10 seriali Netfliksa i Amazona, które zostały skasowane za wcześnie

"Mozart in the Jungle" (Fot. Amazon Prime Video)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Kilka lat temu serwisy Netflix i Amazon zamawiały seriale jak szalone, teraz jeszcze szybciej je kasują, patrząc nie na jakość, tylko na oglądalność. Ofiarą takiej polityki padł ostatnio rewelacyjny "Mozart in the Jungle".

"Everything Sucks!"

Everything Sucks! zwiastun

"Everything Sucks!" (Fot. Netflix)


Zanim przejdziemy do grzechów Amazona, zerknijmy na to, co zbroił Netflix, który ostatnio kasuje seriale jak szalony. "Everything Sucks!" serialem wielkim nie było, ale było serialem sympatycznym i niegłupim, który prawdopodobnie by się obronił, gdyby Netflix choć trochę go promował. Trochę nostalgiczna, a trochę depresyjna komedia o dorastaniu w latach 90., którą stworzyli Michael Mohan i Ben York Jones, debiutowała niedługo po "Altered Carbon" i została zignorowana przede wszystkim przez samego Netfliksa.

Jak wygląda ignorowanie, pytacie. Ano tak, że podczas gdy materiały zapowiadające jeden serial wychodzą dosłownie codziennie przez kilka tygodni, o innych tytułach nie mówi się prawie wcale. A kiedy dziennikarze pytają o przedpremierowe screenery, słyszą krótkie: "nie ma" (co od razu budzi podejrzenie, że serial jest zły, bo przecież musi być jakiś powód, dla którego jest ukrywany przed naszymi oczami). Tak bywa często. Netflix z góry dzieli seriale na lepsze i gorsze, jedne wciskając widzom (i dziennikarzom) na każdym kroku, a innych nie polecając w ogóle.

"Everything Sucks!" należało do tej drugiej kategorii i chciałabym zrozumieć dlaczego. Uważam, że utalentowana grupka dzieciaków - na czele ze wspaniałą Peyton Kennedy i Jahim Di'Allo Winstonem - zasługiwała na lepsze potraktowanie, podobnie jak twórcy. Oczywiście, publika też jest w jakimś sensie jest winna, bo serialu nie oglądała. Ale żeby go oglądać, najpierw musiała wiedzieć o jego istnieniu, czego Netflix nie ułatwił.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  • Panna

    Rozumiem, ze Good Girls Revolt bykl wazny pod wzgledem przedstawionego tematu, ale sam serial nie byl ciekawy. Co do Everything Sucks, to potencjal byl, ale w natloku tylu produkcji jakos za bardzo jego braku nie zauwaze :)

  • Iwona

    Jest taki wiersz Norwida „Przepis na powieść warszawską” i w sumie niewiele zmieniając można by go przerobić na wiersz „Przepis na serial Netflixa”. Duża część
    seriali taśmowo produkowanych przez Netflixa i promowanych na każdym słupie to jest definicja miałkości, nudy, nijakości i braku artystycznych ambicji (wszystko jest tworzone wg. jednego, bezpiecznego, mocno podciągniętego w postprodukcji szablonu).

    Jestem też zafascynowana nowym pomysłem na życie Amazona, bo wydaje mi się (prawdopodobnie bardzo naiwnie), że wyprodukowanie takiego "I love Dick" to są kosztu niezauważalne dla Amazona i powinno to się kalkulować choćby przez pryzmat nominacji do prestiżowych nagród, ale widać wszystko musi być wyrażone pieniądzem. Ciekawe tylko co będzie gdy widzowie "Gry o Tron" nie rzucą się na "Władce pierścieni", bo nie będą wcale szukać substytutu.

    • Stawianie na jeden tytuł to zawsze błąd. HBO nie zaczynało przygody z "Grą o tron" od wydawania kilkuset milionów na licencję, budżety odcinków były na początku całkiem rozsądne, a mało znanym aktorom płacono grosze - w porównaniu z tym, ile zarabiają choćby gwiazdy sitcomów. Budżet pojawił się, kiedy okazało się, że ta inwestycja ma sens. Amazon wyrzuca dobre seriale i wydaje górę kasy na coś, co może nie mieć sensu. Chętnie popatrzę, co z tego wyjdzie.

