17 nowych produkcji Netfliksa, które zobaczymy w 2017 roku

"Seria niefortunnych zdarzeń" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17

Netflix planuje podwoić w przyszłym roku liczbę swoich produkcji - i wygląda na to, że dotrzyma słowa. Oto lista 17 nowych seriali, które są już zapowiedziane, a na tym na pewno się nie skończy.

"One Day at a Time" - 6 stycznia


"One Day at a Time" (Fot. Netflix)

"One Day at a Time" (Fot. Netflix)


Emitowany od 1975 roku przez prawie dekadę rodzinny sitcom "One Day at a Time" doczeka się już w styczniu swojej nowej wersji na Netfliksie. Nowe "One Day at a Time" opowiadać będzie o amerykańskiej rodzinie pochodzenia kubańskiego, której głową będzie była żołnierka (Justina Machado), samotnie wychowująca dwójkę nastoletnich dzieci, z "pomocą" swojej urodzonej na Kubie matki (Rita Moreno). W obsadzie znajduje się także Stephen Tobolowsky.

Jak udowadnia poniższy zwiastun, "One Day at a Time" to klasyczny rodzinny sitcom, ze śmiechem z puszki i mainstreamowymi żartami.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17
  • Słowo wyjaśnienia: jeśli czegoś tu nie ma (np. "Altered Carbon"), to znaczy, że Netflix nie podał 2017 roku jako daty premiery. Co nie znaczy, że to coś nie może się w 2017 roku pojawić. Na pewno lista będzie się jeszcze wydłużać.

    • elbondo

      A "Punishera" nie zatwierdzili już przypadkiem na 2017?

      • Wszystkie tytuły powyżej wzięte są z rozpiski udostępnianej dziennikarzom. "Punisher" w tej rozpisce nie funkcjonuje w tej chwili w ogóle, także wrzucanie go na listę premier 2017 roku byłoby nadużyciem. Może będzie, może nie będzie, prawdopodobnie w Netfliksie sami jeszcze tego nie wiedzą.

  • Kama

    Skuszę się chyba na "Serię niefortunnych zdarzeń", chociaż trailery są nieco slapstickowe. I, kurczę, kuszą mnie zapowiedzi "13 Reasons Why", ale nie wiem, czy to będzie na poziomie... Z opisu ciekawie brzmi też "Dark". A "Friends Form College" pewnie dość banalnie, ale mam słabość do tego typu komedii. Reszta brzmi... różnie, więc będę się na bieżąco zastanawiać.

  • Michał

    W ciemno kupuję "Serię niefortunnych zdarzeń" i "Dear white people" (chociaż brak Tessy Thompson boli ;)).
    I na tym się moja ekscytacja kończy. Pewnie sprawdzę "Santa Clarita Dier", ale nie wygląda mi to na coś odkrywczego, co sprawdzi się jako dłuższy serial. Jeśli "Mindhunter" będzie miał dobre recenzje, też pewnie obejrzę, ale nie ufam Fincherowi, bo większość jego filmów to dla mnie słabizna. No, ale czego nie robi się dla Anny Torv. Po "Iron Fist", nawet nie sięgam, wystarczająco wymęczyłem się na "Daredevilu" i "LC". Jedyny serial marvelowo-netfliksowy, który mogę oglądać bez zgrzytów to "Jessica Jones", i tylko na drugi sezon teraz czekam.

    • Kama

      Ja miałam w planach LC, ale zawędrował w kolejce tak daleko do tyłu, że uznałam, że chyba mi po prostu na tym serialu nie zależy :) "Dardevila" porzuciłam po paru odcinkach. Bardzo rzadko lubię coś z DC czy Marvela. Musi być z dużym dystansem lub z jakimś oryginalnym podejściem - jak noir, skomplikowana bohaterka i wyrazisty przeciwnik w "Jessice Jones", którą obejrzałam z dużą przyjemnością i s. 2 też pewnie zobaczę. A "Iron Fist" itp. - no, thx. Tylko nie wiem, co z "The Defenders" zrobię, skora tam jest też JJ.

      • Michał

        Ja z "Daredevilem" męczyłem się dwa sezony, tylko i wyłącznie dla Elektry. W przypadku "LC" podarowałem sobie po czterech odcinkach, pomimo nawet interesujących postaci i doberj obsady. Co do Defenders mam podobny problem :) Z jednej strony zanim zobaczymy drugi sezon JJ minie bardzo dużo czasu (no i będzie Sigourney Weaver), ale z drugiej nie wiadomo jak dużo jej tam będzie i czy serial znowu nie będzie męczący. Problemem tych seriali są po prostu za długie sezony. 6-8 odcinków zupełnie by wystarczyło.