Ostatnia droga. "This Is Us" - recenzja odcinka "The Car"

"This Is Us" (Fot. NBC)

0

"The Car" nie byłby w stanie przebić poprzedniego odcinka w kategorii szokowania i wielkich wydarzeń, ale na szczęście twórcy "This Is Us" poszli tym razem w spokojniejszą stronę. Uwaga na spoilery!

"This Is Us" nie daje nam odetchnąć. Dwa dni po odcinku ze śmiercią Jacka wyemitowano odcinek z jego pogrzebem. Twórcy serialu najwyraźniej doskonale zdawali sobie jednak sprawę, że widzowie będą jeszcze nieco przytłoczeni zwrotami akcji z "Super Bowl Sunday", więc rozsądnie kolejny odcinek nie próbuje przebijać poprzedniego pod względem szokowania odbiorcy. Dostajemy opowieść wyciszoną, co nie znaczy, że mniej angażującą.

Szybko okazuje się, że okazji do popłakania przed ekranem nie zabraknie. "The Car", zgodnie z tytułem, pokazuje różne momenty z życia Pearsonów przez pryzmat historii wieloletniego rodzinnego samochodu. Wprawdzie sama scena kupna auta, w założeniach optymistyczna, nieco mnie zirytowała (Jack nie zadał sobie trudu, by skonsultować z Rebeką tak istotną dla budżetu decyzję), ale nie mogłam się nad tym długo zastanawiać, bo wciągnęło mnie śledzenie kolejnych scen z samochodem w tle.

This Is Us

Doskonale wypada przeplatanie radosnej wyprawy całej rodziny na koncert z drogą na pogrzeb Jacka. Trudno o mocniejsze pokazanie, że gdy kogoś zabraknie, zmienia się wszystko. W tych sekwencjach widz zaczyna też słusznie podejrzewać, że nie dostanie tym razem dawki dorosłej wersji rodzeństwa, a uwaga skupi się wyłącznie na dzieciństwie i nastoletnich czasach Kate, Kevina i Randalla.

Muszę przyznać, że ani przez moment nie brakowało mi współczesnego planu. Pomysł z samochodem okazał się udany, bo właściwie nie ograniczał twórców. Mogli pokazać, co chcieli, przy okazji przypominając, jak wielu rzeczy jeszcze nie wiemy i jaki potencjał tkwi i wielopłaszczyznowej konstrukcji "This Is Us". A to przypomnienie przyda się najbardziej właśnie teraz, kiedy widzowie są ciekawi, jaki serial przyjdzie im oglądać, skoro "zagadka" śmierci Jacka została rozwiązana.

Nie wiedzieliśmy wcześniej, że u Rebeki podejrzewano raka mózgu. Poznaliśmy początek powracającego wątku "ulubionego drzewa Jacka". Wysłuchaliśmy nieco może przydługiej dyskusji o muzyce, odkrywając korzenie decyzji Kate, by zająć się na poważnie śpiewaniem. Scena z nauką jazdy dobrze zasygnalizowała problemy w relacjach Kevina i Randalla, przy okazji przypominając nam o Nickym i o tym, że jeszcze najstarszy plan czasowy, dzieciństwo Jacka, czeka na swój moment.

This Is Us

Owszem, nie wszystkie scenki służące jako hołd dla rodzicielskich czy mężowskich talentów Jacka wypadły równie ciekawie, ale chyba wszystkie były potrzebne do pokazania nam korzeni różnych dobrych i złych sytuacji w późniejszym życiu Pearsonów. Poza tym dobrze służyły jako przeciwwaga dla scen pogrzebowych. Trzeba docenić "This Is Us", że nie skorzystało z łatwego wyjścia i nie samym pogrzebem wzruszało najintensywniej.

Sam pogrzeb został tu bowiem potraktowany dość skrótowo, wręcz "odhaczony". A stypa okazała się nie tyle okazją do wspominania, jaki Jack był wspaniały, ile przeciwnie – przykładem, że bardzo łatwo zapomnieć wszystkie wieloletnie nauki. Kłótnia Kevina i Randalla to jedna z trudniejszych do zniesienia scen w "This Is Us", bo pokazuje, że w obliczu trudnych emocji wbrew temu, co Jack próbował wpoić dzieciom, na pierwszy plan wysuwają się animozje, a nie empatia i wzajemne wsparcie.