      A o produkcjach Netfliksa po paru godzinach spędzonych w towarzystwie "Lost in Space" to już nawet nie chcę gadać. Ten serial i "Altered Carbon" zjechały z dokładnie tej samej taśmy produkcyjnej, tylko w jednym są cycki i przemoc, a w drugim dzieci i statek kosmiczny. Cała reszta się zgadza - porażająco sztuczny świat, wyciosani z drewna bohaterowie, napisane łopatą dialogi, fabuła dobra do nadrabiania braków snu albo czytania Fejsbuka na drugim ekranie. Ile jeszcze takich niepotrzebnych dzieł oni z siebie wyplują? To się robi jak TVN-owskie seriale - wszystko jedno co oglądasz, i tak jest identyczne jak cała reszta.

      • Iwona

        Ja uważam, że tony cycków w "Altered Carbon" to jest ukłon Netfliksa w stronę artyzmu i XXI wieku, mały krok w stronę niebezpiecznego świata gdzie ciało jest kostiumem, a seks nie zawsze jest w staniku. Próba pokazania, że dają twórcom wolność i możliwość artystycznego indywidualizmu. No i jakie to jest odważna. A jak dla widza ciekawe.
        Jeśli w Netfliksie nie zaczną ze zrozumiem i uwagą czytać scenariuszy, które wpadają im do rąk i nie dadzą twórcom trochę wolności to nic dobrego z tego szybko nie będzie ;-)

        Do oglądania "Lost in Space" oczywiście mnie zachęciłaś, koniec końców dobrze, że nie ma w tym serialu cycków, bo i dzieci mogłyby się zgorszyć, a ponadto serial straciłby na jakiejkolwiek realności jakby tak chodzili po tym kosmosie toples ;-)

  • franiis

    Oczywiście idealną sytuacją byłoby, gdyby każdy serial był kontynuowany tak długo, jak chce twórca lub jest jakiś widz który chce oglądać. Spodziewam się, że jest to niemożliwe. Można mieć twórcom za złe niektóre decyzje (słynne "Firefly", "Rome" czy "Arrested Development"), ale niektóre decyzje (jeśli spojrzy się choć trochę obiektywnie) są zrozumiałe i ciężko mieć coś im zarzucić.

    Cały artykuł wygląda jak jedna wielka pretensja w stronę serwisów. Sądzę, że część z tych seriali została skasowana wtedy, kiedy powinna. Oczywiście ktoś kto oglądał którąś produkcję i zakochał się w bohaterach, stylu, dialogach czy innym elemencie nigdy się z tym nie zgodzi, ale nie kieruję się do takich osób.

    Zatem do rzeczy:

    Podstawowe statystyki dla wszystkich wymienionych seriali (Rottentomatoes od krytyków - średnia z sezonów, Metacritic podobnie, IMDb ocena widzów + liczba głosów):
    (ważna uwaga ocena w Rotten na poziomie 70 to przeciętna - tam jest binarny głos +/-)

    Everything Sucks!
    - Rotten - 69%, Metacritic - 62%, IMDb - 7.7 (7 700 głosów)
    Sense8
    - Rotten - 81%, Metacritic - ~68%, IMDb - 8.4 (106 100 głosów)
    Mozart in the Jungle
    - Rotten - 95%, Metacritic - ~77%, IMDb - 8.2 (18 600 głosów)
    One Mississippi
    - Rotten - 96%, Metacritic - ~80%, IMDb - 7.2 (2 500 głosów)
    Lady Dynamite
    - Rotten - 97%, Metacritic - ~85%, IMDb - 7.5 (2 600 głosów)
    The Get Down
    - Rotten - 80%, Metacritic - 69%, IMDb - 8.4 (18 200 głosów)
    I Love Dick
    - Rotten - 87%, Metacritic - 73%, IMDb - 5.9 (2 900 głosów)
    Love
    - Rotten - 94%, Metacritic - ~76%, IMDb - 7.7 (26 400 głosów)
    Good Girls Revolt
    - Rotten - 69%, Metacritic - 65%, IMDb - 8.2 (4 000 głosów)
    Girlboss
    - Rotten - 33%, Metacritic - 53%, IMDb - 7.1 (10 500 głosów)

    Zacznijmy od oczywistości (patrząc na numerki):
    "Good Girls Revolt" i "Girlboss" powinny zostać skasowane od razu - krytycy nie lubili ich, widzowie nie oglądali, a same seriale były drogie.
    Patrząc na oceny widzów musiało też polecieć "I Love Dick" - skoro widzowie tego nie oglądają, a ii co włączyli nie polubili, to po co to trzymać. Sądzę, że jeśli coś ma tak niskie oceny, to znaczy, że mało kto dotrwał do końca sezonu. A jeśli ktoś nie dotrwał, to nie włączy kolejnego. Amazon zapewne to zauważył i nie miał co liczyć na poprawę publiki w ewentualnym drugim sezonie.
    Do oczywistości dodałbym jeszcze z wahaniem "The Get Down" - był za drogi (i z tego co wiem zbyt problematyczny), żeby Netflix chciał to kontynuować. Ciężko mieć to im za złe z tym co wiemy o serialu. Widownia też nie była oszałamiająca.

