Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie tygodnia

"House of Cards" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9

Dawno nie było u nas kitów, ale na szczęście wróciło "House of Cards", ratując nas przed dalszą posuchą. A chwalimy dziś m.in. "Pozostawionych", "The Americans" i "American Gods".

HIT TYGODNIA: Koniec świata, a po nim pobudka - czyli fantastyczni "Pozostawieni"

"Pozostawieni" (Fot. HBO)

"Pozostawieni" (Fot. HBO)


"I co teraz?" - zapytał Kevin ojciec swojego syna, siedząc na dachu domu w Australii, w tej samej dokładnie scenie, która została niejako "zdradzona" jako pierwsze zdjęcie promocyjne 3. sezonu "Pozostawionych" (co samo w sobie jest faktem pozbawionym znaczenia, ale musiałam docenić to, jak dowcipnym człowiekiem jest Damon Lindelof). Młodszy Kevin nie zna odpowiedzi. Nie wie, co się robi, kiedy koniec świata nie przyszedł, ale już zdążył sobie uzmysłowić, gdzie popełnił błąd.

Wy mieliście prawo tego nie zauważyć, ja pamiętam całkiem nieźle, jak Lindelof powiedział w naszej rozmowie, że "Pozostawieni" to historia miłosna. I do tego właśnie sprowadza się jeden z serialowych końców świata. Było ich jednak więcej.

Sam odcinek "The Most Powerful Man in the World (and His Identical Twin Brother)" jest genialny nie tyle ze względu na koncept - ten jest bowiem "tylko" swego rodzaju rozszerzeniem "International Assassin" - ile ze względu na pytania, które zadaje Kevin, odpowiedzi, których nie uzyskuje, i rzeczy, których dowiaduje się niejako "przypadkiem". Dzieci Grace nie wiedzą, co się stało z ich butami. Evie jest wściekła, kiedy słyszy imię swojego ojca. Christopher Sunday nie dzieli się tak po prostu swoją deszczową piosenką. Nic nie idzie tak, jak iść powinno było - i jeszcze trzeba zamordować samego siebie, a następnie puścić z dymem cały świat.

A jednak to bardzo ważna podróż dla Kevina, właśnie z powodu odkryć na własny temat, które poczynił. Policjant z Mapleton, który błądził przez siedem lat, niczego nie będąc pewnym, właśnie sobie uświadomił, co stracił. Wie też już lepiej niż chwilę wcześniej, w co wierzy, a w co nie. To dla niego i koniec świata, i prawie optymistyczny początek - przebył długą drogę, by powrócić do pragmatyzmu. Nora za chwilę podąży w zupełnie innym kierunku. Szczęśliwego spotkania w zaświatach raczej bym się nie spodziewała. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9
  • ROB-i

    Naprawde nie chce mi sie juz pisac za co ale kit tygodnia (a wlasciwie roku) dostaje Netflix!!!

  • Maciej Witek

    - Podręczna, po chwilowej przerwie stało się to co się spodziewałem, czego się obawiałem i o czym już tutaj pisałem. Serial jak dla mnie niebezpiecznie podąża ku romansowi. A ten odcinek był tego najlepszym dowodem. Nie wiem czy to źle, ale od dystopii jeżącej włosy na ciele na pewno oczekiwałem czegoś innego.
    Aha i czy ja coś przegapiłem? Czy rozmowa June z Nickiem, w kuchni tuż po powrocie Pani domu, pełna zazdrości i beznadziei była cokolwiek kuriozalna? Od kiedy oni mogą tak swobodnie ze sobą rozmawiać?

    - Netflix, dwa kity, cięgi za anulowanie Sense 8, oj to nie był dobry wizerunkowo tydzień dla nich, ale nie ważne, dopóki współczynnik hitów do kitów będzie taki jak jest, to ja będę im płacić nadal. W każdym z dotychczasowych miesięcy mieli przynajmniej jednego przedstawiciela w serialowej liście top miesiąca. I bardzo bym się zdziwił jakby w zestawieniu za maj miało się cokolwiek zmienić ;).
    Tylko, żeby za tydzień nie dostali kitu (ściska kciuki).
    A że kasują seriale? I to bez zakończenia? Trudno, lubiłem sense8, ale co zrobić? Nie ten serial, to będzie inny. Zresztą jakby ludzie mieli tylko takie problemy jak kasacja ich ulubionych seriali to by było pięknie, prawda? ;).

