Koniec dyplomacji. "Odpowiednik" - recenzja finału 1. sezonu

"Odpowiednik" (Fot. Starz)

0

Bez emocji porównywalnych do tych z poprzednich odcinków, ale z widokami na jeszcze ciekawszą przyszłość – tak zakończył się 1. sezon "Odpowiednika". Oceniamy ze spoilerami.

Szpiegowska historia z elementami science fiction od Starz spodobała nam się od samego początku, ale dopiero z czasem doceniliśmy jej wszystkie zalety. Począwszy od stopniowo rozbudowywanej wizji serialowego świata (a właściwie światów), a skończywszy na misternie tkanej sieci skomplikowanych powiązań, łączących się w zawiłą, ale wciągającą intrygę. Największym osiągnięciem twórców można jednak nazwać to, że udało im się uniknąć zamiany "Odpowiednika" w teatr jednego J.K. Simmonsa i dwóch Howardów Silków.

Wszystko dlatego, że choć główny bohater i grający go aktor to bez dwóch zdań najmocniejszy punkt serialu, nie zdominował go na tyle, by cała reszta wydawała się przy nim niewiele znaczącym dodatkiem. Mieliśmy tego przykłady we wcześniejszych odcinkach, gdy akcja skupiała się na Baldwin (Sara Serraiocco), Clare (Nazanin Boniadi) albo Peterze (Harry Lloyd), a finał tylko to potwierdził. Spora jego część została bowiem poświęcona tym fragmentom układanki, które nie dotyczyły bezpośrednio żadnego z Howardów. Skupiliśmy się za to choćby na konsekwencjach dramatycznych wydarzeń w siedzibie ONZ i kryzysie dyplomatycznym, jaki wywołały one w relacjach obydwu stron.

counterpart2

A raczej jego początkowi, bo na wyraźne skutki odcięcia się jednych od drugich, musimy jeszcze poczekać. Nie ma jednak wątpliwości, że takie będą – wszak brak reakcji na masakrę może zostać uznany za wypowiedzenie wojny i nie ma tu znaczenia, kto w rzeczywistości odpowiadał za strzelaninę. Przy tym wszystkim rodzi się więc całkiem naturalne pytanie: komu i na czym tu tak naprawdę zależy?

Odpowiedzi wciąż możemy się tylko domyślać, pomimo tego, że otarliśmy się już o sam szczyt hierarchii ważności po obydwu stronach. Przynajmniej w teorii, bo świetnie zrealizowane, stanowiące niemal swoje lustrzane odbicia sceny spotkań kryzysowych wzbudziły we mnie jeszcze więcej wątpliwości, na temat tego, co się tu dzieje, niż miałem do tej pory.

Bo skąd nagle wzięło się tu tyle podobieństw? Dotąd wszak pokazywano nam subtelne, ale jednak oczywiste różnice pomiędzy dwoma światami, a tutaj niemal ich zabrakło. Bardzo podejrzane, zwłaszcza w kwestii tajemniczego Kierownictwa, obecnego tylko za pośrednictwem przedstawicieli i dwóch prawie identycznych urządzeń (różniły się tylko kolorem świateł). Czyżby ktoś nam tu sugerował, że obydwie rzeczywistości są w jakiś sposób sterowane przez tych samych ludzi?

Nie można tego wykluczyć, ale rzecz jasna nie sposób wyciągnąć daleko idących wniosków. Poza takim, że w "Odpowiedniku" wciąż jest znacznie więcej niewiadomych, niż jasno postawionych spraw. Tym większe uznanie należy się twórcom za to, że choć w znacznej mierze błądzimy po omacku, udało im się nie tylko podtrzymać nasze zainteresowanie przez cały sezon, ale na koniec jeszcze je podsycić. To już zaś zasługa umiejętnego sposobu, w jaki ogólna historia (czymkolwiek by ona nie była), połączyła się z indywidualnymi wątkami.

Counterpart Season 1 2018

A na te powolna śmierć jednego z zamachowców pośrodku ziemi niczyjej wpłynęła bardzo mocno, niektórych stawiając w sytuacjach bez wyjścia, a innych w jeszcze bardziej skomplikowanym położeniu. Weźmy choćby Petera, który przeżywał tu prawdziwą huśtawkę emocjonalną. Od wzbudzającego sprzeczne uczucia ujrzenia Clare w szpitalu, poprzez niespodziewany awans, aż po specyficzne zacieśnianie małżeńskich więzi nad ciałem zabójcy. A to przecież dopiero początek, bo liczba frontów, na których będzie musiał teraz grać ten bohater, nagle wzrosła, tylko teoretycznie pozostawiając jego los we własnych rękach.

