Nasze podsumowanie tygodnia - tym razem same hity!

"The Handmaid's Tale" (Fot. Hulu)

0
1 2 3 4 5 6 7

Ten tydzień to przede wszystkim jeden mocny debiut - "Opowieść podręcznej" udowodniła nam wszystkim, że Hulu też potrafi robić wielkie seriale. Poza tym doceniamy "Fargo", "Pozostawionych", "Dear White People" i nie tylko.

HIT TYGODNIA: Przypadki przeklętej Nory, czyli nieziemska Carrie Coon w "Pozostawionych"

"Pozostawieni" (Fot. HBO)

"Pozostawieni" (Fot. HBO)


Koniec świata już wkrótce, a ani my, ani tym bardziej bohaterowie "Pozostawionych" nie są bliżsi zrozumienia tego, czego właściwie należy się po nim spodziewać. Wręcz przeciwnie, im mniej czasu pozostaje do feralnej daty, tym bardziej wszyscy wydają się pogubieni, a co gorsza, dopada ich bolesna przeszłość.

Z całą pewnością tyczy się to Nory, której dwie twarze zobaczyliśmy w odcinku "Don't Be Ridiculous". Jedną, w pełni racjonalną i odpierającą wszelkie przejawy niezwykłości ścianą zdrowego rozsądku i jeszcze zdrowszego sarkazmu oraz drugą, ciągle zatopioną w bólu po stracie i chwytającą się kolejnej szansy na... Na co tak właściwie? Ponowne ujrzenie własnych dzieci? Prawdziwe szczęście? A może po prostu zakończenie tej udręki?

Bo co do tego, że Nora cierpi, nie może być najmniejszych wątpliwości, choć ona sama przed większością świata woli zachowywać pozory. W końcu kto jak kto, ale ta bohaterka na mechanizmach obronnych zna się świetnie, a czy ironiczne poczucie humoru i zapewnianie bliskich o własnym szczęściu różni się tak bardzo od twierdzenia, że twój mąż wcale nie spadł ze słupa, na którym spędził ostatnich kilka lat? Chyba nie i wydaje się, że właśnie Nora wie o tym najlepiej.

Nie śmiem jej jednak w żadnym stopniu osądzać, wszak nawet w takim serialu jak "Pozostawieni" trudno o bardziej poszkodowaną przez los postać. Jeśli więc ma "przeklęta Nora" szansę na chociaż odrobinę ulgi, to ja kibicuję jej z całego serca, nieważne, czy chodzi akurat o lot do Australii w pogoni za ułudą, czy zwykłe skakanie na trampolinie. Jeśli Carrie Coon nie zostanie należycie doceniona za tę rolę, to nie ma na tym świecie sprawiedliwości. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7
  • Katarzyna

    "Opowieść podręcznej"- niesamowite 3 odcinki, dawno żaden serial mnie tak nie poruszył. Prawdziwe widowisko. Co do jego aktualności- mam wrażenie jakby zrobiono ten serial już jakiś czas temu, dopracowano, doszlifowano i trzymano w szufladzie, aż do odpowiedniego momentu. Bo jeszcze np 3 czy 2 lata temu nie robiłby takiego wrażenia, nie byłby tak bardzo "na czasie".

    "Fargo"- pozmieniało się! Poprzednie sezony były mroczniejsze, bardziej dramatyczne, poważniejsze, z elementami tego cudownego czarnego humoru. A nowy sezon (przynajmniej te dwa odcinki) skręcił tak bardzo w stronę farsy, że nie widzę tam ani jednej poważnej postaci. A nie, przepraszam- jest policjantka. Ale wiecie co? Jakoś mi to zupełnie nie przeszkadza, a ta farsa jest zagrana rewelacyjnie, co daje fantastyczną rozrywkę. Obawiałam się, że tych dwóch McGregorów może wyjść sztucznie i nie wypalić, ale szczerze mówiąc trudno nawet zauważyć, że to ten sam aktor, świetna sprawa.