    • Iwona

      Romansowi? Tego to bym akurat temu serialowi nie zarzuciła. Oczywiście w jakiejś najprostszej warstwie fabuły mamy to co mamy, ale to jest nieuniknione, chociażby dlatego, że koncept tego świata jest ściśle związany z seksualnością człowieka. Trudno więc pokazywać ową rzeczywistość inaczej niż przez właśnie jakieś seksualne zależności, szukanie bliskości, fizyczne pożądanie ect., ale to na pewno nie jest historia o tym, że June ma: męża (na uchodźstwie), Nicka (po kryjomy), Komendanta (w ceremonii i nie tylko), no i ten Nick to jest zazdrosny o tego Komendanta, a ten Komendant to też ma żona i ona też ma problem...

      • Maciej Witek

        No właśnie problem w tymże nie wiem czy nie jest. Jak dla mnie po znakomitym początku i jeszcze lepszym 4? odcinku (tym w szafie) w serialu proporcje postawiono na głowie. Oglądam to i widzę tak jak napisałaś. A całe to zło, cały system zniewolenia kobiet, produkcji dzieci i ogólnej beznadziei majaczy się gdzieś w tle. Tylko z rzadka głośniej o sobie przypominając.

        • Iwona

          Takie wrażenie to jest kwestia pewnie dramaturgii tego serialu, bo kolejne odcinki oprócz tego, że oczywiście rozwijają akcję, to także bardzo poszerzają naszą wiedzę o świecie przedstawionym i jakkolwiek ma to wszystko sens i w odpowiednim momencie dostajemy kolejne informacje, to całość może sprawiać wrażenie trochę "poszarpanej". Raz dostajemy odc "jak oni uciekali", a potem "co oni robią gdy jest już ciemno" i inne wątki i inny bohaterowie nie są zupełnie "uruchamiani". Tyle, że jak dla mnie jednak to wszystko ma sens, a "romans" w takiej formie i dawce w jakiej go dostajemy jest konieczny, bo (powtórzę się) oprócz praw kobiet szalenie istotnym tematem w tym serialu jest seksualność człowieka i próba jej kontroli.

          • J.sorel

            Zgadzam sie. Opowiesc podrecznej przestala oddzialywac. Ostatnie dwa odcinki nie zrobily na mnie zadnego wrazenia.ani fabularnie ani emocjonalnie. Meczy mnie tez okrutnie gra aktorska moss. Zaczyna sie robic troche auto parodia. Serial ma potencjal ale zmierza zdecydoeanie w strone romansu, i jak romans jest niesamowice wtorny.

          • Kasia

            Serial jest adaptacją książki M. Atwood więc zmierza w tą stronę, w którą powieść ☺ Dla mnie kluczem jest tu slowo Milosc o czym mówi sama glowna bohaterka do Gubernatora. Przy budowaniu swojej utopii zapomnieli o niej, stąd wg Atwood ten świat jest skazany na porażkę i rozpad i jako wyzbyty miłości właśnie, przeminie. Ponadto wszystko jest w jakimś sensie "wtórne" . A mnie interesuje tu jeszcze kwestia wolności wyboru w świecie, który jej pozornie nie daje. I druga rzecz, źródło wewnętrznej siły która każe człowiekowi przetrwać nawet tak drastyczne warunki - skąd się to bierze? Nigdy mnie to nie znudzi ☺

  • LuKe

    "House of cards" to od samego początku był zlepek nudy, naiwności i głupoty. Cieszę się, że się nie pomyliłem. Porzuciłem serial po pierwszym sezonie, bo to nie było political-fiction, tylko istne fantasy. No i jeszcze ten mega wkurwiający Spacey mówiący prosto do kamery. Intrygi i emocje rodem z Shondalandu.

