Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie tygodnia

"Mozart in the Jungle" (Fot. Amazon Prime Video)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9

Ten tydzień należał do Mozarta w dżungli, dzieciaków z "Everything Sucks!", "American Crime Story", a także skromnych komedii HBO. Przedstawiamy hity i kity w najnowszej odsłonie.

HIT TYGODNIA: "Don't ask, don't tell" w "American Crime Story"

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" (Fot. FX)

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" (Fot. FX)


Różne rzeczy zachwycają mnie w 2. sezonie "American Crime Story", tym razem jednak wszystko zbladło przy mocnej, autentycznej historii Jeffa Traila (Finn Wittrock) i okrutnego końca jego wojskowej kariery. Nie ma pełnych danych na temat tego, do ilu zwolnień w amerykańskiej armii doprowadziła koszmarna zasada "Don't ask, don't tell" - w teorii postępowa, w praktyce zabraniająca służenia w wojsku każdemu, kto otwarcie mówił o swoim homoseksualizmie - ale z dostępnych liczb wynika, że dotyczyło to przynajmniej 13 tys. osób. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze na początku tej dekady to było obowiązujące prawo.

"American Crime Story" podeszło do tematu z należytą powagą, zrzucając ciężar tego odcinka na barki Finna Wittrocka, którego tym razem nie był w stanie przyćmić nawet Darren Criss. Bo historia oficera, którego potraktowano jak przestępcę, po tym jak uratował życie żołnierzowi gejowi, ma w sobie wielką moc. Prawdziwy Jeff rzeczywiście udzielił takiego wywiadu jak ten w serialu i naprawdę wyleciał z wojska. A w międzyczasie pech chciał, ze poznał Andrew Cunanana.

Oprócz tragicznej historii Jeffa odcinek "Don't Ask Don't Tell" przyniósł rzut oka na weekend w Minneapolis, podczas którego Cunanan wkroczył na morderczą ścieżkę, a także zgrabny montaż z dwoma wywiadami - Jeffa dla CBS-u i Gianniego Versacego dla "The Advocate". Nawet jeśli odbywały się one w skrajnie różnej oprawie i w skrajnie różnych warunkach, tak naprawdę chodziło w nich o to samo. Dwóch mężczyzn zdecydowało się powiedzieć prawdę o sobie w świecie, który nie akceptował takich jak oni. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9
  • Iwona

    Mnie w "High Maintenance" urzeka to, że bohaterowie i ich historie to trochę takie "błyski". Pojawiają się na te kilkanaście minut i znikają. Pojawiają się absolutnie zwyczajnie, w swojej codzienności, nie są to ani kluczowe momenty ich życia, ani sytuacje, w których rozgrywają jakiś oczywisty konflikt (no może poza tą płaczącą panią z ostatniego odcinka, ona ewidentnie miała ważny moment ;-)). A mimo to ich historie ogląda się fantastycznie, wciągają i urzekają swoją prostotą, naturalnością, błyskotliwością. Są piękną sumą doświadczeń, wyobraźni i obserwacji twórców.
    I bardzo ucieszyło mnie pojawienie się w tym serialu Kate Lyn Sheil. Kojarzę ją z filmu "Kate Plays Christine" to była świetna rola, grana momentami bardzo grubą kreską, na granicy przesady, fajnie zobaczyć ją w czymś subtelnym.

  • LuKe

    Dla mnie w tym tygodniu takie małe hity i małe kity. Żadna produkcja, którą w tym tygodniu oglądałem nie była bowiem ani jakaś zachwycająca, ani całkowicie kiepska.