    Następnie mamy "One Mississippi" oraz "Lady Dynamite" - oba seriale dostały po dwa sezony, ale nie dały rady zebrać sensownej widowni (wydaje mi się, że oba miały nawet jakąś promocję). Widzowie ich nie pokochali (<= 7.5 na IMDb to najwyżej poprawna ocena). Krytycy je lubili i to mogło zapewnić im drugi sezon. Ale nagród to one wiele nie zebrały: "Lady Dynamite" miała nominację Satellite (za pierwszy sezon), a "One Mississippi" dostała Critics Choice też za pierwszy. Nie dziwię się, że oba serwisy nie widziały w tym hitów w które warto inwestować.

    "Everything Sucks!" - brak reklamy to dobry zarzut i to jest wina Netflixa. Ciężko powiedzieć co by było, gdyby "Everything Sucks!" dostało taką kampanię jak "Altered Carbon". Jednak krytycy się nim nie zachwycili (serial ma oceny porównywalne właśnie to krytykowanego szeroko "Altered Carbon" (Rotten i Metacritic)). Jak widać widzowie się w tym nie zakochali, ani też nie zaczęli oglądać tego masowo (liczby są trochę lepsze, ale cały czas nie wielkie). Oczywistym porównaniem byłoby "Freaks and Geeks", ale wydaje mi się bardzo nieuczciwe (to w końcu 18 lat różnicy)... Netflix skasował serial bardzo szybko (mniej niż 2 miesiące od premiery), więc może liczby by się poprawiły. Sądzę jednak, że patrząc na oceny i zainteresowanie jakie powstało nie było na wielkich szans.

    I teraz zostały trzy seriale, których skasowanie można uznać za zbyt szybkie: "Sense8", "Mozart in the Jungle" oraz "Love".

    Mozarta nie będę bronił - serial, który wygrał Złoty Glob i ma takie oceny zasługuje na szansę, żeby się pożegnać. Tu się zgadzam, że został skasowany za wcześnie.

    "Sense8" - kwestia kosztu i widzów. Choć liczba z IMDb wygląda nieźle, to spodziewam się, że mogła bardzo urosnąć po kasacji i szumie z nią związanym. Nie mam danych, ale jeśli serial kosztuje tyle co "Gra o Tron" (widziałem takie dane w sieci, ale za nie wiem na ile to prawda) to jednak musi przyciągać widzów. Z tego co pamiętam pierwszy sezon był dość mocno krytykowany, a dopiero na drugim się to poprawiło.

    "Love" - podobnie jak przy "Sense8" nie mam zdania i danych.

    Podsumowując chciałbym powiedzieć jedno - jeśli serial nie przyciąga widzów, nagród a krytycy są podzieleni to nie zasługuje, żeby zostać. Ile perełek byśmy stracili, gdyby seriale o których już nie pamiętamy były kontynuowane mimo braku argumentów za ich dalszym istnieniem. Można mieć pretensje do Netflixa (ja żałuję "Marco Polo", ale prawdopodobnie zasłużył na skasowanie) czy Amazona (ogłoszenie polityki kasowania wszystkiego co małe, to porażka), ale nie trzeba jednak mieć trochę dystansu i nie krytykować decyzji, które są oczywiste.

  • Tomek

    To nie jest tylko kwestia Netflixa, jemu się najbardziej obrywa bo wypuszcza coraz więcej i więcej seriali. Jednak skuteczność u innych jest podobna. Z tego ogromu seriali tylko niewielki procent nadaje się do oglądania i pochwalenia. W każdej stacji. Reszta to komercyjna taśma produkcyjna. Dyskutując tak dalej powiemy, że to nie jest tylko kwestia seriali, z filmami jest podobnie. Kiedyś oglądałem tylko filmy a teraz po prostu nie mam co oglądać. Z całej masy filmów tylko kilka zachwyca. Taka jest jednak kultura. Nie ma tu prostej recepty na artystyczny sukces. Dzięki temu możemy jednak zachwycać się prawdziwą sztuką, przy wybitnych serialach wypuszczanych seryjnie może tak byśmy się nie zachwycali ? ;)
    Co do tych kasowanych seriali, można za to powiedzieć że przynajmniej kończą z wysokimi ocenami. Wiele jest bowiem ciągniętych na siłę, odcinając kupony od dawnego sukcesu. Seriale powinny być planowane na 3-4 sezony z odpowiednim zamknięciem. Zamiast tego mamy tasiemce 7 sezonów z których tylko kilka jest na odpowiednim poziomie.