Podobne wnioski tyczą się zresztą także innych postaci, bo wszystkich tutaj łączą silne zależności, nawet jeśli na pozór wydają się one niewidoczne albo bardzo odległe. Wszystko to jest z kolei możliwe dzięki świetnie wykorzystanemu motywowi światów równoległych i tego, jak niewiele może dzielić na pierwszy rzut oka kompletnie różne od siebie rzeczywistości. Przejawy tego schematu dostawaliśmy przez cały sezon, ale dopiero mając przed oczami pełen obraz, możemy zobaczyć, jak sprytnie twórcy wykorzystali go do nadania znaczenia wątkom poszczególnych bohaterów.

Najlepszym przykładem jest rzecz jasna Howard, którego obydwie wersje w przewrotny sposób po raz kolejny zamieniły się miejscami. O ile jednak wcześniej mówiliśmy o zmianach raczej fizycznych, teraz konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze. Na tyle, że możemy się zacząć poważnie zastanawiać, czy jeden Howard stanie się drugim Howardem? I dla którego z nich będzie to zmiana na lepsze?

Dla tego dostrzegającego wartość w nudnej codzienności swojego sobowtóra i budzącego w sobie dawne uczucia? A może dla drugiego, odkrywającego, jak wiele w jego życiu było kłamstwem i nawet posuwającego się do morderstwa? Od pewnego czasu zdawaliśmy sobie sprawę, że tych dwóch wcale aż tak wiele nie dzieli, ale ta zamiana miejsc pozwoliła w pełni dostrzec, że "Odpowiednik" to tylko po części historia szpiegowska. W znacznej mierze jest bowiem opowieścią o przemianie osobowościowej i tym, co pcha ludzi do takich, a nie innych decyzji.

Counterpart Season 1 2018

Oglądanie, jak jeden Howard rozbudził w sobie na nowo uczucia, czytając żonie poezję Rainera Marii Rilkego, a drugi pogrążał się w dosłownym mroku celi, nie było może szczytem ekranowej finezji, ale bez dwóch zdań się sprawdziło. Tak samo jak cały serial, który obronił się, choć nie uniknął ani bijących po oczach uproszczeń (Aldrich, Cyrus i Pope zabici, gdy tylko przestali być scenarzystom potrzebni, a dalej mogliby stanowić problem), ani spłycania wątków postaci wypełniających swoje zadania.

Ten ostatni syndrom udzielił się Nadii/Baldwin, która po istotnej roli w pierwszej połowie sezonu, potem nie miała już wiele do roboty, służąc za wypełniacz czasu antenowego. No, może poza finałowym uśmierceniem Piotra Adamczyka, który ma prawo odtrąbić podwójny sukces, bo nie dość że dostał kilka kwestii, to jeszcze udało się go poprawnie podpisać – teraz międzynarodowa kariera jest już o krok!

Odstawiając jednak żarty na bok, trzeba powiedzieć, że pomimo kilku wad, "Odpowiednik" spełnił się jako wciągająca i niegłupia rozrywka. Pozostawiono nas wprawdzie z masą pytań, ale przede wszystkim z chęcią na poznanie odpowiedzi i ponowne spotkanie postaci, których losy śledziło się jak dotąd z przyjemnością. Wystarczy utrzymać taki poziom w 2. sezonie, a nic w tej kwestii nie powinno ulec zmianie.

Cały 1. sezon "Odpowiednika" można obejrzeć w HBO GO.

  • ROB-i

    Jak dla mnie,najlepsza rzecz jaka widzialem w pierwszym kwartale AD2018.