    Małe hity:
    - Finał McMafii. Tak jak napisałem pod recenzją odcinka - to, co przeszkadza mi w "Mcmafii" to pewne opatrzenie się wątków i generalnie gatunku. Niemniej obserwowanie Jamesa Nortona w psychologicznym rozdarciu i w anturażu dość emocjonujących scen, nie jest nieprzyjemne. Chętnie zerknę na kontynuację przygód Alexa zwłaszcza, że nie uważam, że skręcił w całkowity mrok. Nawet jeśli to tylko pobożne życzenia i zaklinanie rzeczywistości.
    - "The alienist" - nie jest może odkrywczy, ale zdecydowanie oglądalny. W tym tygodniu dostaliśmy naprawdę fajny odcinek. Fabuła staje się coraz bardziej angażująca. Lubię bohaterów, lubię gang jaki stworzyli, lubię ich kłótnie, i odkrywanie tajemnic z ich życia. Tak, całość jest dość teatralna ale traktuję to jako zaletę. Nie przychodzę do fikcji fabularnych po 100% realizm. No i serial wygląda PRZEPIĘKNIE!!! Dla samych widoczków, kostiumów, wnętrz, czołówki i muzyki jestem w stanie przebrnąć przez nudniejsze sceny, których w tym odcinku zabrakło. I generalnie jest ich coraz mniej. "True detective" dla porównania był nudziarstwem niemal nie do porównania.

    Małe kity:
    - "ACS morderstwo Gianniego Versace" - Z odcinka na odcinek podoba mi się coraz mniej. Serial przypominał w tym tygodniu biografię stacji lifetime. Rozmywa się też trochę celowość serialu. Zarówno tytuł sezonu, jak i jego fabuła zdają się nie trafiać w punkt. Zafiksowanie się na wątkach homoseksualnych jest troszkę zbyt poręczne dla twórcy. Zdaje się, że wybrał pewną narrację, której chciał podporządkować ten sezon. Bo na dobrą sprawę jakie przełożenie ma "don't ask, don't tell" na morderstwa Cunanana? Cunanan zabijał, bo był socjopatą. Zobaczymy czy kolejne odcinki zaprezentują pewien rozstrzał wątków, aby ukazać szerszy kontekst jego persony i możliwych motywacji. Razi też przekłamywanie faktów (które są znane i sprawdzalne) na rzecz szycia historii grubymi nićmi, o której nikt tak naprawdę, nie ma pojęcia. Wywiad z Jeffem jest dostępny i ponoć w serialu pojawiają się rzeczy, których w wywiadzie nigdy nie powiedział. Również Darren Criss w tym odcinku był "za bardzo". Za mało subtelny, za bardzo jednowymiarowy.
    - "Counterpart" - mam podobny zarzut, co do "Mcmafii". Tu - opatrzenie szpiegowskiego gatunku. Sam pomysł nie jest też świeży. Mieliśmy przecież "Fringe", w którym człowiek z jednej rzeczywistości przeniknął do drugiej, aby zaburzyć równowagę w obu światach. O ile "Counterpart" wydaje się bardziej serio, skupione i lepiej zagrane, to sedno pozostaje to samo. W najnowszym odcinku nie podobało mi się to, jak szybko główny bohater się zmienił. I choć może nie jest to przemiana psychologiczna, to z całą pewnością wizulana / wizerunkowa. Nie podobała mi się scena lesbijska i jej zwieńczenie. Wyglądała niestety na scenę "efekciarską". Część decyzji podejmowanych przez bohaterów (czy też scenarzystów) wydaje mi się zbyt poręczna. W sensie - niektóre rzeczy się dzieją i są nawet wciągające, ale jeśli odsuniesz się na moment od fabuły i zaczniesz się zastanawiać dlaczego coś się dzieje? To ciężko znaleźć na nie odpowiedź. W obu światach usiłowano zabić lub przynajmniej uszkodzić żony głównych bohaterów. Tylko dlatego, że w obu przypadkach udało się tego uniknąć zagrożenie nagle zniknęło? Mamy zapomnieć o czymś, na rzecz nowych wątków aby uniknąć powtórzeń? W ten sposó unikamy też logiki. Motywacje bohaterów niestety szwankują. Może dalsze twisty rzucą na nie jakieś światło. Ale już na tym etapie podejrzewam wszystkich, o wszystko. Moim zarzutem jest tu chyba zbyt oczywiste poleganie na twistach. Przecież wiadomo, że okaże się, że ktoś stoi za stworzeniem przejścia, że ktoś stoi za wypuszczeniem wirusa i bohaterowie o których sądzimy, że są z jednej strony, okażą się szpiegami tej drugiej (Viserys ;)) generalnie mamy "klub swingersów" jeśli chodzi o bohaterów. Pozostaje mi czekać na twist, który rzeczywiście mnie zaskoczy lub dotknie emocjonalnie. Na razie jest pustynia. Niezła, ale tylko tyle.