    • Jako współautorka tej listy, na której czele znajduje się niemal 100 procent obecnie emitowanych seriali FX, mogę tylko powtórzyć to, co napisałam już wiele razy: FX + HBO = jakość. Netflix = średniactwo. I tak, jest to też kwestia ilości.

      Ale przede wszystkim jest to świadomy wybór, żeby nas zalewać dziesiątkami seriali miernych zamiast produkować 10 czy 15 dobrych seriali rocznie (inna sprawa, że nie wiem, czy potrafiłabym wskazać 10 naprawdę dobrych seriali Netfliksa, raczej nie. A FX i HBO bez problemu, choć produkują dużo, dużo mniej).

      Produkcje Netfliksa statystycznie mają większą szansę, niż FX czy HBO, żeby wygrać nasz top 10, bo jest ich po prostu więcej. A jednak bardzo rzadko im się to udaje. Powód jest prosty: seriale Netfliksa, z dosłownie kilkoma wyjątkami, dzieli w tej chwili przepaść od telewizji jakościowej w najlepszym wydaniu. To albo sympatyczne produkcje środka, które lubimy, ale niekoniecznie cenimy, albo (coraz częściej) totalne gnioty.

      • Maciej Witek

        "Produkcje Netfliksa statystycznie mają większą szansę, niż FX czy HBO, żeby wygrać nasz top 10, bo jest ich po prostu więcej."

        I tak i nie. Netflix produkuje najwięcej, ale musi za każdym razem dostarczyć coś nowego żeby na wasze dobre opinie sobie zasłużyć. A takie HBO czy FX wydadzą jeden (słownie: jeden) dobry serial i mają gwarantowany udział w 8-10 hitach i kitach i w 2-3 topkach miesiąca.
        Oczywiście to niczego nie zmienia, bo nikt z branży, z całym szacunkiem dla was nie produkuje seriali z myślą o waszych rankingach, ale świat jest bardziej skomplikowany niż tylko "netflix ma statystycznie łatwiej" :).

      • Tomek

        "Ale przede wszystkim jest to świadomy wybór, żeby nas zalewać
        dziesiątkami seriali miernych zamiast produkować 10 czy 15 dobrych
        seriali rocznie". Nie rozumiem tego zarzutu, czesto pojawiającego sie w internecie, jakoby Netflix miał średnie seriale bo produkuje ich za dużo. Czy naprawde Netflix swiadomie wypuszcza wiele średnich seriali zamiast kilku dobrych ? Przecież Netflix ich nie produkuje ale jedynie zamawia. Tworzą je różni rezyserzy, ekipy, producenci. Czy są skazani na przeciętny poziom bo równoczesnie w innym miejscu inna ekipa produkuje kolejny serial dla Netflixa a ich serial jest jednym z kilkunastu aktualnie będacych w produkcji ? To nie ma sensu. Przecież każdej ekipie realizującej serial zależy na jak najlepszej jakości. Tak samo w interesie Netflixa jest głosny uznany serial bo to przyciąga abonentów. Naprawdę wierzysz w to, że można sterować jakością seriali i dlaczego Netflixowi miałoby nie zależeć na robieniu bardzo dobrych seriali. Nie da się tak wybrać by produkować 5 bardzo dobrych zamiast 10 średnich. To nie fabryka produkcyjna gdzie można dobrać albo drogie surowce gwarantujące jakość wyrobu końcowego albo tańsze pozwalające na efekt skali.

        HBO ma przewagę w medialności bo ich seriale zawsze będą przykuwać większą uwagę widzów i mediów. To z uwagi na archaiczny już powoli sposób pokazywania seriali czy 1 odcinek na tydzień. Przez to dobry serial jest na tapecie przez 2 miesiące. Dwumiesięczny rozgłos to dużo, w porównaniu z Netflixem, który wypuszcza wszystko w jeden dzień. Nie chcę tu tego oceniać bo to temat na inna dyskusję. Zwolennicy jednej i drugiej opcji mają swoje racje ale z uwagi na rosnąca popularność streamingu, chyba opcja Netflixu będzie dominująca w przyszłości.

