Mój bohater to taki Lando Calrissian. Rozmawiamy z Nickiem Frostem o 2. sezonie "Krainy bezprawia"

"Into the Badlands" (Fot. AMC)

0

Nick Frost już wkrótce pojawi się w nowym sezonie "Krainy bezprawia" ("Into the Badlands"), ale wcześniej opowiedział nam, co podoba mu się w serialu najbardziej i jak to jest, być przykutym do Daniela Wu.

Z Nickiem Frostem rozmawialiśmy przy okazji 2. sezonu "Krainy bezprawia", który w Polsce stacja AMC pokaże równo z amerykańską premierą – 20 marca o 3:00 nad ranem, powtórka tego samego dnia o 21:00. Brytyjski aktor znany m.in. z występów w filmach "Wysyp żywych trupów" czy "Hot Fuzz" pojawi się tam w roli niejakiego Bajiego, czyli postaci, która ma wprowadzić do fabuły nieco lekkości i kolorytu.

Skąd w ogóle wziąłeś się w "Krainie bezprawia"? Słyszałeś wcześniej o tym serialu?

Nie miałem o nim pojęcia, to była kompletna niespodzianka. Pewnie dlatego, że nadal nie sprawiłem sobie Amazon Prime… Znałem jednak Alfa Gougha i Milesa Millara [twórcy serialu – M.P.] oraz ich poprzednie projekty, więc gdy zaprosili mnie na śniadanie, podczas którego powiedzieli, że widzą mnie w serialu i właściwie mogę tam robić, na co mam ochotę, to trudno było się nie zgodzić. A gdy jeszcze dodali, że będę miał sceny walki, byłem już w stu procentach kupiony.

Teraz już jednak znasz serial, więc przyznaj się, co najbardziej ci się w nim podoba i dlaczego są to sztuki walki?

Jasne, że sceny walk są niesamowite, ale cały serial wygląda obłędnie. Skala i ambicja tego przedsięwzięcia są naprawdę imponujące. Już na planie robiło to ogromne wrażenie, więc nie mogę się doczekać, by zobaczyć efekty na ekranie.

Kręciliście wiele ujęć przy pomocy green screenu?

Właśnie nie! Nie przypominam sobie, żebym robił choć jedno takie ujęcie – wszystko to praktyczne efekty specjalne. Wiadomo, że w postprodukcji zostaną użyte komputery, choćby po to, by wiele rzeczy wyglądało na większe, ale na planie wszystko odbywało się w rzeczywistości. Prawdziwy old school.

nickfrost1

Co możesz nam powiedzieć o Bajiem? To pozytywny charakter czy złoczyńca?

Sądzę, że ma w sobie trochę jednego i drugiego. Hmm, jak by go opisać? To taki trochę Lando Calrissian z "Gwiezdnych wojen". Czarujący łotrzyk. Bez wątpienia ma dobre serce, ale czasem wyjątkowo trudno przychodzi mu postąpić właściwie, zwłaszcza gdy wiąże się to z jakimiś problemami dla niego. To naprawdę niejednoznaczna i ciekawie skonstruowana postać, sami się przekonacie.

A co z jego relacją z Sunnym? Tych dwóch nie wygląda na takich, którzy łatwo się dogadają.

O tak, to bardzo niedopasowana para. Sunny najchętniej pozbyłby się Bajiego, bo facet bywa irytujący, ale w końcu mój bohater zyska jego sympatię. W gruncie rzeczy tych dwoje się dobrze uzupełnia.

Czyli dobrze zgaduję, że Bajie ma niejako rozluźniać atmosferę?

Zdecydowanie, to moje zadanie w 2. sezonie. Wprowadzić do serialu nieco luzu, którego mogło poprzednio brakować.

Przypuszczam, że musiałeś się dobrze dogadywać z Danielem Wu, grającym rolę Sunny'ego? W zapowiedziach sezonu widać, że byliście nawet razem skuci.

To prawda, byliśmy skuci przez miesiąc, więc musieliśmy jakoś ze sobą przetrwać. Gorzej bywało, gdy w przerwie jeden chciał zapytać reżysera o konkretną scenę, a drugi akurat musiał do toalety, ale jakoś rozwiązaliśmy te problemy logistyczne. A już całkiem serio – Daniel to świetny człowiek i jestem naprawdę szczęśliwy, że zostałem przykuty akurat do niego.

Wiadomo, jakiego typu serialem jest "Kraina bezprawia", więc zapytam wprost – miałeś okazję skopać komuś tyłek na planie?

Oczywiście. Właściwie robiłem to bez przerwy.

Podobało się?

I to jak! Nie było to też aż tak wielkim wyzwaniem, bo miałem już szansę kręcić sceny akcji przy okazji filmu "To już jest koniec" ["The World's End" Edgara Wrighta z 2013 roku – M.P.]. Wtedy też nauczyłem się tańczyć, a choreografia taneczna jest bardzo zbliżona do tej wykorzystywanej przy scenach walk. Tutejsze natomiast są świetne i praca nad nimi była kapitalną zabawą.

Na koniec tradycyjne pytanie: gdybyś mógł zagrać jedną postać z dowolnego serialu, kto by to był?

Niech pomyślę… może Winston Churchill z "The Crown"? Albo Fox Mulder. Trudno się zdecydować. A ty kogo byś wybrał?

Ha, często zadaję to pytanie, ale nigdy się nad tym nie zastanawiałem. To rzeczywiście trudne. Przychodzi mi do głowy bohater, którego Tom Hardy grał w "Tabu".

Ach, dobry wybór. Gratuluję refleksu.