    No i na koniec mały kit dla "Star Trek Discovery". Nie poddaję się, ale zasypiam na każdym odcinku. Jestem na szóstym i dziś musze go powtórzyć, bo wczoraj znów zasnąłem. Ale póki co jest to dla mnie bardzo przeciętny serial, rzekłbym nawet źle zagrany i wbrew pozorom wyglądający dość niskobudżetowo (taki sceniczno-studyjny klimat). Przypomina mi momentami nawet jakieś Power Rangers czy Herkulesa lub Xenę. A psychologicznie i emocjonalnie coś pokroju "Dr. Queen".

    • maja

      Właśnie obejrzałam ostatni odcinek Counterpart i był zdecydowanie najsłabszy ze wszystkich. Niektóre sceny były po prostu śmieszne. Ten dom na odludziu z sekretarką Mausi, otoczony ochroną? Please. A już najgłupsza była rozmowa w środku. Brzmiała jak wszystkie rozmowy we wszystkich filmach szpiegowskich. Jeśli to celowy zabieg, to go nie rozumiem. Nie bardzo też widzę sens w zamianie ról przez obu Howardów. Póki co nie posunęło to niczego do przodu. Obawiam się, że im dalej w las, tym będzie gorzej.

      • LuKe

        Jeszcze nie widziałem. Ale widziałem nowy "The alienist" i jest coraz lepiej. Wciąż, to nic odkrywczego i wiele osoób może kręcić nosem, ale polubiłem ten świat i łapię się na tym (podobnie miałem kiedyś z "The good wife"). że chcę aby odcinek trwał trwał i trwał.

        • maja

          Acha i albo mam halucynacje albo jednego z ochroniarzy emily w szpitalu "zagrał" Piotr Adamczyk. "Zagrał", bo do grania to tam za wiele nie miał. Jeno rozdziawił gębę i wyszedł z pokoju. Ciekawe, czy to by było na tyle, czy jeszcze go zobaczymy.

          • michax

            W trzecim odcinku też był Adamczyk i można było przegapić bo był w kominiarce. Chodzi mi o scenę odbijania dziewczyny i faceta z zapalniczką, to był Jan Paweł II:-)

          • LuKe

            Moim zdaniem to trochę dziwne posunięcie z jego strony. Osoba, która we własnym kraju jest dość popularna idzie na casting do zagranicznego filmu tylko po to, żeby zagrać niemego ochraniarza pojawiającego się na kilka sekund. Czy on liczy, że ktoś go zauważy w takiej scenie? Mam tu na myśli kogoś z branży, kto chciałby go później zatrudnić w jakiejś innej międzynarodowej produkcji. Ja rozumiem, że jakoś się trzeba zahaczyć ale niech to będzie chociaż epizod mówiony. Jest różnica pomiędzy skromnością i pokorą, a degradacją. To według mnie jest degradacja.

          • LuKe

            No chyba, że mu za ten epizod lepiej zapłacili niż w Polsce za rolę pierwszoplanową :D:D:D