Cieszy powrót doktora K. (Gerald McRaney). To najlepsza osoba do uświadamiania Rebece, że jest twarda i że da radę. Mandy Moore ma w tym odcinku do zagrania mniej niż w poprzednim, ale "The Car" zapewnia ciekawą perspektywę. Dopiero teraz naprawdę widać, jak bardzo Rebecca była zależna od Jacka i jak mimo całej wspaniałości ich związku oduczyła się wierzyć we własne możliwości. Teraz nie ma wyjścia, a to daje jej szansę odkrycia innej wersji siebie. Widzowie już ją znają ze współczesnego planu czasowego, ale interesujące wydaje się samo patrzenie, jak ona sama odkrywa własną siłę.

This Is Us

Ciekawe spojrzenia daje "The Car" również na optymizm Jacka. Nieustające założenie, że wszystko będzie dobrze, nie tylko pryska wraz z jego w dużej mierze bezsensowną, możliwą do uniknięcia śmiercią, ale dodatkowo zostaje zachwiane tym, co już wiemy o dalszych losach rodziny. Niby Jack mówi sprzedawcy samochodów, że nie oczekuje wiele i chce tylko, żeby było "w porządku". Ale czy Pearsonowie są "w porządku"?

Rebecca bez mrugnięcia okiem przejeżdża w finale przez most, którego tak się bała. Zabiera dzieci na koncert, celebrując życie, zamiast poddać się rozpaczy. Podczas rozrzucania prochów mówi Kate, Kevinowi i Randallowi dokładnie to, co powinna – i co pewnie powiedziałby im Jack. Robi, co trzeba. A przecież wiemy, choćby z niedawnego odcinka o terapii, że utrata ojca bardzo mocno wpłynie na przyszłość rodzeństwa i samej Rebeki. Wszyscy będą starali się stosować do tego, czego nauczył ich Jack, ale poniosą wiele porażek, także w rodzinnych relacjach.

"The Car" płynie wolniej niż większość wcześniejszych odcinków "This Is Us". Ale to nie wada. Widz dostaje czas na przemyślenie różnych kwestii, które mógłby pominąć, gdyby został ponownie przytłoczony jakimiś wielkimi rewelacjami. Skoro już straciliśmy Jacka, to przynajmniej możemy trochę dłużej nacieszyć się tym, co znamy, zanim serial znów nas czymś zaskoczy. Trudno już teraz przewidzieć, jaki będzie ten serial, gdy 27 lutego wróci po przerwie spowodowanej igrzyskami olimpijskimi. Ale jest w czym wybierać. Czeka przeszłość Jacka, ale i odległa przyszłość jego dzieci i wnuków. Równocześnie kusi jeszcze lepsze poznanie Pearsonów sprzed utraty męża i ojca.

Jack mówi synom, że teraz tego nie doceniają, ale kiedyś spojrzą w przeszłość i ważne będzie, że ktoś inny też pamięta to wszystko, co im się przydarzyło. "This Is Us" przy całym talencie do nieprzewidywalnych zwrotów akcji i wielkich tajemnic sprawdza się też jako serial o momentach pozornie drobnych. Nie każda przejażdżka rodzinnym samochodem jest tą ostatnią. Ale po faktycznie ostatniej każda wcześniejsza okazuje się wyjątkowa i warta pamiętania.

  • maja

    Na pewno to był znacznie lepszy odcinek niż poprzedni. Nie wiem doprawdy czemu Amerykanie tak się kochają w tych scenach "z wracaniem po psa", ale strasznie mnie takie chwyty irytują. A niestety "This is us" lubuje się w takich zabiegach momentami. Denerwuje mnie też to epatowaniem krzykiem, łzami, wszystkie emocje podkręcone na maksa i tak też zagrane. Ok, to jest taki serial, inaczej nie będzie. Pod tym względem jednak faktycznie ten odcinek był znacznie lepszy niż reszta. To samo tyczy się odcinka z podróżą randalla i jego ojca z pierwszego sezonu.