  • LuKe

    A ja będę w opozycji. Dla mnie J.K. Simmons nie jest najmocniejszym punktem programu. To doby aktor, ale postacie Howardów nie są dla mnie aż tak interesujące. Zabawa w to jacy są podobni i różni też moim zdaniem średnio zajmuje. Zgodzę się, że Baldwin wypaliła się tak szybko, jak w drugim odcinku i cały dalszy ciąg jej wątku był chyba tylko po to, aby wtrynić lesbisjki motyw i zaświecić parę razy golizną. Postać Clare choć teoretycznie ciekawsza, to dla mnie też - coś tu nie zagrało. Nie odpowiada mi aktorka w tej roli. Nie wiem, jest w niej jakaś nieodpowiednia energia. Pasuje bardziej do telenoweli brazylijskiej gdzie trzeba tylko wyglądać i beznamiętnie wypowiadać kwestie. Nie przekonała mnie ze swoimi emocjami. Nie cierpię też aktora grającego Alexandra Pope’a (dla mnie gość gra tak samo w niemal wszystkich produkcjach i posiada irytującą manierę) – cieszę się, że jego postać nie żyje – zakładając, że zechce mi się sięgać po sezon drugi. Murzyn – Ian (???) - równie dobrze mógłby być robotem, dla mnie ta postać nie wniosła nic do serialu poza swoim posępnym obliczem i telenowelowym czworokątem miłosnym. Generalnie mało kogo lubię w tej obsadzie, dlatego też ciężko mi się trochę oglądało. Niemal na co drugi odcinek włączałem podwójne przyspieszenie, bo nie wytrwałbym z mozolnym tempem akcji i „och jakże ważnych” dla fabuły rozmów. Jest jednak jeden aktor i jedna postać, którą lubię i jest to Harry Lloyd i jego Peter. To on trzymał mnie przed ekranem. Łudziłem się, że Nolan Funk będzie miał coś do zagrania, ale szybko go zabili i o ile w serialu nie mają maszyny do klonowania, to raczej do akcji nie wróci, bo zabito jego obie wersje. Jego śmierć na ziemi niczyjej też do mnie nie przemówiła. W ogóle nie kupiłem tego protokołu dyplomatycznego (strony, które non stop knują nagle grzecznie przestrzegają protokołu w obliczu masakry). Nie ma takiej opcji aby strona, po której dokonano masakry nie zeszła te kilka schodków i przeciągnęła drania na swoją stronę aby zadać mu kilka niewygodnych pytań. Nie rozumiem co dał brak interwencji? Dał – zamknięcie przejścia. Z resztą jeden strażnik i tak się wyłamał i zszedł do gościa. Co by było gdyby ten żył? No chyba, że jak sugeruje Mateusz po obu stronach pociąga za sznurki ten sam organ. Legendarny Czarownik z Krainy Oz zwany tu „managementem” (zaleciało mi trochę „Carnivale”). Pisałem już o tym serialu, że jak dla mnie zdecydowanie za małe stawki. Nie czuję żadnego prawdziwego zagrożenia, które sprawiłoby aby mi zależało na tych, jak wspomniałem wyżej, średnio zajmujących postaciach i ich motywacjach. Serial ma w sobie dużo przewidywalności bo operuje znanymi schematami kina szpiegowskiego. Duplikat świata jest tu elementem dodanym ale czy takie The Americans pomimo funkcjonowania w jednym świecie ma mniej emocji i czy nie opiera się na tym samym? Przecież było wiadomo, że ktoś kogo znamy będzie tym tajemniczym szpiegiem. Obstawiałem Petera i choć się pomyliłem, to byłem blisko. Cała ta opcja z szkołą INDYGO też dość wtórna. Nie wiem, dla mnie serial się jakościowo zeruje. Bo nie mogę powiedzieć, że jest nieudany, ale nie mogę też powiedzieć, że jest to jakiś Święty Graal wśród nowych seriali. Na upartego całe dziesięć odcinków można sprowadzić do tego, że Clare była szpiegiem, Emily Alpha była szpiegiem, Haroldowie przechodzą mozolną przemianę (która po 10 odcinkach drgnęła o milimetr), jedna strona dokonała zamachu (na pół gwizdka), który miał słabiutką siłę rażenia. Nie wiadomo kto za czym stoi i jaki jest plan długofalowy. Jak dla mnie zdecydowanie za mało jak na 10 godzin średnio angażującego serialu. Przewidywałem przed finałem, że być może Emily Alpha wybudzi się ze śpiączki aby na koniec sprzedać jakąś bombę. Owszem przebudziła się, ale bomby nie było. Była „zamiana tożsamości” głównego bohatera. A tak na koniec, to na początku serialu - po co Howard Alpha polazł w ogóle na drugą stronę i zgodził się na zamianę???
    Rozumiem, że produkcja może się podobać. Dla mnie zbyt nużąca na wciągającą rozrywkę i zbyt wtórna i naskórkowa, aby mieć angażujące drugie dno.