          • michax

            Też nie wiem czemu. Nie rozumiem tego poza oczywiście jednym czyli kasa, albo jest jeszcze możliwość, że obojętne jaka rola, ale chciał zagrać u boku Simmonsa. W sumie to lepszą karierę robi zagraniczną jak już jesteśmy przy polskich aktorach Paweł Deląg, którego nazywam polskim Gerardem Depardieu. Ostatnio chyba w jakimś polskim serialu go widziałem, ale kiedyś zastanawiałem się czemu zniknął z polskiego kina. Okazało się że za żoną wyjechał do Rosji gdzie gra dużo, ale nie tylko, bo widziałem na youtube fragmenty serialu dokumentalnego Discovery albo National Geographic gdzie grał rzymianina (mówił chyba łaciną, słychać było że to jego głos). Role drugoplanowe, trzecioplanowe, np. rok temu widziałem Wikinga i ma tam ważną rolę kapłana z Grecji. Film opowiada o przyjęciu chrześcijaństwa w Europie Wschodniej, a głównym bohaterem jest książe Władzimierz I Wielki. Trailer świetny i na film czekałem dwa lata, ale okazał się taki sobie (oczywiście poza stroną techniczną, scenami batalistycznymi, zdjęciami, walkami), ale nie żałuję seansu bo brakuje mi takich filmów jak Potop, Krzyżacy. Chociaż ciekawe że z trailera w ogóle nie wynika że cokolwiek o chrześcijaństwie będzie w filmie.https://www.youtube.com/watch?v=ny9Fmx-rUKQ

          • maja

            Dzięki za te info, zupełnie nie zdawałam sobie sprawy. Chętnie bym przeczytałabym artykuł o poczynaniach "naszych" w obcojęzycznych produkcjach. Do tej pory głównie podpadali mi niemieccy aktorzy, ale oni radzą sobie generalnie lepiej w tej materii, by wymienić tylko frankę potente, tila schweigera czy daniela brühla, z tych bardziej znanych.

          • michax

            Posty wyżej piszę o Dorocinskim i Delągu, jak sobie radzą poza granicami naszego kraju:-)

          • maja

            Tak, już poczytałam:) dzięki!

          • michax

            Zapomniałem wspomnieć o Dorocińskim, który też ostatnio grywa za granicą, ale nie epizody. Zaczęło się chyba od serialu BBC (niestety marnego) Szpiedzy w Warszawie z Tennantem, ale później jest lepiej. Są to fajne filmy, a przynajmniej ciekawe role. Widziałem go w czesko angielskiej Operacji Anthropoid z Cillianem Murphy i Jamie Dornanem o zamachu na szefa SS w Czechosłowacji oraz w duńskim filmie Małżeńskie porachunki gdzie zagrał mordercę z Rosji. A za jakiś czas będzie miał premierę kolejny film angielski z Dorocińskim oraz synem Mela Gibsona i aktorem znanym z Gry o Tron, czyli Hurricane - https://www.youtube.com/watch?v=6s2poY9gTLE

          • maja

            serio? na jego miejscu chyba bym się wkurzyła:) to raz mam okazję zagrać w jakimś niepolskim serialu a ci mnie pakują w kominiarkę haha

          • michax

            Serio:-) Ja zauważyłem jego nazwisku w trzecim odcinku w napisach koncowych (tak na marginesie napisane z błędem podobnie jak w piątym) i zastanawiałem się jak ja go przegapiłem. Obstawiłem dwie wersje, że w kominiarce albo pojawił się na końcu w scenie z tabletkami, gdy widać tylko buty i ręce co rozsypują tabletki. Okazało się że w scenie odbijania dziewczyny to był on. A może w następnych seriach będzie jedną z ważniejszych postaci, teraz kryje się w cieniu, a później wyjdzie na plan pierwszy:-)

      • LuKe

        Okropny ten odcinek. Szczerze, to nie wiem czy nie zniechęcił mnie na tyle, aby porzucić serial w tym momencie. Nie zajmuje mnie ani ta intryga, ani ci bohaterowie. Wyczuwam takie silenie się na to, aby postacie miały jakieś zaplecze psychologiczne. Same szpiegowskie wątki mnie irytują i trochę nużą. Naprawdę znudziły mi się tego typu układanki. Kto , z kim , po co i czy oby na pewno. Nie ma w nich nic ciekawego, tylko dłużyzny, rozciąganie w czasie i mnożenie sieci powiązań. Nie tego szukam w serialach. Z tych samych względów nie podobał mi sie uwielbiany przez wszystkich "Westworld". Coś mi tu po prostu nie gra. Zamiast historii - widzę schemat serialu szpiegowskiego, zamiast bohaterów - napisane postacie, które mówią enigmatycznie tylko po to, aby zawlec nas do kolejnego odcinka.