  • LuKe

    Dla mnie "American Gods" to mega kit i chyba na tym piątym odcinku rozstaję się z tym serialem. Szkoda czasu na ten bełkot. Przestylizowana wizualna strona męczy, muzyka żywcem przeniesiona z Hannibala męczy, brak płynącej fabuły męczy, dłużyzny męczą, symbolika i zagadki są mało interesujące. Momentami to sobie myślę, że gdyby późniejsze sezony "True Blood" (te w których pastisz się już ograł - czyli już od sezonu drugiego ;D) i coś takiego jak jakieś marne "Kroniki Shannary" miały dziecko to byłby nim "American Gods". Naprawdę ta powieść jest takim hitem? Bo serial to jest taki totalny "bullshit" tylko podrasowany seksem i przemocą aby wydawał się bardziej "dorosły" i "mocny".
    Oglądałem ze dwa lata temu już serial o wcieleniach nordyckich bogów na Ziemi. Nowozelandzką komedię "The Almighty Johnsons". I choć serial też miał swoje problemy, to bawiłem się na nim po stokroć lepiej niż na "American Gods".
    Ten serial dla mnie nie ma nic. Nie ma emocji, nie ma nic do zaoferowania w sferze intelektualnej, w sferze wizualnej jest takim mieszającym wszystko rzygiem. Po odcinku tego show czuję się tak jakbym zaliczył Noc Muzeów w kilku galeriach sztuki w błyskawicznym tempie. Zmęczenie, zlewanie się obrazów, migrena, wymioty.
    Pierwszy występ aktorski Gillian Anderson dwa odcinki temu mi się podobał. W najnowszym odcinku był już totalną szarżą i choć ogarniam, że tak miało być to nie widzę w tych popisach wielkiego kunsztu. Fajnie, że aktorka gra coś innego niż zwykle i to w takiej zupełnej kontrze do tego co zwykle, jednak nie przekonała mnie. Dla niej fajne doświadczenie. Z filmami to jest jednak często tak, że aktorzy bawią się lepiej niż widzowie i tak jest w moim przypadku i w tym przypadku.
    "Amerykańskim bogom" mówię nie wierzę w was :) Gińcie, przepadnijcie ;)

  • LuKe

    "Pozostawieni" w ostatnim tygodniu to też dla mnie KIT. Najgorszy odcinek całego serialu. Rozumiem wszystko, co zaszło. Podobało mi się to, że wszystkie rzeczy o które miał spytać Kevin w zaświatach były bez znaczenia i nie mógł na nie uzyskać żadnej odpowiedzi - no bo niby skąd, skoro on sam tych odpowiedzi nie znał. Szwankuje mi troszkę logika serialu. No bo należy chyba przyjąć, że zaświaty, to nie zaświaty, tylko podświadomość Kevina. O ile zatrucie jadem i postrzał niosą ze sobą choć ziarnko prawdopodobieństwa na zawieszenie w swoistej hibernacji, zapadnięciu się w jakiś rodzaj śpiączki i wyłączeniu wielu funkcji organizmu jednocześnie podtrzymując naprawdę podstawowe czynności polegające na podtrzymaniu życia, o tyle podtopienie już nie bardzo. Zwłaszcza, że (może to tylko wrażenie) ale serial sugerował, że Kevin spędził pod wodą sporą część czasu. Bo jeśli to były sekundy to OK.
    W każdym bądź razie nie podobało mi się w tym odcinku niemal wszystko. Nawet Liv Tyler (niczym księżniczka Leia). Czekałem na jej pojawienie się w jakiejś wizji lub retrospekcji i się zawiodłem. Niestety pewna ociężałość i skrępowanie wynikające z prób ukrycia stanu błogosławionego aktorki było widoczne i koniec końców jej obecność w odcinku była tylko, po to, żeby była. A postać Meg jest dla mnie jedną z lepszych w całym serialu no i ten jej fantastyczny odcinek 2.9. Ann Dowd nigdy w tym serialu nie lubiłem. Wiem, że niektórzy się nią zachwycają. Aktorsko wykonuje dobrą robotę, ale nie jestem fanem tej aktorki i tyle. Głośna, cyniczna, irytująca - to już jej chyba taki typecasting, bo w "Opowieści podręcznej" gra niemal identycznie.
    Na finał patrzę pozytywnie, bo teraz gdy ten niewygodny odcinek mamy za sobą, powinno być w miarę dobrze. Czuję, że nie ma szans na usatysfakcjonowanie ale sądzę, że w typowo Lindelofski sposób dostaniemy swoisty happy end, który może wyciśnie ze mnie nawet łezkę. Chociaż nie wiem bo z trójki wielkich tematów filmowych: miłość (romantyczna), przyjaźń, rodzina - miłość chwyta mnie najsłabiej ;)

  • Michał Woźnicki

    Ciągłe gadanie o przeroście formy nad treścią w American Gods jest na prawdę męczące. Może zacznijcie oglądać i jednocześnie słuchać serialu.

    Jeszcze bardziej męczy mnie narzekanie na House of Cards. To jak najbardziej solidny sezon, lepszy niż 3 lub 4, nigdy nie dostaniecie już klimatu z początku serialu, ale sorry tak to działa z serialami. Opinii na tej stronie było pare, mówiono, że serial się broni, ale teraz jednak dostaje kita.