    • BMR

      Generalnie książka została napisana w latach 1984 - 1985, czyli w okresie ograniczania niektórych przywilejów kobiet w USA za czasów administracji Reagana. Sama Margaret Atwood w wywiadach przyznawała, że konstrukcję republiki gileadzkiej i rządzących nią praw opierała po części na Purytanach, po części na teokracjach religijnych jak (ówczesny) Iran i Afganistan, oraz chociażby dyktatura Ceausescu w Rumunii. Niestety historia lubi się powtarzać i dlatego tematyka ograniczania praw i swobód tych czy innych grup społecznych powraca (i najprawdopodobniej będzie powracać) jako aktualny temat dyskusji. Należy cenić jako wartość samą w sobie, że można w takich dyskusjach brać udział.
      Moim zdaniem w tematykę świetnie wpisuje się doskonałe "Persepolis" Vincenta Paronnaud i Marjane Satrapi oraz- do pewnego stopnia- rumuńskie "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" Cristiana Mungiu. Jeśli jeszcze nie miałaś okazji obejrzeć- polecam (przy czym uprzedzam, że ten drugi film- ze względu na tematykę- nie jest ani łatwy ani przyjemny w odbiorze).

  • BMR

    Gdyby nie trzęsienie ziemi pod tytułem "Opowieść podręcznej", moim hitem tygodnia (oraz zapewne miesiąca) byłby nieskończenie gorzki, wspaniale opowiedziany i zagrany finał "Feud". Ale w tej sytuacji wypada mi obiema rękami podpisać się pod recenzją "Opowieści podręcznej"- to nie jest hit tygodnia, a wydarzenie i miesiąca i najprawdopodobniej roku. Jeśli serial, którego każdy z dotychczasowych trzech odcinków rozstroił mnie i doprowadził do stanu emocjonalnej rozsypki nie jest wielkim kinem to nie wiem, co nim jest.

  • LuKe

    A moim zdaniem "Opowieść podręcznej" bardzo szkodzi próba uwikłania jej w aktualną politykę. Gdyby serial wyszedł parę lat temu oceniałbym go dużo wyżej. Dziś mam wrażenie czegoś zmanipulowanego.
    "Opowieść podręcznej" jest takim samym manifestem feministycznym jak Lena Dunham jest głosem pokolenia ;) I nie chodzi mi o to, że serial nie porusza ważkich kwestii ale egzaltacja związana z siłą rażenia, globalizmem zachwytów, rozpoczynaniem dyskusji, rewolucji i idącej za nim zmiany, aktualnością i generalnie "prawdą" płynącą z ekranu jest już sporym przegięciem i nie współmierna do tego czym serial jest - a jest serialem rozrywkowym, egzystującym w komercyjnym środowisku i tworzonym z myślą o komercyjnym sukcesie.
    Poza tym mam wrażenie jakby na serialowej tematyka serialu była jakąś totalną nowością i żaden twórca filmowy nigdy wcześniej nie nakręcił niczego o opresji religijnej czy dyskryminacji kobiet. "Szkarłatna litera" czy "Czarownice z Salem" również pokazują uwikłanie kobiet w religię i politykę, w których to reguły gry wyznaczane są przez mężczyzn. Przykłady z całego świata kinematografii można mnożyć i mnożyć. Filmy mówią o tym samym. "Opowieści podręcznej" jest po prostu produkcją nową i bardziej łopatologiczną.
    Jestem za wszystkimi postulatami, o których tu mowa: wolność, prawa kobiet, prawa dla mniejszości różnych poglądów, preferencji i maści. Jestem za całkowicie świeckim państwem. Jednak "Opowieść podręcznej" nie przekonuje mnie do siebie.

    Dziwi mnie też, że przemilczana jest tutaj kwestia przynależności Elisabeth Moss do kościoła scientologicznego. Uważam to za ogromne faux pas twórców show. Moss jest dobrą aktorką i nie mam nic do niej i do tego w co wierzy. Jak dla mnie może wierzyć nawet w pusty słoik. Ale w kontekście tego serialu niestety jej udział jest sporym zgrzytem. Czytałem na necie dyskusje na temat: Czy to hipokryzja ze strony Moss przyjąć rolę w projekcie opowiadającym o religijnej opresji kobiet, jeśli samemu się należy do sekty, która wykazuje się opresyjnością wobec własnych członków.
    Jeśli przyjmiemy argument, że to tylko jej praca i serial służy rozrywce ukazującej fikcyjne oderwane od rzeczywistości wydarzenia, to może można by to i przełknąć. Ale promocja show i sama Moss w wywiadach udowodniła, że serial uderza nieco bardziej w propagandowy ton. I tu niestety już mamy zgrzyt na całej linii.
    Ponoć za wszelką ceną w wywiadzie unikała pytań o religię, a jej przedstawiciele nakierowywali ją w kierunku wygodniejszych dla niej feministycznych haseł.
    Dla porównania czy Bill Cosby dalej wydaje wam się ciepłym doktorkiem z sit comu. Oglądalibyście sobie ten serial z uśmiechem na ustach, komentując: "What a funny and lovely guy" ?
    No właśnie.
    Jeśli sztuka chce dotykać i wpływać na rzeczywistość musi to robić w jak najautentyczniejszy sposób. W "Opowieści podręcznej" choćby ze względu na kłopotliwy casting zaciąga fałszem.
    Ja generalnie nie cierpię kina zaangażowanego. Chcesz się "filmowo" angażować w realne życie? Kręć filmy dokumentalne, nie fabuły.