        • BMR

          No właśnie po ostatnich decyzjach zamówieniowych zaczęłam się zastanawiać (i widzę, że nie ja jedyna), czy "każdej ekipie realizującej serial zależy na jak najlepszej jakości". Bo niestety możliwe, że zależy im głównie na wyciągnięciu z produkcji maksymalnego zysku. I im, i zamawiającej serial platformie. A produkcje typu "musi się opłacić" kończą się scenariuszem "znacie, to posłuchajcie"- czyli skoro najlepszą oglądalność mają cycki i smoki, to należy wypuścić na rynek więcej cycków i smoków. Broń Boże kameralną opowieść o tym, co gryzie i uwiera z perspektywy studia radiowego- bo tam ani cycków (i to w co najmniej dwóch kontekstach), ani smoków.

  • Michał Woźnicki

    Mozart nadal boli...

  • ROB-i

    Wiem ze to nie ladnie zyczyc komus zle ale mam nadzieje ze Amazon "przejedzie sie" jak na skorce od banana na serialowym "Wladcu Pierscieni" (chociaz wiem ze z pewnoscia sie myle).
    Widze sam po sobie jak podsumowuje pierwszy kwartal tego roku ze naprawde dobrych seriali tu jak na lekarstwo.Poza "Counterpart" ktore wyroslu u mnie jak na razie na lidera i w szybkim tempie dobijajace do tej samej ligi "Trust" chyba nie umial bym tu niczego dodac.Nowy rok jak na razie u mnie wyglada kiepsko w serialowym swiatku.Bardzo duzo za to jest produkcji srednich,ktorych nawet moglo by nie byc i cala masa rzeczy ktore zupelnie w swiecie sa nieogladalne.
    Nie wiem co sie dzieje z Netflixem,jedni go bronia inni juz mniej,sa tez tacy ktozy zmieniaja o nim zdanie,nikogo nie oceniam wolna droga.U mnie jest on chyba poza obecnie 2 serialami ("Narcos" i "The OA",nie wiem czy ten 2-gi w ogole doczeka sie kontynuacji) "fabryka" wypuszczajaca w glownej mierze sieczke ktora do mnie nie trafia (nie dotrwalem nawet do konca pilota "Lost In Space",moze gdybym mial te 35 lat mniej...[sic!]).
    Poza tym jestem zwolennikiem jednak jednego odcinka na tydzien i zapodawanie mi calego sezonu "zaraz,na raz" nie jest dla mnie.Wiadomo jednym to sie podoba innym juz mniej,ale ja wole sie delektowac kazdym odcinkiem przez tydzien niz zobaczyc caly serial (sezon) ciurkiem nawet jezeli jest to dobra produkcja.
    Mi do tego aby mnie "zaciagnac" przed ekran nie potrzeba "cyckow czy smokow",mysle ze te 2-wa wabiki pomalu odchodza do lamusa.Szukam we wspolczesnych mediach czegos innego,czegos co mnie zainteresuje i widze ze im mniej skomplilowana historia tym bardziej ma u mnie szanse,od zwykle zycie szarych ludzikow-tego szukam i czasami uda mi sie cos wylowic wsrod przecietnosci.
    Taki serial jak "I Love Dick" wiem ze mial za pewno bardzo mala ogladalnosc to samo tyczy sie "One Mississippi" ale byly to seriale jakze ludzkie,moze lekko eksperymentalne (choc to zle okreslenie),po prostu trudniejsze w odbiorze dla bardziej wymagajacego widza ale takie tez sa potrzebne.
    Czy na prawde juz liczy sie tylko komercja,ale w dobie gdy chyba pieniadz jest najbardziej pozadana rzecza na swiecie nie mozemy liczyc ze ci bardziej wymagajacy dostana tez cos dla siebie...,niestety gdy "smok pokazuje cycki a potem go zabijaja a on nadal ucieka" maja pierszenstwo.

    PS.
    Czy ja wspominalem cos o "skorce od banana"...???

    • michax

      Co do adaptacji Tolkiena od Amazonu o której wspomniałeś to jestem ciekaw, ale bardziej jestem ciekaw tych innych adaptacji za jakie bierze się Amazon jak choćby "Conana" czy książki SF, której tytuł wyleciał mi z głowy, ale wiem od znajomych że świetna powieść.

  • Anna_Ewa

    "Girlboss" to mój hicior, motywator i poprawiacz nastroju. Najbardziej żałuję tej produkcji.