    • LuKe

      Oświeć mnie proszę co takiego fascynującego dzieje się w treści American Gods? O czym według Ciebie opowiada ten serial jak dotąd i jakież to rewolucyjne filozoficzne idee sprzedaje widzowi. Co więcej mogę wynieść z tego serialu poza estetycznym zawrotem głowy i kilkoma skopiowanymi złotymi myślami na temat relacji człowiek-religia / człowiek bóg. No bo na pewno nie rozrywkę.

      • Michał Woźnicki

        Tam nie ma rewolucyjnych filozoficznych idei. Jeśli tego szukasz to może nie tutaj. Dla mnie świetne jest wchodzenie w różne mitologie i wmieszanie ich w życie Ameryki w wielu jej zakątkach (bo jeszcze wiele przed nami). Poza tym to bardzo dobra opowieść o starości, o tym jak jedni się z tym godzą, inni nie, a i tak muszą odejść do lamusa.
        Ale ja jestem wielkim fanem książki, przez co każdy odcinek jest dla mnie frajdą. Ta opowieść nie mogła wygladać inaczej, niż imponująco od strony wizualnej, skoro zdecydowali się ją przenieść na ekrany. Nie oznacza to, że jest płytka i nie lubię, gdy jest to tak marginalizowane. Mamy tu do czynienia z bogami, więc obraz musi być surrealistyczny, tak jak wszystkie mity, obrazy i rzeźby, które przedstawiały ich niegdyś.

        • LuKe

          Owo wchodzenie w różne mitologie na ekranie wygląda jak zwykła sieczka. Nie lepiej poczytać o owych wierzeniach niż raczyć się jakąś plastikową papką opartą zaledwie na skrawkach tych idei i zamienioną na nudne seksualne gore i tandetne tanie szokowanie? To trochę tak jak odkrywać historię sztuki z Danem Brownem ;) Z przyjemnością obejrzałbym przygodowo-mistyczno-obyczajowy serial o życiu Rdzennych Amerykanów a nie ślinił się na widok "boga bizona". O tej starości i przemijaniu, to ok gdzieś tam coś majaczy, ale wciąż bardzo nieimponująco. Rozumiem, że serial Ci się podoba ale nie miej pretensji, że dla kogoś innego to jest zwykły "bullshit". Serial bowiem jest mało wciągający, nużący i ma do zaoferowania tylko dziwactwa i skrawki tego o czym pisałeś.

          • Michał Woźnicki

            Skoro chcesz serial o bogach (bo rozumiem, że dlatego zacząłeś oglądać Amerykańskich Bogów), ale nie podobają Ci się elementy, gdzie mitologia splątana jest pop kulturą, nie podobają Ci się elementy fantasy, czy sceny seksualne, to rzeczywiście poczytaj sobie mitologię lub oglądaj filmy dokumentalne lub dla sztuki idź do muzeum, bo ten serial nigdy nie miał byc czymś innym niż twistem wokół tych tematów. Czy nudne i tandetne, no tutaj Cię nie przekonam, bo to juz kwestia gustów, a o nich.... Podoba mi się surrealizm i przerysowana stylistyka serialu, bo jak mówiłem pasuje mi do bóstw. Poza tym w równie kolorowy, przerysowany i czasem zabawny sposób analizuje amerykańskie społeczeństwo. Jednak jest to serial na tyle specyficzny, że ciężko go bronić. Swoją drogą chyba nikt nie zamierza uczyć się o mitologii z serialu, generalnie niczego bym z seriali się nie uczyć (to tak jak o polityce uczyć się z Veep lub House of Cards...wiadomo, że nie o to chodzi).

          • LuKe

            Nie wiem czy chciałem serialu o bogach. Wchodziłem w ten serial zielony. Otaczający ten projekt szum zwiastował być może coś interesującego. Okazało się tak, jak w większości przehajpowanych "dzieł", że gra jest niewarta świeczki. O gustach to mit. Jak najbardziej się rozmawia, bo gusta się kształtuje.
            Piszesz: "w przerysowany i czasem zabawny sposób analizuje amerykańskie społeczeństwo". Tego typu zdania zawsze mnie rozwalają, bo są tak ogólne i podstawowe, że już bardziej się nie da. Czyli co? Jaka jest ta analiza społeczna? Czego nowego się dowiedziałeś o społeczeństwie amerykańskim? Bo moim zdaniem za większością tych górnolotnych idei stoją jakieś marne slogany, złote myśli lub truizmy powtarzane od wieków.