  • LuKe

    A moim zdaniem "Opowieść podręcznej" bardzo szkodzi próba uwikłania jej w aktualną politykę. Gdyby serial wyszedł parę lat temu oceniałbym go dużo wyżej. Dziś mam wrażenie czegoś zmanipulowanego.
    "Opowieść podręcznej" jest takim samym manifestem feministycznym jak Lena Dunham jest głosem pokolenia ;) I nie chodzi mi o to, że serial nie porusza ważkich kwestii ale egzaltacja związana z siłą rażenia, globalizmem zachwytów, rozpoczynaniem dyskusji, rewolucji i idącej za nim zmiany, aktualnością i generalnie "prawdą" płynącą z ekranu jest już sporym przegięciem i nie współmierna do tego czym serial jest - a jest serialem rozrywkowym, egzystującym w komercyjnym środowisku i tworzonym z myślą o komercyjnym sukcesie.

    • LuKe

      Poza tym mam wrażenie jakby na serialowej tematyka serialu była jakąś totalną nowością i żaden twórca filmowy nigdy wcześniej nie nakręcił niczego o opresji religijnej czy dyskryminacji kobiet. "Szkarłatna litera" czy "Czarownice z Salem" również pokazują uwikłanie kobiet w religię i politykę, w których to reguły gry wyznaczane są przez mężczyzn. Przykłady z całego świata kinematografii można mnożyć i mnożyć. Filmy mówią o tym samym. "Opowieści podręcznej" jest po prostu produkcją nową i bardziej łopatologiczną.
      Jestem za wszystkimi postulatami, o których tu mowa: wolność, prawa kobiet, prawa dla mniejszości różnych poglądów, preferencji i maści. Jestem za całkowicie świeckim państwem. Jednak "Opowieść podręcznej" nie przekonuje mnie do siebie.

      • LuKe

        Dziwi mnie też, że przemilczana jest tutaj kwestia przynależności Elisabeth Moss do kościoła scientologicznego. Uważam to za ogromne faux pas twórców show. Moss jest dobrą aktorką i nie mam nic do niej i do tego w co wierzy. Jak dla mnie może wierzyć nawet w pusty słoik. Ale w kontekście tego serialu niestety jej udział jest sporym zgrzytem. Czytałem na necie dyskusje na temat: Czy to hipokryzja ze strony Moss przyjąć rolę w projekcie opowiadającym o religijnej opresji kobiet, jeśli samemu się należy do sekty, która wykazuje się opresyjnością wobec własnych członków.
        Jeśli przyjmiemy argument, że to tylko jej praca i serial służy rozrywce ukazującej fikcyjne oderwane od rzeczywistości wydarzenia, to może można by to i przełknąć. Ale promocja show i sama Moss w wywiadach udowodniła, że serial uderza nieco bardziej w propagandowy ton. I tu niestety już mamy zgrzyt na całej linii.
        Ponoć za wszelką ceną w wywiadzie unikała pytań o religię, a jej przedstawiciele nakierowywali ją w kierunku wygodniejszych dla niej feministycznych haseł.
        Dla porównania czy Bill Cosby dalej wydaje wam się ciepłym doktorkiem z sit comu. Oglądalibyście sobie ten serial z uśmiechem na ustach, komentując: "What a funny and lovely guy" ?
        No właśnie.

        • LuKe

          Jeśli sztuka chce dotykać i wpływać na rzeczywistość musi to robić w jak najautentyczniejszy sposób. W "Opowieści podręcznej" choćby ze względu na kłopotliwy casting zaciąga fałszem.
          Ja generalnie nie cierpię kina zaangażowanego. Chcesz się "filmowo" angażować w realne życie? Kręć filmy dokumentalne, nie fabuły.