiczna do dziś pamięta Amandę Knox jako zbereźnicę.

Dokument Netfliksa niczego nie mówi wprost i w żadnym razie nie oskarża ani Migniniego, ani nikogo z Włochów. Ale gdzieś pomiędzy słowami rodzi się całkiem jasny obraz bigota z katolickiego kraju, który chciał spalić na stosie młodą, wyzwoloną Amerykankę za to, że, o Chryste!, uprawiała seks na włoskiej ziemi. Twórcy filmu mówili nam, że podeszli do niego jak do wszystkich swoich rozmówców i że duże wrażenie zrobiła na nich jego opowieść o tym, jak ktoś podszedł do niego na ulicy i nazwał złem wcielonym. Ale prok. Mignini mówi do kamery takie rzeczy, że łatwo uwierzyć, iż ten proces był współczesnym polowaniem na czarownice, za którym stał wadliwy wymiar sprawiedliwości i wtórujące mu brukowce.

mignini4567

7. Zaskoczy Was to, jak dużo ludzie mówią, kiedy ktoś chce ich słuchać

Zarówno Mignini, jak i inny rozmówcy - przede wszystkim Pisa - mówią przed kamerą rzeczy, których zdecydowanie mówić nie powinni. Dla własnego dobra. Czemu aż tak się odsłonili? Prawdopodobnie dlatego, że ktoś wreszcie chciał wysłuchać ich wersji wydarzeń. - Jako filmowcy powinniśmy podchodzić do wszystkich naszych rozmówców w taki sam sposób. W momencie kiedy robisz film oparty na wywiadach, fundamentalną sprawą jest słuchanie drugiej osoby i sprawianie, żeby bez skrępowania odkrywała się przed tobą. Na tym się skupialiśmy, po to by pomóc ludziom otworzyć się i szczerze z nami rozmawiać – tłumaczył nam Brian McGinn. I trzeba przyznać, że co jak co, ale to się w tym filmie udało - pada w nim przynajmniej kilka zaskakujących wyznań.

8. Jeśli mieliście dobre zdanie o włoskim wymiarze sprawiedliwości, to je zmienicie

Zarówno Brian McGinn, jak i jego kolega mówili nam, że w żadnym razie nie oskarżają o nic włoskiego wymiaru sprawiedliwości. Ale też udowadniają w filmie przynajmniej dwie rzeczy: po pierwsze, że na miejscu zbrodni panował chaos i nie zabezpieczono odpowiednio dowodów. Po drugie, że nie wiadomo, czy na ostrzu noża uważanego przez lata za narzędzie zbrodni, rzeczywiście znajdowało się DNA Meredith. Amerykańskie media były oburzone, kiedy to wszystko wyszło na jaw, i pytały, jak w ogóle można wsadzić człowieka do więzienia, nie mając żadnych dowodów.

9. Na ekranie pojawi się pewien bardzo znany amerykański polityk

Jedną z tych oburzonych przed laty osób był pewien polityk z USA, którego dobrze znacie. Niektórzy z Was mogą to pamiętać, bo jego tweet o Amandzie Knox był swego czasu dość głośny. Inni nieźle się zdziwią, kiedy zobaczą go na ekranie.

10. Będziecie trochę bliżej prawdy. A ta prawda to: wiemy, że nic nie wiemy

To już Wasza sprawa, co Wam zostanie w głowie po spędzeniu półtorej godziny z bohaterami głośnej sprawy sprzed dziewięciu lat. Mnie najbardziej uderzyło to, ile rzeczy, które wydawały mi się faktami, w rzeczywistości było zwykłymi kłamstwami czy też może faktami medialnymi. Netfliksowa "Amanda Knox" może rozczarować tych, którzy liczyli na jakieś odpowiedzi, bo zwyczajnie ich nie dostarcza. Ale pozwala całkiem sporo wyczytać między wierszami, prezentując kilka różnych prawd osób wplątanych w te zdarzenia.

  • Michał

    O sprawie nie słyszałem wcześniej nigdy, ale sam dokument bardzo mi się spodobał. Oczywiście nie znam wszystkich szczegółów, ale po kilku artykułach i obejrzanym dokumencie raczej nie wierzę w winę Amandy, bo samo śledztwo wyglądało jak jakiś żart (co nie zmienia faktu, że przy wypowiedziach Amandy, że może być "ultimate figure to fear" przechodziły mnie ciarki). Widziałem gdzieś komentarz, że Amanda właściwie została skazana przez jej nazwę z myspace :) I co ciekawe, w komentarzach na youtube 99% komentujących jest przekonana o jej winie, a na portalach typu avclub, proporcje były odwrócone.
    Oby więcej takich dokumentów Netfliksie, teraz czeka mnie "13th" Avy Duvernay.

    • Przede wszystkim ludzie nie znają podstawowych faktów, bo media podawały od groma kłamstw. Oczywiście nie wiadomo do końca, czy Amanda winna jednak nie była, bo jej alibi też potwierdzone nigdy nie zostało i nie da się ukryć, że plątała się w zeznaniach i kłamała.

      Ale żadnych dowodów na jej winę nie ma i nigdy nie było, a ten dokument to pokazuje. Te wszystkie "dowody" to były zupełnie zwyczajne rzeczy, które niemal każdy student robi na wymianie międzynarodowej. Czyli seks, imprezy, alkohol. Tak ludzie się zachowują, kiedy mają 20 lat i nie mają tysiąca obowiązków na głowie. To ich nie czyni mordercami. Wszystko wskazuje na to, że ta dziewczyna, która była wtedy dokładnie taka jak każda amerykańska studentka, miała koszmarnego pecha, bo znalazła się w katolickim kraju i trafiła na prokuratora bigota. Przy okazji to ciekawe, jak dobrze bigoteria i tabloidy czują się w swoim towarzystwie. Nie tylko w przypadku tej sprawy i nie tylko we Włoszech.

  • Czytałam o tym, że sąd uchylił wyrok skazujący pierwszej instancji, bo doszukał się w śledztwie policjantów 54 błędów w toku postępowania. To, jaki tam był bałagan, jest przerażające